Florence and the Machine z królewskim powrotem

Dla polskich fanów muzyki indie od wielu lat oczywistością pozostaje fakt, że polski fanclub Florence and the Machine jest jednym z najprężniej działających fandomów w kraju. W tym roku, po dłuższej przerwie, 35-letnia Brytyjka z zespołem powracają z nowym albumem – jak zawsze w wielkim stylu.

Tekst: Oliwia Witkowska

W warszawskiej Stodole 6 marca 2010 r. odbył się pierwszy w Polsce koncert Florence and the Machine. Trzy lata później zespół powrócił do kraju, grając zapierający dech w piersiach set na krakowskim Coke Live Music Festival (wówczas odbywającym się właśnie pod tą nazwą, dziś – Kraków Live Festival). W ten sposób trwale zjednoczył tysiące serc oddanych Florence Welch, jej zespołowi i ich muzyce oraz rozpoczął zdumiewający w oczach niejednego amatora muzyki na żywo „maraton” koncertowy. Polscy fani bynajmniej nie musieli długo czekać na powrót. Już niecały rok później nadchodzący występ FATM ogłosił Orange Warsaw Festival, a już w kolejnym roku zespół powrócił do kraju z pierwszym dużym, niefestiwalowym koncertem w łódzkiej Atlas Arenie, do której zresztą zawitali raz jeszcze w 2019 r. W międzyczasie Florence z Maszyną wystąpili ponownie na Orange Warsaw Festival, a także, w 2016 r., na największym w Polsce festiwalu muzycznym – Open’erze. Florence wraz z zespołem odwiedzają nasz kraj chętnie, zachęceni entuzjazmem i działalnością polskich fanów, którzy zawsze witają grupę, jak to mówią, „ciepło, jak w domu”.

Wyjątkowa miłość do muzyki zespołu stanowi fundament żywej, opartej na przyjaźni i wspólnej pasji społeczności fanowskiej. Zawsze udane, nagłośnione na szeroką skalę akcje koncertowe, charakterystyczne wianki we włosach i złoty brokat na policzkach. Skrupulatnie organizowane zloty, w których co roku udział biorą setki osób. Znajomości przeradzające się w długotrwałe przyjaźnie, a nawet spotkania administratorek fanclubu z samym zespołem – to wszystko sprawiło, że ogłoszenie przez Florence jakiś czas temu „urlopu” – przerwy w tworzeniu i koncertowaniu – było dla fanów (choć naturalnie z wyrozumiałością reagujących na potrzebę odpoczynku i regeneracji całego zespołu) przykrością. Dziś wiemy, że warto było czekać.

Nie byłoby przesadą stwierdzić, że każdy kolejny album Florence and the Machine wnosi powiew świeżości, odmienne od poprzedniego brzmienie, obnaża – o czym sama mówi – inny skrawek duszy artystki, odziany przy tym w swoistą estetykę. Od lekkich, żywych, ale dosadnych utworów z płyty Lungs, przez piorunujące, melancholijne, ciężkie, uroczyste, wręcz kościelne brzmienia Ceremonials, zaskakujące w swojej regularności i elegancji How Big, How Blue, How Beautiful oraz spokojniejsze, ale przepełnione czystością i pewnym uziemieniem High as Hope. Teraz stajemy twarzą w twarz z nowymi singlami, zwiastującymi nadejście piątego studyjnego albumu grupy, noszącego, o czym już wiemy, tytuł Dance Fever, którego premiera odbędzie się 13 maja 2022 r.

Do dzisiaj światło dzienne ujrzały trzy single – pierwszy z nich, zapowiadający wielki powrót, King – którego premiera wraz z teledyskiem odbyła się 23 lutego 2022 r. Następnie stosunkowo krótkie, ale osobliwe i emocjonalne Heaven Is Here, aż wreszcie, jak dziś piszą fani zaskakujące, jak na Florence, charakteryzujące się popowym (zgodnie z żartami co niektórych, „w stylu Kylie Minogue”) brzmieniem My Love.

Florence nie jest „tylko” piosenkarką. Jest artystką w pełnym tego słowa znaczeniu. Po zapowiedzi każdej premiery, mającej miejsce w najmniej oczekiwanym momencie, nie brakuje spekulacji i oczekiwań na forum facebookowej grupy fanclubu FATM. Szczególnie teraz, po zakończonej przerwie. Pomimo licznych niespodzianek, nieuniknionych być może zawodów, ale jeszcze liczniejszych zachwytów, jedno pozostaje niezmienne – Florence w swojej twórczości pozostaje prawdziwa i wierna własnej wizji. Wizji, która dojrzewa wraz z nią i z muzyką, którą tworzy. Wizji, której realizacją (a już niedługo kontynuacją) możemy się delektować. To, co z całą pewnością hipnotyzuje i podsyca ekscytację nowym krążkiem, to jego estetyka. Schludna, kunsztowna, precyzyjnie zaplanowana szata graficzna – charakterystyczne dla Florence, ale zarazem innowacyjne względem poprzednich albumów zespołu połączenie gotyku i elementów fantastyki, mroku i światła, tajemnicy i porzucenia złudzeń. Tekstom utworów, jak na Florence przystało, nie brakuje całej palety emocji, towarzyszących podróży w poszukiwaniu i odnajdywaniu siebie w przestrzeni, pośród upadków i wzlotów, chaosu i beznamiętności, żalu i nadziei.

Florence and the Machine ponownie wystąpią w Polsce, już 4 czerwca tego roku, niedługo po majowej premierze Dance Fever, powracając na scenę Orange Warsaw Festival. Zespół zapowiedział również trasę koncertową promującą album, jednak dotychczas Polska nie została w niej uwzględniona. Z całą pewnością w najbliższej przyszłości niespodzianek oczekiwać możemy zarówno ze strony zespołu, jak i fanów, z utęsknieniem czekających na jego powrót.