Od początku, raz jeszcze

Sequele, prequele, remaki nie są niczym nowym – weźmy na przykład Narodziny gwiazdy, które doczekały się czterech wersji na przestrzeni lat 1937–2018, czy musical Annie (pięć wersji w latach 1932–2014). Absolutną rekordzistką jest zaś Opowieść wigilijna, która ekranizowana była aż dziesięciokrotnie w latach 1901–2021! Ostatnio można jednak odnieść wrażenie, że prawie każda nowa produkcja jest jedynie remakiem lub sequelem. Czy oznacza to, że wszystko już było?

TEKST: Hanna Sokolska

Z biznesowego punktu widzenia produkowanie remake’ów zawsze było dobrym pomysłem – co do zasady nowych adaptacji doczekują się filmy, które uprzednio odniosły przeogromny sukces finansowy i zgromadziły rzeszę wiernych fanów. Tym samym istnieje wyższa szansa na to, że nowa produkcja też przyniesie duże zyski, przyciągając zarówno starszych miłośników, jak i zupełnie nową widownię. Dlatego też tak często w ostatnich latach platformy streamingowe decydują się inwestować znaczne kwoty zwłaszcza w tzw. rebooty i revivale popularnych seriali. Niekiedy zdarza się również tak, że dany pomysł okazuje się wielkim hitem, ale sam film niekoniecznie rezonuje z zagranicznymi widowniami tak mocno jak z macierzystą, nie w pełni wykorzystując swój potencjał na przebój. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia przy włoskim filmie Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie, który trafił w 2019 do Księgi Rekordów Guinessa jako film z największą liczbą remake’ów w historii, wynoszącą wówczas 18 i z planami na produkcje w kolejnych państwach w kolejnych krajach. Nie bez znaczenia jest również pandemia i wywołany przez nią kryzys ekonomiczny – produkcja remake’u jest dla wytwórni czy platformy streamingowej obciążona mniejszym ryzykiem niż nowego, zwłaszcza opartego na scenariuszu oryginalnym, dzieła.

Remake, reboot a revival

Remake to produkcja oparta w dużej mierze na tym samym scenariuszu i opowiadająca tę samą historię. Reboot to rodzaj remake’u, który ma miejsce w tym samym uniwersum, co oryginalna produkcja, ale rozpoczyna ją na nowo, resetuje, modyfikuje, wprowadza nowych bohaterów – w odróżnieniu od sequelu czy prequelu nie zachowuje kontynuacji czasowej, nie odnosi się też do wydarzeń z poprzedniego filmu czy serialu – rebootem Dynastii (ABC, 1981–1989) jest Dynastia (CW, 2017). Revival – tak samo jak reboot najczęściej dotyczy seriali i jest kontynuacją historii z uprzedniej produkcji mającą miejsce po latach – przykładem będzie I tak po prostu… (HBO, 2021) będące kontynuacją Seksu w wielkim mieście (HBO, 1998–2004) czy iCarly (Paramount+, 2021) i iCarly (Nickelodeon, 2007–2012); może być uznany za rodzaj sequelu.

Ta sama historia, po raz kolejny

Platformy streamingowe szczególnie chętnie inwestują w zakupy praw do rebootów czy revivali niegdyś niezwykle popularnych seriali – w ten sposób na HBO Maxw ubiegłym roku debiutowały chociażby Plotkara (2021), reboot Plotkary (CW, 2007–2012) czy Słodkie kłamstewka: grzech pierworodny (2021), reboot Słodkich kłamstewek (Freeform, 2010–2017), Posunięcie to miało oczywiście na celu zachęcenie fanów tych serii do zakupu subskrypcji platformy. Podobnie postąpiło też chociażby Hulu, wypuszczając Jak poznałam waszego ojca (2022), reboot serialu Jak poznałem waszą matkę (CBS, 2005–2014). Wspomniana nowa iCarly jest jedną z najpopularniejszych produkcji Paramount.
Na marginesie warto zaznaczyć, że premiery tych konkretnych seriali wpisują się również
w coraz silniejszą ostatnio w popkulturze nostalgię za pierwszą połową drugiej dekady XXI w., co tłumaczy też wyjątkowo krótkie okresy pomiędzy zakończeniem jednej serii, a premierą jej remake’u. Już w 2018 r. prawie 50 proc. wszystkich pierwowzorów remake’ów stanowiły filmy nie starsze niż 10 lat.

Jak długo poczekać?

Według danych zebranych przez stronę internetową Stephen Follows średni czas pomiędzy premierą oryginalnej produkcji, a jej remakiem wynosił trochę ponad dwadzieścia siedem lat na przestrzeni ostatnich trzech dekad, co przyrównać można
do długości trwania jednego pokolenia, czyli w przybliżeniu dwudziestu pięciu lat. Wydaje się to sensowne, biorąc pod uwagę przemiany społeczno-kulturowe, jak i postęp techniki filmowej – wiele filmów i seriali starzeje się nie tylko wizualnie, ale też z uwagi na humor, który czasami jest najzwyczajniej krzywdzący dla mniejszości (jak np. liczne żarty z homoseksualności w Przyjaciołach) i znikomą różnorodność etniczną, zupełnie nieodzwierciedlającą rzeczywistego przekroju społeczeństwa. W nowych produkcjach obsada jest bardziej zróżnicowana, zwraca się większą uwagę na reprezentację mniejszości rasowych i etnicznych. Tym samym, nowe adaptacje zwiększają uczestnictwo historycznie marginalizowanych grup w kulturze masowej.

Czy nie ma już nic nowego?

Nie tylko same remaki są odpowiedzialne za odczucie wtórności w kulturze masowej. Ich udział w ogóle produkcji powstających w latach 2015–2019 wynosił jedynie ok. 5 proc., co oznacza, że przynajmniej w teorii wciąż rokrocznie zasypywani jesteśmy nowymi treściami – nowe adaptacje starych hitów cieszą się jednak większym rozgłosem w mediach, są też intensywniej promowane przez dystrybutorów niż zdecydowana większość oryginalnych filmów i seriali. Znaczącą dozę odpowiedzialności należy przypisać także platformom streamingowym, nieustannie tworzącym teoretycznie oryginalne produkcje, które jednak powielają nieustannie te same schematy fabularne i archetypy postaci w oparciu o to, co w danej chwili przyciąga największą widownię, czego doskonałym przykładem
są chociażby świąteczne filmy Netfliksa. Istotną rolę w tym wszystkim odgrywają algorytmy, które mają na celu maksymalnie wydłużyć czas, jaki użytkownik spędza na danej platformie i projektowane są tak, aby podsuwać użytkownikom treści jak najbardziej zbliżone do tych, których najwięcej dotychczas konsumowali (chociażby określany w procentach match na Netfliksie), co, jak można podejrzewać, wynika z tego, że ludzie najbardziej lubią poruszać się w swojej strefie komfortu i wracać do znanych sobie schematów.