Dziewczyno – idź, gdzie chcesz!

Mówią ci, że jesteś kimś. Możesz osiągnąć, co tylko chcesz, bo dobrze się uczysz. Wybór należy do ciebie… ale najlepiej to idź na politechnikę.

Autorka: Julia Jurkowska

Grafika: Jan Stusio

Walka o równouprawnienie trwa w najlepsze i wydaje się, że jako społeczeństwo jesteśmy na dobrej drodze, aby osiągnąć status będący złotym środkiem. Firmy prowadzą szkolenia uświadamiające w tematach mobbingu, wykluczeń i różnorodności, a na rozmowach o pracę coraz rzadziej pojawia się pytanie czy planuje pani zajść w ciążę w przeciągu najbliższych pięciu lat? Mimo to wciąż istnieją zawody, które stereotypowo przyporządkowujemy do jednej z płci. W sklepie pracuje kasjerka, w przedszkolu dziećmi zajmuje się przedszkolanka, a obiad gotuje im kucharka. Samolotem lata pilot, ale napoje podaje stewardessa. O czystość na uczelni dba sprzątaczka, ale w typowych godzinach pracy w tych pomieszczeniach karierę robi naukowiec.

Stereotypowe poglądy nie biorą się znikąd. Część z nich odwołuje się do tradycyjnego modelu rodziny, w którym to kobieta zajmowała się domem i dziećmi – zawód przedszkolanki, sprzątaczki czy kucharki jest naturalnym przedłużeniem tej wizji, tylko że poza gospodarstwem domowym. Inne zawody – wymagające opanowania emocji czy siły fizycznej – częściej przypisywane są mężczyznom, na których barkach miała spoczywać cała odpowiedzialność za dobrobyt i bezpieczeństwo rodziny. Ostatnią możliwą kategorią zawodów są te wymagające większej sprawności intelektualnej, jak chociażby naukowiec – rzeczownik, dla którego trudno jest znaleźć damski odpowiednik. Naukowczyni? Kobieta-naukowiec? Już same problemy językowe wskazują na pojawiający się w tym aspekcie problem. Na szczęście z pomocą można zwrócić się do polonistki, zapewne jako skojarzenie cieszącej się większą popularnością niż jej kolega polonista.

Ala ma decyzję

Dzieci od małego są pytane o to, kim chcą zostać w przyszłości. Gdy Ala mówi, że chce zostać piosenkarką, lekarką czy księgową jak mama, wywołuje to uśmiech na twarzach dorosłych. Gdyby jednak Ala powiedziała, że chciałaby zostać mechatroniczką czy elektrotechniczką, rodzice zapewne najpierw byliby skonsternowani. Informatyczką – jeszcze pół biedy, bo chociaż pieniądze dobre, ale inżynierką mechaniki i budowy maszyn?

Gdy za kilkanaście lat Ala będzie miała przed sobą decyzję, którą ścieżkę kariery wybrać, być może nie będzie już pamiętać wyrazu twarzy dorosłych po jej odpowiedzi na to ważne pytanie. Jeśli jej pasją nadal będą roboty i elektronika, to nawet nie słysząc nawoływań społeczeństwa, dziewczyna wybierze politechnikę. Z taką samą pewnością, z jaką 1 wybrałaby akademię muzyczną, gdyby jej pasją okazał się śpiew, czy uczelnię medyczną w przypadku chęci ratowania ludziom życia w gabinecie lekarskim. W dzisiejszych czasach dziewczyny coraz rzadziej myślą w kategoriach „wypada/nie wypada”, bo historia wiele razy pokazała, że kobiety mogą osiągnąć wiele, jeśli tylko realizują się w tym, co kochają robić.

W innym scenariuszu Ala po napisaniu matury nie byłaby zdecydowana, jaką przyszłość dla siebie wybrać. Nadaje się w równym stopniu na weterynarkę, co na informatyczkę. Ze wszystkim sobie radzi, ale w niczym nie czuje się świetna. W takim przypadku akcje zachęcające do wybrania uczelni technicznych i ścisłych mogą wyrządzić tyle samo szkody, co pożytku. Być może zawód programistki przyniesie Ali spełnienie, ale równie dobrze wybór tego kierunku może przysporzyć jej trzy lata nieszczęścia – i to tylko, jeśli po studiach pierwszego stopnia zdecyduje się zmienić branżę docelową. Niestety nie da się przewidzieć, która decyzja będzie tą prawidłową, możliwa jest natomiast pomoc w jej podjęciu. Taką pomocą są głosy krzyczące idź na politechnikę, pokaż, że kobieta też może. Nikt nie woła do Ali, żeby została weterynarką. Co wybierze Ala?

Dziewczyny na studia do liczenia

Jednym z najgłośniejszych projektów zachęcających kobiety do śmielszych wyborów dalszej edukacji jest inicjatywa Dziewczyny na Politechniki! i jej młodsza siostra Dziewczyny do ścisłych! Funkcjonujące od ponad 15 lat mają one na celu przełamywanie stereotypów i pokazywanie uczennicom szkół średnich, że mogą odnaleźć swoje miejsce na jednym z „męskich kierunków”. W ramach tych akcji przyznawane są stypendia oraz odbywają się dni otwarte prowadzone przez kobiety dla kobiet. Inicjatywa ta z pewnością jest słuszna, jednak nie można oczekiwać, że sama rozwiąże problem dysproporcji płci na studiach. Jest to pierwszy krok do próby zmiany stereotypowego wizerunku uczelni technicznych i kierunków ścisłych, ale wbrew pozorom wezwania jak te w nazwach projektów nie powinny być wygłaszane jedynie przez kobiety-naukowców czy starsze koleżanki, które odważyły się pójść tą drogą i nie żałują swojej decyzji. Podobnym głosem powinny wybrzmiewać też zachęty ze strony panów – bo to ich obecność prawdopodobnie przysparza przyszłym studentkom więcej obaw. Jednak nawet ze wsparciem przedstawicieli płci męskiej, pojawia się problem z grupą odbiorców. W końcu nie dla wszystkich dziewcząt znajdzie się miejsce na politechnice. Nie wszystkie dziewczęta chcą też, żeby to miejsce się znalazło.

Matura to bzdura?

Pierwsze decyzje dotyczące przyszłej ścieżki kariery podejmowane są podczas wyboru przedmiotów maturalnych. W latach 2015–2021 do obowiązkowej matury podstawowej z matematyki podchodziło więcej maturzystek. Sytuacja wygląda zupełnie inaczej, gdy pod uwagę weźmie się przedmioty rozszerzone, które są istotne przy rekrutacji na ścisłe kierunki studiów: matematykę, fizykę i informatykę. W historii „nowej matury” nie było przypadku, by do któregokolwiek z tych egzaminów podeszło więcej dziewcząt niż chłopców, a różnice są bardzo widoczne. Mniej niż co czwarta osoba pisząca maturę z fizyki to kobieta. Już to wydaje się nie najlepszym wynikiem, zwłaszcza, gdy pod uwagę weźmie się stosunek liczebności płci osób podchodzących do matur obowiązkowych, czyli około 54:46 z przewagą płci żeńskiej. Okazuje się, że nie jest to najgorszy wynik, gdy spojrzy się na statystyki dotyczące informatyki. W latach 2015–2021 największy odsetek kobiet podchodzących do matury z tego przedmiotu wynosił 11 proc. (2015 r.), a najmniejszy – 8 proc. (lata 2016–2018). Liczba dziewcząt podejmujących się tego wyzwania nigdy nie przekroczyła tysiąca – podczas gdy do egzaminów obowiązkowych rokrocznie podchodzi ponad 170 tys. osób. Na pewno ma w tym swój udział niezbyt duża popularność informatyki jako przedmiotu maturalnego. Na uczelnie techniczne i wydziały ścisłe zazwyczaj wystarczy matura rozszerzona z matematyki. Jednak i ona cieszy się większym zainteresowaniem wśród chłopców, którzy stanowią ok. 60 proc. maturzystów podchodzących do tego egzaminu.

Sama przewaga chłopców wśród osób podchodzących do matur z tych przedmiotów nie jest zaskoczeniem – ze świecą szukać dziewczyn, które w klasie z rozszerzoną matematyką i fizyką bądź informatyką miały liczebną przewagę nad swoimi kolegami. Maturalne statystyki pokazują jednak, że choć jest ich mniej, to one osiągają lepsze wyniki na wszystkich analizowanych egzaminach rozszerzonych – i to niezmiennie od 2018 r.

W tym roku nie zostanę inżynierem

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z 20 września 2018 r. w sprawie dziedzin nauki i dyscyplin naukowych oraz dyscyplin artystycznych, w skład „dziedziny nauk ścisłych i przyrodniczych” wchodzą: astronomia, informatyka, matematyka, nauki: biologiczne, chemiczne, fizyczne oraz nauki o Ziemi i środowisku. Liczba studentek, które wybrały jeden z tych kierunków, przez ostatnie trzy lata spadła o prawie 3 tys. (dla porównania – liczba studentów zmalała jedynie o niecałe 400 osób), jednocześnie tracąc przewagę procentową nad mężczyznami. Różnica nie jest duża, bo stosunek dziewcząt do chłopców wyniósł w 2021 r. 49:51, ale ulega to gwałtownej zmianie, gdy odrzuci się statystyki dotyczące nauk biologicznych, chemicznych oraz nauk o Ziemi i środowisku. Liczba studentek pozostałych kierunków nadal maleje, co więcej przewaga mężczyzn w tym środowisku jest zdecydowanie większa – stanowią oni ok. 70 proc. W gronie dziesięciu studentów nauk fizycznych spotkamy 4 studentki, podobnie wśród astronomów, ale już w dziesięcioosobowym gronie informatyków kobieta będzie tylko jedna.

Podobne wnioski można wyciągnąć przyglądając się raportom z rekrutacji na poszczególne uczelnie wyższe. Podczas rekrutacji na rok akademicki 2021/22 Akademia Górniczo-Hutnicza na fizykę techniczną przyjęła 58 osób, w tym 12 kobiet (20,7 proc.), na elektrotechnikę – 127 osób w tym 14 kobiet (11 proc.), a na informatykę 282 osoby, spośród których 38 to studentki (13,5 proc.). Podobna sytuacja ma miejsce na innej krakowskiej uczelni – Uniwersytecie Jagiellońskim. Wydział Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej przyjął w trakcie tej samej rekrutacji 363 osoby, z których ponad 2/3 to mężczyźni. Odsetek dziewczyn przyjętych na studia z fizyki i informatyki stosowanej nie przekracza 27 proc.

Kryteria przyjęć

Oczywiście uczelnie podczas rekrutacji nie przyznają dodatkowych punktów za płeć, co byłoby niedopuszczalne zarówno w przypadku przyznawania bonusów „na lepszy start” dla maturzystów, jak i dla maturzystek. Oceniane są jedynie umiejętności i wiedza, których podsumowaniem są wyniki z egzaminów maturalnych. Jednak według przytoczonych wcześniej statystyk to dziewczęta uzyskują lepsze wyniki na koniec liceum. Nie znajduje to jednak odzwierciedlenia w rekrutacji na studia. W tym roku na Wydział Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego próbowało się dostać 400 maturzystek, czyli 44,3 proc. chętnych. Wyniki rekrutacji wskazują jednak, że kobiety stanowią 38,6 proc. nowych studentów tego wydziału. Podobna sytuacja miała miejsce na sąsiednim Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki – tam pośród chętnych do studiowania było 33,6 proc. kobiet, natomiast w gronie przyjętych studentki stanowią 29 proc. Na takie statystyki składa się zapewne wiele czynników, chociażby rozkłady wyników maturalnych, o których ze średnich nie można nic wywnioskować. Nie zmienia to jednak faktu, że pomiędzy egzaminem maturalnym a początkiem studiów, kolejne 1 dziewczęta decydują się na zmianę swojego powołania. Czy jest się czym martwić?

Nie o taką równość walczyliśmy

Rola mężczyzn w postrzeganiu kierunków technicznych i ścisłych jest niestety kojarzona z krążącymi studenckimi legendami, najczęściej wśród osób uczęszczających na politechniki. Głupie komentarze, nieśmieszne żarty i krzywdzące założenia – tak w skrócie można podsumować obawy przyszłych studentek.  Któryś z prowadzących znowu wrócił do swojego popisowego dowcipu o zmywarce, a koledzy z roku błyskotliwie zasugerowali w jakim stroju studentki powinny pojawić się na najbliższym egzaminie. Każda taka historia pokazuje młodym dziewczynom, że nie jest to miejsce dla nich – może lepiej dać sobie spokój i nie musieć znosić gorszących uwag?

O sprawach tego typu zrobiło się głośno, a w międzyczasie społeczeństwo zaczęło dostrzegać, że Polska nie jest państwem przyjaznym i bezpiecznym dla kobiet. Trochę z lęku przed konsekwencjami, a trochę z życzliwych względem studentek pobudek, sytuacja uległa znaczącej zmianie. Na kobiety zaczęto chuchać i dmuchać, byle tylko czuły się dobrze i nie żałowały tego odważnego wyboru, jakim było wkroczenie w ścisłe dziedziny nauki. Od ich kolegów studentów nadal wymaga się tyle samo, ale gdy chodzi o dziewczęta pozwala się na nieco większe braki. Podstawowe zasady to: nie krzycz i nie wyśmiewaj błędów – obie rzeczy można już robić, gdy ma się do czynienia z inną, mniej delikatną i mniej wrażliwą płcią. Cel niby słuszny, ale efekt wciąż taki sam. Koledzy narzekają, że studentki mają łatwiej, bo są dziewczynami, one same zresztą też mają co do swoich umiejętności coraz większe wątpliwości. Miały czuć się 1 jak  u siebie, a skończyło się rozterkami – w końcu gdyby pasowały tu tak samo jak mężczyźni, byłyby traktowane na równi.

Nie jestem cyferką

Statystyki wskazują pewne zależności, przedstawione jako liczby czy procenty. Patrząc na kartkę nie sposób jest nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że mniej dziewcząt wybiera kierunki techniczne i ścisłe. Jednak żadna z tych liczb nie mówi i nigdy nie powie, czy wszyscy uwzględnieni w statystykach są szczęśliwi i zadowoleni ze swoich wyborów. Nawet jeśli dojdziemy kiedyś do wyrównania i fizykę będzie studiować 50 proc. dziewcząt i 50 proc. chłopców, nie będzie to świadczyć o tym, że wszyscy są tym stanem rzeczy usatysfakcjonowani. Być może zatem lepszym rozwiązaniem jest przyjęcie 12,5 proc. szczęśliwych studentek automatyki i robotyki na AGH niż namówienie tych kilku więcej? Chyba lepiej skupić się na zapewnieniu im bezpieczeństwa podczas wieczornego powrotu z zajęć i niezapominaniu o pozostałych studentach, o których obecność nikt tak mocno nie walczy.

Baby są jakieś inne

W całej dyskusji na temat obecności kobiet na kierunkach technicznych i ścisłych zapomina się o dopełnieniu statystyk do stu procent badanych – czyli o mężczyznach. Im nikt nie powtarza, że mogą iść na politechnikę, a przecież po maturze stoją przed tymi samymi dylematami co koleżanki. Można machnąć na to ręką – w końcu stereotypowy mężczyzna to spryciarz i złota rączka, który w wolnych chwilach gra z kumplami na komputerze, więc idealnie wpasowuje się w profil tych studiów. Skoro jednak walczymy ze stereotypami, to dlaczego nikt nie woła chłopaki nie na politechniki albo chłopaki do społecznych!? Zachęcając tylko jedną płeć do spróbowania swoich sił w jakiejś dziedzinie, między słowami przesyłamy wiadomość, że druga część społeczeństwa tę odwagę ma, co więcej – że powinna ją mieć.

Studenci kierunków technicznych i ścisłych są traktowani jako pewniacy. Nikt nie obawia się, że może ich nagle zabraknąć, ale nikt też nie bierze pod uwagę ich ewentualnej chęci bycia psychologiem czy pielęgniarzem. Podczas walki ze stereotypami sami się w nich zamykamy, a presja nakładana na młodych mężczyzn, aby dużo zarabiali i podejmowali się bardziej neutralnych emocjonalnie zawodów, znajduje odzwierciedlenie w statystykach rekrutacji na studia.

Jak żyć?

Jak zwykle idealnym, a jednocześnie niemożliwym do zrealizowania rozwiązaniem, byłoby znalezienie złotego środka – pomaganie tym, którzy tego potrzebują i nieprzeszkadzanie tym, którym mogłoby to zaszkodzić. Im później pojawiają się głosy wspomagające, tym trudniejsze i bardziej ryzykowne jest ich działanie. Zamiast przekonywać osiemnastoletnie dziewczyny, że one też mogą zmieniać świat, lepiej byłoby działać w tym kierunku, by takie dodatkowe zapewnienia u progu dorosłego życia nie były już potrzebne.

Nie oznacza to, że akcje promocyjne kierunków technicznych i ścisłych są do szpiku kości złe. Z pewnością bez większego problemu znajdzie się studentki, które dzięki nagłośnieniu akcji Dziewczyny na politechniki! czy też Dziewczyny na ścisłe! wybrały swoją ścieżkę i są z niej zadowolone. O ile prostsze byłyby ostatnie lata nauki szkolnej, gdyby uczennice były już zdecydowane i pewne swoich możliwości. Przekonań i stereotypów nie zmieni się przez noc – być może i my zbyt szybko ich wypatrujemy. Być może za kilkanaście lat dzisiejsze przedszkolaki będą już wolne od uprzedzeń i wojny między stereotypami a pragnieniami, które niejednokrotnie mogą zlewać się w całość.

Jeszcze będzie normalnie

Chcąc, aby rzeczywistość była równa dla wszystkich – niezależnie od płci – prosimy o nową normalność. Tymczasem dziewczętom udającym się na politechniki wmawia się, że są wyjątkowe, i to nie tylko na tle kolegów z roku – są bardziej szczególne również od swoich koleżanek, które bez polotu wybrały inne, babskie studia. Mówi się, że nauka ich potrzebuje, że kobieca wizja jest nieoceniona – czy to znaczy, że bez mężczyzn technologia zaszłaby równie daleko, jak nie dalej?

Abstrahując od cichego umniejszania roli mężczyzn w tym wyobrażeniu świata, można przenieść się w czasie o dziesięć, może trochę więcej, lat do przodu. Przyjmijmy, że zrealizowaliśmy dzisiejsze marzenia i maturzystki wybierają politechniki równie chętnie co ich koledzy. Dziewczynki, które będą miały takie same umiejętności jak dzisiejsze kandydatki na studia techniczne i ścisłe nie będą już takie wyjątkowe – mimo że musiały opanować dokładnie te same zagadnienia, co ich poprzedniczki. Nasuwającym się wytłumaczeniem jest ich liczebność – maturzystki rekrutowane dzisiaj są w mniejszości i to czyni je unikatowymi, prawie jak eksponaty w muzeum. Ale czy w całej promocji kierunków ścisłych nie chodzi właśnie o to, żeby dziewczynki poczuły się „lepsze” niż stereotypowe kury domowe, którym odbierano prawo do posiadania własnych marzeń? Czy nie dążymy do tego, by poczuły się w pewien sposób „wybrane” do propagowania nauki? Czy zatem nie czyni je to wyjątkowymi na tle społeczeństwa? A jednak zasady rekrutacji na studia są dla nich dokładnie te same, co dla ich kolegów ze szkolnych ławek, dla których ma to być normalna kolej rzeczy. A więc jednak – zakładamy, że dziewczynki na starcie są gorsze. Definicję tego słowa można wybrać dowolnie: mniej inteligentne, mniej pracowite, generalnie mniej…

Na koniec i tak będziemy tacy sami

Równe szanse polegają na tym, że każdy z nas traktowany jest jednakowo. Tak powinna przedstawiać się normalność, bez specjalnego traktowania wymagającego głośnych akcji promocyjnych. Jeżeli uczelnie wyższe potrzebowały dodatkowego bodźca, by zorganizować interesujące i angażujące dni otwarte, pokazujące, że przedmioty ścisłe naprawdę mogą być fajne, dobrze się stało, że taką wskazówkę otrzymały. Jeżeli ktoś z grona profesorskiego potrzebował wiadomości, że w nauce (jak i w całym życiu) nie ma miejsca na seksistowskie żarty, należy tylko się cieszyć, że do niego dotarła. Jeżeli choć jedna młoda kobieta dzięki akcjom typu Dziewczyny na politechniki! czy Dziewczyny do ścisłych! uwierzyła w swoje umiejętności – znakomicie. Powinniśmy jednak dążyć do tego, by normalnością było, że kobieta, tak samo jak mężczyzna, może realizować się w naukach technicznych. Uwierzyć, że gdy ona mówi, że da radę, to faktycznie tak będzie. W końcu przeszła dokładnie tę samą drogę, co chłopak ubiegający się o jej stanowisko. I nie ma w tym nic wyjątkowego.

W tym wszystkim nie należy jednak zapominać o drugiej stronie medalu – o mężczyznach, którzy mają takie samo prawo do podejmowania pracy wykraczającej poza ich stereotypowe obowiązki. Od najmłodszych lat powinno się powtarzać dzieciom – nie tylko dziewczynkom – że mogą być, kim chcą. Pierwszym narzędziem, którego można używać do wprowadzania zmian, jest nasz język ojczysty. Śmiech w odpowiedzi na tytuł inżynierka na pewno nie jest dobrą drogą do celu.

Pobierz „Magla”!