Bladee & Ecco2k – Crest

Recenzja albumu Crest nagranego przez Bladee i Ecco2k wydanego przez YEAR0001.

Tekst: Jan Ogonowski

Na pierwszy wspólny album Bladee i Ecco świat czekał już od paru dobrych lat. Wydany w tym roku Crest może jednak nie przypaść do gustu szczególnie ortodoksyjnym fanom początków twórczości Drain Gangu, ponieważ zupełnie nie brzmi jak depresyjny cloud rap. Płytę przepełnia euforyczny miks chaotycznej słodyczy epki PXE, idylliczno-baśniowej atmosfery 333 i minimalistycznej abstrakcji Exetera.

Epicentrum nowego albumu stanowi utwór 5 Star Crest (4 Vattenrum). Ponad ośmiominutowa muzyczna odyseja przypomina konstrukcją bardziej numery z nurtu prog-rocka niż standardowe kawałki Drain Gangu. Piosenka składa się z pięciu kontrastowych segmentów, w których artyści przedstawiają idealne podsumowanie palety barw i inspiracji obecnych na albumie. Widoczne są tu zarówno odwołania do trapu (chociażby kultowy sound-effect „perfect” lub trzecia sekcja, w której Ecco rapuje na tle dezorientującego rytmicznie podkładu), jak i synthpopu (perkusja grająca four-on-the-floor w drugiej sekcji) czy ambientu (rozpływające się w melancholii zakończenie utworu). Choć poszczególne segmenty rozpoczynają się i urywają nagle, udaje im się doskonale współgrać przez zanurzenie w gęstej warstwie elektroniki, która obecna jest na całym albumie.

Producent Whitearmor opakował na płycie minimalistyczne beaty rodem z Exetera w chaotyczne, lecz słodkie tekstury, które w swoim astygmatycznym rozmyciu przywodzą na myśl zabiegi stosowane w shoegazie czy dream popie. Eksplodujący, niemalże hyperpopowy bas z piosenki Chaos Follows odseparowany jest od słuchacza ścianą przestrzeni i pogłosu, stając się jedynie odległym echem swojej oryginalnej formy. Podobnie jest z rozjeżdżającymi się syntezatorowymi arpeggio z The Flag Is Raised, które zlewają się ze sobą, jedynie sugerując swoją pełną postać.

Pomimo tego, że pierwszy odsłuch płyty może być dezorientujący dla odbiorcy, Crest zdecydowanie zyskuje na ponownej, bardziej wnikliwej analizie. Pozorny brak chwytliwych melodii w stylu 333 rozwiewa się stopniowo wraz z postępującym uzależnieniem mózgu od fragmentów takich jak „Maria, Maria…” na otwierającej płytę piosence lub kolażu wokali Ecco z końcówki White Meadow. Podobnie jest z pierwotnie zlewającymi się w jedno ścianami syntezatorów. Każdy kolejny odsłuch pozwala słuchaczowi zagłębić się w następną unikalną warstwę otaczającego go świata detali i ścierających się przemyślanych barw.

Na albumie Crest Bladee, Ecco i Whitearmor stworzyli nowy, rozkwitający muzyką mikrokosmos, który doskonale spina dotychczasową twórczość artystów, będąc zarazem śmiałym i ekscytującym krokiem w nieustannej ewolucji ich brzmienia.

Ocena: 9/10