Goffmanowski teatr przy barze na Zanzibarze

Ludzie w Goffmanowskim teatrze życia codziennego są nade wszystko „akrobatami i graczami” poruszającymi się po chybotliwym pomoście zmieniających się nieustannie sytuacji, ale bynajmniej nie egzystują przecież poza systemem społecznym, oderwani od struktur społecznych i niezależni od wzorów kultury. Żyją oni w określonym miejscu i czasie, przestrzegają norm i konwenansów, uprawiają określone zawody itd. Czy to przypadek, że słowo wstępu Jerzego Szackiego do książki Ervinga Goffmana Człowiek w teatrze życia codziennego mogłoby stanowić opis Hotelu Paradise w telegazecie?

Tekst: Zuzanna Łubińska

Żeby jednak jeden z lepszych programów w telewizji doczekał się bardziej trafnej deskrypcji niż obecna – niesamowicie płytka i infantylna (W rajskim hotelu na Zanzibarze kilkunastu singli podejmie niebezpieczną grę, w której stawką będą miłość i pieniądze. Jedno jest pewne – będzie naprawdę gorąco!) – słowa Szackiego należałoby nieco sparafrazować.

Uczestnicy Hotelu Paradise w zanzibarskim teatrze są przede wszystkim aktorami poruszającymi się niekiedy chybotliwym krokiem po gorącym piasku. Egzystując w specyficznym systemie społecznym (demokratyczno-autorytarnej hybrydzie), w którym każde nadejście Klaudii El Dursi zwiastuje szereg skomplikowanych konkurencji (np. quiz z wiedzy ogólnej) mogących odwrócić bieg wydarzeń, próbują pozostać wierni swoim wzorcom i ideałom (duże usta i cycki). Oderwani od przyjaciół i rodzin walczą nie tylko o zwycięstwo, ale też o coś znacznie cenniejszego – miłość (100 tys. zł).
Hotel Paradise to dla wielu reality show niskich lotów, w którym trenerzy personalni i dziewczyny wypełnione bardziej botoksem niż rozumem puszczają się przed kamerami. Jednak pod tą wierzchnią warstwą kryje się coś więcej – idealna struktura do rozważań na temat teorii dramaturgicznej Ervinga Goffmana.

Amerykański socjolog próbuje przedstawić obraz ludzkich interakcji społecznych za pomocą analogii do teatru. Odważnie stwierdza, że zawsze odgrywamy jakąś rolę, a wszystkie nasze zachowania są występami, których celem jest utrzymywanie pewnych pożądanych wrażeń u innych. Opisując swoją metodę posługuje się więc niczym innym jak terminologią teatralną. Jedno z podstawowych pojęć stanowi „występ”, którym w Hotelu Paradise można nazwać cały kilkumiesięczny performance na Zanzibarze. Jedyną przerwą w występie są „kulisy”, których w programie można dopatrywać się w tzw. setkach, czyli nagraniach jeden na jeden uczestnik–kamera. Według Goffmana tylko za kulisami aktor może być sobą i oderwać się od wszelkich ról społecznych. Wyłącznie tam nie jest podglądany przez „widownię”, na którą składają się subskrybenci Playera Premium i widzowie telewizyjni. Warto też wspomnieć o „roli”, która zgodnie z socjologiczną teorią jest wzorem działania ustalonym przed przedstawieniem. Na potrzeby dostosowania do realiów Hotelu Paradise rolami będą krótkie filmiki o uczestnikach, pokazywane gdy każdy z nich przekracza próg raju.

W konsekwencji wszystko to tworzy podręcznikowy przykład goffmanowskiego teatru, czyli doskonałego miejsca do obserwacji społeczeństwa. Jednak nadal w mediach pod artykułami o Hotelu Paradise pojawiają się komentarze typu oglądamy, żeby zobaczyć co dzisiejsza młodzież sobą reprezentuje. Czyli nic, zero, nul albo program dla tych, co nie mają lepszych zajęć. Jakoś trzeba wypełnić te 24 godziny doby… Dodatkowo wiele osób zarzuca uczestnikom Hotelu, jakoby nie byli tam sobą i cały czas grali. No shit, Sherlock. Zgodnie z teorią Goffmana, każdy z nas stale odgrywa jakieś role. W niczym nie jesteśmy lepsi grając w sztuce pod tytułem Praca 9-17. Hotelowi aktorzy mają w swojej grze przynajmniej zapewniony open bar i noclegi z widokiem na ocean. Poza tym są na Zanzibarze, a nie znów w tej Polsce. Pytanie, kto trafił do lepszej rozgrywki wydaje się więc być jedynie kurtuazyjne.

Hotel Paradise po prostu pokazuje świat takim, jakim jest. Uwydatnia układy, przyjaźnie czy miłości. I chociaż podobno nie można wysnuwać wniosków z mikrootoczenia na skalę makro, może zagorzałych krytyków Hotelu boli właśnie ta prawda, która przepełnia zanzibarski raj? Program ten powinien być postrzegany bardziej jako opis zastanej rzeczywistości niż jej wyjaśnienie. Oczywistością jest to, że nie będziemy w nim szukać remedium na cokolwiek (bez przesady, to leci na TVN 7). Hotel Paradise tworzy tylko i aż możliwość bycia obserwatorem życia. Tak zachowują się ludzie. Wszyscy. I nie uwierzę, że w bohaterach Hotelu nie widzicie chociaż odrobiny swojego własnego odbicia. 0