Bo we mnie jest muzyka – wywiad z Zalią

Jeśli jeszcze nie macie jej na swojej playliście – czas najwyższy to zmienić! Zalia, czyli Julia Zarzecka to głos, który wesprze cię niczym najlepszy przyjaciel, rozpromieni najpochmurniejsze dni, zabierze w podróż pełną pasji i inspiracji.

Tekst: Natalia Jarmul

MAGIEL: Już od pierwszej chwili styczności z twoją twórczością słychać, że wkładasz całe serce w to, co robisz. Jakie były początki twojego zamiłowania do muzyki?

Zalia: Wszystko zaczęło się od szkoły muzycznej. Gdy miałam sześć lat, poszłam na koncert muzyki klasycznej, podczas którego po raz pierwszy zafascynowałam się skrzypcami. Zaraz po tym wydarzeniu pobiegłam do mamy ze słowami: Mamo musisz zapisać mnie do szkoły muzycznej. Od samego początku bardzo mnie wspierała w mojej przygodzie z muzyką. Jednak już na wstępie ostrzegła, że jeśli podejmę się tego wyzwania, moje beztroskie dotychczas życie dziecka, wypełniać będą nowe obowiązki takie jak ćwiczenie gry na skrzypcach. Mimo wszystko nie powstrzymało mnie to przed dopięciem swego. Na początku były skrzypce, potem fortepian. Z biegiem czasu zauważyłam jednak, że bardziej niż grać na instrumencie lubię śpiewać. Czułam też, że brakuje mi samodyscypliny niezbędnej do ćwiczenia 4–5 godzin dziennie gry na fortepianie – bo właśnie tyle czasu poświęcają na to profesjonalni pianiści. Ale kiedy zaczęłam bardziej skupiać się na swoim wokalu, wtedy, paradoksalnie, gra na pianinie zaczęła sprawiać mi więcej frajdy. Naprawdę uwielbiam to, że mogę zaakompaniować sobie do mojego śpiewu i tworzę swego rodzaju całość z instrumentem.

Pamiętasz pierwszą napisaną przez siebie piosenkę? W jakich okolicznościach powstawała?

Odkąd pamiętam, lubiłam wymyślać piosenki, wierszyki. Jednak, gdy już zaczęłam zajmować się tym na poważnie, bardzo długo miałam przeświadczenie, że nie jestem twórcą, tylko odtwórcą. Szczerze, to była
najbardziej frustrująca rzecz, jaka mnie w życiu spotkała. Dopadało mnie wtedy poczucie zwątpienia, że może nie powinnam w ogóle tworzyć. W końcu jaki jest sens bycia muzykiem, jeśli nie potrafi się stworzyć czegoś samodzielnie. Wiadomo, jest mnóstwo muzyków-odtwórców, którzy naprawdę wspaniale śpiewają, jednak czułam, że to nie do tego miejsca zmierzam. Momentem przełomowym okazał się pewien dzień, w którym spotkałam się ze swoim przyjacielem Frankiem. Poznałam go podczas zdawania do szkoły muzycznej i to właśnie z nim napisałam swoją pierwszą piosenkę, z której naprawdę byłam dumna. Pamiętam, że siedzieliśmy wtedy u niego w domu i powiedział mi po prostu: Chodź napiszemy coś razem. Pomyślałam sobie wtedy Ja? Osoba będąca odtwórcą, która nigdy niczego nie napisze? I tak to się właśnie potoczyło – on usiadł przy fortepianie i zaczęliśmy razem wymyślać melodie. Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że jestem w stanie coś stworzyć. Zrozumiałam, że była mi po prostu potrzebna osoba, która mi pomoże i naprowadzi na właściwą drogę. Jeśli kiedykolwiek ktoś, kto przeczyta ten wywiad, poczuje się tak samo jak ja na początku kariery, to niech wie, że to mija. Jeśli się naprawdę czegoś chce, to można to osiągnąć.

Można powiedzieć, że piosenki niektórych artystów są niczym kartki wyrwane z ich pamiętników. A jak wygląda to u ciebie?

Na pewno to, co tworzę, jest inspirowane moimi doświadczeniami życiowymi. Bardzo dużo piszę o relacjach z ludźmi, o emocjach. Mam czasem wrażenie, że jestem monotematyczna, ale czuję, że te kwestie, najbardziej mnie dotykające, są po prostu mi najbliższe. Myślę, że to połowicznie prawda, że moje piosenki są takimi kartkami z pamiętnika. Uważam, że ważne jest, aby, śpiewając na scenie, uśmiechać się, bo wiesz, o czym są te piosenki – o przeżyciach zarówno moich, jak i osób mi najbliższych. Kiedy jesteś emocjonalnie związany z tym, o czym śpiewasz, to wyzwalasz towarzyszącą temu energię na scenie a słuchający to czuje.

Jakbyś opisała swoją muzykę komuś, kto nigdy jej nie słyszał? Co wyróżnia twoją twórczość?

Myślę, że moja muzyka jest silnie powiązana ze mną, moimi uczuciami, inspiracjami – bardzo lubię alternatywny pop, twórczość zespołu Metronomy, jestem też naprawdę mocno przywiązana do organicznych brzmień instrumentów. To właśnie dlatego moje piosenki charakteryzuje i będzie charakteryzować na przykład nagrywanie na żywo. Bardzo to sobie cenię i coraz bardziej chciałabym iść w tę stronę. Również jazzujące wokale są częścią mnie, są istotnym elementem moich inspiracji, które zebrałam przez te wszystkie lata.

Kiedy grasz koncert i towarzyszy ci grupa osób – twój zespół, czujesz się bardziej indywidualistką, czy mają oni wpływ na twoją twórczość i to, co dzieje się na scenie?

Osobiście uważam, że energia sceniczna bardzo się roznosi. Wiadomo, że ja stoję na samym środku sceny i że to mnie oświetlał będzie ten największy reflektor, bo to ja jestem wokalistką. Podpisuję się też jako solowa artystka Zalia, więc automatycznie jestem też postrzegana jako solistka plus zespół. Aczkolwiek uważam, że mój zespół, który sam siebie określa Zalia Bandem, jest bardzo zżyty jak na to, że jesteśmy dopiero po trzech koncertach. Perkusista Janek i pianista Franek są moimi przyjaciółmi od lat, znamy się naprawdę długo. Jeśli chodzi o Marcela, to poznaliśmy się w wakacje, kiedy szukałam basisty do zespołu. Od razu znaleźliśmy wspólny język. Tak samo jest zresztą z Dobrosławem i Adamem – mimo że dołączyli najpóźniej, to mam wrażenie, jakby grali z nami od zawsze. Wszyscy członkowie zespołu wprowadzają niesamowitą energię na scenę i są nieodłączną częścią projektu Zalia. Pomimo tego, że na co dzień jestem indywidualistką, występuję jako solowa artystka, staram się, aby każdy mógł błyszczeć na scenie tak samo.

Zarówno twoje występy, jak i teledyski, cechuje nie tylko muzyka na światowym poziomie, ale też wizualne dopracowanie. Czy w swoich twórczych działaniach kimś się inspirujesz?

Mam wrażenie, że stylizacja i moda są po prostu częścią mnie. Nie uważam się jednak za znawcę w tym temacie. Lubię być ciekawie ubrana i dużą wagę przykładam do tego, jak wyglądam. Nie wynika to z tego, że boję się pokazać w dresie i bez makijażu, ale z tego, że stylizacje i te wszystkie detale tworzą to, kim
jestem. Swoją osobowość wyrażam m.in. właśnie przez wygląd. Dzięki temu ktoś, kto zobaczy mnie po raz pierwszy, może dowiedzieć się czegoś o mnie dzięki mojemu ubiorowi. Zawsze noszę dużo biżuterii, lubię ubierać się kolorowo, mam na sobie liczne dodatki w postaci czapek, szalików, okularów. Ważne jest to, że nie chcę, aby te akcesoria tworzyły moją osobowość, ale aby moja osobowość wylewała się na wierzch, przez to jak wyglądam.

Na swoim koncie masz już liczne współprace z polskimi artystami takimi jak Michał Szczygieł, Czarny HIFI czy też, przy twoim najnowszym utworze bezsensownie, z Przyłu. Czy czujesz, że praca z nimi czegoś cię nauczyła?

Uważam ogółem, że współprace to wspaniała sprawa. Podczas każdej z nich zawsze się czegoś uczysz. Dla
mnie na przykład podczas pracy z Michałem świetne było to, że rzucaliśmy na przemian pomysłami i naprawdę dobrze się zgraliśmy. Zobaczyłam też, jak wielką wyobraźnią dysponuje co do popowej muzyki i wymyślania tych wszystkich „smaczków”. Zdecydowanie otworzyło mi to głowę. Jeśli chodzi o Przyłu, to od samego początku dobrze się dogadywaliśmy, w dodatku czuję, że dużo wyniosłam z tej współpracy. Podczas pracy przy bezsensownie dałam mu kompletną dowolność, czego efekty zupełnie odbiegały od tego, co wyobrażałam sobie na początku, a co najważniejsze – były dużo ciekawsze. Uważam, że, pracując z kimś przy tworzeniu muzyki, warto zacząć od słów: Rób, jak czujesz, jak ty to widzisz, bo często rezultaty tego są naprawdę fantastyczne. Również praca z Czarnym HIFIM i Sariusem przy piosence Wino była dla mnie wyjątkowym doświadczeniem. Tak się złożyło, że jest to kawałek, do którego napisałam po części tekst, a wszystko przebiegło naprawdę sprawnie i przyjemnie – nagraliśmy teledysk, różne opcje tekstu, mnóstwo chórków. Warto też dodać, że Czarny HIFI jest bardzo doświadczonym producentem, a podczas współpracy z nim wzajemnie się inspirowaliśmy; usłyszałam od niego naprawdę przydatne uwagi.

Uwagę zwraca również twoja wyjątkowa relacja z obserwatorami. Podczas powstawania kawałka bezsensownie, na twoim profilu na Instagramie pojawiały się w relacjach zaadresowane do twoich obserwatorów pytania dotyczące tematu piosenki, czyli rozstania. Co jest głównym celem takiego rodzaju twojej interakcji z nimi?

Cała akcja miała na celu wpuścić obserwatorów do mojego świata, w to, jaka była myśl przewodnia w tej piosence – uczucia związane z rozstaniem. Chciałam, aby na własnej skórze mogli się przekonać o tym, o czym jest ten kawałek i dzięki temu łatwiej utożsamić się z nim, spróbować wejść „w moje buty”. Myślę, że były to pytania, których nie zadajemy sobie na co dzień, a poznanie odpowiedzi na nie może okazać się dla nas naprawdę ważne. Może dzięki temu ktoś, słuchając piosenki, pomyśli sobie: Może jest ona trochę o mnie, o tym, co ja czuję lub chciałbym poczuć. Mimo że bezsensownie porusza temat rozstania, relacji pozbawionej sensu, uważam, że jest to ogólnie utwór dający pozytywnego kopa. Kawałek ten zawiera przekaz, o którym warto wspomnieć: że czasami zerwanie jest dobre, a samo odcięcie się, pójście dalej ostatecznie może okazać się dla nas samych naprawdę korzystne.

Muzyka jest elementem życia czy sposobem na ucieczkę od szarej rzeczywistości?

Wiesz co, ja ogółem nie uważam, że rzeczywistość jest szara, więc muzyka na pewno nie jest ucieczką. Myślę, że jest dopełnieniem życia, zupełnie inną rzeczą, od tego, co dzieje się na co dzień – pracy, szkoły. Muzyka jest czymś, co stwarza obok nas zupełnie inny świat, po prostu wypełniony dźwiękami, inspiracjami, przelewaniem siebie na coś innego – na muzykę, teksty, teledyski. Po prostu bierzesz ten mały koralik z siebie i rozbudowujesz go w coś naprawdę fajnego.

Jakbyś miała powiedzieć młodszej sobie, co jest bezsensowne w świecie muzyka, czego należy unikać, to co byś powiedziała?

Wieczne zastanowienie się nad tym, czy coś się komuś spodoba. To jest właśnie bez sensu. Wiadomo przecież, że każdy ma własny gust, utożsamia się z różnymi rzeczami i też inne do niego trafiają. Wszyscy ludzie mają swoje indywidualne, zupełnie odmienne przeżycia i dlatego też piosenki, których słuchają, mogą poruszać ważną konkretnie dla nich tematykę lub być w zupełnie innym stylu. Nigdy nie będzie tak, że konkretny kawałek będzie się podobać wszystkim tak samo. Każdy ma po prostu swój gust. Należy się skupić na tym, co nam się podoba, co my uważamy, czego my chcemy. Jeśli czuję, że ta piosenka jest super, to idę z tym i przestaje się przejmować.