Toxic Madonna, szczury i dzieci z balonami Czyli galeria paradoksów Banksy’ego

Tekst: Małgorzata Giemza

 

Police Kids na Pradze

Od maja do września tego roku w Centrum Praskim Koneser można było podziwiać ponad 100 prac kontrowersyjnego brytyjskiego streetartowca. Wystawa The Art of Banksy. Without Limits składała się z niewielu oryginalnych dzieł artysty oraz licznych zdjęć, szablonów, rzeźb i instalacji – w tym bardzo znanych prac, takich jak Girl with Balloon, Bomb Hugger, Police Kids, Pulp Fiction czy Flower Thrower. Ponadto wyświetlane były filmy o twórczości bristolczyka, które zdecydowanie bardziej przyciągnęły moją uwagę niż prezentowane prace. Zasadniczym problemem wystawy było to, że starała się naśladować coś, czym nie była. Udawała zbiór dzieł street artu, który jednak tak naprawdę zawierał tylko kilka prac bezpośrednio wykonanych przez Banksy’ego. I tu zaczyna się lista paradoksów, które z jednej strony są właśnie tym, co przyciąga uwagę (i tłumy), a z drugiej strony sprawiają, że wychodząc z wystawy, nie do końca wiadomo co o tym wszystkim myśleć…

Lody o smaku pierogów

Paradoks numer jeden to sam fakt istnienia tej wystawy. Warto zacząć od tego, że najprawdopodobniej Banksy nawet nie wiedział o jej istnieniu, nie mówiąc już o autoryzacji. Poza tym integralną częścią Banksy’ego, jako artysty, jest jego anonimowość oraz uciekanie od zorganizowanych eventów czy galerii pełnych ludzi podziwiających jego prace. Mówiąc szczerze, próba przeniesienia street artu na ściany muzeum to bardzo nieudany pomysł – chyba że mówimy o happeningach Banksy’ego, podczas których artysta wieszał swoje prace w takich miejscach jak Tate Modern w Londynie i Museum of Modern Art w Nowym Jorku. Jedną z jego głośniejszych akcji było umieszczenie w paryskim Luwrze swojej wersji Mony Lizy, która zamiast twarzy miała uśmiechniętą żółtą buźkę – co ciekawe, straże muzeum zauważyły tę instalację dopiero po trzech dniach(!). Oglądanie street artu za szybą w ramie tak, jak przedstawiono go w Koneserze, jest dla mnie jak jedzenie lodów o smaku pierogów – można, ale po co?

Artystyczny nieład

Kolejnym paradoksem jest zdecydowanie sama sztuka Banksy’ego. Mimo że znam jego twórczość od dawna i podziwiam go za odwagę, kreatywność i łączenie sztuki z bieżącymi problemami ludzkości, to mam wiele zastrzeżeń. Jednym z nich jest to, że jego dzieła nie pozostawiają absolutnie nic niedopowiedzianego, bijąc po twarzy swoim przekazem. Choć street art polega na tym, żeby od pierwszego, nawet szybkiego, spojrzenia wykrzyczeć nam w twarz przekaz artysty – co pomysłowe prace Banksy’ego robią naprawdę dobrze – to po obejrzeniu czterdziestego piątego (nie mówiąc już o setnym) obrazka, który przekazuje dokładnie to samo co piętnaście poprzednich, staje się to co najmniej nużące. W tym przypadku nie jest to wina samego Banksy’ego, który przecież celowo nie umieszczał swoich prac w jednym miejscu i czasie obok siebie, ale może pomysłu na tę wystawę czy chęci pokazania jak najwięcej na małej przestrzeni. Dlatego też dużo bardziej podobały mi się filmy, które zdecydowanie lepiej oddawały klimat, który bristolczyk kreuje swoją sztuką i działalnością niż wysprejowane z szablonu instalacje „Banksy’ego” odtworzone jeden do jednego na ścianach Konesera.

No regrets

Ostatnim paradoksem jest to, że mimo mojego niezbyt pozytywnego nastawienia do tej wystawy i pomysłu na nią, uważam, że zdecydowanie warto było zobaczyć na własne oczy to, o czym słyszy się w mediach i widzi na Instagramie od tylu lat. Innymi słowy, miło jest doświadczyć fenomenu Banksy’ego na własne oczy i odkryć jego prace na nowo pomimo tego, że są znane na całym świecie i prawie wyskakują nam z lodówki.

Ta wystawa zdecydowanie wzbudza ambiwalentne uczucia – z jednej strony była (na swój sposób) zachwycająca, a z drugiej co krok coś okropnie mnie irytowało i nie pozwalało w pełni skupić się na pracach Banksy’ego, które bądź co bądź są elementem współczesnej sztuki i świata. Być może jednak dobrze się stało, że wystawa wzbudziła takie emocje, bo chyba właśnie o to w sztuce chodzi, żeby nie była nam obojętna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *