Od radia po algorytmy – jak dziś słuchamy muzyki?

Byłam na pierwszym roku studiów, gdy ktoś poinformował mnie o nagłym wzroście popularności Billie Eilish. Pojawiła się nagle, a stacje radiowe nie przestawały katować bad guy. Przypomniał mi się wtedy okres dzieciństwa, gdy nagle wszędzie zaczęła się pojawiać twarz Justina Biebera – w gazetach, w internecie, na koszulkach innych dziewczyn. Przez cały ten czas nurtowało mnie pytanie – jak to właściwie jest z tymi hitami? Dlaczego jeden utwór potrafi być maglowany w radiu kilkanaście razy dziennie? Czemu o wiele lepsze utwory, mimo bycia na albumie wraz z hitem, pozostają nieodkryte i zapomniane?

Tekst: Wiktoria Kolinko

Grafika: Martyna Borodziuk

We rule the world

Odpowiedź może wydawać się wręcz banalna: to my o tym decydujemy. My usłyszeliśmy pierwszy raz The Quarrymen na małym lokalnym festiwalu. Spodobali nam się tak bardzo, że coraz chętniej zaczęliśmy wypytywać o członków zespołu. Później chodziliśmy na ich skromne koncerty w knajpach. Nawet gdy zmienili nazwę na The Silver Beatles, wciąż chcieliśmy słyszeć ich coraz częściej. Później wykupowaliśmy stadiony, a nasze dziewczyny rzucały stanikami w słynną czwórkę z Liverpoolu na koncertach. Wszystko po to, żeby dobra i chwytliwa muzyka była puszczana w stacjach radiowych i telewizji na całym świecie. Dzisiaj może już nie potrafimy dostrzec tego powolnego procesu dojrzewania muzyków, którzy dopiero zaczynają objawiać się szerszej scenie muzycznej. Chociaż może nam się wydawać, że pojawia się ich coraz więcej, to jednak wciąż my jesteśmy odpowiedzialni za ich rozwój. Wciąż mamy wpływ na to, kogo będziemy słuchać całymi dniami w radiu. Dziś dzieje się to po prostu inaczej, robimy to adekwatnie do epoki, w której żyjemy.

We still kinda rule the world

Gdy byłam na drugim roku studiów, zaczęłam się coraz dokładniej przyglądać karierze Billie Eilish. Moje początkowe podśmiechiwania z młodej wokalistki zamieniły się w autentyczną fascynację. Zaczęłam się zastanawiać, jak brzmiały jej pierwsze utwory i jak w tak krótkim czasie jej kariera nabrała tak zawrotnie szybkiego tempa. Ktoś powiedział mi, że stoją za nią po prostu rodzice Eilish, którzy zapłacili niezłe pieniądze wytwórniom za promocję. Okazało się, że nie do końca tak było. Z wywiadów i artykułów w internecie dowiedziałam się, że wszystko zaczęło się od platformy Soundcloud – Billie po prostu wrzuciła tam swój kawałek, który szybko podbił serca innych muzyków. Ocean Eyes zaczęli remiksować Blackbear, Astronomyy czy Goldhouse. Fala zaczęła nabierać tempa. To właśnie w tym momencie znowu my pokierowaliśmy czyjąś karierą. Zaczęliśmy repostować remiksy, a Billie wraz z bratem otrzymała końską dawkę motywacji do tworzenia coraz nowszych kawałków.

When the world is ruled by the bigger ones

W każdej karierze przychodzi w końcu taki moment, gdy pałeczkę muszą przejąć więksi, czyli radia. Jak to się w końcu stało, że bad guy podzielił świat na hejterów i miłośników zielonowłosej nastolatki? Podczas mojego researchu okazało się, że jest to wiedza poniekąd tajemna. Udało mi się odkryć, że każda stacja ma swoje specyficzne zasady. Niektórzy prowadzący audycje sami przygotowują swoje playlisty. Zdarza się również tak, że ktoś przesyła dobry kawałek, który spodoba się prowadzącemu, a ten z kolei puszcza go na antenie. Dzieje się tak w przypadku mniej komercyjnych stacji radiowych. Te większe oddają się w ręce słuchaczy, co powinno nas przecież zadowalać. Na swoich stronach internetowych udostępniają nam ankiety, w których możemy zdecydować, czy dany utwór nam się podoba, i czy powinniśmy go słyszeć zdecydowanie częściej. Na tej podstawie układane są wcześniej listy, które odsłuchujemy po jakimś czasie od wypełnienia ankiety. Więc tak, jeśli słyszymy coś nieprzyjemnego kilka razy dziennie, to w sumie nasza wina. Dlaczego w takim razie coraz częściej wybieramy hity, które zlewają się z innymi i wydają się brzmieć tak jak cała reszta?

The world is ruled by someone else now

Nawet nie zdajemy sobie sprawy, że naszym gustem zaczynają sterować jeszcze więksi giganci. Zejdę już ze stacji radiowych, bo na wybór utworów mają też wpływ inne czynniki sprzyjające uszom (i portfelom). Na przykład takie, że wytwórnie płacą za granie konkretnego utworu określoną liczbę razy w ciągu dnia. To oczywiście także wpływa na rozwój karier muzyków – im dłużej oswajamy się z czyimś wokalem, tym większa szansa na to, że zaczniemy słuchać także innych kawałków tej samej osoby, a finalnie być może pójdziemy na koncert. Jednak to, co przeraża mnie bardziej niż radiowe macki wpływu, to internetowe algorytmy. Jak się okazało, spotifajowa playlista Odkryj w tym tygodniu wcale nie zachęca mnie do poznawania nowej muzyki. Zamyka mnie w bańce utworów, które dobrze znam i które wciąż cieszą moje uszy. Bo tak właśnie działa algorytm – im więcej muzyki słucham, tym lepiej mnie poznaje i tym lepiej dopasowuje tak samo brzmiące kawałki. W 2015 r. Spotify uruchomiło także program Spotify for Artist, który pokazuje artystom dane demograficzne słuchaczy. To z kolei pomaga odpowiednio dostosować muzykę do lokalnych preferencji słuchaczy. Muzyka staje się przez to bardzo bezpieczna, dostosowywana do mas. W ten sposób powoli przestajemy rządzić światem muzycznym, a zaczynamy po prostu konsumować muzykę kreowaną przez algorytmy.