Internet vs rzeczywistość

Kiedy dekadę temu Jan Komasa nakręcił Salę samobójców, rodzice postrzegali świat wirtualny jako źródło nowych niebezpieczeństw czyhających na ich dzieci. Głównie tym był bowiem wtedy internet – rozrywką dla młodzieży. Trwająca od zeszłego roku pandemia zmieniła jednak bardzo dużo w tym aspekcie. Internet to już nie tylko zabawa, ale również praca, nauka i komunikacja.

Tekst: Emilia Kubicz           Grafika: Anna Balcerak

Zawieranie znajomości

Ponad rok pozostawania w domu wpłynął na młodych ludzi na różne sposoby. Po czasie spędzonym. Zadowoleni z powrotu do kontaktów z rówieśnikami studenci często chętniej podejmują rozmowy, nawet z osobami widzianymi po raz pierwszy. Zauważalnym jest jednak, że nie wszyscy czują się pewnie po powrocie do gwarnych korytarzy. Często pojawiającą się sceną są rzesze studentów czekających pod salą blisko siebie, a jednak pojedynczo, wszyscy z nosami w smartfonach. Czy schowanie telefonu do kieszeni raz na jakiś czas i odezwanie się do osoby stojącej obok nie miałoby korzystnych skutków, nie zaowocowałoby rozmową? Przecież to analogiczne do zadania pytania na Messengerze komuś znalezionemu na liście członków kanału naszego przedmiotu w Teamsach. Jak jednak widać, długotrwała komunikacja wirtualna nie wpłynęła pozytywnie na łatwość zawierania znajomości face-to-face, a może nawet utrudniła ten proces.

Wiadomo jednak, że zupełnie inaczej poznaje się nowe osoby w realu niż wirtualnie. Podczas rozmów przez komunikatory brakuje mi kontaktu wzrokowego z drugą osobą. Trudniejsze staje się odczuwanie emocji, które towarzyszą rozmówcy, a przez to dokonanie oceny, jaki ktoś jest naprawdę – mówi Julka, studentka III roku FiR-u. Tak zawierać znajomości przyszło jednak przez ponad rok, często nie widząc osoby po drugiej stronie, a tylko słysząc. Nic dziwnego, że teraz, po powrocie na uczelnię, można usłyszeć w rozmowach – ale ty inaczej wyglądasz, z głosu wydawałeś się być niższy/wyższy/inny (…). W kontekście znajomości pojawia się też aspekt utrzymywania kontaktu na odległość bez regularnego widzenia się. Podczas nauczania zdalnego łatwo taką relację utracić. Nierzadkie jest więc przypominanie sobie o kimś po prawie dwóch latach pandemii, dopiero przy spotkaniu tej osoby na żywo. Zależnie od formy zajęć różnie postrzega się także aktywne podczas nich osoby. Siedząc w auli, słychać i widać osoby, które się zgłaszają i udzielają, nie zawsze wiedząc, jak się nazywają. Podczas zajęć wirtualnych wręcz przeciwnie – w pamięć zapada czyjś głos i ikonka w Teamsach, a więc często same inicjały. To niecodzienne uczucie być teraz znów na uczelni i jednocześnie słyszeć, znać nazwiska i widzieć parę metrów dalej osoby aktywne podczas zajęć.

Komunikacja z uczelnią

Kontakt z dziekanatem to aspekt studiowania, o którym krążą legendy. Starsze pokolenia studentów przygotowują młodsze na czekanie w kolejkach przed wejściem nawet do paru godzin, które czasem i tak nie jest zwieńczone sukcesem załatwienia sprawy. Kiedy jednak zajęcia nie odbywają się na uczelni, trzeba wypracować inne rozwiązania – i tak też się stało w trakcie edukacji zdalnej. Formalności można było załatwiać drogą mailową lub telefoniczną i jak ocenia Bartek, student III roku FIR-u – przepływ informacji i próby rozwiązywania problemów szły dość sprawnie. Podobnie komentuje komunikację z prowadzącymi zajęcia – ułatwiony kontakt z wykładowcami to jeden z większych plusów nauki zdalnej. Większość odpowiedzi na poszczególne potrzeby otrzymywałem zdecydowanie szybciej niż przed pandemią mówi. Powodem tego ułatwienia była zapewne mobilizacja wykładowców do częstszego sprawdzania skrzynki mailowej, która przed pandemią była przez wielu rzadko używanym dodatkiem. Podczas  nieuczęszczania fizycznie na uczelnię studenci doznali także ułatwień w kontakcie z innymi jednostkami uczelni – upowszechniło się elektroniczne składanie podań o akademiki czy stypendia, a dostarczanie wniosków o zaliczenie praktyk było możliwe mailowo. Takie rozwiązania odjęły trudu i kosztów wysyłania dokumentów pocztą i ułatwiły życie wielu studentom.

Ucz się, ucz…

Powszechnie wymienianym problemem podczas zdalnego uczenia się jest utrudniona koncentracja. Niełatwo jest skupić się na zajęciach, gdy w sąsiednim mieszkaniu trwa remont albo prowadzącemu_ej zajęcia płacze dziecko w tle. Od wielu osób można usłyszeć zachwyty nad tym, jak wygodne jest wstawanie minuty przed zajęciami i oglądanie ich spod kołdry albo gotowanie obiadu w trakcie wykładu, jednak taki tryb życia bywa także określany jako złudny. Bez konieczności szykowania i dojechania na uczelnię wiele osób czuje zaburzenie rytmu dnia, co prowadzi do ich obniżonej efektywności i spadku motywacji. Wielu studentów takie argumenty jednak nie przekonują, bo nauka na odległość po prostu im nie przeszkadza. Można usłyszeć opinie, że jest wtedy łatwiej, wygodniej i taniej (bez konieczności wynajmowania sobie lokum), albo też, że z dobrym planem dnia i odpowiednim zorganizowaniem się można studiować równie skutecznie, co podczas uczęszczania na uczelnię stacjonarnie. Co do przyswajania wiedzy, to nie sądzę, żeby było to specjalnie utrudnione przez pandemię. Mam wrażenie, że zdecydowaną większość materiałów udało się „zdigitalizować” (np. wpleść do prezentacji multimedialnych, itp.), a część zajęć była nagrywana, więc do niektórych zagadnień można było na spokojnie wrócić twierdzi Bartek. Opinią, którą można usłyszeć od studentów doceniających naukę stacjonarną, jest interakcja z wykładowcami. Widząc ich gestykulujących parę metrów od siebie, łatwiej jest wejść w tryb aktywnego słuchania i rozważania omawianych zagadnień. Tego wielu osobom brakowało przy nauce online, gdy charyzma prowadzącego gubi się w eterze, a przez ekran i głośnik wszyscy wyglądają i brzmią tak samo.

Działalność w organizacjach

Praca projektowa, tak bardzo ceniona i wszechobecna w SGH, również wygląda zupełnie inaczej na żywo i wirtualnie. Organizując wydarzenia  stacjonarnie, trzeba pamiętać o ogromie aspektów – miejsce na regularne spotkania zespołu, rezerwacja Spado, auli, zakup gadżetów promocyjnych, wydruk plakatów, organizowanie transportu uczestników bądź potrzebnego sprzętu… Można by pomyśleć, że dzięki działalności online wszystko to znika. Komputer i Internet wystarczy, prawda? Otóż nie. Z działaniem przez Internet wiąże się ryzyko zupełnie nowych perturbacji – problemy z transmisją na żywo, przerwane łącze internetowe, przypadkowe włączenie albo wyłączenie kamerki lub mikrofonu w nieodpowiednim momencie.

Niestandardowa działalność organizacji napotkała jeszcze jedną wysoce kłopotliwą przeszkodę – rekrutację. Jak bowiem zaangażować w swoje działania nowe osoby, nie mogąc najpierw zachęcić kawałkiem ciasta albo gofrem podczas standowania na Spado? Działając online, trzeba zapomnieć o znanych praktykach, przekonwertować się na nowy tryb działania i wpaść na pomysł pozwalający na wyróżnienie się spośród dziesiątek postów na facebookowych grupach, a to wcale nie jest takie proste.

Projekty zdalne to też nowe problemy z kierowaniem zespołem. Natalia, studentka III roku zarządzania, wspomina – koordynowałam projekt w trakcie nauki zdalnej i stanęłam przed wielkim wyzwaniem: jak zebrać w wirtualnym zespole ludzi, którzy się fizycznie nie poznali, nie czują przywiązania do zespołu, projektu ani do siebie nawzajem, i sprawić, by zostali? Projekt się skończył, a ja do tej pory nie wiem, jak odpowiednio zmotywować taką grupę.

Można jednak pokusić się o stwierdzenie, że działalność wirtualna poszerza horyzonty możliwości przeprowadzania projektów, szczególnie spotkań z prelegentami. Dzięki komunikacji na odległość można pozwolić sobie na zorganizowanie webinaru czy warsztatów z ekspertem, który na spotkanie stacjonarne by nie przyjechał, albo konkursu, w którym rywalizują ze sobą grupy z różnych miejsc kraju czy świata. Dodatkowo, mając świadomość, że kontakt przez Internet się upowszechnia, a dystans pomiędzy ludźmi skraca, pojawiała się odwaga do zaproszenia  gości, do których w stacjonarnym trybie nie śmiało by się odezwać.

Co jest lepsze?

Z powodu pandemii – albo dzięki niej – przed ludźmi pojawiły się rozwiązania, o których wcześniej nie myśleli. Jeszcze szerzej otworzyły się drzwi do powszechnego przenoszenia naszego życia na łącza internetowe, choć ten proces miał początek już dużo wcześniej. Czy istnieje jednoznaczna odpowiedź na to, czy tę digitalizację zaakceptować, czy raczej kurczowo trzymać się życia offline? Zdecydowanie nie. Nie ma też remedium na rozterkę, która z tych form życia, nauki i komunikacji jest lepsza. Wiadomo na pewno, że części procesów nie da się już zatrzymać, a ułatwienia wypracowane z konieczności życia zdalnego będą dopracowywane i pozostaną. Jedyne, co nam pozostaje, to szukać balansu między światem wirtualnym i rzeczywistym, by nie odzwyczaić się od żadnego z nich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *