Znak lata

Festiwale w końcu wróciły! I chociaż już w ubiegłym roku FEST czy Up to Date podejmowały próby zorganizowania imprez w pandemicznej rzeczywistości, dopiero teraz można mówić o powrocie na pełną skalę. Wraz z powrotami pojawiły się również nowe problemy, stare bolączki, ale też, przede wszystkim, mnóstwo ekscytacji, wyczekiwania i niezapomnianych wspomnień. O wielu z nich piszą nasi wysłannicy z całej Polski.

On Air Festival

Pierwsza edycja On Air Festivalu, organizowanego na Lotnisku Bemowo przez agencję Follow the Step, zakończyła się powodzeniem. Mające stanowić zwieńczenie wakacji dwudniowe wydarzenie headlinowane było przez Jamiego xx, Jorję Smith, Tame Impala i The Kooks. Jak można sądzić po tym zestawieniu, festiwal obracał się głównie wokół dźwięków alternatywnych i elektronicznych. Nie zabrakło na nim polskich gwiazd, takich jak Artur Rojek, Otsochodzi, Tymek, Kaśka Sochacka czy Ralph Kaminski. Pierwszy dzień zdominowany został przez żywiołowy i pełen miłości do muzyki występ Tash Sultana, a zwieńczony chyba najgłośniejszym ze wszystkich koncertów setem Röyksopp. W sobotę festiwalowicze mogli zachwycać się pięknymi głosami Alexandry Savior i Celeste, jazzową machiną zniszczenia The Comet is Coming, a po emocjach związanych ze świetnymi występami headlinerów pożegnał ich francuski duet Polo and Pan. To wszystko na stosunkowo niewielkim terenie w towarzystwie cyrkowych artystów i karuzel. Czekamy na kolejne edycje!

Michał Wrzosek

Orange Warsaw Festival

Po przerwie, która trwała od 2019 r., powrócił do nas Orange Warsaw Festival. Headlinerami tegorocznej edycji byli Tyler, The Creator oraz Florence and the Machine.

Nie zabrakło również polskich artystów. Na scenie pojawili się między innymi bracia Kacperczyk, Julia Wieniawa czy Żabson. Odbył się także koncert Zalii – stosunkowo świeżej postaci na polskiej scenie, której kariera niedawno zaczęła nabierać tempa. W ostatniej chwili pojawiła się informacja, że Earl Sweatshirt nie dotrze na swój występ. W ramach zastępstwa organizatorzy zaprosili zespół Karaś/Rogucki. Najliczniejsze grono fanów zebrało się pod główną sceną na koncercie Florence. Był to pierwszy występ artystki od wybuchu pandemii. Co więcej, trwał on aż dwie godziny. Między koncertami można było spędzić czas, bawiąc się na silent disco, zrelaksować się na leżakach przygotowanych przez Cinemacity oraz zjechać ze zjeżdżalni w przestrzeni Radia Zet. Oprócz tego festiwal przygotował szeroką ofertę w strefach gastro.

Iga Kowalska

Up to Date Festival

Białostocka impreza była jednym z nielicznych, o ile nie jedynym festiwalem, który nie zaliczył żadnej pandemicznej przerwy. Okrojona edycja 2020, w maseczkach i przy zachowanym reżimie sanitarnym, okazała się wyjątkowo udana, ale jednocześnie odkryła przed organizatorami konieczność korekty idei festiwalu – duzi raperzy dostali oddzielną imprezę (B.EAST FEST), żeby zostawić na Up to Date więcej miejsca na zjawiska mniej mainstreamowe.

Tegoroczna edycja została prawdziwie oddana temu zamysłowi. Na palcach jednej ręki można policzyć artystów, którzy znani są osobom spoza klubowej bańki. Jednocześnie skład twórców ambientowych okazał się jednym z najsilniejszych w całej historii Up to Date – Simon Scott ze Slowdive z nagraniami terenowymi, Rafael Anton Irrisari z dronowymi medytacjami czy Resina i chór z monumentalnym projektem Speechless to tylko niektóre z ważnych nazwisk.

W przypadku rapu i techno nie było aż tak gorąco jak zazwyczaj. Wyróżnili się 1988 z projektem Ruleta, mający pomysł na swojego połamanego trance’owego seta Julek Płoski, basowa selekcja LCY czy techno na perkusji Daniela Szweda. Tym niemniej kierunek, w którym chce zmierzać Up to Date (wsparty społecznymi inicjatywami i budowaniem silnego wizerunku) godny jest pochwalenia, a każdy pretekst do wizyty w Białymstoku jest dobry.

Jacek Wnorowski

Open’er Festival

Po licznych perturbacjach związanych z przekładaniem festiwalu, zmienianiem ogłoszonych artystów i ogólną niepewnością związaną z sytuacją na świecie, nadszedł czas na powrót najpopularniejszego i, dla wielu, najważniejszego muzycznego wydarzenia w Polsce.

Mało który festiwal może pochwalić się tak zróżnicowanym line-upem jak Open’er. Fani rapu byli zachwyceni występami Playboia Cartiego, Little Simz oraz jak zwykle spóźnionego A$AP Rocky’ego. Imagine Dragons, Måneskin oraz The Killers zagwarantowali wrażenia z najwyższej półki, jakich w zasadzie można było oczekiwać od headlinerów. Świetnie wypadła także Beat Stage z nocnymi setami znanych artystów tworzących muzykę elektroniczną.

Nie sposób było narzekać na nudę, gdyż oprócz samych koncertów, organizatorzy wraz z partnerami przygotowali cały szereg atrakcji dla uczestników. Niestety jedną z nich była ewakuacja festiwalu ze względów pogodowych, co popsuło plany osób czekających najbardziej na koncerty m.in. Dui Lipy. Myślę jednak, że imprezowy klimat Trójmiasta i wspaniali ludzie w otoczeniu granej na żywo muzyki same w sobie są wystarczającymi powodami, dla których warto wybrać się na Open’era.

Jakub Kołodziej

OFF Festival

Festiwal Artura Rojka kocha się po prostu za to, że jest. Mało która impreza muzyczna pozwala w ciągu jednego wieczoru potańczyć do świadomego lirycznie house’u Charlotte Adigery i Bolisa Pupula, pośpiewać do evergreenów z płyty Poniżej krytyki Papa Dance, powielbić Jezusa na uduchowionym koncercie Natalie Bergman i pobujać się w transowej mszy metalowego projektu Amenra. A to przecież tylko jeden dzień katowickiego festiwalu.

W tym roku program, mimo narzekań niektórych fanów, nie zawiódł, a atmosfera całej imprezy ponownie była niezapomniana. Nawet organizacyjne wpadki, takie jak chaos na polu namiotowym, miejscami niedomagające nagłośnienie czy kończące się przed czasem koncerty nie mogły przyćmić ogromnej frekwencji na koncercie Iggy’ego Popa, zatracenia w zabawie na występie Hannah Diamond czy miarowej melorecytacji Florence z Dry Cleaning w rytm szalejących gitar jej kolegów z zespołu.

OFF Festival na pewno musi podjąć kilka ważnych decyzji co do kierunku rozwoju festiwalu w przyszłości (czy Bedoes w składzie był ukłonem w stronę syna Artura Rojka?), ale nie zgubił swojego ogólnego konceptu, w który uwierzyło na przestrzeni lat tak wielu fanów muzyki alternatywnej w Polsce i za granicą. Oby do następnej edycji!

Jacek Wnorowski