Związek idealny, czyli dlaczego Bart Simpson chodzi w Balenciadze

Wes Anderson, Gaspar Noe czy Luca Guadagnino to jedni z wielu reżyserów i reżyserek, którzy w ostatnich lat zrealizowali filmowe projekty dla luksusowych marek odzieżowych. Związek filmu ze światem mody jest zresztą nieodzowny z uwagi na formę obu tych dziedzin sztuki. Ubrania informują nas o czasie (a czasem również miejscu)

TEKST: Hanna Sokolska

W nagrodzonym rekordową liczbą nagród Emmy’s serialu Schitt’s Creek, by ubrania odpowiednio odzwierciedlały utracony status bohaterów, część z nich była pozyskiwana przez twórcę, reżysera i aktora Dana Levy’ego, w outletach i na ebayu. Filmików, w których historyczki mody oceniają stroje w filmach kostiumowych pod kątem ich zgodności z panującymi w przeszłości modami, można znaleźć na Youtubie niezliczoną ilość.
Nie dziwi więc fakt, że znani projektanci od dawna chętnie współpracują z twórcami filmów – w Śniadaniu u Tiffany’ego Audrey Hepburn ubierał Hubert de Givenchy, w Piękności dnia Catherine Deneuve nosiła wyłącznie kreacje zaprojektowane przez Yvesa Saint Laurenta. Nie można też nie wspomnieć o Tomie Fordzie, który oprócz prowadzenia swojej marki, wyreżyserował oraz zaprojektował kostiumy do dwóch filmów – Samotnego mężczyzny i Zwierząt nocy.

Czym właściwie jest film modowy?

Filmy modowe prezentujące kolekcje marek stały się tak popularne, że doczekały się nawet osobnych festiwali, w tym łódzkiego Fashion Film Festival, którego finał pierwszej edycji odbył się 23 października. Filmowa forma prezentacji kolekcji rozwinęła się jeszcze bardziej w trakcie pandemii, gdy ze względu na wprowadzone ograniczenia niemal wszyscy projektanci zdecydowali się albo na transmisję pokazów na żywo, albo umieszczenie w mediach społecznościowych krótkich klipów prezentujących kolekcję w innej formie, jednak pozbawionej nici fabularnej.
Nie utarła się jeszcze konkretna definicja filmu modowego, choć jako jedną z jego cech można wyróżnić brak, bądź też szczątkowość fabuły. Coraz częściej zdarza się też, że dom mody jedynie produkuje film, pozostawiając reżyserowi wolną rękę co do tematyki, a nawet gatunku. Powstające w ten sposób średniometrażowe produkcje często mają premiery na festiwalach filmowych i są wprowadzane do limitowanej dystrybucji kinowej.

Guadagnino i Noe w atelier

W 2019 r. Luca Guadagnino (Tamte dni, tamte noce, Suspiria) wyreżyserował dla Valentino 35-minutowy film The Staggering Girl, w którym główną bohaterkę zagrała Jullianne Moore. Jest to opowieść o nowojorskiej pisarce wracającej do Włoch zająć się swoją umierającą matką artystką. W pięknych sukniach Valentino haute couture przechadza się szereg kobiet związanych ze światem kultury, a towarzyszą im mężczyźni w idealnie skrojonych garniturach. Nie jest to jednak product placement – nazwa domu mody czy logo nie pojawiają się w filmie. Widz ma odnieść wrażenie, że luksusowe ubrania są immanentną częścią uniwersum włoskiej klasy wyższej, do której ma aspirować.
Jednym z najbardziej polaryzujących produkcji tegorocznej edycji wrocławskich Nowych Horyzontów było Lux Aeterna Gaspara Noego (Climax) stworzony dla Saint Laurent Paris. Reżyser zdecydował się podzielić w nim obraz na dwie części tak, by móc jednocześnie pokazywać różne zdarzenia mające miejsce na planie fikcyjnego filmu. Jest to metafilm, który wyśmiewa branżę filmową, a gwiazdy francuskiego kina Charlotte Ginsbourg i Beatrice Dalle grają w nim same siebie. Kamera podąża za aktorkami również do garderoby. Cała oprawa wizualna filmu jest jednak bardzo ciemna, natomiast ubrania głównie casualowe. Tym samym film Noego zaskakuje warstwą wizualną – widzowie skuszeni współpracą z Saint Laurent, raczej zawiodą się strojami postaci. W porównaniu z dziełem Luki Guadagnino ubrania są zdecydowanie mniej wyeksponowane i charakterystyczne, można wręcz odnieść wrażenie, że Noe w ramach gry z konwencją filmu modowego specjalnie czyni swoje dzieło niezwykle ciemnym i przytłaczającym. Zamiast ubrań, to palący się na fikcyjnym planie ogień zostaje wyeksponowany, a postacie i wraz z nimi sukienki od Saint Laurent dosłownie mają spalić się na stosie.

Pomiędzy reklamą a sztuką

Krótkie metraże (do ok. 12 minut) umieszczane są głównie w mediach społecznościowych domów mody, częściej też mają wpisywać się w konkretną kampanię marki. Ich fabuła jest prostsza i lżejsza niż w przypadku średniometrażowych filmów modowych. Nie oznacza to jednak, że stanowią wyłącznie reklamę.
Ostatnio furorę zrobiła współpraca marki Balenciaga z kultowym serialem Simposonowie. W materiale pokazywanym na tegorocznym Paris Fashion Week rodzina Simpsonów trafia nawet na rzeczone wydarzenie w charakterze modelek i modeli Balenciagi. Praca nad tym projektem trwała około roku i z punktu marketingowego jest niezwykle sprytnym rozwiązaniem z uwagi na to, że od czasów kiedy na czele marki stanął Demna Gvasalia (założyciel streetwearowego Vetments), grupą docelową marki są millenialsi i Gen Z – pokolenia, które wychowywały się na amerykańskim serialu. Krótkie metraże dla branży modowej realizowali także Wes Anderson (Castello Cavaltanti we współpracy z Pradą) czy Paolo Sorrentino (Piccole Aventurre Romane dla domu towarowego La Rinascente).

Świetlana przyszłość

Współpraca światu filmu i mody przybiera zatem najróżniejsze formy i stale się rozwija. Dom mody jest dla reżysera partnerem idealnym, chociażby z uwagi na to, że koncerny modowe stojące za najbardziej znanymi markami, czyli zwłaszcza LVMH i Kering dysponują wręcz nieograniczonym budżetem. Tym samym reżyser ma zasoby, by zrealizować bardziej awangardowe projekty – chociażby wspomniany Lux Aeterna Gaspara Noego. Marka modowa ma zaś możliwość dotarcia do większej grupy odbiorców, silniej oddziałując na ich wyobraźnię i aspiracje.