Ty jakiej hańby jesteś sponsorem?

Na forum Filmweb krąży, interpretowana na wiele sposobów, teoria o tym, że akcja wszystkich filmów w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego dzieje się tak naprawdę w jednym, tym samym uniwersum. Co bardziej złośliwi dodają, że reżyser nie tylko umieszcza swoich bohaterów w jednym świecie, ale także od dwudziestu lat kręci ten sam film – dla niepoznaki – pod różnymi tytułami. Jako zwolennik tej tezy udałem się na seans i jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że tym razem artysta pokusił się nawet o odrobinę wrażliwości i zrezygnował z moralizatorstwa, co poskutkowało bardzo udanym, choć niepozbawionym wad filmem.

Wojciech Smarzowski w charakterystyczny dla siebie sposób wypuszcza prowokujący zwiastun, zapędza nieświadomych zagrożenia widzów do sal kinowych, by następnie pastwić się nad nimi przy użyciu siekier, seksu, krwi, wódki i folwarcznej polskości wspólnie ze stałą, niezmienną od lat plejadą gwiazd. Nie inaczej jest z Weselem, które nawiązuje do tego z 2004 r., która czerpie z ekranizacji w reżyserii Andrzeja Wajdy z 1972 r., odwołującej się bezpośrednio do dzieła Stanisława Wyspiańskiego z 1901 r. Przeskoki między epokami są tu kluczowe. Podczas gdy film z 2004 r. poświęcony był głównie pieniądzom, pijaństwu i chciwości, ten sięga po szerszą perspektywę, podejmując się próby rozliczenia jednej z najciemniejszych kart polskiej historii – antysemityzmu i pogromów ludności żydowskiej na ziemiach polskich.

Historia współczesnego Wesela dzieje się w fikcyjnym miasteczku we wschodniej części kraju, gdzie trwają przygotowania do ślubu. Wraz z pojawieniem się niezapowiedzianych gości, najstarszy przedstawiciel rodu (grany przez 90-letniego Ryszarda Ronczewskiego, który zmarł podczas produkcji filmu) na nowo przeżywa dramatyczne wydarzenia z czasów II wojny światowej, wspominając młodzieńczą miłość. Jednocześnie, ojciec panny młodej (fenomenalny Robert Więckiewicz), potentat przemysłu mięsnego, robi wszystko, by doprowadzić do skutku podpisanie umowy biznesowej z niemieckimi przedsiębiorcami. Gdy trwa weselna zabawa, w ruch idą koperty, kluczyki do luksusowego auta, kieliszki, race i siekiera, a widmo przeszłości przychodzi upomnieć się o swoje.

Reżyser raz jeszcze udowadnia, że jest mistrzem w opowiadaniu historii, rezygnując z pouczania i epatowania gore rodem z Wołynia (2016 r.). Świetnie sprawdzają się szczególnie młodzi aktorzy (Mateusz Więcławek i Agata Turkot), a także udźwiękowienie, co nie jest już takie oczywiste w przypadku rodzimych produkcji. Mnogość wątków powoduje jednak zawrót głowy, co działa na niekorzyść wątków pojedynczych postaci – ich historie urywają się bez jakiegokolwiek uzasadnienia. Zabiegi montażowe, przeplatanie się osi czasowych i brueglowskie rozmieszczenie postaci na dalszym planie składa się na emocjonalno-tożsamościowy rollercoaster, na którym nie da się dobrze bawić – można jedynie wstydzić i gorączkowo przełykać ślinę. Cała Polska na Smarzola!

TEKST: Kacper Badura