Przestrzeń, w której pozostawiam coś po sobie

Teatr STUDIO to miejsce odważnej sztuki i wolnej wypowiedzi. Dla młodego widza jest także przestrzenią bezpieczną, otulającą i zapraszającą do współpracy oraz przeprowadzania twórczych eksperymentów.

 ROZMAWIAŁA: IWONA OSKIERA

Rok temu, w niepewnej rzeczywistości, kilkunastu młodych ludzi zebrało się w Teatrze STUDIO z nadzieją na oderwanie się od pandemicznych realiów. Po czteromiesięcznej współpracy powstała publikacja Wrażliwość 2020 ukazująca różne perspektywy sytuacji społeczno-politycznej w Polsce oraz refleksji nad sztuką. Kolejne miesiące ta sama grupa spędziła na Warsztatach Krytycznego Myślenia prowadzonych przez Justynę Lipko-Konieczną. Po roku od pierwszego spotkania uczestniczki warsztatów opowiedziały, czym teatr jest dla nich obecnie oraz jakie przemiany zaszły w ich życiu.

MAGIEL: Jak opisałybyście siebie rok temu, kiedy przychodziłyście do teatru? Czym teraz jest dla was teatr?

 Julia Bukowska: Opowiem o jednej myśli, która przyszła mi do głowy, kiedy zadawałaś to pytanie. Bardzo kocham to miasto – Warszawę. Kocham Pałac Kultury i Nauki, który choć podszyty kontrowersjami, to stanowi dla mnie bardzo ważną budowlę. Cieszę się, że wśród miliona sal i gabinetów Pałacu znalazłam przestrzeń, w której pozostawiam coś po sobie. Tą przestrzenią jest Teatr STUDIO. Nie chodzi mi o sprawczość czy egotyczne stawianie pomników; po prostu cieszę się, że mogę budować społeczność istotnej instytucji w tak ważnym dla mnie mieście. I może nie jest to odpowiedź na twoje pytanie, bo nie opowiedziałam tutaj nic o sobie, ani o tym kim byłam rok temu i kim jestem teraz. Wydaje mi się jednak, że samo przychodzenie do Teatru STUDIO było spełnieniem marzeń. Lubiłam tu przychodzić, patrzeć na te ściany, oglądać te spektakle, lubiłam przebywać w tym barze. O tym trochę jest mój tekst, który napisałam do publikacji Wrażliwość 2020. Foyer Teatru STUDIO było takim miejscem, w którym ja z moimi przyjaciółmi czuliśmy się jak główni bohaterowie filmu reżyserowanego przez nas samych. Tutaj odbywało się silent disco czy imprezy. Tutaj dojrzewaliśmy i doświadczaliśmy naszych wzlotów i upadków, miłości i wielu innych rzeczy. Z kolei teraz wchodzę po schodach, otwieram jakieś drzwi, przechodzę tymi korytarzami, by zaraz leżeć na tarasie. To jest ta różnica w kontekście Teatru STUDIO, który nie jest już dla mnie obcym miejscem, ale przestrzenią, w której buduję moją prywatność. Jeśli natomiast chodzi o emocjonalne przemiany, to wszystko we mnie uległo zmianie. W głowie prowadzę nieustanną samoanalizę. Chciałabym żyć świadomie i jak najlepiej rozumieć wszystko to, co dzieje się wokół mnie. Wciąż wiele nie rozumiem, ale jestem bardzo z siebie dumna. Julka rok temu, która dopiero zaczynała robić te wszystkie rzeczy związane z naszą publikacją, a Julka teraz, to dwie inne osoby. Julka rok temu to osoba, która płakała leżąc na podłodze, bo nie mogła sobie poradzić z małymi porażkami. Miałam ochotę poddać się 15 tys. razy. Teraz jestem już o wiele silniejsza i potrafię sobie uświadomić znacznie więcej. Na przykład wiedzę z warsztatu dziennikarskiego, prowadzonego przez Adriana Stachowskiego, stosuję do dziś nawet w zwykłych rozmowach towarzyskich. Przez ten rok wszystko się zmieniło. Często jest tak, że ktoś mówi: Ale ten rok szybko minął. O, to już rok odkąd się poznaliśmy. Nie! On minął względnie szybko, ale wydarzyło się tak dużo, że powiedzieć ale szybko minęło byłoby nie fair. Tyle się wydarzyło w tym czasie, tyle było projektów zawodowych i emocjonalnych. Owszem, zmieniło się wszystko, ale ten rok był niesamowicie płodny we wszelkie doświadczenia życiowe.

Ania Koziestańska: Teatr sam w sobie zawsze był blisko mnie. Zarówno dla mnie jako widzki, jak i osoby od czasu do czasu występującej na scenie. Próbowałam pisać scenariusze i reżyserować. Kiedyś chciałam zgłębiać teatr na wszystkie możliwe sposoby. Jeżeli chodzi o doświadczenie spotkania się w Teatrze STUDIO, to fakt, że mogliśmy wejść konkretnie do tego, a nie do jakiegoś innego teatru w Warszawie, sprawił, że chodząc na warsztaty do Pałacu Młodzieży, zawsze myślę o nim z dużym sentymentem. Z takim samym uczuciem spoglądam na repertuar. Potem wracam z moimi znajomymi, z którymi spędzam mnóstwo czasu i którzy wiedzą o mnie wszystko. Za każdym razem, kiedy mijamy ten budynek, chcę im powiedzieć: Wiecie, chcę mówić, że ja do tego należę. Chcę mówić, że jestem częścią tej społeczności. Wiem, że trochę mijam się z prawdą, ale mam nadzieję, że to się niedługo zmieni. Liczę na to, że będę mogła tutaj przychodzić jeszcze częściej. Zobaczymy, co przyniesie kolejny rok. Wierzę, że nie będziemy musieli powiedzieć, że minął tak szybko. Dla mnie te ostatnie doświadczenia to kamienie milowe, ale wydaje mi się, że jeszcze ich nie doceniam. Mam poczucie, że jeszcze jestem w trakcie tych procesów i dlatego nie mogę spojrzeć na nie z perspektywy osoby trzeciej, jak zrobiła to Julka. Może za dwa, trzy lata spojrzę na to i powiem: Boże, trochę jednak robiłam w tym życiu, jak byłam taka mała. Chyba jeszcze trochę czasu musi minąć, bo jeszcze czuję się taka młoda i wiem, że jeszcze dużo przede mną.

Marlena Kowalczyk: Teatr lubiłam zawsze. Kiedyś siłą rzeczy ograniczało się to do wycieczek szkolnych, bo jednak trudno w podstawówce pójść do teatru samemu z siebie. Wszystko zmieniło się w pierwszej liceum, czyli dwa lata temu. Partner mojej cioci jest nagłośnieniowcem w Teatrze Dramatycznym, więc przysługują mu bilety pracownicze na spektakle. Pewnego razu ciocia skorzystała z tej opcji; zabrała mnie wraz z moim starszym bratem na musical Kinky Boots. To czego wtedy doświadczyłam na tej widowni, zmieniło we mnie wszystko. Można powiedzieć, że był to infantylny i prosty musical. Cóż z tego, jeśli dogłębnie mnie poruszył? Kiedy chodziłam do gimnazjum, jeszcze poza Warszawą, przypadkowo natknęłam się w internecie na reklamę szkoły musicalowej. Od tego czasu z tyłu głowy kiełkowała myśl: A może aktorstwo? Z czasem, wiedząc już, że pójdę do warszawskiego liceum, postanowiłam, że dodatkowo zapiszę się do szkoły musicalowej. Dokładnie tej, której reklama mi się wyświetliła. Od tego momentu dużo się we mnie zmieniło. Tytułowa wrażliwość z naszej publikacji kształtowała się we mnie. Potem zaczął się teatr. Po prostu nie mogłam pozwolić sobie na ograniczenie się do jednego. Z całego serca polecam Teatr Collegium Nobilium i dyplomy studentów Akademii Teatralnej. Ostatnio byłam na Prawieku, który trwał 3,5 godziny. Ja jednak nie odczuwałam tego czasu. Nie miałam poczucia, że mi się ten spektakl dłuży. Wręcz przeciwnie, miałam wrażenie, że całość nie przekroczyła 15 minut. Po zakończeniu miałam ochotę płakać – tak bardzo nie chciałam stamtąd wychodzić. To jest magia teatru. Przygoda z tym miejscem uczyniła mnie inną osobą. To w nim dojrzewałam, a co więcej moją pasją teatralną zaraziłam inne osoby np. moją siostrę cioteczną. Jej też teatr kojarzył się głównie z wycieczkami szkolnymi. Z tego względu nigdy nie przeżywała dogłębnie oglądanych spektakli. Na szczęście teraz jest inaczej. Teatr to integralna część mojego życia. Kiedy wychodzimy z przyjaciółmi ze Złotych Tarasów, nigdy nie pozwalam im iść obok stacji Śródmieście, tylko zawsze kieruję ich ku Pałacowi Kultury i Nauki. Wtedy przechodzimy obok Teatru Dramatycznego i STUDIO. Myślę sobie: A może akurat ktoś będzie wychodził z próby.

Warsztaty Krytycznego Myślenia znalazłam na Facebooku zupełnie przypadkiem i stwierdziłam, że skoro mam trochę czasu wolnego, to się zgłoszę. I tak przez pandemię trzeba było zostać w domu, więc mogłam wolne chwile odpowiednio zagospodarować. Podczas tych warsztatów nauczyłam się myśleć w sposób, w jaki nigdy nie myślałam. Co równie ważne spotkałam was. Ludzi wokół których obracam się na co dzień, mających zupełnie inną osobowość. Z kolei krąg Teatru STUDO, w którym obecnie jestem, działa na mnie terapeutycznie. Otula ciepłem, dzięki czemu człowiek czuje się w nim tak dobrze. Mogę tu przyjść i bez skrępowania zwierzyć się z różnych nurtujących mnie kwestii. Wszyscy tutaj podobnie odczuwamy świat i w podobny sposób chcemy działać, kształtuje nas ta sama wrażliwość.

Julia Bukowska: Właśnie to, poznanie ludzi tak jak ja wyczulonych na świat było dla mnie sytuacją podnoszącą mnie na duchu. Zdałam sobie sprawę z tego, że to nie jest tak że zbyt odstaję od reszty. Muszę tylko odnaleźć się w odpowiedniej przestrzeni, w której będę mogła być sobą i dawać ludziom to, czego naprawdę chcę. Nie chcę udawać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *