Toksyczne tabu

Tzw. pigułka gwałtu to niebezpieczna substancja, o której w Polsce wciąż wiadomo niewiele. Brak oficjalnych statystyk i edukacji na jej temat. W obliczu bierności państwa, można liczyć tylko na oddolne inicjatywy, takie jak Kolektyw Chemia. Ich najbardziej rozpoznawalną kampanią jest akcja plakatowa – charakterystyczne różowe plakaty informacyjne można zobaczyć w wielu miastach w Polsce. Udało mi się porozmawiać z Marią, która sama o sobie mówi „matka kolektywu, która ogarnia wszystko” i z pomocą wolontariuszy z całej Polski edukuje na temat tzw. pigułki gwałtu.

Rozmawiała: Ula Szurko, Grafiki: Kozlow (ig: @partia_kobiet_homoseksualnych)

 

Magiel: Czym się zajmujesz, oprócz edukacji?

Maria: Jestem fotografką, w zeszłym roku ukończyłam czteroletnie studia na The Royal Academy of Art w Holandii. Jestem związana z działaniami artystycznymi dookoła fotografii, języka wizualnego.

Jak w Twoim życiu pojawił się Kolektyw? Jakie były jego początki?

Półtora roku temu, w wakacje, sama zostałam otruta w lokalu nad Wisłą. Udało mi się szczęśliwie dotrzeć do domu. Zapytałam znajomych na Instagramie, czy ktoś z nich był ofiarą lub słyszał o podobnej sytuacji. Bardzo dużo osób odezwało się do mnie i podzieliło swoimi doświadczeniami, co pomogło mi zrozumieć, co stało się ze mną i moją przyjaciółką. Zaczęłam zapisywać wszystkie te historie, upubliczniać je i tym samym upubliczniać nazwy miejsc, w których to się działo. Moim zamiarem nie było nigdy calloutowanie poszczególnych lokali, ale były one istotnymi składowymi tych wydarzeń. Wszystkie historie – zarówno te „lżejsze”, jak i bardziej hardcorowe, dotyczące np. ataków na tle seksualnym, są zapisane i wciąż dostępne na moim profilu prywatnym (@spicynutz). Magda pomogła mi stanąć na nogi jako Kolektyw Chemia. Trafiła na mój Instagram i napisała do mnie, że trzeba coś z tym zrobić. Dało mi to kopa do dalszego działania. Nie określam siebie jako aktywistki, nie przepadam za tym słowem. To co robię jest działaniem społecznym, które skupia się dookoła wrażliwości i edukowania, bo tej wiedzy nigdzie nie ma. Cieszę się, że się uczę i mogę się tym dzielić, ale z każdą sytuacją kryzysową, z każdą interwencją dowiaduję się czegoś nowego. Działamy już w 11 miastach – również bardzo małych, jak Kostrzyn nad Odrą, Sochaczew i Cieszyn. Mamy super wolontariuszy m.in. w Poznaniu, Krakowie, Łodzi, Opolu.

Czyli twoje otrucie uświadomiło Ci istnienie luki informacyjnej dotyczącej pigułki gwałtu?

Tak, ta luka jest ogromna. Wszystkie informacje, które znajdowałam brzmiały mniej więcej – „nie pilnowałaś swojego drinka – nie dziw się, że to się wydarzyło”. Była to narracja robiąca z nas ofiary własnego losu, a nie piętnująca osoby, które dopuszczały się takiej przemocy. Nie byłam w stanie się w tym pogodzić, zaczęłam szperać. W Polsce nie ma żadnych badań dotyczących wykorzystania seksualnego, przemocy związanej z tak zwaną pigułką gwałtu. Te informacje zdobywane są dzięki lekarzom, lekarkom, dzięki pracownikom i pracownicom szpitali. Najważniejszym filarem Kolektywu są indywidualne przeżycia osób. Nigdy nie neguję tego, co ktoś przeżył. Mi też niejednokrotnie było zarzucane, że przesadzam.

Choć brak oficjalnych danych na temat pigułki gwałtu, to czy czytając historie, które otrzymałaś, byłaś zaskoczona skalą zjawiska? 

Tak, bardzo. Uderzyła mnie jego powszechność. Co tydzień dostajemy wiadomość z jakąś interwencją w momencie kryzysowym: osoby były otrute, budziły się w łazience klubu o szóstej rano, znajdowane przez osoby sprzątające.

W takim razie czym jest pigułka gwałtu?

Termin  „pigułka gwałtu” jest terminem używanym w mowie potocznej – dlatego ja zawsze mówię tak zwana pigułka gwałtu. Nie chcę zmieniać języka, wychodzę z założenia, że informacje powinny być przekazywane w jak najprostszy sposób. Pod tym określeniem kryje się najczęściej kwas GHB, który jest związkiem chemicznym. Jego działanie potęguje alkohol, jest bardzo trudny do wykrycia w moczu i krwi. Tzw. pigułka gwałtu to psychoaktywna substancja, która występuje w postaci nie tylko kwasu GHB, ale też GLB, benzodiazepin, flunitrazepamu, ketaminy. Zaczyna działać już 15 minut po spożyciu. Nie tylko bardzo szybko rozprowadza się po całym organizmie, ale także jest ekstremalnie trudna do wykrycia, bo występuje w różnych kombinacjach, których testy na obecność narkotyków nie są w stanie wykryć. Oprócz wspomnianych wyżej substancji, może być to nawet płyn do spryskiwaczy. Najczęstsze działanie pigułki gwałtu jest takie, że głowa mniej więcej wie, co się dzieje, ale ciało jest odłączone. Ale każdy reaguje na to inaczej. Dla niektórych to będzie totalny blackout. Mój przypadek był taki, że moja głowa wiedziała, że coś jest nie tak, ale nie byłam w stanie zrobić kroku, ogarnąć się, pójść do łazienki. Są przypadki, że osoby wymiotują, albo że nie mogą zwymiotować.

 

Jaki jest najlepszy sposób działania, kiedy podejrzewamy, że zostaliśmy otruci? Jak oceniasz działanie systemu i policji w tych wypadkach?

Mam dwie odpowiedzi. Pierwsza, która chciałabym, żeby była prawdziwa. Osoba powinna otrzymać pomoc natychmiast. Ale rzeczywistość jest taka, że nic nie dzieje się w czasie, w którym powinno się wydarzyć. Mamy maksymalnie 72 godziny, aby wykonać badania i otrzymać dowód otrucia. Te badania zleca policja, jako że oni płacą placówce medycznej. Placówka medyczna, jeżeli nie było przemocy na tle seksualnym, traktuje otrucie kwasem jako drugorzędny problem, nie jest postrzegane jako przejaw przemocy. Ofiary otrucia są więc odsyłane od szpitala do szpitala – jedna dziewczyna spędziła tak cały dzień, była wyrzucana z każdej placówki. Inna osoba cztery razy była na komisariacie na ulicy Wilczej w Warszawie. Zrobili jej badania dopiero po tygodniu od zdarzenia. Kolejna dziewczyna – 6 godzin ciągana po różnych placówkach. Zastanawiała się, czy ma powiedzieć że została zgwałcona, choć nie pamiętała żeby do tego doszło, żeby zrobili jej badanie.

W idealnej sytuacji powinniśmy móc zgłosić się na policję, a oni powinni zlecić badania w placówce medycznej. W rzeczywistości często już ten pierwszy krok jest utrudniony, bo jeśli zgłasza się dziewczyna, to wymagana jest obecność policjantki, więc często ofiara otrucia jest przerzucana między komisariatami. Ja nigdy nie zgłosiłam mojej sprawy na policję. Wiedziałam, że siła mojego charakteru nie pozwoli na walkę z tą instytucją – bo niewątpliwie jest to walka. Pytałam teściową, która jest pielęgniarką, co mogłaby zrobić, gdybym przyszła bezpośrednio do niej i poprosić o badania. A ona spytała, kto za to zapłaci? Bo to nie jest proste i nie każdy ma możliwości finansowe na wykonanie takich obszernych analiz. Kompletnie DIY, jeśli chcemy sprawdzić czy nie zostaliśmy otruci, to możemy kubeczek z moczem schować do lodówki. Wtedy mamy 7 dni na przebadanie go. To musi być pierwsze siku po otruciu. Alternatywą mogłoby być badanie po miesiącu z próbki włosów – ale w Polsce nie jest praktykowane.

Co zaleciłabyś właścicielom lokali?

Zaczyna się od świadomości. Trzeba wiedzieć, czym jest tzw. pigułka gwałtu, w jakich formach występuje, jakie są objawy. Jeśli widzimy, że ktoś zachowuje się nietypowo, to nie zakładajmy, że jest bardzo pijany. Weźmy pod uwagę inny scenariusz. W pierwszych fazach otrucia da się nawiązać z tym kimś kontakt. Podejdźmy, zapytajmy: z kim tu jesteś? Czy piłeś/-aś alkohol? Co się dzieje? Czy jakoś można pomóc? W wielu miejscach jest monitoring, można sprawdzić, co się wydarzyło. Miejsca, z którymi współpracujemy przy akcji plakatowej, pytały się jak mogłyby zdobyć testy, do sprawdzania drinków na barze. Takich testów nie ma.

Jakie macie zaplanowane kolejne akcje?

Tłumaczymy plakaty z polskiego także na angielski i rosyjski, bo dostęp do edukacji jest dla nas najważniejszy. Chcemy rozsyłać je do innych miast Europy. Bardzo nas cieszy, że wychodzimy poza Polskę. Są organizacje, które same się do nas odzywają. Oprócz plakatów, które są najbardziej rozpoznawalnym wyrazem naszych działań, będziemy produkować naklejki z kodem QR, które po zeskanowaniu będą wyświetlać wspomniany plakat w trzech językach. Jesteśmy w trakcie tworzenia materiałów dydaktycznych dla uczniów szkół licealnych i policealnych, będziemy prowadzić warsztaty edukacyjne. Osoby w liceum zaczynają wychodzić na miasto, pić alkohol. Oprócz współpracy ze szkołami chcemy współpracować z lokalami. Chcemy stworzyć listę lekarzy, lekarek, szpitali, placówek, na które można liczyć.

Wspieracie swoim działaniem wiele osób, a jak można wesprzeć Was?

Mamy otwartą zrzutkę na stronie zrzutka.pl, gdzie zbieramy fundusze na rozwój kolektywu. W tym momencie pomoc finansowa jest realną pomocą, bo żeby produkować potrzebujemy kasy. Bardzo nas cieszy wynik, jaki już udało nam się osiągnąć. Zachęcamy do śledzenia nas na Instagramie, bo tam systematycznie wrzucamy różne treści: od kwestii technicznych do historii osób, które zdecydowały się nimi podzielić. Ruszamy też z podcastem, do którego będziemy zapraszać specjalistki i specjalistów od tematyki kultury gwałtu: prawników, lekarki, pielęgniarzy. Chcemy wyjść poza schemat, bo zależy nam żeby osoby, które nie czują się dobrze ze słowem pisanym, albo są w jakiś sposób wykluczone (np. osoby niewidome) też mogły dotrzeć do naszych treści.

 

Więcej o działalności Kolektywu Chemia dowiecie się na Instagramie (@kolektyw_chemia)