Kogo na wilka nie stać, niech do lasu nie wchodzi

HBO miało Grę o Tron, Amazon Studios pracuje nad serialem osadzonym w Śródziemiu, a Netflix intensywnie rozwija uniwersum Wiedźmina. Zmora Wilka udowadnia jak wielki potencjał tkwi w świecie stworzonym przez Sapkowskiego.

W filmie poznajemy Vesemira – mistrza i przybranego ojca Geralta. Z książek wiemy o nim niewiele, a to pozwoliło na stworzenie scenariusza, który byłby spójniejszy z wizją serialu. Dostaliśmy więc opowieść o człowieku, którego życie kręci się wokół pieniędzy. Najpierw sprawdziłby czy mieszek złota jest odpowiednio ciężki, a dopiero potem udzielił pomocy. Postawa mało szlachetna, ale czego spodziewać się po kimś, kto tak pragnął bogactwa, że porzucił dotychczasowe życie i dobrowolnie dołączył do wiedźminów. Po latach zyskał poklask i pieniądze, których tak bardzo pragnął, ale ceną za nie była utrata niemal wszystkich bliskich mu osób.

Film będzie oceniany przez fanów, którzy znają już historię cechu wiedźmińskiego, oraz tych, którym spodobał się serial, ale nie znają jeszcze uniwersum. Tytuł ten jest jednocześnie spin-offem i prequelem dla serialu. Za scenariusz odpowiadał Beau DeMayo, nad produkcją czuwała m.in. Lauren Schmidt Hissrich, a reżyserował Kwang Il Han ze studia Mir. Ciekawa jest sama forma filmu, dostaliśmy bowiem animację. Celowo używam słowa animacja, chodź w opisie przeczytamy, że jest to anime. To, że film został wykonany w technice animacji, nie czyni z niego od razu anime. Termin ten odnosi się głównie do japońskich filmów animowanych, które cechują m.in. specyficznym sposobem projektowania postaci, czy sam charakterystyczny styl wykonania samej animacji. Filmy i seriale, które produkowane są na ich podobieństwo – ale powstały poza Japonią, określa się mianem amerime. Strona estetyczna wygląda jednak naprawdę dobrze, sceny walki czy lokacje są dopracowane i całość robi wrażenie. Natomiast jest małe ale. Podczas seansu miałam wrażenie, że oglądam kolejny odcinek Castlevanii, a nie samodzielną produkcję, w dodatku powiązaną z Wiedźminem. Styl wykonania czy choreografia scen walki były bardzo podobne w przypadku obu produkcji. Nasuwa się więc pytanie o to, czy następne animacje, na które pokusi się platforma, będą tworzone według tego samego wzoru. Chodź dla mnie są to mankamenty, to innym widzom to podobieństwo może się podobać.

Mocnym punktem filmu jest podejście do problemu rasizmu, fanatyzmu czy źródła zła, jednak nie są one tak eksponowane jak kwestie społeczno-kulturowe w powieściach Sapkowskiego, w których de facto stanowią główny temat opowieści. Tutaj są one wyłącznie tłem. Ogólny odbiór filmu, może być podobny do serialu. Jednym się on spodoba, inni zaś będą narzekać. Mimo kilku uwag Zmora Wilka to dobra propozycja na wieczorny seans.

Ocena: 4/5

Tekst: Paulina Mańko