Comfort reading books, czyli wszyscy potrzebujemy baśni

Kiedy świat staje na głowie odruchowo sięgamy po to, co kojarzy się nam z bezpieczeństwem i tym, co znane. Pragnienie zanurzenia się w opowieści, która dzieje się w innej rzeczywistości, takiej jak historia z Władcy pierścieni, staje się wtedy bardzo kuszące. Świadomy odbiorca powinien jednak stanąć ze sobą w prawdzie i odpowiedzieć na pytanie, czego tak naprawdę szuka w tych wielkich narracjach.

Autorka: Anna Cybulska

Spektakularna walka ze złem, wybraniec losu mierzący się z nieporównywalnie potężniejszymi siłami – to podstawowe elementy fabuły dobrej powieści fantasy. Od czasów Tolkiena powstało bardzo wiele opowieści posługujących się jednoznaczną baśniową wizją świata, w której należysz albo do drużyny dobra albo zła. To drugie nie ma często nawet konkretnej postaci – można do jednego wora włożyć wszelkie wiedźmy, czarownice, macochy, diabły czy już w powieściowej formie Złe oko. Są to zaledwie archetypy, wzory wypaczonych zachowań, a nie konkretnie postacie. Z perspektywy dzisiejszej kultury, w której bohaterowie relatywni moralnie zdobywają rzesze fanów, trudno nie zauważyć w tych jednoznacznych podziałach ogromnego patosu czy wręcz nadęcia. Jednocześnie im bardziej skomplikowane moralnie czasy, tym pragnienie wyraźnego rozgraniczenia światła od ciemności, staje się silniejsze. W świecie, w którym kłamstwo nazywa się postprawdą, baśniowe wartości mogą okazać się wyjątkowo pociągające.

I need a hero

Popularność filmów o superbohaterach dowodzi też tęsknoty za figurą wybawiciela, czyli wybranej szlachetnej i dobrej jednostki predystynowej do walki ze złem. Takim bohaterem jest każdy baśniowy najmłodszy syn wyruszający na ratunek księżniczce czy w realiach literackich – postać z przepowiedni o niezwykłym człowieku, obdarzonym potężnymi mocami. Poza naznaczeniem przez bogów ważna jest też prawość i dobre serce protagonisty. Aragorn z rodu królów czy Harry Potter mają być niezłomnymi bohaterami, gotowymi poświęcić życie w walce z wrogiem. Ich wyjątkowość jest nieustannie podkreślana. Na pewno nie każdy mógłby zostać takim wybrańcem. Bardzo prawdopodobne jest zaś to, że człowiek ma potrzebę stwarzania sobie ideału zbawcy. Perspektywa, w której jedna osoba może samodzielnie pokonać największego złoczyńcę, niewątpliwie kusi. I chociaż społeczna potrzeba liderów wydaje się oczywista, to skłonność do oddawania swojego losu w ręce jednostki jest już tylko niepokojąca. Chociażby w Igrzyskach śmierci żądza władzy staje się czymś zaraźliwym – obalenie tyrana stwarza kolejnego despotę (zresztą nie brak fanfików, w których młody czarodziej po zabiciu Voldemorta idzie w ślady swojego nemesis). Marzenie o nieskazitelnym superbohaterze tak samo zacnym, jak i potężnym obnaża zatem naiwną wiarę w to, że jedna osoba może zbawić świat.

I żyli długo i szczęśliwie

Kto nie pragnie zakończenia, w którym sprawiedliwość triumfuje, a Zły zostaje pokonany nie dzięki wytrawnej strategii i potężnej broni, a głównie na skutek ofiary spełnionej przez naszego bohatera? Marzenie o finale pełnym fajerwerków i płomiennych przemów uzewnętrznia się w niesłabnącej popularności kolejnych adaptacji historii o Spidermanie czy Batmanie. I nie ma w tym nic dziwnego, bo cóż bardziej kojącego niż świadomość, że ukochana powieść, pomimo wystawiania protagonisty na kolejne próby, zawsze kończy się pokojem i wieczną sławą? Zwłaszcza, że nasze życie rzadko ofiaruje nam happy ending. Naturalną potrzebą staje się zatem ucieczka w wyobraźnię – gdy nie radzimy sobie ze światem eskapizm to jeden z mechanizmów obronnych. Bywa przecież, że Harry’ego Pottera odczytuje się jako opowieść o chłopcu, który wymyśla sobie świat czarów i magii jako miejsce, w którym przemocowa rodzina nie może go skrzywdzić. Ten obraz może być zaskakująco znajomy wielu czytelnikom.

Próba męskości

Nie ma też chyba co ukrywać, że fantasy to zazwyczaj rodzaj opowieści inicjacyjnej, czyli takiej w której młody mężczyzna (często młodzieniec) wyrusza na wielką wyprawę, by pokonać zło i przy okazji dowieść swojej męskości. Kobiety pełnią na tej drodze w najlepszym wypadku rolę pomocniczek, a w najgorszym – kusicielek odciągających uwagę herosów od misji. Na szczęście dostajemy coraz więcej bohaterek, które również mogą chwycić za miecz lub posłużyć się magią i zmierzyć z własnymi smokami. Niewątpliwie propagowanie wzorców silnych kobiet w kulturze ma duże znaczenie. Łatwo jednak stworzyć żeńską postać o męskich cechach, trudniej zaś o pełnokrwiste bohaterki… Nie zmienia to jednak faktu, że w quizie pod tytułem Który superbohater będzie walczył w Twoim imieniu?, chciałabym, żeby byli to Dumbledore i Yennefer.