Ona się doigra

Kalina Jędrusik to jedna z bardziej intrygujących i niejednoznacznych postaci współczesnej polskiej kultury. Porównywana często do Marilyn Monroe, wzbudzała zachwyt i zgorszenie – o co oczywiście nie było trudno w pruderyjnym PRL-u. I jak to zwykle bywa w przypadku biografii osób, będących w powszechnej świadomości bardziej ikonami niż rzeczywistymi postaciami, reżyserka filmu Bo we mnie jest seks, Katarzyna Klimkiewicz, podjęła się zadania pokazania, że pod całą kreacją i scenicznym wizerunkiem kryła się prawdziwa kobieta, wraz ze swoimi problemami i wątpliwościami.
Akcja umieszczona jest w latach 60., w samym szczycie popularności Jędrusik (czy Kabaretu Starszych Panów), a jednocześnie w środku szarzyzny gomułkowskiej „małej stabilizacji”. Główne postacie, czyli zblazowani i ironiczni inteligenci (oprócz Jędrusik pojawiają się m.in. Kazimierz Kutz czy Tadeusz Konwicki) są niczym na wpół rzeczywiste figury, poskładane z anegdot, opowiadanych w programach na TVP Kultura czy benefisach Artura Andrusa. Całymi dniami przesiadują w klubie SPATiF czy na spotkaniach autorskich, żyjąc niespiesznie i bohemicznie.
Pod względem estetyki film podąża ścieżką, wyznaczoną przez dzieła takie jak Sztuka kochania czy Excentrycy, w których PRL nie jest wyłącznie, jak to dawniej bywało w polskiej kinematografii, szarym totalitarnym państwem niszczącym ludzi, lecz także pełnym koloru najweselszym barakiem w obozie, rządzonym przez smutnych, choć jednocześnie dość komicznych panów. Scenografia i kostiumy, które można określić jako gomułkowski Wes Anderson, pełne są współgrających ze sobą pasteli – na ścianach, rekwizytach czy kreacjach głównej bohaterki.
Jednak jeśli chodzi o reżyserię i scenariusz, to film Klimkiewicz jest bardzo zachowawczy. Wiele wątków nie do końca wybrzmiewa, a realizacja poza kilkoma wyjątkami przypomina telewizyjne produkcje (choć raczej te lepsze).
Najjaśniejszy punkt filmu to zdecydowanie główna bohaterka, fantastycznie zagrana przez Marię Dębską. Jędrusik jest postacią zniuansowaną, targana wewnętrznymi dylematami, mocująca się z opresyjnymi władzami i pruderyjnym społeczeństwem. Te dwa ostatnie elementy można zresztą łatwo podciągnąć pod współczesną rzeczywistość, czego twórczynie bynajmniej nie ukrywają.
Można się cieszyć, że wyraźny rys feministyczny (nawet jeśli jest to feminizm w wersji pop) pojawia się obecnie nie tylko w awangardowych dziełach, lecz tak barwna postać jak Jędrusik zasługuje na znacznie odważniejszą biografię. Jednak mimo kilku wad i wspomnianej zachowawczości Bo we mnie jest seks bez wątpienia przeciera szlaki dla innych dzieł, które zapewne pojawią się w przyszłości.

Ocena: 2,5/5

Bo we mnie jest seks (reż. Katarzyna Klimkiewicz)
Premiera: 19.11.2021

TEKST: Tomasz Dwojak