Sega Bodega – Romeo

Recenzja albumu Romeo Segi Bodegi wydanego przez Nuxxe.

Tekst: Jan Ogonowski 

Sega Bodega to producent, tekściarz i muzyczny innowator wymieniany jednym tchem obok SOPHIE, Arki czy Iglooghosta. W swojej twórczości wielokrotnie zestawia kontrastujące ze sobą światy. Jego debiut – Salvador, stanowi doskonałe studium fuzji groteskowych tekstur ze słodkobrzmiącymi popowymi melodiami. Podobne skrajności znajdują się na następcy Salvadora – wydanym w listopadzie tego roku albumie Romeo.

Na najnowszej płycie Sega ujmuje brzydotę w ramy szalonej dekonstrukcji i deformacji. Romeo otwiera Effeminacy, który już na samym początku traktuje słuchacza wybuchem agresywnych przetworzonych tekstur wokalnych. Utwór ten stanowi doskonałą zapowiedź tego, co czai się w dalszych zakamarkach płyty. Wraz z końcówką pierwszej zwrotki łomocząca perkusja zanika, robiąc miejsce dla atmosferycznych padów i przejrzystych melodii refrenu. Te przebłyski piękna powracają co jakiś czas w utworze, narastając finalnie do estetycznego crescendo. Piosenka kończy się kaskadą wrzasków z intra połączoną z refrenowym ambientem.

Podobnie ewoluuje paleta brzmień na przestrzeni całego Romea. Skrajnie zdekonstruowane utwory, takie jak AOYFTITYFY, przeplatają się z kawałkami o mocno uwydatnionej popowej konwencji. Tytułowy Romeo ma szansę być jednym z najbardziej czystych estetycznie i chwytliwych utworów Segi. Popowa perfekcja! Następujący po nim Um Um (dedykowany tragicznie zmarłej SOPHIE) stanowi moment emocjonalnego katharsis i estetycznej ekstazy – z gęstych warstw idyllicznego chóru wyłania się manifest nieskazitelnego piękna. Płyta kończy się utworem Luci, który ponownie spycha Romea w mieszankę skrajności.

Lawirowanie pomiędzy brzydkim i nieprzystępnym a pięknym i popowym to niejedyna dekonstrukcja systemu binarnego na albumie Bodegi. Romeo opowiada o związku Segi z fikcyjną Luci – świetlistą istotą widoczną na okładce płyty. Jej imię nawiązuje do postaci Lucyfera, lecz nie w typowy dla zachodniej kultury sposób. Sega czerpiąc z dosłownego tłumaczenia imienia Szatana – „niosący światło”, nadaje postaci Luci pozytywną aurę opiekunki i muzy.

Romeo to album skrajności, brzmiący raz jak odklejająca się pożółkła tapeta w opuszczonym domu a innym razem jak zapierająca dech w piersiach sentymentalno-kryształowa mgła. Po raz kolejny Sega osiąga wirtuozerię w balansowaniu estetyk, tworząc pozycję idealną zarówno dla fanów popu, poszukujących przystępnego wejścia w krainę alternatywy, jak i dla wielbicieli dekonstrukcji i eksperymentów, goniących za najnowszymi, nowatorskimi rozwiązaniami.

Ocena: 9/10