Sztuka protestu

Tekst: Aleksandra Pytel


Niepewne czasy powszechnych sporów społecznych i konfliktów politycznych to pretekst do wzmożonej dyskusji i wymiany poglądów. Do głosu dochodzi zmęczone i zaniepokojone społeczeństwo, a jego opór przejawia się w różnorodnej formie – także poprzez sztukę.

04.06.2021 Kraków “łyk wolności” n/z Jana Shostak Fot. Piotr Żmudzki/REPORTER

 

Kiedy w drugiej połowie lat 30. XX w. narastał niepokój społeczny wobec nieuchronnie zbliżającego się wybuchu wojny w Europie, w 1937 r. w hiszpańskim pawilonie podczas wystawy światowej w Paryżu został pokazany obraz 56-letniego artysty. Na tym utrzymanym w szarej kolorystyce dziele geometryczne postacie ludzi i zwierząt symbolizują cierpienie i powszechne zniszczenie, jakie niesie za sobą wojna. Widzimy chaos: zwłoki walczących i przerażone twarze świadków zbrodni. Do dzisiaj dzieło to uznawane jest za jedno z najbardziej przerażających przedstawień okrucieństwa wojny. Opisywany obraz nosi oczywiście tytuł Guernica, a jego autorem jest Pablo Picasso. Inspiracją do jego powstania stała się hiszpańska wojna domowa z lat 1936–1939, której ofiarom malarz chciał w ten sposób złożyć hołd.

Radykalne środki ekspresji zastosowane przez Picassa wywarły znaczący wpływ na publiczność, nie tylko uświadamiając przedinternetowej populacji szeroką skalę i ostateczność zjawiska konfliktu wojennego, lecz także uwrażliwiając ich na przemoc. Te dwa skutki zdają się być głównymi celami sztuki zaangażowanej, która od czasu zakończenia II wojny światowej nieprzerwanie funkcjonuje w przestrzeni publicznej i artystycznej, stanowiąc komentarz do bieżących wydarzeń politycznych i społecznych. Obecnie twórczość artystyczna przybiera wręcz formę aktywizmu, która zmienia swój kształt wraz z rozwojem kolejnych dziedzin sztuki. To już nie tylko klasyczne dzieła stworzone za pomocą farb i płótna.

 

Odosobniony krzyk

 

Wraz z biegiem lat strategie oporu wobec przemocy wojennej zaczęły kierować się ku formie performatywnej. Kiedy w 2020 r. w Białorusi wybuchły antyrządowe protesty spowodowane niskim poziomem życia oraz sfałszowanymi wyborami prezydenckimi, w wyniku których zwyciężył rządzący tym krajem nieprzerwanie od 26 lat Aleksander Łukaszenka, obywatele nie mogli oczekiwać na wsparcie ze strony państw Zachodu. Pełna poczucia bezsilności i przytłoczona tymi wydarzeniami polsko-białoruska artystka, mieszkająca na stałe w Polsce, Jana Szostak, zorganizowała akcję Minuta krzyku dla Białorusi, która była bezpośrednim i werbalnym ukazaniem cierpienia ludności zmagającej się z autorytarną władzą. Przedsięwzięcie odbiło się szerokim echem w polskich mediach i wśród środowisk artystycznych, wskutek czego coraz więcej ludzi, zarówno zwykłych obywateli, jak i samodzielnych twórców, dołączało do artystki w jej performansie i gromadziło się przed warszawskimi siedzibami europejskich instytucji, aby nieprzerwanym krzykiem wyrazić swoją bezradność. I chociaż wydarzenie to spotkało się z ciepłym odbiorem, wiele osób nieprzychylnie komentowało strój, w którym publicznie występowała Szostak – białą bluzkę z głębokim dekoltem i brak stanika – nie zdając sobie najwyraźniej sprawy, że biały kostium przepasany czerwonym pasem był nawiązaniem do białoruskiej flagi obowiązującej do czasu przejęcia władzy przez Łukaszenkę i używanej podczas protestów w 2020 r. Jest ona jednocześnie symbolem wolności Białorusi.

Negatywne komentarze artystka wykorzystała jednak do przekształcenia swoich występów, dodając do nich aspekt cielesności. Zapoczątkowało to akcję Dekolt dla Białorusi, podczas której Szostak i coraz chętniej dołączające do niej osoby (głównie kobiety) niekiedy pozbywały się górnej części stroju, a na ich dekoltach widniały nazwy firm popierających Łukaszenkę. Artystyczne działania Szostak stały się przykładem sztuki zaangażowanej nie tylko wychodzącej bezpośrednio do ludzi, lecz także kreowanej oraz praktykowanej kolektywnie.

Czasami jednak działania artystyczne w pewnym obszarze mogą spotkać się ze stanowczym sprzeciwem i mieć tragiczne skutki, o czym przekonały się członkinie rosyjskiej grupy Pussy Riot wzorowanej na działającym w latach 90. XX w. punkowym ruchu feministycznym Riot Grrrl. Artystki swoimi działaniami performatywnymi i happeningami sprzeciwiały się rządom Wladimira Putina oraz poruszały problematykę nierówności płci, seksizmu i dyskryminacji osób nieheteronormatywnych. Proponowana przez nie forma oporu doprowadziła ostatecznie do aresztowania członkiń kolektywu po występie w moskiewskiej cerkwi i wykonaniu utworu Bogurodzico przegoń Putina, a następnie skazania w 2012 r. na dwa lata kolonii karnej. Dzięki amnestii artystki wyszły na wolność po 16 miesiącach odbywania kary.

 

Ciało zawłaszczone

 

Także na polskim gruncie coraz częściej doświadczamy aktywizacji środowisk artystycznych i ogółu społeczeństwa wyrażających sprzeciw i podejmujących nowe ścieżki w debacie. W listopadzie 2021 r. w Muzeum Sztuki Nowoczesnej otworzono wystawę przypominającą o wydarzeniach z jesieni zeszłego roku – wyroku Trybunału Konstytucyjnego praktycznie delegalizującego przeprowadzanie aborcji w Polsce i następujących po nim masowych protestach w całym kraju. Kto napisze historię łez to wystawa ukazująca relację ciało–polityka. To przekrój wszelkich przedstawień sztuki feministycznej traktującej o cielesności, wrażliwości i o zagrożeniach czyhających na kobiety we współczesnym świecie. Czarno-białe, nieco melancholijne fotografie Joanny Piotrowskiej skontrastowane są z bezpośrednimi hasłami feministycznych kolektywów, takich jak amerykański Guerrilla Girls czy grupa Kampania Artystek na Rzecz Zniesienia 8. Poprawki sprzeciwiający się wprowadzeniu słynnego aktu zrównującego życie kobiety w ciąży z zarodkiem do konstytucji Irlandii . Jedna z sal poświęcona jest ekspozycji oryginalnych bannerów, plakatów i zdjęć udostępnionych przez fotografów związanych z Archiwum Protestów Publicznych ukazujących ludzi wychodzących na ulicę w ramach sprzeciwu wobec zaostrzenia prawa aborcyjnego. Spoiwem łączącym te wszystkie tak różne od siebie dzieła jest wspólnota kobiecych historii. Przekaz jest prosty: przeniesienie problemu jakim jest publiczna i polityczna debata o dostępie do aborcji na grunt prywatny i jednostkowy oraz przełamanie społecznego tabu związanego z tym tematem. Sztuka jest tutaj sposobem na poradzenie sobie z zagrożeniem, jakie stanowi państwowa kontrola nad ludzkim ciałem i pokazanie różnych sposobów na praktykowanie obywatelskiego nieposłuszeństwa.

 

Po co nam sztuka zaangażowana?

 

Ciekawe są przede wszystkim reakcje publiczności zmierzającej się z odbiorem powyższych zjawisk w sztuce. Niektóre z nich są co prawda z pozoru błahe i odnoszą się jedynie do nic nieznaczących szczegółów, tak jak wspomniany wyżej brak stanika i głęboki dekolt Jany Szostak wzbudzający kontrowersje w bardziej konserwatywnym gronie odbiorców. Jest to przykry przykład wszechobecnego uprzedmiotowienia kobiet i wykluczania ich głosu z debaty publicznej. Niekiedy reakcje są bardziej drastyczne – tuż przed otwarciem wystawy Kto napisze historię łez w warszawskim MSN organizatorzy musieli zmierzyć się z jednostkowymi groźbami zakłócenia zwiedzenia lub zniszczenia eksponatów przez zwolenników antyaborcyjnej ustawy.

Najlepsza sztuka to ta, która wzbudza kontrowersje i zachęca do dyskusji. Czy ma ona jednak realną sprawczość? Praktyki artystyczne podejmujące tematy polityczne i społeczne coraz częściej słusznie utożsamiane są ze strategią protestu. Co więcej, niekiedy granica pomiędzy osobistą ekspresją wyrażoną w formie sztuki a aktywizmem się zaciera. Wydaje się jednak, że jest to właściwy sposób reagowania na zagrożenia, a takich przedstawień oporu szczególnie potrzebujemy w dzisiejszych czasach. Nawet jeśli taka koncepcja protestu nie będzie przyczynkiem do realnej zmiany, zawsze pozostanie zapisem historii i formą pamięci o społecznym sprzeciwie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *