Cybersocjalizm w służbie ludzkości

Był 24 października 1970 r., gdy Kongres Chile zatwierdził wybór marksisty, Salvadora Allendego, na 28. prezydenta tego kraju. Zważając na polityczny klimat panujący wówczas w Ameryce Południowej, nie było to nic niezwykłego. Jednak Allende od samego początku swojej prezydentury stawiał na niekonwencjonalne rozwiązania.

Tekst: Michał Orzołek

Gospodarka Chile po 1970 r. znajdowała się w bardzo niekorzystnej pozycji. Fundament eksportu tego kraju stanowił przemysł ciężki – głównie produkcja miedzi – przez co przychody państwa w dużym stopniu zależały od cen surowca na międzynarodowych rynkach. Ponadto Chile kształtem przypomina nitkę o długości 4300 km. To o 400 km więcej, niż wynosi odległość z Lizbony do Moskwy w linii prostej. Stwierdzić, że koordynacja produkcji w takich warunkach jest dla centralnego planisty wyzwaniem, to ogromne niedopowiedzenie. Gdy więc do nowo wybranego prezydenta przyszedł z pomocą Fernando Flores, jego młody doradca zafascynowany cybernetyką, Allende z entuzjazmem przystał na jego propozycję.

Czym jest cybernetyka?

Termin został ukuty przez Norberta Wienera – pochodzi od greckiego kubernao, czyli „sterować”. To dyscyplina zajmująca się systemami decyzyjnymi bazującymi na pętli sprzężenia zwrotnego (ang. feedback loop). Rezultaty uzyskane w przeszłości są stosowane jako dane wejściowe przy podjęciu następnej decyzji i na podstawie tych danych system stabilizuje się samodzielnie. Przykładami takiego urządzenia może być pocisk samonaprowadzający czy algorytm rekomendujący filmy na YouTube. Zdecydowaną zaletą takich systemów jest nie tylko ich błyskawiczny czas reakcji, ale także precyzja z jaką są w stanie utrzymać zadany cel.

Czy można zatem stworzyć system, którego celem jest maksymalizacja produkcji i dobrostan obywateli w danej gospodarce? System, w którym nie ma kryzysów, niedoborów i nadwyżek, ponieważ stabilizuje się sam? Brzmi utopijnie, ale to właśnie było pomysłem Fernanda Floresa i Stafforda Beera. Ten drugi, korporacyjny konsultant, zajmował się wdrażaniem cybernetyki w biznesie od 1956 r. Swoim naukowym dorobkiem zaskarbił sobie nawet sympatię Hayeka, prominentnego ekonomisty austriackiej szkoły. Nic więc dziwnego, że Beer ochoczo przystał na propozycję współpracy ze strony chilijskiego rządu. Szansa by przetestować teorię w praktyce na tak dużą skalę trafia się tylko raz w życiu.

Komputer prawdę ci powie

Projekt został nazwany roboczo Cybersyn. Miał on opierać się na pięciu filarach: Centrum Kontroli, które było mózgiem całego przedsięwzięcia; Cybernet, którego zadaniem było skomunikowanie najważniejszych zakładów produkcyjnych za pomocą maszyn Telex – faksów podłączonych do sieci telefonicznej; Cyberstride, czyli zaawansowany program statystyczny, który miał syntetyzować dane produkcyjne otrzymane z sieci Cybernet; CHECO – Chilijski symulator ekonomiczny przewidujący niedobory i nadwyżki lub zapotrzebowanie na półprodukty w poszczególnych zakładach produkcyjnych; Cyberfolk, który nigdy nie został wdrożony, a jedynie zaproponowany – miał być to system obserwujący nastroje robotników poprzez odpowiedź na proste pytanie: czy jesteś dziś zadowolony? Co ważne, projektanci rozpoznali, że anonimowość jest kluczowa dla swobód obywatelskich, więc wyniki z poszczególnych zakładów były przesyłane do Centrum Kontroli jako średnia. Nie było możliwości odczytania nastroju poszczególnych obywateli, aby te informacje nie zostały użyte przeciwko nim.

O ile większość z tych pomysłów jest dziś wykorzystywana przez korporacje i rządy na całym świecie, o tyle ostatnia idea Beera i rządu Chile była genialna nawet jak na współczesne standardy. Celem Cyberfolk było oddać pracownikom kontrolę nad miejscami pracy, dać obywatelom okazję do wyrażenia swojego zdania, a decydentom szansę na szybką reakcję na kryzys. Tego nie obserwujemy nawet dzisiaj, choć próby demokratyzacji miejsc pracy są podejmowane.

Mimo że system nie został nigdy w pełni ukończony, rok po objęciu prezydentury przez Allendego wskaźniki ekonomiczne w Chile szybowały w górę. PKB wzrosło o 7,7 proc., konsumpcja o 11,6 proc., a produkcja o 13,6 proc. Jednak najbardziej imponujący był wzrost realnych płac (czyli pensji Chilijczyków z uwzględnieniem inflacji), które względem 1970 r. zmieniły się aż o 30 proc.. Poparcie dla urzędującego prezydenta było najwyższe w historii i zapowiadało się, że z łatwością wygra on następne wybory. Ta błogość nie mogła jednak trwać wiecznie.

Ważna wiadomość od Imperium

W odpowiedzi na czyjś sukces Amerykanie zwykli mówić, że cieszą się twoim szczęściem, jednak w tamtym momencie amerykańscy oficjele wcale się nie cieszyli szczęściem Chile. Przeciwnie, prezydentura Allendego była bardzo niewygodna dla amerykańskich korporacji, które posiadały większość kluczowych sektorów chilijskiej gospodarki: banki, fabryki, firmy telekomunikacyjne. Planem prezydenta-marksisty było, zgodnie z prawem, wykupić od zagranicznych korporacji posiadane przez nie środki produkcji, jednak Amerykanie chcieli czerpać zyski ze swoich inwestycji jeszcze przez długie lata. Wyniknął z tego konflikt między prawicą, podsycaną przez amerykańskie służby, a lewicą, która miała za sobą miliony chilijskich robotników.

Niestety, nawet głos milionów nie może równać się z wielomiliardowymi korporacjami wspieranymi przez najpotężniejszą armię świata. Finał tej historii jest smutny – 11 września 1973 r. pałac prezydencki Chile został zbombardowany, a Salvador Allende, nie mogąc porzucić swoich ideałów, wygłosił odezwę do narodu, po czym odebrał sobie życie. Do władzy doszedł Augusto Pinochet, który zasiał w narodzie Chile terror. Tysiące działaczy straciło życie, a dziesiątki tysięcy obywateli wyjechało z kraju. Pinochet, korzystając z doradztwa między innymi Hayeka, wprowadził dziesiątki reform premiujących zagraniczny kapitał i właścicieli fabryk. Projekt Cybersyn został zarzucony, a Centrum Kontroli zniszczone.

Jednak dziedzictwo Stafforda Beera i Roberta Wienera przetrwało w zmienionej formie. Dziś praktycznie na każdym kroku można spotkać technologie, które korzystają z odkryć poczynionych przez genialnych cybernetyków. Są to jednak urządzenia i programy, które rzadziej działają na rzecz społeczeństwa, a znacznie częściej mają wyłącznie generować zysk dla właściciela.