Elegia dla kina gangesterskiego

Już myśleliśmy, że to koniec, ale Polską po ponad 20 latach ponownie zatrząsł Pruszków. Już nie za sprawą wyłudzeń, brutalnych porachunków czy innych przejawów brawurowej gangsterki, a emerytowanego boksera Marcina Najmana, który postanowił twarzą dawnego szefa mafii pruszkowskiej okrasić swój nowy event, będący bijatyką ku uciesze gawiedzi. Zaczęło to rodzić pytania, czy nie za bardzo już rozgrzeszyliśmy dawnych mafiosów i czy nie przyczyniło się do tego przypadkiem polskie kino gangsterskie.

TEKST: Maciej Cierniak

Na scenę wchodzi zamaskowany człowiek. Maska jest czarna i kanciasta, podobna do tej zdobiącej oblicze mistrza gry w niedawnym, szalenie popularnym Squid Game. Jak się okazuje, pod tą maską kryje się nie kto inny, jak Krzysztof Zieliński ps. Słowik, człowiek odpowiedzialny bezpośrednio za co najmniej kilkadziesiąt zgonów, a z pewnością za setki bądź tysiące dramatów polskich rodzin, ograbionych przez grupę pruszkowską, której był współzałożycielem i członkiem zarządu. Nad sprawą kilka dni później pochyla się jego imiennik, Krzysztof Stanowski z Kanału Sportowego – dziennikarz, którego zainteresowania dawno wybiegły poza sam sport, a on sam stał się jedną z najbardziej wpływowych osób publicznych w Polsce. Stanowski, wyśmiewając argumentację Najmana, że przecież ludziom trzeba wybaczać, napomknął dwa zdania na temat rzekomej gloryfikacji i „romantyzacji” gangsterów w polskim kinie ostatnich lat. Nie podał konkretnych tytułów, ale siedzącym w temacie to wystarczyło, by stwierdzić, jakich reżyserów ma na myśli.
Renesans gangsterki
Od premiery Psów Władysława Pasikowskiego minęło już, bez mała, 25 lat, ale film wciąż pozostaje niezaprzeczalnym klasykiem kina policyjno-gangsterskiego. Wcześniejsze osiągnięcia tego nurtu nad Wisłą opiewają na ciekawe, lecz dość siermiężne próby, z których niczym perła wybija się między innymi Vabank Machulskiego. Jednak dopiero ikoniczny film z Lindą przyniósł powiew świeżości polskiemu kinu bandyckiemu, a od czasu jego premiery powstało wiele znakomitych obrazów, starających się w mniejszym lub większym stopniu opierać na jego sprawdzonej formule (nie pomijając kontynuacji samych Psów, które jednak nie uzyskały statusu klasyków). Mieliśmy Vinci, dwie części Pitbulla (i jeden sezon serialu), ale też kilka innych – lepszych lub gorszych – propozycji od Patryka Vegi, który stara się wątki mafijne wpisać w sytuację właściwie każdej branży handlowej bądź usługowej w Polsce. Bez wątpienia jednym z największych i najbardziej niespodziewanie dobrych hitów tego gatunku okazało się wpuszczone do kin na kilka miesięcy przed pandemią Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa Macieja Kawulskiego. Film ten wniósł do polskiego kina gangsterskiego tyle całkowicie nowych formuł, a także wydobył tak wiele talentów (między innymi cudownie dzikiego Tomasza Włosoka), że reżyser został szybko okrzyknięty objawieniem. Już niecałe dwa lata później postanowił więc pójść za ciosem i kontynuować trend wzrostowy kariery, wypuszczając prosto na Netfliksa prawie że tak samo nazwany, ale jednak cechujący się wyraźnie inną konwencją od poprzedniego dzieła reżysera, film Jak pokochałam gangstera. I to właśnie fabularyzowana historia Nikodema „Nikosia” Skotarczaka, tzw. Króla Wybrzeża, stała się zaczątkiem tej całej dyskusji: że próbuje się w bandytach szukać ludzi, podczas gdy powinni oni zostać zapomniani, nawet jeśli nie doczekali się skazania prawomocnym wyrokiem; że szuka się usprawiedliwienia ich bandyckiej działalności; że próbuje się im przypisywać zasady, których w rzeczywistości nie wyznawali.

Co ma w sobie dobry film gangsterski?

Najważniejszym elementem każdego cop drama, heist movie albo gangster biopic jest bohater. Musi być on charyzmatyczny, samą swoją sylwetką, ukazującą się w drzwiach, dawać do zrozumienia, dlaczego tyle ludzi za nim idzie i jest gotowych zaryzykować swoją wolnością albo nawet życiem. Takiego bohatera ujrzeć możemy w spokojnym, wyrachowanym, zawsze trzeźwo myślącym Michaelu Corleone z Ojca chrzestnego, w inteligentnym, dowcipnym i towarzyskim Dannym Oceanie z trylogii Ocean’s, w zgorzkniałym, ale dążącym do należytej sprawiedliwości Franzu Maurerze z Psów czy w szukającym swojego Eldorado w gangsterce Bohaterze z Jak zostałem gangsterem. Dzieło kina gangsterskiego musi zawierać jakiegoś rodzaju separację między „złotymi czasami”, a tymi, w których wszystko zaczyna się psuć – kumpel zdradza, kobieta odchodzi, interes zaczyna się wymykać spod kontroli. Wyraźna cezura ma za zadanie pokazać widzowi, że gangsterka, choć z pozoru obfitująca we wszelkie rozkosze ziemskie, ma także (a może przede wszystkim) swoje ciemne strony, które niczym mroczne widma czają się za plecami protagonisty, karmiąc się jego niecnymi poczynaniami i narastając do rangi plag. Ten kontrast między dobrem i złem, bonanzą i hekatombą, szalonymi latami 20. i Wielkim Kryzysem, stanowi niczym walka postu z karnawałem niemalże biblijną przypowieść o konsekwencjach czynów oraz karmicznych prawach rządzących wszechświatem.

Duże kontrowersje budzi często pokazywana w filmach o przestępcach goła i często nieuzasadniona brutalność. Tak stało się w przypadku Dawno temu w Ameryce Sergia Leone. Mimo dobrego startu na festiwalu w Cannes (gdzie został nagrodzony najdłuższą w historii wydarzenia owacją), film napotkał na swojej drodze do statusu klasyka liczne przeszkody, wynikające przede wszystkim z oporu amerykańskiej opinii publicznej przed pokazywaniem tak dużej ilości krwi i bólu na ekranie. Bądź co bądź dzieło włoskiego reżysera, oprawione nostalgicznie rezonującą muzyką mistrza Ennio Morricone, zawiera między innymi sceny: śmierci dziewięcioletniego chłopca, oblewania benzyną przywódcy związków zawodowych, niemalże śmiertelnego pobicia „posługacza” szajki, gwałtu dokonanego przez głównego bohatera na jego ukochanej oraz (szczęśliwie zawoalowaną) zmielenia jego przyjaciela w śmieciarce. Mimo ewidentnej niewychowawczości takich obrazów w kinie, którego jedną z ról jest przecież ta edukacyjna, to ukazywanie tak rzeczywistej brutalności jest w nim konieczne – przede wszystkim ze względu na opisaną już problematykę negatywnych i bolesnych aspektów życia w środowisku przestępczym.

W imię zasad, skur…

Filmy o gangsterach tak naprawdę niekoniecznie mają za zadanie opowiadać o realiach przestępczości zorganizowanej, a przekazywać uniwersalne wartości. Może właśnie w tym prawidle tkwi słabość większości filmów Vegi, a siła Pasikowskiego. Za toksyczną męskością „twardych sku*wysynów” ukazywanych w tym gatunku kina tkwią w rzeczywistości ludzie o żelaznych zasadach, które pomagają im przetrwać w tym szalonym świecie, w którym zabłąkana kula może kogoś posłać do grobu. Te zasady to: nie ufaj nikomu, bo każdy może ci wbić nóż w plecy; sam zawsze dotrzymuj obietnic; nie sprzedawaj kumpla; ani nie bierz żadnej dziewczyny, która jego jest. W tych ostatnich dwóch tkwi kolejny aspekt siły kina gangsterskiego, który przemawia przede wszystkim do części widowni pochodzącej z Marsa – prawdziwie męska przyjaźń. Nie opiera się ona na wspólnych zainteresowaniach, nienawiściach, ani doświadczeniach. Ale paradoksalnie trwa ona najdłużej, bo mężczyzn łączą podobne wartości. Tak więc jeśli nawet kumpel zawali, zrobi coś wbrew ogólnie przyjętym normom, zasługuje on na rozgrzeszenie. Chyba że zaprzeda zasady wspólne jemu i bohaterowi. Dlatego jednym z najgorszych filmów gangsterskich pod względem przekazu są Chłopcy z ferajny – Henry kończy swoją przygodę ze zorganizowaną przestępczością jako kapuś, który na domiar złego sprzedał przyjaciół dla ratowania własnego tyłka, a nie ze względu na wyższe uczucia, jak choćby Noodles z Dawno temu w Ameryce, którego zdrada miała za zadanie uchronić jego najlepszego kumpla – Maxa – przed dużo gorszym niż więzienie losem, który niewątpliwie czekałby go, gdyby zrealizował szalony plan napadu na Bank Rezerwy Federalnej.

Zbrodnia i kara

W dobrym filmie gangsterskim bohater musi ponieść jakąś formę kary za swoje nielegalne czyny – tu tkwi aspekt edukacyjny gatunku. Jedną z dróg, najoczywistszą, jest tu rzecz jasna odsiadka, im dłuższa, tym lepsza. W ten sposób kończy Bohater z Jak zostałem gangsterem, Danny Ocean z Ocean’s Eleven, czy nawet na pewnym etapie Noodles z Dawno temu w Ameryce. Inny koniec historii protagonisty, czy też antagonisty, stanowi jego śmierć, tragiczna i nagła bądź taka odbywająca się w zapomnieniu – taki los spotyka Tony’ego Montanę z Człowieka z blizną, Nikosia z Jak pokochałam gangstera, tytułowego Irlandczyka z filmu Martina Scorsese, a także Jacka w genialnym polskim Ślepnąc od świateł (choć to nie główny bohater). Dużo bardziej skomplikowaną formą kary jest utrata najlepszego kumpla – taki los spotyka Bohatera w Jak zostałem gangsterem oraz Franza w Psach. Skomplikowaną, bo często wiąże się też z odsiadką w więzieniu –w obliczu utraty tej jednej osoby, z którą mógł dzielić się wszystkim, bohaterowi przestaje zależeć na czymkolwiek i poddaje się on wymiarowi sprawiedliwości.
Najważniejszy jest więc w kinie gangsterskim aspekt edukacyjny – złoczyńcę musi spotkać zasłużona kara, im boleśniejsza, tym lepsza, przyćmiewająca nawet najjaśniejsze „złote czasy”.

Rozgrzeszenie

Każdy gatunek filmowy czy serialowy może być właściwie bądź błędnie zinterpretowany. I tak jak z tekstów religii czy kultury niektórzy wyciągają zachętę do zmasowanego terroryzmu, tak niektórym osobom filmy gangsterskie mogą dać poczucie, że „życie przestępcy jednak może być fajne”. Nie należy jednak grzebać całej, bogatej i posiadającej długą historię, gałęzi kina, tylko dlatego, że można jej dzieła zinterpretować dwojako. I ja jej będę bronił, bezapelacyjnie, do samego końca. Mojego lub jej. 0