Ho99o9 – SKIN

Recenzja albumu SKIN Ho99o9 wydanego przez DTA Records.

Tekst: Jakub Kołodziej

Ostatnie kilka lat okazało się niezwykle owocnymi dla stosunkowo niszowego gatunku, jakim jest trap metal. Mimo że fuzje metalu z agresywnym rapem nie są niczym nowym, jego czołowi przedstawiciele, tacy jak $uicideboy$, Ghostemane czy City Morgue, stale zyskują na popularności, inspirując przy okazji nowych artystów. Dwuosobowy projekt Ho99o9 (czyt. horror) powstał już w 2014 r., ale na debiutancki album kazał nam poczekać jeszcze trzy lata. W tym czasie duetowi udało się odnaleźć, po części metodą prób i błędów, swój unikalny muzyczny styl. Obecnie, gdy trapmetalowi wykonawcy pojawiają się jak grzyby po deszczu, walka o bycie usłyszanym staje się coraz bardziej zawzięta. Jest tylko jeden problem – nie da się jej wygrać krzycząc do mikrofonu głośniej niż rywale.

Wiele utworów Ho99o9 nie grzeszy pomysłowością i mimo swojej agresji brzmi po prostu jednowymiarowo, nudno. Taka stagnacja nie jest niczym nowym w świecie, gdzie pożądany jest ciągły wysyp nowych albumów, jakby to były produkty, które należy szybko i w dużej liczbie sprzedać (halo, gdzie w tym wszystkim zamiłowanie do sztuki?). Głównym poszkodowanym tego procederu jest kreatywność, przegrywająca w starciu z odgrzewanym w kółko kotletem. Sprawa ma się podobnie na drugim albumie duetu, z pewnym wyjątkiem. SKIN nie stara się być na siłę czymś przełomowym, lecz raczej ulepszeniem dotychczasowych dokonań wykonawców. Dźwięki, które słyszeliśmy od lat, powracają ze zdwojoną siłą, uzbrojone aż po zęby arsenałem nowych pomysłów. Chwytliwe są emopunkowe wstawki, niejednokrotnie stanowiące pomost między ciężkimi zwrotkami. Świetnie wypadają także zaproszeni goście, m.in. wokalista Slipknota Corey Taylor czy raper Jasiah. Uwzględnienie ich w projekcie jest poniekąd powiewem świeżego powietrza, gdyż growle z naprzemiennym rapowaniem serwowane przez wokalistę Ho99o9 dość szybko się nudzą. Spodobały mi się również wstawiane tu i ówdzie sample oraz spory wpływ industrial metalu na całokształt brzmienia albumu. Ostre, niemal mechaniczne gitarowe riffy, stanowią trzon większości utworów i dostarczają słuchaczowi niemałej dawki adrenaliny.

SKIN jest z całą pewnością bardziej dopracowanym albumem niż jego poprzednik, ale ucieszyłbym się, gdyby zespół obrał za cel jakiś nowy kierunek lub trochę poeksperymentował z dźwiękiem. Niemniej polecam krążek każdemu fanowi ogólnie pojętej „ciężkiej” muzyki.

Ocena: 6/10