Zobaczyć człowieka w człowieku

Możemy ich spotkać na poczcie, w parku, na ulicy. Jak wygląda życie osób z niepełnosprawnością intelektualną, i czego możemy się od nich nauczyć? Na te pytania odpowiadają Anna Soćko i Sylwia Walendziewska, pracownicy Ośrodka Pomocy Społecznej Dzielnicy Bemowo. Obie Panie są zaangażowane w Projekt PIKONI ( Punkt Informacyjno – Koordynacyjny dla Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną. Od samego wejścia Ośrodek emanuje pozytywną energią – na drzewach zawieszone są kolorowe ozdoby, przy drzwiach stoją biblioteczka i kwiaty.

TEKST: NATALIA ŁOPUSZYŃSKA

MAGIEL: Czym jest dla pani pomoc społeczna?

Anna Soćko: Dla mnie pomoc społeczna ma dwa wymiary. Jednym z nich jest ustawa o pomocy społecznej oraz przepisy, które regulują pracę Ośrodka i w granicach których musimy działać. Z drugiej strony pomocą społeczną są dla mnie ludzie, którzy tutaj przychodzą. Myślę sobie, że bez takiego indywidualnego spojrzenia na te osoby, na ich potrzeby, trudności, zasoby, byłaby to zwykła korporacja. Więc muszą być spełnione te dwa warunki: prawo, które daje jakąś formę, określa ramy, w których działamy, a z drugiej strony wrażliwość i empatia. Myślę, że obraz człowieka po obydwu stronach, to znaczy w osobach które przychodzą po pomoc i w osobach, które tutaj pracują, daje pełny wizerunek Ośrodka Pomocy Społecznej.

Sylwia Walendziewska: Może troszkę zmienię to pytanie, bo powiem bardziej, jak bym chciała, żeby ludzie odbierali pomoc społeczną. Pragnęłabym, żeby ona nie była kojarzona tylko z dawaniem pieniędzy. Chciałabym, żeby była bardziej kojarzona z tym, że udzielamy wsparcia. I to wsparcie może być naprawdę różne: wsparcie specjalistyczne (np. pomoc psychologa), pomoc usługowa, materialna. Nie jesteśmy tylko od przyznawania pomocy finansowej. Widzę, jak ta pomoc zmienia się na przestrzeni lat, jak prężnie działa Ośrodek Pomocy Społecznej w Dzielnicy Bemowo. Udzielane wsparcie jest także dostosowane do potrzeb różnych grup osób – osób z niepełnosprawnościami i po kryzysach psychicznych, rodzin z dziećmi i innych. Bardzo bym chciała, żeby ludzie znali tę ofertę i żeby z niej korzystali.

Czyli rozwija się to na przestrzeni lat, jest coraz więcej możliwości…

A.S.: Rozwijając myśl koleżanki, chciałabym powiedzieć o zadaniach, które ja realizuję. Jestem organizatorem społeczności lokalnej, więc zajmuję się między innymi wspieraniem osób, które tę społeczność tworzą. Widzę z jak wielu form poza takimi, które się zwyczajowo kojarzą z pomocą społeczną, można u nas skorzystać. Na przykład dzisiaj w sali, w której rozmawiamy, będzie kino, które wcześniej było plenerowe, ale niestety pogoda w sierpniu nie dopisuje. To jest spotkanie dla mieszkańców dzielnicy, którzy niekoniecznie muszą korzystać z naszej pomocy. Po prostu mogą oni spotkać się i spędzić miło czas, poznać osoby, które też mieszkają w tej okolicy. Myślę sobie, że tradycyjne spojrzenie na pomoc społeczną obejmuje tylko część zadań, jakie tu realizujemy.

Bardzo potrzebna jest pewnie taka przestrzeń, gdzie lokalna społeczność może się zintegrować.

S.W.: To jest jeden z naszych głównych celów w projekcie. Wspieranie procesu integracji środowiska lokalnego, zauważanie i wspieranie osób, które potrzebują pomocy np. osoby z niepełnosprawnością, seniorzy… Idziemy z duchem czasu! W Ośrodku Pomocy Społecznej zatrudnionych jest wielu specjalistów i nie oferujemy tylko stricte pomocy finansowej.

A co w takim razie było inspiracją do uruchomienia projektu i skąd się wziął pomysł na to przedsięwzięcie?

A.S.: To jest idea i dzieło warszawskich organizacji i instytucji, które na co dzień wspierają osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Często pierwsza możliwość wsparcia tych osób i zadbanie o ich przyszłość to instytucjonalna forma wsparcia, czyli na przykład umieszczenie w Domu Pomocy Społecznej. Tymczasem osoby, które najbliżej pracowały z takimi rodzinami zauważyły, że bardzo duże znaczenie ma wspierająca, życzliwa społeczność wokół nich. Może ona sprawić, że te osoby po śmierci swoich opiekunów czy rodziców będą mogły funkcjonować w społeczności, w której żyły do tej pory. Głównym założeniem tego projektu jest stworzenie możliwie wspierającej społeczności lokalnej, takich kręgów wsparcia wokół osób z niepełnosprawnością intelektualną.

S.W.: Głównym zadaniem projektu jest to, żeby dla tych osób dostępne były wszystkie możliwe formy wsparcia. Mamy bardzo rozwiniętą ofertę na terenie Warszawy, jednak często osoby niepełnosprawne intelektualnie nie są tego świadome. Ich rodzice są często osobami w podeszłym wieku i nie wiedzą, gdzie i z jakiej pomocy mogą korzystać. Super, że Biuro Pomocy i Projektów m.st. Warszawy wpadło na pomysł, żeby po prostu pomagać tym osobom, a nie tylko dawać im pieniądze. Zależy nam na zapewnieniu wsparcia specjalistycznego (np. psychologa, prawnika czy dietetyka). Pomagamy także opiekunom tych osób. Oni zajmują się i przebywają ze swoimi dziećmi czy podopiecznymi przez 24 godziny na dobę. Potrzebna jest im chwila odpoczynku i oddechu.

Czyli pomoc zarówno dla osób z niepełnosprawnością, jak i dla opiekunów, bo jednak obie strony tego potrzebują.

A.S.: Projekt daje możliwość bezpośredniej pracy z osobami z niepełnosprawnościami i z ich rodzinami. Bardzo ważna jest edukacja, wsparcie i informowanie pracowników instytucji i organizacji działających w poszczególnych dzielnicach nt. oferty wsparcia dostępnej dla osób z niepełnosprawnością, ale też nt. ich potrzeb i ograniczeń, sposobu funkcjonowania, posiadanych przez nie zasobów i możliwości. Osoby z niepełnosprawnością pojawiają się przecież w różnych miejscach, takich jak przychodnia, sklep, poczta itp. Projekt realizuje miasto stołeczne Warszawa, Stowarzyszenie „Otwarte Drzwi”, ale też Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie we współpracy z czterema ośrodkami pomocy społecznej (z dzielnic Bemowo, Białołęka, Wilanów i Wola).

To też w pewien sposób poszerza świadomość społeczną, prawda?

A.S.: Zdecydowanie.

S.W.: Podejmowane przez nas działania służą temu, abyśmy wszyscy oswoili się z zagadnieniami związanymi z niepełnosprawnością intelektualną. To naprawdę nie jest nic strasznego. Te osoby żyją zwyczajnie, są takie jak my. Mają takie same potrzeby jak inni. Chciałyby po prostu iść z kimś do parku, do kina czy na kawę, i usiąść, porozmawiać, zobaczyć normalny świat.

Na pewno ważna jest dla tych osób integracja z innymi, żeby ich tak nie oddzielać tylko przez swoje – często błędne – przekonania i założenia.

S.W.: To nie jest tak, że to tylko my musimy coś dawać tym osobom. Oni tak naprawdę mają dużo więcej do zaoferowania, niż się może wydawać. Kiedy chodzę do swoich podopiecznych, widzę, ile oni mają empatii w sobie. Posiadają też wiele zainteresowań, którymi naprawdę mogą się podzielić. Trzeba tylko dać im szansę i nie podcinać skrzydeł. Czasem osoby z niepełnosprawnością traktujemy jak dzieci, a to są dorosłe osoby, które mają swoje potrzeby i zasoby.

A.S.: Z jednej strony takie osoby są często traktowane przez innych jak małe dzieci, a z drugiej trzeba pamiętać też o ich niepełnosprawności i co się z tym wiąże, nie rzucać ich od razu na głęboką wodę. Trzeba im dawać ambitne i motywujące zadania, ale dostosowane do ich możliwości. Uważam nawet, że mogą być zwyczajnie partnerami w zmianach, które chciałyby wprowadzić do swojego życia lub które im proponujemy.

S.W.: Te osoby często mają niską samoocenę. Docenienie ich zasobów przez rodziców, ale także przez osoby z zewnątrz, w tym także przez wspierających ich psychologów, terapeutów, opiekunów, pomaga dostrzec ich własne możliwości, aż widać, jak „rosną im skrzydła”…

A.S.: I nagle same podejmują działania. Oczywiście to jest dostosowane do możliwości tych osób, ale zmiany są zauważalne.

S.W.: Odkrywają swoje pasje: gotowanie, fotografowanie, malowanie, robienie biżuterii.

Bardzo poszerzające horyzonty…

A.S.: W ogóle praca w tym projekcie jest taka otwierająca, przynajmniej dla mnie. Wcześniej nie miałam aż tak regularnego kontaktu z osobami z niepełnosprawnością i teraz w sposób szczególny zauważam, jak wiele te osoby potrafią.

Negatywne skojarzenia i postrzeganie społeczne sprawiają, że wydaje się, że osoby z niepełnosprawnością niewiele mogą same zrobić. Po rozmowie z wami widać, że mają bardzo duże możliwości. Trzeba im tylko troszeczkę pomóc i dać wiarę w siebie, bo to tak naprawdę już jest w nich. Jak w takim razie zaczęła się wasza przygoda z projektem?

A.S.: Przechodziłam taki czas w życiu, kiedy myślałam nad tym, żeby coś zmienić. Odczuwałam, że moje umiejętności i możliwości nie są do końca wykorzystywane. Pomyślałam, że to chyba dobry moment. W projekcie pracuję od roku, zaczęłam w trakcie pandemii. Był to dla mnie taki czas zmiany, który wymagał dużo odwagi. Wcześniej pracowałam też z osobami z różnymi niepełnosprawnościami.

S.W.: Ja byłam pracownikiem socjalnym „z krwi i kości”, pracowałam w tym zawodzie prawie sześć lat. W ramach dodatkowego zajęcia byłam także asystentem osób starszych i pracowałam z nimi w sposób terapeutyczny. Z czasem zobaczyłam, że mam dość tych papierów (śmiech). Chciałam w sposób dla mnie namacalny wspierać ludzi i im pomagać.

A.S.: Pracuję już 23 lata w obszarze pomocy społecznej, wykonywałam przez ten czas bardzo różne prace – od prowadzenia biura po pracę w bezpośrednim kontakcie z klientem. Jednak widzę, że miejsce, w którym obecnie pracuję, dużo mi daje. Przez kontakt z osobami z niepełnosprawnością intelektualną zmieniam też swoje własne schematy myślenia.

A co daje najwięcej satysfakcji w pracy z osobami z niepełnosprawnością intelektualną?

A.S.: Patrzenie na ich zmianę i na to, jak ludzie się otwierają. Często przychodzą osoby, które na początku pracy tylko siedzą i bardziej słuchają, podczas kiedy opiekun mówi w ich imieniu. Po miesiącu zaczynają same opowiadać o tym, co ich interesuje, pasjonuje. Myślę też, że te osoby bardzo wiele mnie uczą jako trenera. Takiej autentyczności, tego, że tutaj nie można „czytać z kartki”.

S.W.: Myślałam, że mam w sobie dużo empatii, ale dzięki moim podopiecznym uczę się być coraz bardziej otwartą osobą. Sama otrzymuję od swoich podopiecznych wiele wsparcia, oni w relacji z innymi osobami oddają tę życzliwość i uwagę, którą sami otrzymują. To jest cudowne!

A.S.: Ja często dostaję od tych osób SMS-y, o treści na przykład: Pozdrawiam, wszystkiego dobrego, miłego dnia.

S.W.: To chyba pokazuje nam, co jest ważne w życiu. Często pędzimy za pieniędzmi, za tym światem, chcemy mieć różne rzeczy… A te osoby uczą nas, żeby się zatrzymać, dostrzec ludzi wokół. Wszystko po to, żeby doświadczać i doceniać to, co jest.

Czy wydarzyło się coś podczas waszej pracy, co szczególnie miło wspominacie? Wydaje mi się, że długo możecie opowiadać (śmiech).

A.S.: Miałam w tym projekcie przyjemność przeprowadzania wywiadów z osobami z niepełnosprawnością jako część kampanii społecznej. To, co usłyszałam wtedy od tych osób, słowa, które kierowały do mieszkańców, bardzo mnie ujęły. Mówili o potrzebie życzliwości, empatii, ale też o swoich pasjach i zainteresowaniach, z czym się borykają na co dzień. To było dla mnie dużym przeżyciem. Jedna z osób, z którą rozmawiałam, w pewnym momencie wyraziła potrzebę, aby zaśpiewać dla widzów live’u prowadzonego na Facebooku. Pięknie zaśpiewała piosenkę Dżemu. Wczoraj gdzieś ją usłyszałam. Utwór znany jest pewnie wielu osobom, ale dla mnie ma teraz taki osobisty wymiar.

S.W.: Tak jak pani wspomniała, wiele rzeczy można tu wymieniać i trudno wybrać jedną. Chyba najbardziej zapamiętam nasze spotkania z uczestnikami w ramach grupy aktywizującej „Coffee Time”. Powiedzmy sobie szczerze, ten projekt jest adresowany do dorosłych osób z niepełnosprawnością intelektualną. Często te osoby kończą szkoły specjalne, ale potem wracają do domu, są na rencie i zamykają się w tych domach i w samych sobie. Fajne jest to, że dzięki temu projektowi łatwiej mogą znaleźć swoje miejsce w społeczności.

A.S.: Myślę, że szczególnie wartościowe są takie miejsca, które pozwalają tym osobom także na samodzielność. Tym ludziom daje to przyjemność i okazję do bycia z innymi.

Dla kogo w takim razie jest przeznaczona praca w wolontariacie i kto odnalazłby się w takiej roli?

A.S.: W tym projekcie jest bardzo dużo przestrzeni dla ludzi, którzy chcą wspierać osoby z niepełnosprawnością. Po pierwsze w sposób bezpośredni – wyjście na spacer, pogadanie, poczytanie, wspólne gry i zabawy. A z drugiej strony organizujemy wydarzenia lokalne o charakterze integracyjnym. Wolontariusze mogliby pomóc przy organizacji takich spotkań. Od września będziemy prowadzić klub dla osób z niepełnosprawnością intelektualną i osób z ich otoczenia, w którym będą różnego rodzaju zajęcia oraz wycieczki i wyjścia do ciekawych miejsc. Myślę, że to też będzie przestrzeń, gdzie wolontariusze będą mogli nas wesprzeć. W tym projekcie jest też bardzo dużo miejsca na realizację własnych pomysłów. Jeśli ktoś chciałby wnieść coś od siebie, ma pomysł na jakieś działanie na rzecz tych osób, jak najbardziej może się do nas zgłosić.

S.W.: Ja ze swojej strony chciałabym dodać, że jest to praca dla osób, które mają w sobie empatię, chęć poznawania ludzi i rozwijania pasji. Można też w trakcie zajęć dla tych osób podzielić się swoimi zainteresowaniami i spróbować przekazać je innym. Każdy wolontariusz ma swoje indywidualne zasoby i każdy znajdzie w tym projekcie dla siebie miejsce.

A.S.: To może być też okazja, żeby zobaczyć pomoc społeczną od wewnątrz i przekonać się, na czym ona tak naprawdę polega.

Możliwości są prawie nieograniczone, tylko trzeba mieć empatię, chęci i lubić ludzi.

A.S.: Myślę że dla każdego coś się znajdzie. Ważne jest, aby pamiętać, że jeśli ktoś do nas przychodzi, to nie jest zostawiony sam sobie. Jesteśmy tu i ja, i Sylwia, i inni pracownicy Ośrodka. Można się sprawdzić w pracy z ludźmi, w organizowaniu wydarzeń, prowadzeniu zajęć… Potem można w miejscu pracy powiedzieć, że ma się doświadczenie w tej dziedzinie, co często jest atutem.

Czyli też sprawdzenie siebie i zdobywanie doświadczenia, co zawsze jest ważne. Dzięki temu można też poznać siebie. A z jakimi trudnościami może się spotkać wolontariusz?

A.S.: Na pewno trzeba brać pod uwagę kwestie, które są związane ze specyfiką osób z niepełnosprawnością. Czasami są to osoby poruszające się na wózku, co wymaga od wolontariusza siły fizycznej. Mogą doświadczać objawów o charakterze neurologicznym. Jednak zawsze wolontariusz ma wsparcie. Koordynator wolontariatu wspiera wolontariuszy na każdym etapie współpracy z Ośrodkiem.

S.W.: Pamiętajmy też, że niepełnosprawność intelektualna może się różnie przejawiać. Opiekunowie dobrze znają swoich podopiecznych, dlatego warto z nimi rozmawiać, bo mogą wiele podpowiedzieć na temat kontaktu z tymi osobami.

Zatem nie ma gór nie do pokonania, trzeba tylko chcieć. A jak możemy zmienić postrzeganie osób z niepełnosprawnością w oczach innych ludzi?

A.S.: To, o czym już wcześniej wspominałyśmy, czyli spotkania osobiste z taką osobą, wyjście poza swoje schematy. Jak zaczynałam pracę też miałam obawy, które rozwiały się na pierwszym spotkaniu. Kluczowe jest poznawanie tych osób.

S.W.: Myślę, że cały ten wywiad opiera się na wskazówkach, jak można to robić. Najważniejsze jest to, aby zobaczyć, że ci ludzie są wokół nas. Odważyć się przełamywać swoje schematy myślenia.

A.S.: Zrobić pierwszy krok.

O projekcie – ,,Warszawski zintegrowany model wsparcia środowiskowego osób dorosłych z niepełnosprawnością intelektualną – testowanie i wdrażanie modelu”– Projekt jest adresowany do dorosłych osób z niepełnosprawnością intelektualną, z całościowymi zaburzeniami rozwoju i z niepełnosprawnością sprzężoną oraz do osób z ich otoczenia.

Sylwia Walendziewska – Asystentka rodziny osoby z niepełnosprawnością intelektualną, mediator rodzinny, psycholog, członek Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej (PTTPB). Pasjonatka podróży po Polsce.

Anna Soćko – organizatorka społeczności lokalnej, psycholog, coach, trener zmiany. Pasjonatka pieszych wędrówek i rękodzieła.