ZillaKami – Dog Boy

Recenzja albumu Dog Boy ZillaKami wydanego przez Hikari-Ultra.

Tekst: Jakub Kołodziej

Jestem cierpliwy, ale moja cierpliwość też ma swoje granice – chyba każdy słyszał w życiu taki tekst z ust swojego rodzica. Pokuszę się o stwierdzenie, że ZillaKami słyszał go sto razy częściej niż reszta ludzi, tyle że ze strony swoich fanów. Solowy debiut nowojorskiego rapera wreszcie ujrzał światło dzienne, po trzech latach od pierwszej zapowiedzi. Może i minęło sporo czasu, ale nie można zarzucić Zilli bycia leniwym – w międzyczasie on i SosMula wydali trzy albumy w ramach wspólnego projektu City Morgue, zahaczającego o pogranicze trapu, horrorcore’u oraz metalu. Hałaśliwe, ciężkie beaty, brutalne teksty nawiązujące do gangsterskiej przeszłości i dzikie flow obu raperów stały się ich znakiem rozpoznawczym.

Czy warto było jednak czekać na solowy debiut Zilli? Jeden rabin powie tak, inny rabin powie nie. Moim zdaniem prawda leży gdzieś pośrodku, gdyż Dog Boy ma zarówno szereg mocnych stron, jak i dużo niedociągnięć. Gdyby tak rozłożyć większość piosenek na czynniki pierwsze, okazałoby się, że zostały napisane według tej samej formuły – stwórz szablonowy trapowy beat, dorzuć nu metalowy, punkowy riff, a na koniec nawiń parę energicznych zwrotek. Na szczęście wszechobecną monotonię przełamuje ostatnie kilka utworów, w których ZillaKami spuszcza trochę pary i zaczyna śpiewać – czego przy akompaniamencie akustycznej gitary słucha się zadziwiająco dobrze. Zamykające album Frosty i Space Cowboy dają odbiorcy rzadką okazję do poznania rapera od jego wrażliwszej strony. Szczegółowy opis bolesnych przeżyć, takich jak bezsilność w starciu z depresją czy borykanie się z własnymi emocjami po śmierci przyjaciela, potrafi wprowadzić słuchacza w melancholijny nastrój. Doceniam także chęć złożenia hołdu Nirvanie za pomocą utworu Hello, ale według mnie można było to zrobić w bardziej inteligentny sposób, niż idąc po linii najmniejszego oporu i kopiując refren Smells Like Teen Spirit. Zresztą nawiązań do tego legendarnego zespołu znaleźć można więcej, przede wszystkim w warstwie instrumentalnej. Not Worth It to pełnoprawny, grunge’owy kawałek, podobnie jak Bleach. O ich unikalności stanowią jednak rapowe wstawki.

Dog Boy jest albumem, którego po prostu przyjemnie się słucha. Sporo piosenek wpada w ucho i mimo ich odchyleń w stronę różnych gatunków, muzycznie pozostają spójne. Niestety mało które utwory zostają w głowie na dłużej. Brakuje w nich głębi, czegoś, co sprawiłoby, że z wypiekami na twarzy słuchałbym tego krążka od początku do końca. Trzymam jednak kciuki za sukces kolejnych wydań, bo, będąc w wieku studenta zaczynającego magisterkę, ZillaKami osiągnął więcej od niektórych weteranów gatunku.

Ocena: 6/10