My, homo z PRL

Akcja „Hiacynt” była ewenementem na skalę światową. Jeszcze nigdy wcześniej nie zdarzyło się, żeby
osoby nieheteronormatywne spotkały się z tak zaplanowaną i konsekwentnie przeprowadzoną formą opresji ze strony władz państwowych. Czy aby na pewno ta akcja się już skończyła?

Tekst: Aleksandra Pytel

Remigiusz Ryziński – doktor nauk humanistycznych, absolwent gender studies na francuskiej Sorbonie – przygotowując swój czwarty z kolei reportaż, spędził wiele lat na żmudnej pracy w archiwach IPN. W międzyczasie zdążył napisać dwie inne książki, z których jedna, Dziwniejsza historia, przedstawiała sytuację osób homoseksualnych w dwudziestoleciu międzywojennym i wczesnych latach powojennych. Jego debiut, Foucault w Warszawie – reportaż o jednym z najsłynniejszych nowożytnych filozofów, podejmował podobną tematykę. Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów jest zamknięciem tej niezamierzonej trylogii.

Akcja „Hiacynt”

W latach 80. w PRL-u praktyki homoseksualne, pomimo braku ich prawnego zakazu, stały się przedmiotem zainteresowań władz państwowych. W latach 1985–1987 SB zgromadziła ponad 14 tys. teczek mężczyzn o orientacji nieheteroseksualnej. Dane tych osób nie były jednak zbierane w celu ich ujawnienia lub tworzenia statystyk – miały one być sposobem na pozyskanie nowych tajnych współpracowników wśród przesłuchiwanych, którzy mieliby przekazywać służbom informacje o działaniach opozycji.
Oficjalną przyczyną prowadzenia tych działań było jednak podejrzenie osób homoseksualnych o nielegalne działalności oraz o kryminogenne oddziaływanie na resztę społeczeństwa. Nie bez znaczenia był także wybuch epidemii AIDS na początku lat 80. Ryziński wspomina o lekarzach, którzy przerażeni możliwością zakażenia się wirusem odmawiali zajęcia się pacjentem z podejrzeniem nowej choroby oraz laborantkach mówiących, że nie mają zamiaru pobierać, jak same mówiły, zahifionej krwi. I chociaż druga połowa XX w. to czas zwiększania świadomości na temat ludzkiej seksualności, jest to również okres, w którym homoseksualność wciąż znajdowała się na oficjalnej liście zaburzeń WHO (z której została usunięta dopiero w 1990 r.). W samych aktach akcji „Hiacynt” jest napisane wprost, że orientacja inna niż heteroseksualna uznawana była za nieprawidłowość i zagrożenie. Współpraca ze służbami pozwalała więc uniknąć przesłuchiwanym mężczyznom publicznego wykluczenia.

Normalni ludzie

Reportaż ten to jednak, oprócz faktograficznego opracowania widocznego w liczebności przypisów, przede wszystkim opowieść o ludziach – ofiarach systemu. A byli nimi, wbrew ówczesnemu przekonaniu, nie tylko ludzie z marginesu społecznego, ale obywatele z prawie każdej grupy społecznej. Niektórzy pozostają anonimowi, inni figurują w książce pod pełnym imieniem i nazwiskiem, część z nich jest znanymi postaciami i działaczami na rzecz uprawnienia osób LGBTQ+. Brak tutaj jednak księży i ludzi ze środowiska artystycznego. Co prawda dane osób homoseksualnych z kręgów inteligenckich (głównie pisarzy) były gromadzone przez służby już od lat 60., jednak nie byli oni uważani za grupę podatną na manipulacje i groźby ze strony milicji.
Głównym sposobem na pozyskanie informacji od podejrzanych było przeprowadzanie nagłych, niezapowiedzianych przesłuchań, po których wobec bohaterów reportażu nie były wyciągane żadne konsekwencje – wracali oni do swoich domów i kontynuowali codzienne obowiązki. Żyli jednak w ciągłym strachu przed ujawnieniem intymnych szczegółów na temat ich orientacji, co w tamtych czasach mogło wiązać się nie tylko z upokorzeniem i odrzuceniem ze strony rodziny i znajomych, ale też utratą pracy i środków do życia.

Miejsca zakazane

Nie sposób pominąć wątku dotyczącego miejsc związanych z bohaterami książki. Autor zabiera czytelników w podróż ścieżkami najpopularniejszych wśród homoseksualistów, często nieistniejących już, miejsc. Jest to chociażby słynny „Grzybek” na Placu Trzech Krzyży, rozebrany w 2005 r., czy fontanna na Dworcu Centralnym, która w latach 90. musiała ustąpić miejsca nowo wybudowanym sklepom. Pojawiają się też Antyczna, Lajkonik, restauracja Ambasador, a to wciąż miejsca jedynie w Warszawie.

Ciąg dalszy nastąpi?

Akcja „Hiacynt” niebezpiecznie przypomina inne, nie tak odległe wydarzenia. Współczesna nagonka na społeczność LGBTQ+ zdaje się wręcz pokazywać, że trwa ona nadal, choć w odmienionej formie. Na myśl przychodzi brutalne aresztowanie aktywistki Margot w sierpniu 2020 r. czy późniejsze protesty, po których doszło do upokarzających przesłuchań kilkudziesięciu osób. W międzyczasie prezydent kraju stwierdził, że osoby LGBTQ+ to nie są ludzie, to ideologia. Książkę Ryzińskiego można więc traktować nie tylko jako historię z czasów PRL-u, ale także przestrogę na przyszłość i wezwanie do tego, aby również obecnie zwracać uwagę na niepokojące praktyki władzy. Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów to nie tylko reportaż o gejach, ale też o każdym członku społeczności i o tym, jak przemoc ze strony wyżej postawionego potrafi zastraszyć każdego. Właśnie dlatego warto przeczytać ten reportaż – bo historia lubi się powtarzać.