Została nam tylko melodia

Sukces ma nie tylko wielu ojców, ale również gromadkę dzieci. Każda dobrze przyjęta nowość znajduje grono naśladowców, a branża nie gra tutaj roli. Nie inaczej bywa w muzyce, a wyraźny tego przykład możemy obecnie obserwować na polskiej scenie popowej. Wszystko za sprawą Zuzanny Ireny Jurczak, znanej też pod pseudonimem Sanah.

Tekst: Jacek Wnorowski

W każdym szerokim nurcie, a takim na pewno jest polski mainstream muzyczny, można obserwować pewne trendy, które mogą też tworzyć swego rodzaju mikrogratunki. Wszystko to nadchodzi falami i po jakimś czasie umiera albo przycicha, chociaż bywają też wyjątki. Wśród hiphopolo czy pop rockowych ballad spod znaku Kasi Cerekwickiej i Patrycji Markowskiej takim wyjątkiem na pewno jest polski „alternatywny pop”, zapoczątkowany przez Brodkę i Bartosza Dziedzica, bogato zaaranżowany i przywiązujący dużą uwagę do detali. Teraz w taki właśnie sposób nagrywają m.in. Dawid Podsiadło i Daria Zawiałow (dodając do tego swoje własne, unikalne cechy). Innym nurtem, zapoczątkowanym niedawno, jest ten wykreowany przez Sanah. Nie ma on wprawdzie nazwy, ale roboczo można go określić po prostu „sanahowym”.

Wylany szampan

O image’u Sanah można by pisać długo, a to właśnie on jest tutaj nośnikiem muzycznej idei. Skromna dziewczyna, nienagannie ubrana, podkreślająca kulturowo kojarzone z kobietami akcesoria i stroje (długie sukienki, kwiaty, naszyjniki), szczera (lub pozująca na szczerą) w komunikacji z fanami i śpiewająca bez skrępowania charakterystyczną barwą głosu o rzeczach nierzadko głupich lub naiwnych (składnia językowa, potocyzmy wymieszane z archaizmami czy wątpliwy sens niektórych wersów również wydają się być w tej kreacji istotne), ale jednak bardzo trafiających do słuchaczy, uderzających w uniwersalne motywy i wartości. Skutek? Wyprzedane trasy i ciągła obecność w radiowej rotacji. Wydaje się, że o sukcesie Sanah zdecydował właśnie ten kolaż cech, a nie jakiś konkretny atrybut czy zwyczajnie chwytliwe brzmienie. Dlatego nie jest dziwne, że szybko znalazło się grono naśladowczyń, bardziej lub mniej próbujących podpiąć się pod sukces warszawianki.

Zerokaloryczne ciasteczko

Chyba najwyraźniejszym przykładem inspiracji Sanah jest Marie. Wspólnych punktów jest wiele: image niewinnej dziewczyny, konstrukcja tekstów (zdrobnienia, potocyzmy) czy wyraźnie artykułujący pojedyncze słowa sposób śpiewania. Marie jest jednak mniej sprawna aranżacyjnie – współpracujący z nią Producent Adam opiera się mniej „żywych” niż u Sanah instrumentacjach, największy nacisk kładąc na syntezatory, co w tym wypadku skutkuje czasem utratą detali. W związku z tym jest bardziej przebojowo i nowocześnie, inaczej niż u romansującej z estetyką czasów minionych Sanah. U Marie jest również trochę więcej ironii, słodko-gorzkich fraz oraz niepewności ukrytej pod maską śmiałości i swobody.

Mam kogoś lepszego

Jeszcze bardziej nowocześnie jawi się bryska, inna artystka, która ma coś wspólnego z Sanah. Trudno to coś jednak wydobyć z jej radiowych przebojów, które zazwyczaj są EDM-owymi remiksami znacznie bardziej stonowanych kompozycji (Odbicie, Lato). To dopiero w tych drugich można wyczuć fascynacje artystki: blichtr czy specyficzne, „naturalistyczne” tekściarstwo (co ciekawe, zarówno w utworze Sanah Kolońska i szlugi, jak i w kompozycji bryskiej Lato pojawiają się odwołania do Lany del Rey), czyli atrybuty tak charakterystyczne dla Sanah. Jednocześnie bryska, pozostając wciąż w roli „zwykłej dziewczyny”, ubiera się już znacznie bardziej ekstrawagancko, w neonowe barwy i przyciągający wzrok makijaż. Brzmienie nawiązuje do sfery wizualnej, podobnie jak u Marie nacisk kładziony jest na syntezatory, ale pojawiają się też nośne fragmenty oparte choćby na gitarze akustycznej. Wydaje się jednak, że w przyszłości drogi bryskiej i Sanah mogą się całkowicie rozejść.

Niebieski ptak

Julia Pośnik to jedno z najgłośniejszych nazwisk polskiego popu, głównie dzięki TikTokowi. Jej twórczość jest jak worek inspiracji, więc wcale nie dziwne, że wśród nich znalazła się również Sanah. Podobieństwo słychać głównie w tych utworach, które uciekają od r&b czy pop rocka, takich jak Puszczaj czy 6 piętro. Julii nie można jednak posądzać o zbytnie zapatrzenie w image Zuzanny – ma ona swój charakterystyczny styl, nawiązujący raczej do nastoletnich trendów w modzie i sposobie wyrazu. Inspiracje bywają tu raczej wokalne, co najlepiej, poza wspomnianymi utworami, słychać w gościnnej zwrotce w piosence Niebieskie ptaki braci Kacperczyk, gdy Julia wchodzi głosem na wyższe rejestry i przez chwilę brzmi dosłownie jak Sanah.

Niewypowiedziana scena miłosna

Zalia, obok wpatrywania się w takie artystki jak Daria Zawiałow i Mela Koteluk, ogląda się również na Sanah. LUNA, mimo wyraźnego pozowania na „polską Aurorę”, zdaje się też być pod wpływem Zuzanny. Coś „sanahowego” słychać również u, na razie jeszcze mniej znanych, Oliwii Januszewskiej czy Weroniki Szymańskiej. Jednak im dalej od głównonurtowego epicentrum, tym bardziej wyraźne wcześniej echa twórczości Sanah stają się coraz mniej pobrzmiewające.

Nic w tym dziwnego, wszak wciąż nie można o „sanahowym” stylu mówić jako o oddzielnym mikrogatunku. Na razie jest to co najwyżej pewien trend, dla niektórych artystek będący jednym z wielu obecnych podczas poszukiwania własnej artystycznej drogi. Co przyniesie przyszłość? To w dużej mierze będzie zależało od samej Sanah, która obecnie piastuje funkcję naczelnej muzycznej trendsetterki polskiego mainstreamu.