Najciemniejszy zaułek duszy

Ubiegły rok przyniósł kinematografii kilka nowych adaptacji klasycznych powieści. Obok pełnej spokojnego namysłu Diuny Villeneuve’a, drugiej po roku 1984 ekranizacji książki Franka Herberta, do kin trafia pozycja w zupełnie innym stylu – Zaułek Koszmarów. Film w reżyserii Guillerma del Toro jest kolejną adaptacją powieści z roku 1946 o tym samym tytule, autorstwa Williama Lindsaya Greshama.

Tym, co zdecydowanie zachwyciło mnie w Zaułku.., była jego forma. Scenografia i kostiumy wyjątkowo trafnie oddawały ducha późnych lat 30. XX w., w których rozgrywa się akcja filmu. Misternie zaprojektowany jarmark osobliwości, wytworne sale hotelowe oraz lśniący przepychem i elegancją gabinet psychologiczny wyryły się mocno w mojej wyobraźni i do tej pory, gdy zamykam oczy, widzę pod powiekami ich kolorowe obrazy. Kostiumy bohaterów były niepodważalnymi dziełami sztuki, o wyraziście teatralnym, a zarazem doskonale wyważonym charakterze. Mnie jednak znacznie bardziej niż warstwa wizualna Zaułka poruszyła jego muzyka. Od pierwszej chwili uderzyło mnie to, jakże precyzyjnie ścieżka dźwiękowa autorstwa Nathana Johnsona uosabia atmosferę i treść filmu. Niepokojąca, przesycona dziwnym smutkiem i grozą, jak gdyby poszczególne dźwięki igrały z ludzką psychiką i mąciły w duszy, plącząc ją i wprawiając w samouwikłanie.

Film del Toro zdecydowanie nie należy do łatwych w odbiorze. Utrzymany w stylistyce neo-noir traktuje o ciemności drzemiącej w każdym człowieku, a także o roli i potędze ludzkiej psychiki. Na początku reżyser zaprasza nas do jarmarku osobliwości, objazdowego cyrku, który przyciąga widownię sztuczkami opartymi na psychologicznych manipulacjach. Kuglarze wykorzystują naiwność gawiedzi, by udawać, że czytają w myślach, przewidują przyszłość, a także komunikują się z zaświatami. Wyjątkowe widowisko stanowi „świr” – człowiek trzymany w klatce niczym zaszczute zwierzę, głodzony, bity i zmuszany do wysysania krwi z żywych kurczaków ku uciesze tłumu. Dowiadujemy się, że wbrew powszechnej opinii nie jest on dziką bestią, lecz bezdomnym alkoholikiem, celowo uzależnionym od opium przez pracownika jarmarku, który uzyskuje widowiskowe „szaleństwo” uwięzionego człowieka poprzez świadome wywoływanie u niego zespołu abstynencyjnego.

Główny bohater opowieści, Stan Carlisle, zatrudnia się na jarmarku jako asystent Madame Zeeny, która wraz ze swoim mężem Petem prowadzi pokazy jasnowidzenia. Kobieta wmawia widzom, że wie na ich temat więcej niż w rzeczywistości, rzucając ogólnikowe zdania pasujące do większości ludzi, a także wyciągając fakty na temat poszczególnych osób z ich wyglądu i reakcji emocjonalnych. Zeena i Pete używają podczas pokazów zakodowanego języka, którego uczy się od nich ich asystent. Małżeństwo przestrzega Stana, aby nigdy nie wykorzystywał swoich iluzjonistycznych umiejętności, by oszukiwać ludzi, że rozmawia ze zmarłymi – igranie z zaświatami jest szczególnie niebezpieczne. Stan zakochuje się w jednej z artystek jarmarku, Molly, i razem postanawiają wyruszyć do miasta, aby od tej chwili prowadzić pokazy iluzjonistyczne tylko we dwoje.

Wkrótce z obskurnego jarmarku przenosimy się do wytwornych sal hotelowych, a choć wystrój i odbiorcy sztuki się zmieniają, to spektakl pozostaje ten sam, teraz rozgrywany na umysłach dżentelmenów w czarnych smokingach i dam w złotej biżuterii. Gra wznosi się na nowy poziom sadyzmu, gdy dołącza do niej dr Lillith Ritter – psycholog i psychoanalityk, goszcząca na swojej kozetce najmajętniejsze i najbardziej wpływowe osobistości w mieście. Ritter zawiera układ ze Stanem Carlislem, polegający na udostępnianiu mężczyźnie informacji pozyskanych od pacjentów w czasie sesji terapeutycznych. Dzięki temu Stan może wcielić się w rolę medium i za ogromne pieniądze udawać, że komunikuje się z ludźmi, których utrata stanowi dla pacjentów źródło traumy.

Uważam, że przesłanie Zaułka jest niezwykle mądre i bardzo mocno ze mną rezonuje. Film przede wszystkim ostrzega nas przed lekceważeniem siły psychologii i wartości psychiki – bo tak naprawdę właśnie to, co rozgrywa się wewnątrz człowieka, decyduje o jego tożsamości, życiu i śmierci. Igranie z ludzkim cierpieniem psychicznym musi skończyć się tragicznie, a kto wykorzystuje potęgę psychologii do złych celów, utonie we własnym zagmatwaniu. Film stawia również pytanie o to, co sprawia, że pewnym osobom z problemami psychicznymi okazujemy współczucie, opiekę i dyskrecję, a innym przyklejamy etykietę z napisem „świr” i traktujemy już nie jak ludzi, lecz dzikie bestie, pozbawione godności i wolności do decydowania o sobie? Jakże cienka jest granica między tymi dwiema postawami i gdzie właściwie przebiega?

Choć nie żałuję, że wybrałam się do kina na Zaułek Koszmarów, na pewno tej przyjemności dobrowolnie nie powtórzę. Film był dla mnie potwornie przerażający i mimo że oglądałam go przez szpary między palcami, jego mroczne sceny na pewno pozostaną ze mną na długo. Myślę jednak, że ci, którzy lubią się bać, będą naprawdę zadowoleni.

TEKST: Roksana Guzik

Zaułek Koszmarów (reż. Guillermo del Toro)
Premiera: 28.01.2022

Ocena: 2/5