Suono del futuro

Półwysep Apeniński od początków ludzkiej cywilizacji był punktem odniesienia dla europejskiej i światowej tradycji. Również dzisiejsza kultura w dużej mierze opiera się na tamtejszym dziedzictwie – trudno byłoby sobie wyobrazić współczesne modę czy film bez dokonań włoskich twórców. Muzyka nie pozostaje tu wyjątkiem, nie ograniczając się przy tym jedynie do klasycznej twórczości kompozytorów baroku. Czym było italo disco i dlaczego możemy dopatrywać się w nim przodka tak wielu dzisiejszych gatunków elektronicznej muzyki tanecznej?

Tekst: Kacper Rzeńca 

Dwunastego lipca 1979 r. należy do najbardziej symbolicznych dat w historii światowej muzyki rozrywkowej, będąc w niej zapisaną jako „noc, kiedy umarło disco”. Miano to zawdzięcza wydarzeniu znanemu jako Disco Demolition Night, kiedy przeszło 50 tys. przeciwników tego gatunku zebrało się na stadionie baseballowym Chicago White Sox, aby obserwować wysadzenie w powietrze płyt ze znienawidzoną muzyką. Rzadko kiedy jesteśmy w stanie tak ściśle przypisać upadek gatunku muzycznego do konkretnych ram czasowych – o ile w lipcu 1979 r. jeszcze pierwszą szóstkę listy przebojów w USA stanowiły utwory disco, to już w dwa miesiące później w czołowej dziesiątce nie było żadnego. Oczywiście nie jest tak, że to jedno wydarzenie zabiło cały nurt – jest ono jednak dobitnym symbolem ruchu będącego częścią konserwatywnej fali, wzbierającej w amerykańskim społeczeństwie pod koniec lat 70., a która w dużej mierze przyczyniła się do zwycięstwa Ronalda Reagana w wyborach prezydenckich w 1980 r. Muzyka taneczna na parę lat zniknęła z czołówki amerykańskich list przebojów, zastąpiona przez rock oraz przebijające się do mainstreamu country. Sytuacja wyglądała jednak inaczej w Europie, która stała się swoistym schronieniem dla disco i umożliwiła przetrwanie gatunku oraz jego ewolucję w nowe formy. Szczególnie istotnym polem dla tego procesu były Włochy.

My name is Giovanni Giorgio…

Wkład włoskich twórców w muzykę taneczną nie ograniczał się jedynie do ery post-disco – jej historii nie da się opowiedzieć, nie wspominając postaci Giorgio Morodera, nazywanego „ojcem disco”. Urodzony w Południowym Tyrolu, w młodym wieku wyjechał do Monachium, aby rozpocząć karierę muzyczną. To tam poznał Donnę Summer, dla której wyprodukował w 1975 r. ich pierwszy wielki przebój, Love to Love You Baby. Jednak prawdziwy przełom będący ich udziałem nastąpił dwa lata później, wraz z wydaniem I Feel Love. Był to pierwszy hit muzyki tanecznej, którego warstwa melodyczna w tak dużej mierze opierała się na dźwięku syntezatorów. Moroderowi udało się w ten sposób przełożyć awangardowe do tej pory eksperymenty takich twórców jak Kraftwerk czy Brian Eno na język popowy i położyć podwaliny do szerszego wykorzystania elektroniki w muzyce, nie tylko tanecznej – jak stwierdził wspomniany Eno, [in I Feel Love] I’ve heard the sound of the future.

W późniejszych latach Moroder pozostawał jedną z najważniejszych postaci rozwijającej się sceny muzyki elektronicznej, przy czym nie ograniczał się do twórczości klubowej. Największe sukcesy święcił w dziedzinie kompozycji filmowej – jest m.in. laureatem trzech Oscarów oraz autorem niezliczonych przebojów ze ścieżek dźwiękowych popularnych obrazów, które nierzadko stawały się singlami, zajmującymi czołowe miejsca list przebojów. W 2013 r. został zachęcony do powrotu na wielką scenę – po 20 latach przerwy w karierze – przez francuski duet Daft Punk, otrzymując zaproszenie do współtworzenia ich albumu Random Access Memories. Trzecim utworem na trackliście jest będące hołdem dla dokonań Włocha Giorgio by Moroder, z którego m.in. pochodzi spopularyzowany w memach cytat My name is Giovanni Giorgio, but everybody calls me Giorgio. Stanowiący warstwę liryczną piosenki monolog producenta poza takimi „jednolinijkowcami” zawiera również m.in. wykładnię jego wczesnej filozofii muzycznej: I wanted to do an album with the sounds of the fifties/The sounds of the sixties, of the seventies/And then have a sound of the future/ And I thought „Wait a second/I know the synthesizer, why don’t I use the synthesizer/Which is the sound of the future”.

Kosmiczna miłość

Zdefiniowanie, czym dokładnie było italo disco, nie jest wcale trywialnym zadaniem. Pełniąc pionierską rolę w rozwoju muzyki elektronicznej, stanowi ono bardzo szerokie spektrum form muzycznych, od przaśnych, prostych piosenek Silvera Pozzoliego po awangardowe, mroczne kompozycje Koto. Nazwa ta została wymyślona przez właściciela niemieckiej wytwórni ZYX Music, Bernharda Mikulskiego, który wykorzystywał ją jako slogan promocyjny dla wydawanych przez nią składanek muzyki z europejskim disco. Z czasem jednak termin ten nabrał węższego znaczenia, opisując bardziej specyficzne brzmienie, jakie narodziło się w wyniku elektronicznych eksperymentów – głównie włoskich producentów – z muzyką disco. Italo można scharakteryzować jako nurt eskapistyczny, dedykowany do klubów i dyskotek, mający służyć głównie zabawie. Posługując się ponownie cytatem z Morodera: I think it would be stupid for us to try and tell people who are dancing in a discotheque about the problems of the world. That is the very thing they have come away to avoid.

Dlatego jest to zwykle muzyka nieskomplikowana, zarówno w warstwie melodycznej, opierającej się głównie na akcentowaniu powtarzalnego rytmu, podkreślanego poprzez wykorzystanie automatów perkusyjnych, jak i słownej – większość wokalistów italo śpiewało klasyczne teksty o miłości. Nieskomplikowane nie znaczy jednak prymitywne – opierając się na prostych środkach, producenci tego nurtu potrafili tworzyć niebanalne kompozycje, których jednak głównym celem pozostawało umożliwić odbiorcy zapomnieć się i zanurzyć w rytmie. Nie należy też zapominać, że wytyczali oni nowe szlaki na europejskich parkietach, gdzie wciąż zespół instrumentalny można było spotkać częściej niż producenta z syntezatorem. Ważnym aspektem italo disco było również poszukiwanie wspominanego przez Morodera „dźwięku przyszłości”. W związku z tym muzycy często inspiracji poszukiwali w sci-fi, co znajdowało odzwierciedlenie z jednej strony w warstwie tekstowej, często odwołującej się do wątków futurystycznych (czasem łącząc je nawet z drugą ulubioną, miłosną tematyką, czego przykładem może być jeden z klasyków gatunku, Spacer Woman duetu Charlie), a z innej w „kosmicznym” brzmieniu. Ten drugi aspekt nie dotyczył jednak tylko melodii – twórcy italo jako jedni z pierwszych w muzyce popularnej na dużą skalę eksperymentowali z elektronicznymi modulatorami głosu, często mając na celu uzyskanie obcej, „robotycznej” intonacji.

Spuścizna na lata

Mimo dużej popularności italo disco w europejskich klubach, nurt ten w niewielkim stopniu zdobył szerokie uznanie w pozaklubowej świadomości muzycznej. Krytycy muzyczni nie odnosili się do niego z dużą sympatią, uważając go za muzykę zbyt prostą i mało ambitną, nie był on też często grany w rozgłośniach radiowych. Z tego względu na światowych listach przebojów sukcesy święciło tylko kilka utworów italo, wśród nich Dolce Vita Ryana Parisa, Self Control Rafa (chociaż większą popularność osiągnął cover Laury Branigan) czy Boys Sabriny, a sam gatunek po paru latach zaczął znikać nawet z bardziej gościnnych dotąd parkietów dyskotek.

Nowatorskie podejście włoskich twórców do muzyki tanecznej wywarło jednak ogromny wpływ na producentów z całego świata, inspirując powstanie pod koniec lat 80. wielu nowych i do dziś popularnych gatunków, które kolektywnie nazywa się dzisiaj skrótem EDM. Ich eksperymenty z wydobywaniem na pierwszy plan utworu rytmu, znalazły duży posłuch wśród amerykańskich DJów, którzy z braku przebojów na „osieroconym” przez disco lokalnym rynku muzyki tanecznej chętniej sięgali po europejskie utwory (wymienić tu należy takie klasyki jak Hypnotic Tango My Mine czy Dirty Talk Klein & M.B.O.). Kontynuowali oni równocześnie poszukiwania twórców italo, mocniej akcentując linie basów ponad melodię oraz ograniczając wokal do roli wspierającej rytm, co z czasem przerodziło się w takie gatunki jak house, techno i freestyle, dla których głównymi ośrodkami były odpowiednio Chicago, Detroit oraz Miami. Fala ta szybko przeszła na drugą stronę oceanu, w wyniku czego house i techno zaczęły rozwijać się również w Europie, głównie we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Nie można oczywiście powiedzieć, że italo było dla tych producentów jedyną inspiracją – w samych Stanach bezpośrednim następcą disco było Hi-NRG, wykorzystujące podobne do Włochów elektroniczne motywy, nie sposób też nie wspomnieć o brytyjskich twórcach synthpopowych. Niemniej zasługi włoskich twórców są tu nie do przecenienia.

Również w Europie producenci z innych krajów bezpośrednio czerpali z dokonań swoich włoskich kolegów, przyczyniając się do rozwoju gatunków znanych jako eurodisco (w krajach kontynentu) i eurobeat (w Wielkiej Brytanii), przy czym tutaj większą inspirację stanowili bardziej estradowi, trzymający się klasycznej melodyki i sentymentalni twórcy w rodzaju Savage’a czy Spagni. W drugiej połowie lat 80. oraz w latach 90. muzyka ta dominowała w europejskich dyskotekach, przeradzając się w takie gatunki jak eurodance czy w Polsce disco polo. W początkach III RP stragany oraz rozstawiane wprost na chodnikach stoiska pełne były kaset w rodzaju Best italo hits vol. 3, a rodzimi artyści albo wprost wykonywali muzykę italo (do czołowych zespołów tego nurtu należały Bolter z hitem Zapomnisz o wczorajszym dniu czy Top One z Ciao Italia), albo dostosowywali ją do lokalnej wrażliwości, dodając elementy polskiej muzyki ludowej czy biesiadnej. Przeboje italo i eurobeatu robiły również furorę w Japonii, będąc inspiracją muzyczną dla klubowej subkultury Para Para oraz stanowiąc bazę dla szeregu soundtracków japońskiego anime z lat 90. (m.in. serialu Initial D).

Dziedzictwo włoskiej muzyki elektronicznej nie kończy się jednak na latach 80., inspirując kolejne pokolenia artystów nawet dzisiaj. Jako najbardziej dobitny przykład można przytoczyć synthwave, którego retro-futurystyczne brzmienia czerpią wprost z dokonań Giorgio Morodera oraz twórców italo. Ważnym źródłem mody na synthwave był film Drive, przy seansie którego można nie tylko wykształcić nową osobowość, ale też posłuchać świetnej ścieżki dźwiękowej z również inspirowanymi italo, chociaż bardziej popowymi utworami takich twórców jak Chromatics i Desire, pochodzących z wytwórni o znaczącej nazwie Italians Do It Better. Do spółki z innymi artystami indie sięgającymi po podobne inspiracje, takimi jak Sally Shapiro czy Caroline Polachek, pokazują oni, że współczesne italo nie musi koniecznie dostawać z automatu łatki „retro”, a może brzmieć całkiem świeżo, nawet poszerzając obecne granice popu. Również klasyczne italo ciągle się broni jako muzyka dla współczesnych parkietów, czego dowodem może być jego obecność w takich warszawskich klubach jak Smolna czy Jasna 1 – w tym drugim są organizowane nawet imprezy całkowicie poświęcone italo, z jego stałymi rezydentami Dtekkiem oraz Kovvalskym i Pittim Schmittim z K.O.D.-u (Komitetu Obrony Disco) jako gospodarzami. Okazuje się, że podobnie jak w innych dziedzinach kultury, tak i w muzyce elektronicznej spuścizna włoskich twórców może na wieki pozostawać inspiracją.

Posłuchaj specjalnej playlisty pod adresem: tiny.cc/italodisco.