Szkoła Główna Lingwistyczna – klątwa i błogosławieństwo licencjatu

Na Wydziale Nauk Ekonomicznych UW mawia się, że są dwa języki ekonomii: matematyka i angielski. Szkoła Główna Handlowa idzie krok dalej. Tutaj ekonomia mówi w trzech językach – w tym w dwóch językach obcych.  Narzekanie na lektoraty jest chyba na stałe wpisane w życie studenta SGH. „Dlaczego tak rano?”, „po co aż dwa języki?”, „nie zdam z niemieckiego” – to jedne z wielu zdań zasłyszanych na korytarzach uczelni. Zagadnienie dotyczy przede wszystkim studium licencjackiego w trybie stacjonarnym, ponieważ przez pierwsze cztery semestry studenci spędzają 6 godzin tygodniowo na naukę języków obcych. Czy spędzony tam czas przekłada się na faktyczną wiedzę?

Tekst: Mateusz Fornowski          Grafika: Małgorzata Bocian 

Cenna umiejętność

Świat jeszcze nigdy nie zmieniał się tak dynamicznie, jak dzisiaj – postępujące procesy globalizacyjne, zacieranie się granic między państwami i ludźmi, spotęgowane przez pandemię przejście do wirtualnej przestrzeni. W rzeczywistości, w której kolejno znoszone są wszelkie przeszkody, trzeba również pozbyć się barier językowych. Dla współczesnego człowieka to komunikacja jest kluczem do rozwoju. Weryfikuje to rynek pracy, na którym coraz częściej pojawiają się oferty wymagające znajomości przynajmniej dwóch języków obcych. Umiejętność posługiwania się angielskim to już standard, jednak jak podaje portal pracuj.pl, wzrasta popularność niemieckiego, rosyjskiego oraz francuskiego. Polski rynek coraz bardziej otwiera się na współprace zagraniczne, co naturalnie wymaga kontaktu z lokalnymi przedstawicielami czy klientami. Osoby te z oczywistych względów nie mówią po polsku, a nierzadko nie potrafią również biegle komunikować się po angielsku. Wraz z rosnącymi wymaganiami językowymi pracodawców, rosną wynagrodzenia pracowników posługujących się językami obcymi, dlatego aktywny udział w lektoratach można potraktować jako solidną inwestycję w siebie.

Różowi poligloci

Nie bez powodu przyjęło się żartobliwie nazywać SGH Szkołą Główną Lingwistyczną, bowiem oferta dydaktyczna nauczania języków obcych oraz jej poziom wyróżniają Alma Mater na tle innych polskich uczelni. Student ma możliwość nauki najbardziej pożądanych języków na rynku pracy: angielskiego, niemieckiego, francuskiego, rosyjskiego, hiszpańskiego, włoskiego… W dodatku wszystkie kładą nacisk na umiejętność komunikowania się w sprawach gospodarczych i społecznych. Podczas zajęć można porozmawiać o przemyśle, turystyce czy finansach, a więc o tematach, które studenci uczelni ekonomicznej bardzo dobrze znają i o których mogą powiedzieć coś więcej. Poziom wymagań jakie stawia Centrum Nauki Języków Obcych jest wyjątkowo wysoki – znajomość angielskiego na poziomie C1 oraz drugiego języka obcego na poziomie B2 w skali CEFR. Takie umiejętności pozwalają absolwentom na płynną komunikację i do ich zdobycia, nie trzeba korzystać z dodatkowych, płatnych kursy językowych (przynajmniej w teorii). Warto w tym miejscu wspomnieć o tegorocznej nowości – w ramach przedmiotów dodatkowych można od podstaw realizować kurs języka włoskiego lub francuskiego jako trzeciego języka obcego.

Angielskie wyjście z sytuacji

Choć dla wielu nauka trzech języków na raz to przesada, rozwiązanie i tak znalazło licznych sympatyków. Z drugiej strony, znajdą się studenci, którym przeszkadza konieczność nauki „jedynie” dwóch. Jak to argumentują? Przede wszystkim tym, że przecież angielski jest językiem uniwersalnym, globalnym i w biznesie na najwyższym poziomie liczy się biegłe operowanie właśnie nim. Prawda okazuje się nie być jednak taka oczywista i o ile w wielu biznesowych interakcjach wystarczy sam angielski czy nawet sam polski, o tyle w niektórych branżach i stanowiskach znajomość innego języka jest koniecznością. Jak podaje The Guardian, brytyjska gospodarka traci rocznie miliardy funtów przez brak znajomości innego języka niż angielski wśród pracowników. Związane jest to z trudnością przy zawieraniu umów z zagranicznymi kontrahentami – firmy, których pracownicy nie potrafią się komunikować, stają się mniej konkurencyjne. Program kształcenia w SGH  stara się chronić studentów przed podobnym losem, choć nie zawsze jest łatwo sprostać wyzwaniom lektoratów.

Ekonomia językowa

Prawdopodobnie największą bolączką studentów związaną z lektoratami jest ilość czasu, którą muszą na nie poświęcać. Sześć godzin zajęć tygodniowo, po trzy godziny każdego języka, dodatkowo czas spędzany nad pracami domowymi, przygotowaniem prezentacji zaliczeniowych i wielu innych obowiązków. Prawdopodobnie na żadnym innym przedmiocie studenci nie spędzają tak wiele czasu, co na lektoratach. Można się zastanawiać, czy to rzeczywiście jest odpowiednia proporcja, biorąc pod uwagę, że SGH jest jednak uczelnią ekonomiczną. Poza tym, doświadczenia licznych studentów pokazują, że można mieć rozległą wiedzę z ekonomii i nie mieć problemu z zaliczeniem egzaminów, jednocześnie męcząc się z zaliczaniem kolejnych semestrów lektoratów. Po zapytaniu „esgieszonów” o opinie na temat zajęć z języków obcych można usłyszeć ciekawe odpowiedzi. Blanka z II roku licencjatu wskazuje, że – na nic studentom wysoki poziom lektoratów, skoro ich zaliczenie powoduje stres paraliżujący rozwój w innych dziedzinach. Kinga natomiast przyznaje, że – szkoda mi czasu na naukę tych języków. Wolałabym poświęcać więcej czasu na przedmioty bardziej powiązane z moim kierunkiem, przyniosłoby mi to więcej korzyści. Wybierając Szkołę Główną Handlową, studenci w domyśle oczekują położenia nacisku na wiedzę ekonomiczną, niekoniecznie umiejętności językowe – gdyby było inaczej, najprawdopodobniej wybraliby filologię.

Podwójne standardy

Studenci narzekają na czasochłonność lektoratów nie tylko z powodu zachwianych proporcji pomiędzy nimi a innymi przedmiotami. SGH jest jedną z nielicznych uczelni w Polsce, które stwarzają tak dogodne warunki do rozwoju kariery młodych ludzi. Wspomnieć tu należy o możliwości rozwoju umiejętności w dziesiątkach organizacjach studenckich, uczestnictwie w programach mentoringowych czy ofertach praktyk w najbardziej rozpoznawalnych globalnych firmach – między innymi tych z Wielkiej Czwórki i Trójki. Oprócz tego istnieje  jeszcze wiele innych aspektów, które wyróżniają SGH na tle konkurencji. Legenda głosi, że powiedzenie „praca szuka człowieka” wzięło się właśnie ze Spado. W świetle tych możliwości, które są stwarzane studentom już od pierwszych semestrów nauki, warto zastanowić się, czy jednak większego wpływu na rozwój kompetencji nie mają właśnie aktywności zawodowe czy projektowe, zamiast spędzania czasu na lektoratach i zaliczeniach generujących wysoki poziom stresu.  Być może skutecznym rozwiązaniem tego problemu byłaby większa otwartość CNJO na zwolnienia z lektoratów poprzez okazanie certyfikatu, poświadczającego odpowiednie umiejętności? Obecnie z lektoratów zwalniają wybrane certyfikaty i to nie na wszystkich trybach nauczania. Jest to ciekawe o tyle, że przecież nawet najwięksi pracodawcy honorują „standardowe” certyfikaty jak CAE czy CPE.

Solidny fundament

Wymagania związane ze znajomością języków obcych są wysokie. Po czterech semestrach oczekuje się od studentów znajomości angielskiego na poziomie C1 oraz znajomości drugiego języka na poziomie B2. Nie wymaga się jednak znajomości dwóch języków obcych podczas rekrutacji na uczelnię. Za maturę z drugiego języka obcego uzyskać można maksymalnie 33 punktów rekrutacyjnych, w porównaniu do 100 punktów za wyniki z pozostałych trzech egzaminów maturalnych branych pod uwagę. Dlatego brak zdawania egzaminu dojrzałości z drugiego języka obcego, nawet na poziomie podstawowym, nie jest tak dużym problemem.  Student, pomimo przyjęcia na uczelnię ekonomiczną, musi błyskawicznie nadganiać znajomość języka  niemieckiego, hiszpańskiego, francuskiego, rosyjskiego czy włoskiego, aby w ogóle zaliczyć pierwszy semestr. Dzieje się tak, ponieważ nie przewidziano nauczania języków od podstaw (z wyjątkiem włoskiego i francuskiego jako przedmiotów dodatkowych), mimo tego, że drugi język wcale nie jest wymagany do bycia przyjętym na uczelnię. Co więcej, napisanie podstawowej matury nie gwarantuje przecież posiadania umiejętności na wymaganym poziomie. W konsekwencji wiele grup, reprezentuje wysoki poziom znajomości języka obcego  tylko w teorii – w praktyce studenci są zmuszeni  szukać wsparcia w dodatkowych kursach językowych. W tym roku po raz pierwszy wprowadzono testy weryfikujące, aby poziom w danej grupie zajęciowej był zbliżony, jednak z krążących opinii wynika, że przed uczelnią nadal daleka droga do uporządkowania tej kwestii.

Role model 

W takim wypadku, skoro lektoraty w Wielkiej Różowej to dla znacznej liczby studentów (zbyt) duże wyrzeczenie, nie lepiej byłoby zmniejszyć liczbę godzin wymagania i strukturę? Warto pamiętać, że wybór drugiego języka nie jest dobrowolny, ale uwarunkowany wyborem języka zdawanego na maturze, dlatego w uprzywilejowanej sytuacji są te osoby, które jej nie posiadają. Być może lepszym modelem jest sposób, w jaki naukę języków obcych zorganizowano na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego: w czasie studium licencjackiego należy zaliczyć 4 semestry lektoratów, z tą różnicą, że studenci realizują zajęcia z tylko jednego języka obcego na semestr. Swoje lektoratowe żetony mogą przeznaczyć na naukę dowolnego języka z oferty – dzięki temu mogą uczyć się tego, który naprawdę lubią lub co semestr eksperymentować z innymi. Oferta językowa na UW jest bardzo szeroka – aż szkoda, że SGH nie współpracuje w tym zakresie z Uniwersytetem, aby również społeczność Wielkiej Różowej miała do niej dostęp. Bo pomimo wyzwań i trudności, które Szkoła Główna Handlowa stawia studentom w związku z lektoratami, błędnym byłoby stwierdzenie, że ich istnienie jest niepotrzebne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *