Sztuka w służbie nauki, czyli pożytki z zielnika

Paulina Mańko

Bogato zdobione księgi, stworzone, by ratować ludzkie zdrowie, skrywają zarazem skarb wydarty naturze. Wciśnięty między karty, zachwyca nasze oczy i zaspokaja głód wiedzy. Rośliny utrwalone na kawałku papieru, ot co! A jednak zielnik to coś więcej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Zielnik to zbiór ułożonych, zasuszonych okazów roślinnych, osadzonych na papierowych arkuszach. Najstarsze suszone zielniki przedstawiane są często w formie oprawionych tomów z okazami przyklejonymi bezpośrednio na kartach, za pomocą kleju lub małych pasków tkaniny. Standardowa strona zawiera przede wszystkim roślinę – jej liście, kwiaty czy korzenie. Na ich podstawie określa się gatunek oraz szuka różnic między populacjami. Z zasuszonych okazów często pobiera się materiał genetyczny do badań. Ostatnią, ale jedną z najbardziej przydatnych informacji, jest etykieta danej rośliny. To właśnie z niej można wyczytać nazwę gatunku, datę i lokalizację zbioru, a niekiedy nawet nazwisko zbieracza.

Początek historii

W średniowieczu zielniki pełniły funkcję podręczników zioło leczniczych, dlatego rośliny przedstawiano w postaci ilustracji lub rycin. Na kartach zapisywano również instrukcję ich stosowania i przechowywania. Same zbiory najczęściej powstawały w klasztorach. Monastery były bowiem ostoją, w której udało się zachować część wiedzy z czasów starożytnych. Mnisi łączyli znajomość leczniczych właściwości roślin z własnym doświadczeniem i dzięki temu, wytwarzali leki. Z czasem medyczne wykorzystanie roślin zaczęło schodzić na dalszy plan. Renesans rozkwitał, a wraz z nim studia przyrodnicze. Uwaga artystów i badaczy skupiła się na klasyfikacji gatunkowej. Ryciny stawały się bardziej szczegółowe, opisy – dopracowane. W końcu zdecydowano się zachowywać prawdziwe okazy, dając tym samym początek zielnikom, które znane są dziś.

Herbarium vivum

Zielniki zawierające suszone rośliny zaczęły powstawać w XVI w. Dla odróżnienia ich od tradycyjnego herbarza z ilustracjami, określano je mianem herbarium vivum, ze względu na wykorzystanie żywych roślin. Co ciekawe, funkcjonowały również nazwy takie jak suche ogrody, żywe zielniki, a nawet ogrody zimowe. Za prekursora zachowywania prawdziwych roślin uznaje się Włocha – Lucę Ghini’ego. W połowie XVI w. założył pierwsze ogrody botaniczne i, choć sam nie stworzył ani jednego zielnika, zainspirował grono swych uczniów, którzy zaczęli tworzyć własne prace. Ukazywały się one w latach 1530–1545 i są pierwszymi znanymi dziełami tego typu. Nawet w tamtych czasach zielniki traktowano jako arcydzieło sztuki i botaniki. Świadczy o tym chociażby fakt, że włoski zielnik En Tibi powstały w
XVI w. był darem dla austriackiego cesarza.

Podróż w czasie

Zielniki powstałe w ostatnich stuleciach mają ogromne znaczenie dla współczesnej nauki. Zastosowanie sekwencjonowania umożliwia zrekonstruowanie genomów ze sprasowanych próbek. Oprócz badania wymarłych gatunków, zielniki to też otwarta furtka dla innych dziedzin. Dzięki historycznym badaniom próbek, można zdobyć informacje o dawnych chorobach atakujących roślinność i zapobiegać przyszłym epidemiom. Ciekawym i wciąż analizowanym przykładem jest zaraza ziemniaka spowodowana patogenem Phytophthora infestans, która w XIX w. doprowadziła do klęski głodu w Irlandii i śmierci ponad miliona ludzi. Stworzone przed wiekami zielniki mają dziś wielką wartość naukową. Naukowcy wykorzystują je między innymi do badania zmian w ekosystemach. Każda próbka jest starannie klasyfikowana, zapisuje się datę i miejsce znalezienia. Dzięki temu, naukowcy są w stanie lepiej zrozumieć zmiany zachodzące w środowisku naturalnym.

Zielnik 3.0

Zielniki stanowią ogromne źródło wiedzy i są jednocześnie małymi dziełami sztuki. Ich wykonanie wiąże się z zaangażowaniem, poświęceniem czasu, starannością i uwagą. Choć większość z nas w ramach pracy domowej suszyła liście i inne rośliny, to tworzenie zielników można wrzucić do worka archaizmów razem z ręcznym pisaniem listów. W dzisiejszym świecie są piękną rzadkością, pamiątką po czasach minionych i po ludziach, którzy z nich korzystali. Kiedyś potrzebowano fizycznych przedmiotów, z których można byłoby stworzyć sztukę, dziś korzystamy chociażby ze sztucznej inteligencji. Dowodzi temu Caroline Rothwell, która przy udziale Google Creative Lab Sydney stworzyła aplikację internetową oraz instalację artystyczną – Infinite Herbarium. Polegała ona na tym, że użytkownicy eksplorowali nieskończoną liczbę roślin wygenerowanych przez uczenie maszynowe, przy okazji tworząc własne dzieła sztuki. Podobne inicjatywy dowodzą, że relikty przeszłości, takie jak zielniki, wciąż mogą budzić zainteresowanie, pod warunkiem, że dobierze się odpowiednie medium do ich prezentacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *