Treść niezamierzona

Chodzi mi o atmosferę, o nastrój muzyczny. Tak mi się wydaje, że postrzegam bardzo muzycznie każdy obraz. Być może inni tego tak nie widzą, być może inni widzą inaczej muzykę… 

Tak o swojej twórczości mówił Zdzisław Beksiński, którego wystawę można było odwiedzić tego lata w Praskim Koneserze. Stanowiła ona największą czasową wystawę sanockiego mistrza. Wystawione zostało tam ponad 70 prac artysty, w tym dzieła z kolekcji prywatnych, niepokazywane wcześniej.  

Tekst: Helena Długokęcka

 

Artysta wielu profesji

Beksiński jest uważany za jednego z najbardziej oryginalnych polskich twórców współczesnych i z takim poczuciem wychodzi się z tej wystawy. Można by się wręcz pokusić o stwierdzenie, że swoją zróżnicowaną działalnością zasługuje na miano człowieka renesansu. Choć w jego dorobku dominują obrazy, zajmował się również rzeźbą, fotografią oraz grafiką komputerową. Bogactwo zainteresowań artystycznych wynika częściowo z ukończenia studiów architektonicznych. Ten kierunek nie był jednak jego własnym wyborem – pierwotnie marzył o reżyserstwie w Wyższej Szkole Filmowej, lecz jego ojciec się na to nie zgodził. Twierdził, że nie przyniesie to synowi korzyści w przyszłości. Mimo to Beksiński do końca życia interesował się filmem i fotografią. Należał do Polskiego Towarzystwa Fotograficznego i wygrywał szereg konkursów międzynarodowych. Jego fotografie przedstawiały ludzkie postacie w niecodziennych pozach – skulone lub owinięte sznurkami. Kadrował ciała w taki sposób, by tworzyły wrażenie fragmentaryczności oraz zdeformowania. Często rolę modelki na fotografiach odgrywała żona artysty, Zofia. Działalność artystyczna nie przynosiła jednak Beksińskiemu wystarczająco dużych zarobków, by mógł się z niej utrzymać. Sytuacja finansowa zmusiła go do pracy w sanockiej fabryce autobusów „Autosan”. Tworzone przez niego projekty pojazdów wyróżniały się nowatorską stylizacją i ergonomicznymi rozwiązaniami. Mimo to znacząco bardziej pochłaniały go jego pasje artystyczne.  Coraz poważniej zaczął traktować malarstwo, w związku z czym zorganizował pracownię w swoim mieszkaniu. Już od początku szedł w kierunku sztuki awangardowej, jednocześnie uciekając przed przypisywaniem go do pewnych nurtów – wręcz irytowało go bycie określanym jako surrealista lub symbolista. Beksiński o swojej sztuce mówił: Zdecydowanie uciekam od określeń, że jest to sztuka symboliczna, bo nie określam niczego przez nic. Co prawda, z rzeczą, którą maluję, wiąże się pewien system prostych skojarzeń. Te pierwsze skojarzenia kilku przedmiotów przedstawionych na obrazie zderzają się ze sobą, tworząc pozory treści, ale to nie jest treść zamierzona przeze mnie (Z. Beksiński, 1997).

Deformacja jako sposób istnienia

Zdecydowanie największy rozgłos przyniósł mu okres fantastyczny. To, co najważniejsze dla jego twórczości, związane było z przedstawieniem figury ludzkiej. Wokół niej i przez nią kreował psychologiczną atmosferę. Postaci ludzkie były przeważnie elementami szerszego planu, rekwizytami odgrywającymi dramat zainscenizowany przez światło. Odgrywały niemą rolę bez cech indywidualizmu. Osoba jawiła się jako manekin wyrażający swoją postawą cierpienie lub samotność. Mogło to stanowić próbę Beksińskiego na wyrażenie kondycji współczesnego człowieka, choć artysta nie potwierdzał takiej interpretacji.

Wrodzona oryginalność

Zadziwiające jest to, że twórca w żaden sposób nie dążył do stworzenia dzieła przyciągającego uwagę, lecz ta oryginalność wypływała jako wypadkowa przelania myśli na płótno. Jego obrazy emanują tajemniczością i rodzą wiele pytań. Sama z moimi znajomymi doszukiwałam się przeróżnych interpretacji i symboliki zawartej w jego sztuce. Pewne elementy zdawały się nawiązywać do tematyki biblijnej, inne do śmierci. Jednak sam Beksiński twierdził, że nie zastanawiał się nad znaczeniem swoich prac. Jak mówi jego przyjaciel, Wiesław Ochman: Malarstwo stanowiło dla niego chleb powszedni, coś co kształtuje jego egzystencję. To, że ludzie odczytują jego obrazy jako efekt pracy genialnego artysty już mniej go interesuje. Gdy stawał przed sztalugą, nie wiedział, jaki będzie ostateczny kształt obrazu. Artysta uważał, że obraz sam w sobie jest przedmiotem godnym kontemplacji, a wszelkie interpretacje są narzucane przez innych. Nie chciał poprzez swoją twórczość nic przekazywać, jedynie wyrażać towarzyszące mu emocje. Dlatego też jego obrazy bywają nazywane pejzażami wewnętrznymi.

Wystawowa “perełka”

Na wystawie najbardziej moją uwagę przykuł nieprezentowany wcześniej obraz. Przedstawia on stojącego na tle morza mężczyznę z pająkiem na czole. Z oddali wyłania się ciemna postać. Patrzenie na niego elektryzowało mnie, napawało niepokojem i, choć wiele dzieł artysty wywołuje podobny efekt, za tym kryje się niezwykła historia. Obraz stanowił własność prywatną pewnego kolekcjonera sztuki, który po obejrzeniu całej wystawy postanowił podzielić się swoją „perełką”. Dzieło zostało ustawione w istotnej części ekspozycji, ponieważ to niezwykła okazja, by pokazać szerszej publiczności nieznaną dotychczas pracę.

Sztuka niejasności i niepewności

W sztuce Beksińskiego najistotniejszym elementem jest nastrój, dlatego też jego prace najlepiej kontemplować w ciszy i spokoju. Choć obrazy budzą wiele pytań, odnalezienie na nie odpowiedzi wydaje się czymś niemożliwym. Podanie gotowego rozwiązania nie było celem artysty. Właśnie z tego powodu wystawa staje się unikalnym i znaczącym doświadczeniem w życiu zwiedzającego. Niezwykle istotną myślą w rozumieniu twórczości Beksińskiego jest jego słynne powiedzenie: Inni składają się z przekonań, ja składam się z  wątpliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *