Tak, robię techno w lesie… Rozmowa z Januszem Jurgą

Janusz Jurga jest osobowością o trzech twarzach. Współtworzy zespół Vysoké Čelo, własnym sumptem prowadzi solowy projekt, a także jest wydawcą Opus Elefantum. W 2021 roku pojawił się jego nowy album IST. Czy tym razem Janusz Jurga postanowił wyjść z lasu?

Rozmawiała: Wiktoria Kolinko

Okładka albumu “IST” Janusza Jurgi

Wiktoria Kolinko: Cześć, Janusz. Już na dzień dobry chciałabym ci pogratulować wydania kolejnego albumu – IST. Jest zupełnie czymś innym niż to, czego spodziewałam się na samym początku odsłuchu. Opowiesz mi trochę więcej o samym zamyśle płyty?

Janusz Jurga: Cześć, Wiktoria! Bardzo ci dziękuję za gratulacje. Na płycie znajdziemy szeroki przekrój inspiracji, a sama w sobie jest ona niejednoznaczna tematycznie. Moim założeniem było, żeby zaczynała się bardzo mrocznie, a następnie przechodziła w te jaśniejsze rejony, żeby potem równie mrocznie się zakończyć. Wydaje mi się, że udało mi się zrealizować ten koncept.

WK: Na samym początku albumu, w utworze WALD, słyszymy zapętlony głos mówiący idziemy w dół, a następnie żeby zapomnieć (…), bo świat nas nie chce, więc i my go nie chcemy. Po tej zapowiedzi można byłoby się spodziewać faktycznego zejścia w ten dół, czyli pogłębienia mroku, wejścia dalej w tytułowy las, co jednak nie następuje. Zastanawiałam się, czy las w jakiś sposób Cię zawiódł i z tego wynika chęć ucieczki?

JJ: Jestem zwolennikiem tego, żeby słuchający mieli okazję sami zinterpretować moje muzyczne opowieści. Nie lubię narzucać swojej wizji, chociaż ona oczywiście jest. Moją wizją na przykład było to, że las sam w sobie jest bardzo niejednorodny. To znaczy, że jest jednocześnie mroczny, ale jest również przestrzenią, która stanowi dla mnie antonim mroku. Z jednej strony mamy mrok, z drugiej jasność. Mamy też dużo innych przymiotów, jak na przykład tajemniczość, którą również ujmuję w mojej twórczości. Czy las mnie zawiódł? Hm… nie wydaje mi się, chociaż taka interpretacja wydaje się również ciekawa.

WK: Wiesz, dlaczego jeszcze pomyślałam o takiej interpretacji? Ze względu na nazwy utworów, które tworzą całość – wald ist tot, czyli las jest martwy. Skąd taki zamysł na uśmiercenie lasu?

JJ: Tematyka mojej twórczości do tej pory nie opuściła lasu i ja cały czas w nim jestem i wciąż go eksploruję. Moja poprzednia płyta Hypnowald nawiązywała w pewien sposób do jego tajemniczości. Teraz natomiast próbowałem to ugryźć trochę z innej strony. Moim zamysłem była parafraza słynnego zdania autorstwa Nietzschego, czyli Gott ist tot, co po polsku znaczy Bóg jest martwy. Tyle tylko, że Nietzsche rozwinął ten temat tak, że Bóg jest martwy, bo ludzie go zabili. Ja natomiast zestawiam trochę tę nietzscheańską interpretację z kontekstem mojej twórczości. Gdy ktoś zagłębi się w inne albumy, to myślę, że może sobie resztę dopowiedzieć. Wtedy przekaz staje się bardziej klarowny.

WK: Sami zabijamy lasy, więc uśmiercamy też nasze miejsce do życia…

JJ: Tak, zdecydowanie. Moje zainteresowanie lasem przekazane w mojej twórczości jest też swoistym manifestem wobec działalności ręki ludzkiej i degeneracji środowiska. Nie ukrywam, że jestem eko i z ogromną przykrością obserwuję wycinkę lasów. W mojej rodzinnej miejscowości jest las, który wciąż eksploruję. W jego części powstaje teraz miniosiedle. Patrzę, jak powoli się rozrasta, i zdecydowanie nie podoba mi się ten widok. Zgadzam się, ludzie zabijają las. Zawsze więc, gdy mam okazję, pragnę głośno i wyraźnie podkreślić swój sprzeciw wobec niszczenia ekosfery, a ludzi, w tym właśnie moich słuchaczy oraz czytelników tego wywiadu, namawiam również do tego, aby ratować lasy!

WK: Nawiązując do tej muzycznej strony lasu, chciałabym cię podpytać o gatunek forest techno. Spotkałam się z takim określeniem dotyczącym Twojej twórczości, ale konkretnej definicji nie znalazłam.

JJ: Rzeczywiście, forest techno chyba jeszcze nie jest do końca zdefiniowane. Wraz z Maciejem (Maciej Jurga – członek zespołu Vysoké Čelo – przyp. red.) wymyśliliśmy tę nazwę na potrzebę określenia tego, co robię. Forest techno łączy w sobie elementy muzyki ambient techno z elementami natury i lasu, czyli właśnie z muzyką field recordings. Nie jestem oczywiście jedyną osobą, która w taki sposób tworzy swoje utwory. Na stronie last.fm znajdziesz kilku artystów, którzy tagują swoją twórczość właśnie w ten sposób. Chociaż nie jest to jeszcze oficjalny gatunek, to bardzo trafnie określa ten rodzaj muzyki.

WK: Duchy Rogowca, Hypnowald, IST – te albumy wyraźnie hołdują lasom. Jest jednak jedna płyta, która znacząco się wyróżnia – Occultt.

JJ: Occultt faktycznie jest trochę odmienny. Powiedziałbym jednak, że był to jednorazowy wyskok z lasu do miasta. Słyszymy tam więcej elementów industrialnych, chociaż zdecydowanie nie uznałbym tej płyty za reprezentującą industrial techno. Owszem, na Occultt słychać mniej lasu, ale ten wpływ wciąż w pewnym stopniu da się wyczuć. Pamiętam, że jeden z użytkowników portalu Rate Your Music określił tę EP-kę jako cave techno. Wydaje mi się, że jest to bardzo ciekawe i trafne określenie.

WK: Czyli nie planujesz ponownie wyskakiwać do miasta?

JJ: Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Mam jeden pomysł na następną płytę, chociaż moje plany i koncepcje potrafią się diametralnie zmienić podczas procesu tworzenia. Dlatego jeszcze nie będę nic zdradzać na ten moment. Mogę powiedzieć tylko tyle, że z lasu jeszcze wychodzić nie zamierzam.

WK: Chciałbyś zdradzić, jak ci się pracowało nad IST? Jak długo zajęło ci dopięcie projektu?

JJ: Oj… długo mi zajęła finalizacja tego albumu. Pierwsze szkice powstały na początku 2020 roku. Dużo pracuję nad koncepcją każdej płyty, ponieważ moja wizja musi po prostu dojrzeć do tego, żeby mogła ujrzeć światło dzienne. Mój system pracy wygląda tak, że robię początkowy szkic, a następnie go poprawiam. Później odstawiam go na miesiąc i po tym czasie sprawdzam, czy już… dojrzał. Jeśli mi się podoba, szlifuję go już do samego końca. Oczywiście dużo elementów w tym czasie zmieniam i dokładam. Prototyp najdłuższego utworu na IST powstał właśnie na początku 2020 roku, a dokończyłem go dopiero w lipcu 2021 roku. To wcale nie oznacza jednak, że potrzebuję półtora roku, żeby cokolwiek wydać. Mam po prostu taki system pracy. Jest jednak jedna płyta, która powstała naprawdę szybko – Wzium! – materiał Vysoké Čelo.

 

WK: Jak oceniłbyś swoje starsze wydania z perspektywy czasu? Co się zmieniło w porównaniu z IST?

JJ: Nie ukrywam, że jestem dość krytyczny wobec mojej całej twórczości, chyba większość artystów tak myśli o swoich dokonaniach. Każda z płyt, którą wypuściłem, ma jakieś wady, które mnie denerwują, szczególnie te produkcyjne. Wydaje mi się jednak, że to właśnie w produkcji (czyli w pracy nad brzmieniem i miksem) nabrałem najwięcej doświadczenia, chociaż wciąż jeszcze dużo przede mną do odkrycia. Oczywiście, nie mogę powiedzieć, że IST jest złe, bo gdyby takie było, nie byłoby pewnie w żaden sposób zauważone i docenione. Sam również nie widziałbym wtedy progresu w porównaniu z wcześniejszymi płytami. Uważam, że Duchy Rogowca, a raczej jej produkcja, mogłaby być zdecydowanie lepsza. Gdy słucham tego albumu teraz, wydaje mi się, że jest zbyt ciężki i mulisty – absolutnie mi nie leży! Techno nie powinno tak brzmieć.

WK: Jak by brzmiały Duchy Rogowca dziś, gdybyś zdecydował się na ponowną produkcję?

JJ: Dzisiaj zrobiłbym to zupełnie inaczej. Nie mam na myśli tutaj kwestii samej poprawności brzmienia. Chodzi raczej o kierunek, w jakim ta produkcja poszła. Hypnowald jest na przykład zarysowany w lepszy sposób – na tej płycie jest zdecydowanie więcej „aquatyczności” (aquatic to deskryptor na Rate Your Music – opisuje muzykę głęboką, powolną, ale jednocześnie kojącą, klimatyczną, nastrojową, enigmatyczną. Krótko mówiąc, „wodną”, „wodnistą”. Używany zazwyczaj do opisywania utworów ambientowych – przyp. red.). Nie ukrywam, że tworząc ją, inspirowałem się holenderskim duetem Wanderwelle, który niesamowicie mi imponuje. Ich brzmienie i kompozycja albumów są rewelacyjne! Pewnie dlatego Hypnowald podoba mi się o wiele bardziej niż Duchy Rogowca.

WK: W Duchach Rogowca rozprawiałeś się z mitycznymi duchami z Twojej rodzinnej miejscowości. Czy na IST też możemy dostrzec nawiązania lokalne?

JJ: Duchy Rogowca to zupełnie inna konwencja tematyczna. Zarówno Hypnowald, jak i IST to płyty, które mają dużo niedopowiedzeń. Nie są ulokowane kontekstowo w żadnym konkretnym uniwersum. Pamiętam, że ktoś kiedyś mnie zapytał, w nawiązaniu do Hypnowald i IST – o jaki las chodzi? Odpowiadam również tutaj – o żaden. Tworzę muzykę z myślą o wszystkich lasach, a konkretniej, o ich tajemniczości i skrywanym mroku. Duchy Rogowca to na razie jedyna płyta, która odnosi się do tej jednej szczególnej miejscowości.

WK: Januszu, mam nadzieję, że twój manifest sięgnie jak najdalej i że inni również dostrzegą potęgę drzemiącą we wszystkich lasach. Bardzo ci dziękuję za rozmowę.

JJ: Bardzo bym chciał, żeby tak się stało! Ja również Ci dziękuję za wywiad, było mi bardzo miło! Mam nadzieję, że nasi czytelnicy będą się również dobrze bawić podczas czytania zapisu naszej rozmowy. Korzystając z okazji, chciałbym ich z tego miejsca bardzo, bardzo, bardzo serdecznie pozdrowić. Buziaczki :*