“Furia” – recenzja pełnometrażowego debiutu Krzysztofa Kasiora

Pełnometrażowy debiut Krzysztofa Kasiora to dokument o Aleksandrze Roli – utytułowanej zawodniczce MMA. Obserwujemy ją w trakcie przygotowań do najważniejszych zawodów w jej karierze – mistrzostw świata w Las Vegas.

Film pozbawiony jest klasycznej struktury – reżyser podgląda zawodniczkę na macie, w domu rodzinnym czy na zawodach, i z fragmentów jej życia składa obraz oparty bardziej na emocjach, niż na opowiedzeniu linearnej historii. Jeśli więc chcemy poznać biografię bohaterki i kronikę jej kariery, spotka nas rozczarowanie.

Kluczową rolę w filmie odgrywa relacja Aleksandry z jej trenerem – Konradem „Bambim” Płazą. Jej dynamika mogłaby stanowić całe półtorej godziny filmu, bo nie są oni tylko podopieczną i mistrzem. Zawodowa kariera Oli wpływa na życie prywatne ich obu – w jednym z momentów Konrad wspomina, jak jej przygotowania do mistrzostw świata nie pozwalają mu skoncentrować się na planowaniu własnego wesela. Dokument pokazuje twardą miłość, sportową i nie ckliwą, ale taką, w której szczerość widzowie wierzą.  Oprócz Konrada, w filmie mniej dokładnie zarysowane są relacje Oli z innymi mężczyznami w jej życiu – bratem i partnerem Markiem. Związek, tak samo jak kariera, wymaga poświęceń, a życie osobiste bohaterki nieustannie przeplata się z jej życiem zawodowym. Choć Marek pozostaje dla widzów głosem w słuchawce to chyba ten aspekt filmu jest jednym z najbardziej przejmujących, bo pokazuje walki, z których nie da wyjść zwycięsko.

Aleksandra zaczyna trenować po nieudanej próbie samobójczej. Temat ten w filmie jest tylko zasygnalizowany, ale pozwala nam zrozumieć, że sport to dla bohaterki coś więcej niż tylko kariera. Relacje w domu nie należą do łatwych, choć mama z troski zagląda w nocy do jej pokoju, to scena rozmowy między nią a córką pełna jest niezręczności w wyrażaniu uczuć. Aleksandra ucieka spod drzwi psychologa i nie wiemy czy tam wraca. Film Krzysztofa Kasiora jest nie tylko intymnym portretem bohaterki, ale też pokazaniem realiów sportu zawodowego, za którym nie stoją wielcy sponsorzy, a zawodnik musi być gotowy do maksymalnych poświęceń, także zdrowotnych. W początkowych scenach filmu Aleksandra między wyczerpującymi treningami w weekendy jeździ do pracy w barze. Nawet w trakcie mistrzostw świata w Las Vegas bohaterki nie otacza sztab profesjonalistów, jak przywykliśmy wyobrażać sobie wielkie gwiazdy sportu. Jest ona i Konrad, i poczucie samotności na szczycie.

Film Kasiora nie jest więc zaproszeniem do świata MMA. Jest za to wprowadzeniem w osobisty świat jednej z najbardziej utytułowanych polskich zawodniczek i pokazanie jej jako człowieka z krwi i kości. Reżyser nie stawia bohaterce pomnika, choć wielu zapewne uległoby pokusie wpisania jej historii w prostą narrację “od zera do milionera”. Film kręcony jest na dużym zbliżeniu i takim pozostaje także narracyjnie – wycinkiem życia. Nawet w scenie kiedy bohaterka stoi na podium, nie widzimy jaki medal wisi na jej szyi – widzimy emocje, malujące się na jej twarzy.

Tekst: Urszula Szurko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *