Konfederata z butelki

W ostatnią środę Facebook usunął fanpage Konfederacji. Tym samym Mark Zuckberg odkorkował butelkę z napisem „Uwaga – Konfederacja”. W akapitach poniżej przyglądam się efektom tego posunięcia.

Tekst: Jakub Szydelski

 

Dżin popularności

Decyzja Facebooka odbiła się w Polsce szerokim echem. O sprawie donosiły największe polskie portale, komentowali ją politycy… oraz internauci. Konfederacja poszybowała w górę w wynikach Google – partia zanotowała blisko siedmiokrotny wzrost popularności w Internecie w jeden dzień. Pobiła też na głowę pozostałe siły polityczne w polskim parlamencie. Była 3 razy bardziej popularna niż Koalicja Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość.

Konfederacja przez trzy dni (5–7.01) była w czołówce trendów na Twitterze. W sumie na ich temat ukazało się ok. 10 tys. tweetów pod hasztagami „Konfederacja”, „Konfa” i „Facebook”. Spora część obserwatorów przeniosła się z fanpage’a Facebooka na profil twitterowy. Przez trzy dni Konfederację zaczęło obserwować ponad 4 tysiące kont.

Moderatorzy profilu Konfederacji utworzyli albo „podali dalej” ponad 400 tweetów. To więcej niż setka treści na dzień – wynik porównywalny do średniej Donalda Trumpa z okresu prezydentury. Do tego należy dołożyć osobiste konta popularnych polityków Konfederacji. Dla przykładu, Krzysztof Bosak ma o niebo większe zasięgi niż profil Konfederacji (171 tys. więcej obserwujących). Polityk wykorzystał swoje audytorium i publikował ok. 50 tweetów dziennie.

 

Dżin cenzury

Wspomniany wyżej lider Konfederacji udzielił konferencji prasowej w sejmie 5 stycznia tuż po zablokowaniu fanpage’a. Bosak skarżył się na brak transparentności działań moderatorów: Facebook nie przekazuje podstawy usunięcia posta – nie podaje, jaki punkt regulaminu został złamany przez jaki materiał i kto to ocenił. Stwierdził, że decyzja Facebooka to ingerencja w polską demokrację i przejaw cenzury.

Właściciele Facebooka tego samego dnia bronili swojej decyzji w oświadczeniu. Moderatorzy zamknęli fanpage za wielokrotne naruszanie Standardów Społeczności o mowie nienawiści oraz o przemocy i podżeganiu do niej. Administratorzy Konfederacji mieli bezpośrednio atakować inne osoby z powodu ich narodowości lub orientacji. Mieli również rozpowszechniać dezinformację na temat pandemii COVID-19.

Facebook w swoich aktualnych standardach deklaruje, że nie usuwa fake newsów – tym bardziej kont. Zamiast tego znacznie ogranicza ich zasięg i wyświetla je niżej w aktualnościach. Dlaczego więc Facebook usunął profil Konfederacji?

Facebook informuje o tej praktyce w Centrum pomocy we wpisie „Aktualizacja zasad dotyczących walki z COVID-19”. Moderatorzy na podstawie zapisów o przeciwdziałaniu przemocy usuwają twierdzenia dotyczące COVID-19, które, zdaniem organów ds. zdrowia publicznego, są nieprawdziwe i mogą wyrządzić bezpośrednią szkodę fizyczną.

Facebook twierdzi, że przestrzega własnych – zaktualizowanych – regulaminów. Jednocześnie utrudnia użytkownikom zrozumienie swoich zasad. Po pierwsze, zapisy dotyczące dezinformacji znajdują się w sekcji poświęconej przemocy. Po drugie, zasady związane z COVID-19 nie są opisane na głównej stronie – trzeba się do nich dostać przez link do Centrum pomocy. Po trzecie, dopiero nowe zasady pozwalają moderatorom na usunięcie treści. Zapisy na stronie Transparency Center dają prawo tylko do zasłonięcia takiego posta lub dodania ekranu ostrzeżenia.

 

Dżin fake newsów

Facebook oskarża Konfederację o powielanie fake newsów. Za to Konfederacja w swoim oświadczeniu zarzuca Facebookowi kłamstwo i nie przyznaje się do publikacji zarzucanych jej treści. Zarówno teza Facebooka, jak i Konfederacji nie jest już możliwa do ponownej weryfikacji. Serwis nie podaje żadnych treści do oceny fact-checkerom i odbiorcom.

Z kolei Ruch Narodowy, nadal obecny na Facebooku, już w tym roku publikował hasła rezonujące z przeciwnikami szczepień np. NIE dla przymusu szczepień na COVID-19‼️ NIE dla paszportów szczepionkowych‼️ NIE dla segregacji sanitarnej ‼️ (pisownia oryginalna). Ruch Narodowy jest jedną z partii współtworzących Konfederację obok Partii Korwin i Konfederacji Korony Polskiej.

Stowarzyszenia fact-checkerskie, takie jak Demagog lub FakeNews wielokrotnie sprawdzały wypowiedzi polityków Konfederacji. Okazuje się, że w sprawach medycznych niektórzy politycy manipulowali opinią publiczną. Według Demagoga Janusz Korwin-Mikke miał powielać tezy o zaszczepieniu jako eksperymencie medycznym i osobach zaszczepionych jako królikach doświadczalnych.

 

Dżin banowania

Fact-checking opiera się na sprawdzaniu kontrowersyjnych informacji w rzetelnych źródłach. Odbiorcami tego porównania powinni być przede wszystkim antysystemowcy i ci obawiający się niepożądanych skutków poszczepiennych (ruch StopNOP). W zgodzie z własnym sloganem Myśl samodzielnie powinni mieć dostęp do obu treści, aby mieć szansę krytycznie się do nich odnieść.

Problemem tego rozwiązania jest czas reakcji analityków. Fake-news na Twitterze rozprzestrzenia się 6 razy szybciej niż prawdziwa informacja. Taki materiał dociera do szerokiego grona odbiorców na długo przed powstaniem raportu o prawdziwości.

W odpowiedzi Facebook wprowadził u siebie narzędzie do ograniczania zasięgu postów uznanych jako fałszywe. Po zgłoszeniu zewnętrznych fact-checkerów platforma ma prawo wyświetlać takie posty niżej w aktualnościach. To daje specjalistom czas na zapoznanie się z fake newsami i umożliwia im odpowiedź.

W Transparency Center władze Facebooka zarzekają się, że mimo ograniczania zasięgu nie usuwają fałszywych informacji z portalu. Autorzy sami zwracają uwagę na negatywny wpływ banowania treści na debatę publiczną. Przez ten pryzmat ostatnie działania Facebooka należałoby ocenić jako hipokryzję i brak transparentności działań.

Facebook nie bierze przykładu z fact-checkerów, których celem jest edukowanie, a nie banowanie. Władze serwisu kasując profil sporej partii politycznej, nijak nie wpływają na wiedzę użytkowników. W zasadzie ograniczają publiczną dyskusję do granic, które sami wyznaczają. Co gorsza Facebook nie ogranicza popularności przekazu Konfederacji, wręcz przeciwnie – winduje go do mainstreamu.

Konfederacja będzie się dalej przedstawiać jako jedyna partia antysystemowa, która walczy już nie tylko z tradycyjnym establishmentem politycznym, ale też z Big Tech’em. Ich głównym mottem będzie wolność – od cenzury, od obostrzeń, od szczepień. Afera facebookowa tylko utwierdzi syndrom oblężonej twierdzy, której należy bronić przed przeciwnikiem politycznym.

 

Dżin alternatywy

W reakcji na ban Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, wezwał Konfederację do zakładania kont na własnym, konkurencyjnym portalu Albicla. Ma to być „Strefa Wolnego Słowa” dla prawicowców. Partia owszem, skorzystała z zaproszenia i tego samego dnia założyła swoje konto, jednak do tej pory (7.01) nie wstawiła ani jednego posta. Oszałamiająca liczba obserwujących oscyluje na ten moment wokół 50 dusz.

Wydaje się więc, że Konfederacja nieprędko przestawi się na alternatywne – narodowe – serwisy społecznościowe. Partia wciąż jest aktywna na zagranicznym Twitterze i Facebooku. Korzystają z niego i politycy, i wyborcy skupieni w licznych grupach prywatnych i dyskusyjnych.

Mimo to wśród internautów pojawiają się głosy, aby partia pojawiła się w alternatywnych środkach przekazu np. polskiej Albicli lub serwisie gab.com – ostoi konserwatystów w Internecie. Użytkownicy gab.com byli ostatnio bardziej aktywni ze względu na pierwszą rocznicę ataku na Kapitol.

W innych państwach europejskich partie prawicowe używają swoich własnych komunikatorów do kontaktu z wyborcami. Przykładem jest belgijska nacjonalistyczna partia Vlaams Belang, która oferuje aplikację mobilną z niepoprawnymi politycznie wiadomościami i innowacjami. Ich głównym hasłem jest przełamanie cenzury Big Tech’u.

Komunikatory o bardzo sprofilowanym typie odbiorców stają się szczelną bańką informacyjną, gdzie nie ma szans na szeroką wymianę różnych opinii. Wzmacnianie własnych przekonań bez konfrontacji z innymi może prowadzić do radykalizacji. Świadczą o tym m.in. badania australijskich naukowców, którzy analizowali prawicową bańką społecznościową.

 

Post

Zbanowanie fanpage’a może przysporzyć popularności Konfederacji. Partia będzie mogła prezentować się jako ofiara Big Tech’u i różnie definiowanego establishmentu. Jeśli uda jej się spozycjonować jako antysystemowa, może przyciągnąć do siebie niezdecydowane grono wyborców, którzy głosowali kiedyś np. na Kukiz’15.

Facebook zapewne nie zanotuje spadku popularności, nawet wśród wyborców prawicowych. Jest zbyt użyteczny i powszechny. Z kolei jak bumerang wraca do niego kwestia transparentności działań moderatorów i uznaniowości zmiennego regulaminu.

Usuwając te treści, Facebook działa na szkodę praktycznie wszystkich. Nadawcy poczują się cenzurowani i będą bardziej agresywnie się promować. Klasyczni użytkownicy odbiorą to jako atak na swoje poglądy. Krytyczni odbiorcy stracili możliwość komentowania – zgłaszania poprzednich postów, które w ich opinii mogły naruszać standardy debaty publicznej. Z kolei fact-checkerzy stracili obszerne źródło danych, które wcześniej mogli analizować.

Facebook ograniczył tym samym dyskusję w swoich social mediach zarówno dla zwolenników, jak i dla przeciwników Konfederacji. Jedyne co wyzwolił, to nagłe zainteresowanie tą partią i paradoksalne potwierdzenie ich narracji.