Joe z Tajlandii

Niewielu jest twórców, których dzieła są równie transgresywne co filmy tajskiego reżysera Apichatponga Weerasethakula

TEKST: Tomasz Dwojak

Mimo że Apichatpong filmowe wykształcenie zdobył na uniwersytecie w Chicago a jako artystyczną inspirację wskazuje prace wielu zagranicznych artystów, to jego twórczość jest głęboko zakorzeniona w lokalnej kulturze. I to nie tyle tajskiej – krajowej, co regionalnej.
Azjatycki twórca urodził się w 1970 r. w stolicy Tajlandii – Bangkoku, lecz wychował się w mieście Khon Kean, położonym w północno-wschodniej prowincji Isan – najbiedniejszym regionie państwa, pogardzanym przez metropolię. Jego rodzice pracowali w miejscowym szpitalu jako lekarze. Twórca spędzał zresztą dużo czasu między pacjentami, a wątki związane z chorobami i medycyną pojawiają się w jego dziełach bardzo często. Duży wpływ na twórczość tajskiego artysty odegrało również religijne wychowanie – w tradycji buddyjskiej z elementami animizmu i hinduizmu – duchowym eklektyzmie charakterystycznym dla jego rodzinnego regionu.

Człowiek a natura

W filmach Apichatponga świat ludzi płynnie miesza się ze światem zmarłych i mitycznych postaci – jak np. w utworze Wujek Boonmee, który potrafi przywołać swoje poprzednie wcielenia, gdzie podczas rodzinnej kolacji nagle przy stole materializuje się zmarła żona tytułowego bohatera, a po chwili odwiedza go również zaginiony syn, który przemienił się w czerwonooką włochatą kreaturę. Można tu dostrzec przejaw podejścia niedualistycznego, charakterystycznego dla buddyzmu czy animizmu odrzucenia silnej opozycji między tym co ludzkie i duchowe, zatarcia różnicy między podmiotem i przedmiotem.
Bohaterem dzieł tajskiego reżysera jest niejako także sama przyroda. U Apichatponga natura intensywnie pulsuje zielenią i gorącem przy akompaniamencie szumów wody, wiatru i owadów. Akcja większości filmów artysty umieszczona jest w jego rodzinnych stronach, na terenach wiejskich otoczonych przez dżunglę. Las tropikalny pełni funkcję przestrzeni liminalnej, miejsca granicznego na styku świata ludzkiego i duchowego. Motyw ten wykorzystany został przez twórcę między innymi w filmie Choroba tropikalna, w którym główny bohater zostaje niemalże pochłonięty przez dżunglę, zwabiony przez postać pół lwa, pół człowieka.

Duchy przeszłości

Azjatycki reżyser w swoich dziełach często nawiązuje do tajskiej sytuacji politycznej oraz nieprzepracowanych historycznych traum. Prowincja, w której wychował się artysta, była przez wiele lat miejscem starć między wojskową dyktaturą a komunistyczną partyzantką. Podczas tłumienia powstania śmierć z rąk sił rządowych poniosło także wielu cywili. Tym wydarzeniom tajski twórca poświęcił projekt Primitive, składający się z kilku filmów krótkometrażowych, instalacji oraz wspomnianego już utworu Wujek Boonmee, który potrafi przywołać swoje poprzednie wcielenia. Dzieła te przedstawiają małe miasteczko Nabua, zwane miastem wdów z uwagi na liczne morderstwa lokalnych mieszkańców i starożytną legendę o duchu wdowy.
Do aktualnej niespokojnej sytuacji politycznej i ambiwalentnej roli armii tajski reżyser nawiązuje również w filmie Cmentarz Wspaniałości wydanym w maju 2015 r., niecałe 12 miesięcy po zamachu stanu i przejęciu władzy przez wojskową juntę. Z uwagi na cenzurę krytyka jest tu subtelnie ukryta za metaforami i niedopowiedzeniami.
Filmy azjatyckiego twórcy to także portret modernizującej się Tajlandii, gdzie przyroda i buddyjska tradycja i spotykają się z technologią, globalizacją i urbanizacją. Poprzez swoją twórczość reżyser stara się zatrzymać wspomnienia związane z gwałtownie zmieniającym się rodzinnym regionem.

Kolumbijski sen

Najnowszy film Apichatponga – Memoria – miał premierę podczas zeszłorocznego festiwalu w Cannes, gdzie został uhonorowany nagrodą jury. Jest to pierwszy pełny metraż twórcy zrealizowany poza Tajlandią i z udziałem zagranicznej obsady aktorskiej. Akcja dzieła umieszczona została w Kolumbii, a w głównej roli występuje Tilda Swinton.
Pomimo zmiany języka i miejsca wydarzeń w Memorii odnajdziemy te same motywy, co w innych dziełach reżysera. To film równie poetycki i kontemplacyjny, jak pozostałe obrazy Apichatponga. A kolumbijska dżungla, do której wybiera się główna bohaterka, jest z kolei tak samo fascynująca i transgresywna jak tajska.
Filmy azjatyckiego reżysera wypełnione są statecznymi kadrami i niespiesznymi scenami, w których jedni odnajdą nieznośna nudę, a drudzy medytacyjny spokój i harmonię. Gdy utworowi uda się jednak pochłonąć widza, to obserwowane obrazy mogą oferować niemal mistyczne doświadczenia. 0