Wspominamy „zerosy” – maglowy plebiscyt na najbardziej esencjonalne utwory lat 2000.

Magiel numer 200 to całkiem dobra okazja, aby przenieść się w czasie i przykryć się nostalgią. Wycieczkę do lat 2000. zafundowaliśmy sobie dzięki redakcyjnemu plebiscytowi, w którym wyłoniliśmy esencjonalne utwory ery y2k. Wspominamy nie tylko muzyczne przeżycia, lecz także realia minionych czasów. Sentymentalny spacer – czas start!

Organizacja: Jakub Białas, Wiktoria Kolinko, Jacek Wnorowski

Miejsce 10: Bajm – Myśli i słowa

Po świeżych hitach rozgrzewających towarzystwo i niskiej jakości gulity pleasures, których niby nikt nie zna, następuje trzecia faza każdej imprezy: wspólne śpiewanie nostalgicznych polskich piosenek przy dogorywającym ognisku domówki. Myśli i słowa z 2003 r. to ostatni album Bajm, na którym możemy znaleźć idealnego reprezentanta tej grupy – tytułowy utwór. Beata K. w nim zaskakuje – śpiewa wyjątkowo delikatnie i wysoko, a razem z prostą gitarą akustyczną przynosi na myśl fanowskie filmiki na YouTubie stworzone w Windows Movie Maker z obrazkami, którym brakuje tylko dopisku Smacznej kawusi.

Ale ten utwór odblokowuje we mnie również inne wspomnienie. A raczej jego brak. No bo co śpiewałem wcześniej, zanim usłyszałem w nim Zamiast róż, Magiel słów?! Nie mam pojęcia, na pewno nie miało to i tak sensu. Bo teraz utwór niesie za sobą dla mnie bardzo proste przesłanie (śpiewane zapowietrzonym głosem Beaty): Magiel, kocham cię.

Jakub Białas

Miejsce 9: Sidney Polak i Pezet – Otwieram wino

Nie dane było mi (jeszcze) otwierać wina ani z moją dziewczyną, ani z babcią Janiną. Nie byłem również na Tarchominie. Stąd moje skojarzenia z absolutnym klasykiem Sidneya Polaka (i Pezeta) są zgoła inne. Nie wiem, czy, gdy słyszę tę piosenkę, przed oczami mam raczej licytowanie się liczbą strzelonych bramek z kolegami w SP15 przy Leszczyńskiej, czy też posiedzenia na Otroczu, czy granie w piłkę na placu zabaw przy Śląskiej 34. A może jakieś mętne wizje luźno związane z epoką zwycięstw Małysza oraz powstawania kiczowatych, postmodernistycznych bloków – w końcu 2004 r. to jeszcze trochę przed moją erą. Oddziaływanie utworu jest jednak potężne. Trudno oddzielić go od czasów, kiedy został nagrany, produkcja i aranżacja brzmią mocno niedzisiejszo, a mimo to z jakiegoś powodu dalej „buja”. Może to nostalgia, może ironia, a może po prostu czysta jakość wrzuca nam tę piosenkę na playlisty osiemnastkowe i domówkowe, radiowe i prywatne. Może to tekst jest tak relatable, może na swój sposób uroczy. Polak nawija o kontraście między gorzką prawdą, że wszystko ma swój koniec, a marzeniami ściętej głowy, by chwila, którą się delektuje, nigdy nie minęła. Raz używa trafnego, niespotykanego porównania, innym razem rymuje wieczniewiecznie. Cóż, niebezpiecznie jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie. Ja jednak wierzę, że Otwieram wino nie odejdzie w niepamięć nigdy.

Michał Wrzosek

Miejsce 8: O-Zone – Dragostea din tei

Do dziś nie wiem, o czym i w jakim języku śpiewa trójka młodych chłopaków stojąca na skrzydle lecącego samolotu. Nawet nie mam zamiaru tego sprawdzać. Chcę, żeby magiczne numa numa jej kojarzyło mi się tylko z dzieciństwem. Właśnie wtedy, bodajże w roku 2004 lub 2005, ten fragment utworu śpiewały wszystkie dzieciaki na boiskach, w szkole i w domach. Niektórzy farciarze mogli sobie puszczać cały kawałek na okrągło, bo w jakiś sposób zdobyli płytę CD zespołu i odtwarzali ją w radiu. Takim szczęściarzem był na przykład mój sąsiad, którego właśnie z tego powodu czasami odwiedzałam. Gdy ja chciałam sobie posłuchać skocznego refrenu w domu, musiałam czatować przed telewizorem i liczyć na to, że stacja MTV w końcu go puści. Po jakimś czasie moja koleżanka nauczyła się ściągać utwory w formacie MP3 na swoją Nokię 5300, więc numa numa jej mogłyśmy słuchać już wszędzie. Dziś możemy włączyć utwór na YouTubie i do jego odsłuchu dorzucić odczyt nostalgicznych komentarzy, które mnożą się nawet w 2022 r.

Wiktoria Kolinko

Miejsce 7: Amy Winehouse – Rehab

Jako dziecko nie miałem świadomości mocy utworu Rehab Amy Winehouse. Była to dla mnie kolejna piosenka w radiu, w rytm której można było pokiwać głową. Podejrzewam, że zdecydowana większość słuchaczy jadących autem z rana do pracy również nie zastanawiała się nad warstwą liryczną utworu, a jedynie nuciła chwytliwą melodię. Jednak z czasem doceniłem jego wartość i dostrzegłem głębszy przekaz kryjący się za cierpkim, zadymionym głosem Amy. Utwór skupia się na jej osobistych doświadczeniach, a przede wszystkim na walce z uzależnieniem. Walce, którą Winehouse przegrała, w wyniku czego została członkinią niechlubnego Klubu 27. Rehab jako wizytówka artystki stał się archetypem podprogowego wołania o pomoc. Zaślepieni życiem w egocentrycznym społeczeństwie, nie jesteśmy w stanie dostrzec często oczywistego cierpienia najbliższych nam osób: And if my daddy thinks I’m fine. To bezkompromisowe arcydzieło, które jest nieodzownym elementem muzyki lat 00. Zarówno jego ponadczasowość, jak i historia Amy Winehouse, przypominają nam, że warto dbać i troszczyć się o naszych bliskich, dostrzec to, czego nie potrafią przekazać nam wprost, zanim będzie za późno.

Jakub Kulak

Miejsce 6: Lady Gaga – Bad Romance

Nie będę udawał, 2009 nie był w moim przypadku rokiem Lady Gagi. Niedojrzała wrażliwość dwunastoletniego chłopca nie umiała przyswoić zarówno ostrości muzycznego przekazu, jak i niepokojącej, dziwacznej warstwy wizualnej. Dopiero wzrost świadomości muzycznej po osiągnięciu pełnoletności umożliwił mi ogarnięcie kunsztu tego przełomowego dzieła, jakim było Bad Romance dla światowego popu, który pod koniec lat 00. zaczynał cierpieć na brak charakteru. Bezkompromisowa, pozbawiona słodyczy ekstrawagancja inspirowanego niemieckim techno z lat 90. singla, wyrażającego żądanie grzesznej, nieczystej miłości, nie mogła nikogo pozostawić obojętnym. W połączeniu z wyzywającym, przygotowanym we współpracy z legendarnym kreatorem mody Alexandrem McQueenem wideo, Gaga wprowadziła na scenę nowy, oszałamiający sposób ekspresji – przywracający wiarę, że supergwiazdy pop wciąż mogą, nawet w ramach tego gatunku, pozostawać wielkimi artystami, zamiast stanowić pozbawione osobowości produkty przemysłu muzycznego.

Kacper Rzeńca

Miejsce 5: Akcent – Kylie

Białostockie juwenalia, ja w podstawówce, w programie imprezy zespół Akcent. Na każdym plakacie przy ich nazwie dopisek RO, żeby przypadkiem nikt nie myślał o polskim imienniku z Zenonem na wokalu. Wtedy płyty Rumunów łykałem w całości i jednogigowy odtwarzacz MP3 nieznanej marki kipiał od takich przebojów jak JoKero, French Kiss, That’s My Name czy Kylie. Na koncercie tłum studentów. Ja w towarzystwie taty, drugiego największego fana Akcentu w rodzinie. Prawie nic nie widziałem, prawie nic nie pamiętam. Wiem jedynie, że największa euforia zapanowała na Kylie, znanym i śpiewanym nawet (a może przede wszystkim) przez wyrwanych z ciągu alkoholowego przyszłych inżynierów.

Rumuński dance-pop był jednym z najwyraźniejszych zjawisk ery późnego y2k. Składanki radia Eska obowiązkowo musiały zawierać przynajmniej jednego reprezentanta tamtejszej sceny (INNA, Edward Maya, Alexandra Stan, Morandi), a estetyka gwałtownie miotała się między rozerotyzowanymi kawałkami a podniosłymi klubowymi hymnami. Kylie leży gdzieś na przecięciu tych dwóch rzeczywistości i wciąż potrafi porwać domówkę albo klub do tańca.

Jacek Wnorowski

Miejsce 4: Katy Perry – I Kissed a Girl

Jest 2008 r., bawię się z bratem w ciuciubabkę. Mama zapomniała wyłączyć telewizor, więc gdzieś w tle MTV przeżywa swoje złote czasy i puszcza kawałek Katy Perry. W tamtym momencie nie mam jeszcze pojęcia, o czym dokładnie śpiewa piosenkarka, a tym bardziej o tym, że będę wykrzykiwała tytułowe I Kissed a Girl na niejednej imprezie w przyszłości. Wydanie ponadczasowego hitu nie obyło się bez kontrowersji, bo przecież jak osoba pisząca uprzednio piosenkę Ur So Gay, by odegrać się na swoim byłym (wers You’re so gay and you don’t even like boys nie brzmi raczej jak wspieranie osób LGBTQ+), może teraz śpiewać I kissed a girl and I liked it? Wygląda jednak na to, że słuchacze popu (i nie tylko) byli w stanie amerykańskiej wokalistce ten akt hipokryzji wybaczyć, co potwierdzają nowe covery czy aranżacje utworu nawet w 2022 r.

Natalia Sobotka

Miejsce 3: Rihanna i Jay-Z – Umbrella

Umbrella to utwór, który towarzyszy mi przez całe życie. Pierwszy raz usłyszałam go jeszcze jako dziecko, zupełnie nieświadoma znaczenia słów piosenki. Wtedy najważniejsze były dla mnie jej chwytliwość, żywość i ta niebanalność gatunkowa, która momentalnie wywoływała u mnie chęć potańczenia. Kiedy rodziców nie było w domu, włączałam po szkole Umbrellę na YouTubie i w salonie wymyślałam do niej różne śmieszne kroki taneczne, jednocześnie wyobrażając sobie, że jestem niczym aktorzy z Deszczowej piosenki (udana konotacja tytułowej parasolki z kultową sceną w deszczu z musicalu). Nie znając jeszcze dobrze angielskiego, śpiewając, wymyślałam do niej swoje własne słowa, z oryginalnym tekstem pokrywające się jedynie przy refrenie, kiedy wykrzykiwałam na cały głos You can stand under my umbrella, ELLA, ELLA, E, E, E. Po tym Rihanna stała się jedną z moich ulubionych wokalistek, której muzyka wywarła na mnie duży wpływ w podstawówce i wczesnym gimnazjum. Na późniejszych etapach życia zagłębiłam się bardziej w znaczenie tekstu, a Umbrella stała się dla mnie hymnem o przyjaźni. Gdy jej słucham, zawsze ciepło myślę i doceniam moich przyjaciół, z którymi po dziś dzień, na imprezach, wspólnie wykrzykujemy tekst, wkładając w to całych siebie.

Alicja Utrata

Miejsce 2: Jeden Osiem L – Jak zapomnieć

Absolutny klasyk hiphopolo. Hymn złamanych serc, istna pornografia smutku. Jak zapomnieć to jeden z pierwszych rapowych utworów, które dostały się do radiowego mainstreamu. Jeden Osiem L wraz z twórcami takimi jak Verba czy Mezo wyprowadzili hip hop z transformacyjnych bloków na listy hitów na czasie. Ale jakim kosztem… Raperom zarzucano, że zaprzedali uliczne ideały za radiowe srebrniki.
Obecnie, gdy rap jest najpopularniejszym gatunkiem muzycznym w Polsce, wszyscy zdążyli już o tym konflikcie nomen omen zapomnieć (może poza kilkoma ulicznymi raperami i Rafałem Wosiem, po tym jak stał się hiphopowym chłopomanem). Najpopularniejszym utworem na polskim Spotify w 2021 r. zostało Kiss cam Maty, poniekąd duchowy spadkobierca Jak zapomnieć. Piosenka, w której tekście otwarcie wspomniane jest to, że powstała z myślą o liście przebojów Eski. Utwór Jeden Osiem L funkcjonuje zaś obecnie jako kampowe wspomnienie lat 2000.

Tomasz Dwojak

Miejsce 1: Britney Spears – Toxic

Jeden z najbardziej znanych singli księżniczki popu. Mimo że został wydany prawie 20 lat temu, to wciąż jest obowiązkowym elementem każdej imprezy. W wieku siedmiu lat byłam wielką fanką Britney, a Toxic śpiewałam razem z moją przyjaciółką podczas zabawy na trzepaku (a przynajmniej próbowałam, biorąc pod uwagę fakt, że obie nie znałyśmy jeszcze angielskiego). Po powrocie do domu z zafascynowaniem oglądałyśmy teledysk, w którym Spears odgrywa rolę stewardessy, a w innych ujęciach wije się w kombinezonie z przezroczystej siateczki oraz podbija miasto, jeżdżąc na motocyklu. Przełomowym momentem w naszym życiu było otrzymanie naszych pierwszych telefonów, dzięki którym mogłyśmy odtwarzać utwory wokalistki poza domem i przesyłać je między sobą przez podczerwień. Później zaczęłyśmy się interesować innymi artystkami, jednak Britney pozostała w naszym sercu do dzisiaj.

Karolina Owczarek