Cyrograf na kwadrat

Czy to możliwe, aby pośrednik od ośmiu lat oszukiwał klientów, ale nie popełniał przestępstwa? Podobno nie warto walczyć o małe sumy, bo „gra jest niewarta świeczki”. Dlatego tak wiele oszustw przy wynajmie mieszkań nie zostaje zgłoszonych. Tą postawą karmimy oszustów i pozwalamy, aby kolejne osoby podpisały cyrograf na wymarzony lokal.

Tekst: Arkadiusz Klej      Zdjęcia: Nicola Kulesza


W 2019 r. miałem przyjemność być ofiarą kilku oszustw mieszkaniowych. Po dwóch latach bezproblemowego wynajmu rzeczywistość przypomniała się z nawiązką i poznałem całe spektrum oszustów. Pośredników, którzy wzięli pieniądze z góry i zniknęli. Właścicieli mieszkań, którzy chcieli pokazać umowę dopiero przy jej podpisaniu. Poznałem nawet czarodziei, którzy uważali, że wrzesień ma 33 dni. Wszystkich tych ludzi łączyła niepohamowana pewność siebie. Ich metoda to przyciśnięcie, przekonanie lub przestraszenie. Na mnie ta strategia działała. Dałem się wpędzić w pułapkę. Aby samemu pozbyć się problemu, musiałem go sprzedać komuś innemu. Zostałem wciągnięty w grę, w której każdy najemca przegrywa. Wygrywa właściciel.

Pamiętam poczucie przytłoczenia. Myśl, że nie ma sensu walczyć. I pewnie poddałbym się, gdyby nie to, że w 2021 r. znany mi naciągacz ponownie wyszedł na żer. I przypomniałem sobie, jak sam dałem się oszukać. Milczenie o problemach karmi kolejne. Trzeba nie tylko szukać ostrzeżeń – ale również ostrzegać innych. Przechodząc przez pięć etapów wynajmu, warto wiedzieć, na co uważać w poszczególnych krokach.

W sieci ofert

Poszukiwania rozpoczynamy najczęściej w przestrzeni cyfrowej. Utworzenie excela, w którym będziemy zestawiać ze sobą oferty, zapobiegnie porównywaniu 40 zakładek. To szczególnie wygodne przy wynajmowaniu lokum ze znajomymi. W arkuszu można porównywać: stosunek standardu do ceny, skomunikowanie, infrastrukturę w otoczeniu. Nie warto tego robić zbyt wcześnie, bo wówczas wiele czasu spędzimy na przeglądaniu ofert, które i tak nie będą nas dotyczyć. Im piękniejsza jest oferta, tym większa czujność jest wskazana. Bo pośrednicy na tym etapie zwykli być bardzo bezczelni. Tak jak wspomniany we wstępie jegomość…

Paweł (imię zmienione przez redakcję) pomaga znaleźć wymarzone mieszkanie. Opisy oszustwa jego biznesu pojawiały się w mediach już od 2013 r. Byli nawet dziennikarze, którzy próbowali sprawę nagłośnić – bezskutecznie. Paweł regularnie tworzy nowe firmy, nie tylko w Polsce. Niedawno stworzył dwie nowe strony WWW, które wyglądają dokładnie tak samo. Oficjalnie pobiera pieniądze za dostęp do informacji. Wielu jego klientów inaczej rozumie ten biznes i nazywa go seryjnym oszustem.

Paweł umieszcza na portalach mieszkaniowych świetne oferty. Doskonałe lokalizacje, dobre warunki. Jedyne co trzeba zrobić, to założyć konto na stronie i zapłacić ok. 210 zł za dostęp do danych właściciela mieszkania. Pośrednik ma pojęcie o pozycjonowaniu w internecie (SEO). Wystawia swoim stronom i firmom kilka pozytywnych recenzji. Na forach internetowych też są pozytywne opinie. Jednak, patrząc na sygnatury czasowe tych wpisów, łatwo odnieść wrażenie, że są to komentarze dodane przez tę samą osobę z kilku kont. Takie fałszywe oceny wystarczą jednak, aby uśpić czujność kogoś – kto na szybko szuka potwierdzenia tego, że właśnie znalazł ofertę życia.

Pan Paweł sprytnie wykorzystuje luki prawne. Bez zgody właścicieli mieszkań bierze ich zdjęcia oraz dane i umieszcza na swojej stronie. Do tego dosypuje trochę fałszywych „ super okazji”, które sam umieszcza na portalach z ogłoszeniami. Po zwabieniu na swoją domenę kontaktuje się telefonicznie i przekonuje do zapłacenia ww. 210 zł za możliwość „rezerwacji” i kontaktu z właścicielem. Ale co innego wynika z regulaminu portalu. Umowa skonstruowana jest tak, że w świetle prawa świadczy usługę dostępu do danych. Nie jest odpowiedzialny za ich poprawność. Na papierze nie jest pośrednikiem – chociaż w rozmowie mówi, że na jego stronie można zarezerwować i wynająć mieszkanie.

W trakcie badania działalności Pawła redakcji udało się dotrzeć do dwóch takich oszustów. Scenariusz obu ataków opiera się na skuszeniu ofertą, która jest tak dobra, że oślepia naszą czujność. Gdy jesteśmy zabiegani, a przed oczami pojawia się cudowna opcja (która zaraz zniknie), o wiele łatwiej jest podjąć pochopną decyzję. Jeśli ktoś oczekuje pieniędzy za kontakt do właściciela mieszkania lub na poczet opłaty rezerwacyjnej – trzeba być podejrzliwym. Warto sprawdzić, czy numer kontaktowy podany w ogłoszeniu nie figuruje w internecie jako numer powiązany z oszustwami.

To, że coś jest legalne, nie oznacza od razu, że jest uczciwe. Świetnie oddają to dwa słowa, które już dawno wyszły z potocznej polszczyzny – geszeft oraz szwindel. Pierwsze wywodzi się od słowa geschäft, które pierwotnie odpowiadało wyrazowi interes. Słowo szwindel zaś dotyczyło interesów nieuczciwych – gdy jedna strona wykorzystuje niewiedzę drugiej, aby zarobić. Gdyby ofiara szwindlu wiedziała to, co wie oferent – nie zgodziłaby się na zawarcie umowy. Można to sprowadzić do imperatywu moralnego Kanta i zapytać: czy chciałbyś, aby wszystkie portale działały na takich zasadach, na jakich działa twój? Proponujesz klientom geszeft czy szwindel?

Casting na najemcę

Gdy już z gąszczu ofert wyłonisz wymarzoną, zaczyna się drugi etap gry. Rozmowa, podczas której musisz wykazać, że spośród grona zainteresowanych, to właśnie tobie warto powierzyć lokal. Jeśli masz przed sobą oglądanie mieszkań w innym mieście, najlepiej wybrać dzień lub dwa i wówczas umówić się na całą serię spotkań. To okazja, aby sprawdzić ciśnienie wody (szczególnie ciepłej), ilość gniazdek elektrycznych, oraz to, jak dużo światła wpada do mieszkania za dnia. Można dopytać, jakie meble oraz sprzęty AGD są na wyposażeniu mieszkania, a jakie są własnością poprzedniego wynajmującego. Jeśli to możliwe, obejrzyj mieszkanie z kimś doświadczonym w tym temacie. Zapytaj właściciela o to, jakie dokładnie rachunki za media płacili poprzedni wynajmujący.

W trakcie castingu właściciel może pytać o dochody, o to czy palisz, lub czy masz zamiar mieć w mieszkaniu zwierzęta. Wykluczone są pytania o poglądy polityczne, stan cywilny czy religię. Gdy casting prowadzą przyszli współlokatorzy, wykorzystaj tę okazję, aby poznać ich i ocenić, czy znajdziecie wspólny język. Niektórzy uważają, że to, z kim będziesz mieszkać w trakcie studiów, ma większe znaczenie niż to, na jakie studia właściwie pójdziesz. Gdy współlokatorami są studenci tej samej uczelni, możesz czerpać z ich doświadczenia pełnymi garściami i uchronić się od wielu błędów.

Prawda z papieru

Nikt uczciwy nie będzie bał się pokazać umowy z wyprzedzeniem. Przed jej podpisaniem warto zdobyć kilka informacji o wynajmującym (osobie udzielającej lokalu). W przypadku firm warto zapoznać się z recenzjami dostępnymi w internecie. Sprawdź, czy na grupach z ogłoszeniami w danym mieście nie było ostrzeżeń. Jeśli w umowie znajdują się jakiekolwiek podejrzane zapisy – zawsze możecie skonsultować je z darmową pomocą prawną. Kluczowym dokumentem jest protokół zdawczo-odbiorczy. Opisuje on, jakie jest wyposażenie mieszkania i w jakim stanie się ono znajduje. To szczególnie ważne, aby wspólnie wylistować ewentualne uszkodzenia. Warto dopilnować, aby umowa jasno określała odpowiedzialność za bieżące naprawy w mieszkaniu. Zapis o przerzuceniu całej odpowiedzialności na najemcę (czyli tego, kto korzysta z lokalu) jest bardzo niekorzystny. Jeśli właściciel tego oczekuje, warto rozważyć ubezpieczenie. Jednorazowa naprawa zmywarki lub wizyta hydraulika to kilkaset złotych. Szczególnie w starszych mieszkaniach trzeba na to uważać. Gdy umowa zakłada, że to właściciel odpowiada za naprawy, warto z góry ustalić z nim sposób postępowania. Często będzie chciał wysłać tam „swojego” technika, który oceni, czy problem wynikał z normalnego użytkowania, czy może omyłkowo ktoś nasypał do zmywarki środka do przeczyszczania rur.

Jeśli wolisz, aby któreś punkty umowy brzmiał inaczej – poinformuj o tym właściciela z wyprzedzeniem. Tu pomaga komunikacja mailowa. Rozmowy telefoniczne i ustne mogą zostawić wiele niejasności, które skomplikują proces. Wielu właścicieli będzie oczekiwało ryczałtu za media. Umowa powinna określać, co ile ryczałt będzie rozliczany. Jeśli nie rozumiesz jakichś zapisów umowy – sprawdź, co oznaczają zanim podpiszesz umowę. Lepiej poświęcić 12 minut na doczytanie, niż przez 12 miesięcy żałować pośpiechu.

Problemy z umowami nie są tylko polską domeną. Pewna studentka w Delft (Holandia) wynajmowała mieszkanie z przyjaciółmi. Sprawę obsługiwała agencja, którą polecał jej uniwersystet. Firma zaproponowała jej mieszkanie w dobrej lokalizacji. Wszystko było w porządku, do momentu pierwszej wpłaty.

[AAF]:

Nagle dostaliśmy polecenie, abyśmy wszyscy zapłacili z jednego konta. Każde z nas było w innym kraju. Okazało się, że same koszty przelewów międzynarodowych instant wyniosą nas dodatkowe dwieście złotych. Gdy przekazaliśmy informację, że takie wymaganie jest dla nas problemem – agencja bez naszej wiedzy weszła do mieszkania, gdzie były nasze rzeczy i zmieniła w nim zamki. Mieliśmy szczęście, bo wśród nas był Belg i, korzystając z kontaktów jego rodziców, szybko znaleźliśmy pomoc prawną. Po kilku tygodniach przepychanek prawnych okazało się, że agencja złamała lokalne prawo, wynajmując nam to mieszkanie. Miejscowe regulacje mówiły o tym, że w tej okolicy wynajmować można tylko mieszkanie „jednostkom rodzinnym” – nie zaś kilku pojedynczym osobom. Co najlepsze – tu są całe grupy pośredników nastawionych na osoby z zagranicy. Wychodzi na to, że każda umowa wynajmu, jaką tu podpisałam, była na swój sposób niezgodna z prawem. Trzy razy wynajmowałam w Delft mieszkanie i za każdym razem napotykałam nowe problemy. To bardzo niebezpieczny układ, bo póki płacisz i jest miło, to wszyscy siedzą cicho – ale, gdy cokolwiek się stanie, z automatu znajdujesz się na przegranej pozycji.

Codzienność w kwadracie

Gdy opadnie kurz po wszystkich formalnościach, zaczyna się codzienność. Czasem coś się zepsuje, ale właściciel objaśnił, co w takiej sytuacji robimy. Czasem policja zapuka, bo z mieszkania obok wydobywa się zapach marihuany, który dało się poczuć w suszarni. Jednak sprawy nie zawsze pójdą tak gładko. Rozliczenie mediów może zamienić się w niemałą przygodę.

[MK]:

Właścicielka stwierdziła, że nie potrzebuje umowy, a pieniądze woli dostawać w gotówce. Nawet nie chciała moich danych osobowych. Przez kilka miesięcy wszystko było OK, aż pewnego dnia dostałam od właścicielki wiadomość, że przez ostatnie dwa lata zapomniała podliczyć liczniki za ogrzewanie i teraz mamy jej zapłacić 3000 złotych. Sytuacja zrobiła się bardzo napięta. Gdy miałam z nią rozmawiać, to miałam gulę w gardle. Wydawało mi się, że ona próbuje mnie „zamęczyć”, abym zgodziła się na jej warunki. Skończyło się na tym, że mój chłopak z nią rozmawiał, bo ja nie miałam siły już się kłócić.

Jeśli właściciel mówi o tym, że wystarczy mu umowa ustna, a pieniądze chce przyjmować gotówką – zawsze macie prawo oczekiwać od niego pokwitowania przyjęcia pieniędzy. W razie konfliktu będzie to dla sądu dowodem na zaistnienie ustnej umowy najmu. Ale, niezależnie od dowodów, za każdym podpisem stoi człowiek. Jeden ze studentów zapytany o ten temat powiedział:

[PS]:

Gdy ludzie z powodu pandemii tracą pracę lub zrywają umowy, nie przejmując się konsekwencjami, to, ogólnie, relacje pogrążają się w chaosie. Właściciele zawsze byli nieufni wobec najemców. Teraz stają się ich wrogami. Przypominają sobie o wszystkich możliwych uszkodzeniach. Nie chcą brać na siebie kosztów w niepewnych czasach. To samo ze współlokatorami. Nie znasz dnia ani godziny, gdy okaże się, że twój ziomek przestanie płacić. Bo wie, że jest w sytuacji materialnej, w której nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. Często za takimi sytuacjami stoją tragiczne wydarzenia. Pamiętam, jak pracodawca mnie oszukał i nie miałem jak zapłacić czynszu. W takich momentach presja i pretensje w niczym nie pomogą. W idealnym świecie takiej osobie należy spróbować pomóc. Ale Polska roku 2021 to na pewno nie jest idealny świat.

Założenie wzajemnego zaufania – pewnej pierwotnej uczciwości społecznej – upada. Osoba, która postawi przykazanie miłości ponad traktowaniem z wzajemnością, zostanie oszukana przez wszystkich. Czy ktokolwiek stanie wtedy w jej obronie? Czy będzie miała siłę, aby poprosić o pomoc?

Zakończenie relacji

Każdy koniec to nowy początek. Podczas wyprowadzki pomyśl, co podobało ci się w tym lokalu, a czego masz już zdecydowanie dość. Może to być pragnienie słońca ogrzewającego twarz na najwyższym piętrze w pokoju pełnym okien. Albo myśl o tym, aby mieszkanie dzielić z czworonogiem. Lub pewność, że już nigdy nie zamieszkasz wyżej, niż na drugim piętrze (w budynku bez windy). Każdą relację warto zakończyć pozytywnie. Muzyka może uświetniać pożegnalną imprezę pełną pysznego jedzenia. Albo długa nocna rozmowa i samotna świeca zbuduje niezapomniane wspomnienia. Trzeba się delektować i cieszyć z małych spraw. Nie wiesz nigdy, jakim mieszkaniem będzie kolejny traf.

Jednak, nim rozpłyniesz się ostatecznie – musisz rozwiązać umowę. Klasyką tego momentu jest dyskusja na temat kaucji oraz stanu mieszkania. W kontekście końca relacji, warto odróżniać dwa pojęcia. Rozwiązanie umowy dzieje się za porozumieniem stron i wymaga, aby obie strony zgodziły się na jego warunki. Wypowiedzenie zaś jest jednostronne. W sytuacjach określonych w umowie i przepisach prawa jedna ze stron może drugiej wypowiedzieć relację. Dlatego tak ważnym jest, aby, jeśli wynajmujemy mieszkanie na czas określony, ustalić okres wypowiedzenia, czyli to, z jakim wyprzedzeniem musisz zakomunikować właścicielowi, że chcesz się wyprowadzić. Niestety wyprowadzka zawsze rodzi konflikt interesów i może być tak, że właściciel zrobi wszystko, aby zredukować swoje koszty. Moja bliska znajoma miała okazję do przekonania się o tym w bardzo nieprzyjemny sposób.

[ES]:
We wrześniu 2020 r. rozwiązywałam umowę, wyprowadzając się kilka tygodni wcześniej niż było to ustalone. Był kolejny najemca – wszystko wydawało się być w porządku. W dniu rozwiązania umowy właścicielka powiedziała, że prześle mi faktury, na podstawie których rozliczymy media i wtedy wypłaci kaucję. Przez kilka tygodni mnie zbywała, aż wreszcie wysłałam jej wezwanie.

Właścicielka za wszelką cenę szukała kosztów, by nie oddać nam kaucji i ryczałtów za media, które pobrała. Z ryczałtami był problem już wcześniej. Umowa wskazywała, że będziemy je rozliczać co pół roku, jednak, gdy w styczniu poprosiłam o bilans, właścicielka unikała tematu i ciągle opóźniała sprawę. Okazało się, że było to częścią jej planu. Gdy po kilku tygodniach przedstawiła mi lakoniczny dokument, liczby na nim zupełnie nie zgadzały się z moimi wyliczeniami. Dopiero wtedy zrozumiałam, z kim mam doczynienia. 

Właścicielka podała wspólnocie mieszkaniowej fałszywą liczbę lokatorów. Próbowała policzyć mi koszta mediów za lipiec i sierpień, chociaż wprowadziłam się do mieszkania od 29 września. To wszystko sprytnie połączyła z faktem, że nie rozliczyła ryczałtów za media i potraktowała je jako część kaucji. Aby zabrać jak najwięcej, wszędzie szukała kosztów. 

Podliczyła koszty sprzątania i prania dywanów. Sprzątanie nigdy się nie wydarzyło, a od kolejnego lokatora dowiedziałam się że dywany zostały wyrzucone. Pierwszego dnia najmu okazało się, że łóżko jest uszkodzone (czego nie odnotowałam wcześniej), właścicielka powiedziała że nie ma problemu. Jej mąż za kilka dni to naprawił. Jednak potem okazało się że policzyła sobie kolejne pieniądze z kaucji, uznając to za „dodatkowe naprawy”. Do tego stwierdziła, że wszystkie ściany są do odmalowania i zabrała za to kolejne 1000 złotych. Wtedy przypomniałam sobie, że poprzedni lokatorzy kontaktowali się ze mną w sprawie ścian, ale wtedy nie wiedziałam, o co chodzi. Skontaktowałam się z osobami, które mieszkały przed nami i przekazali mi, że właścicielka odliczyła im od kaucji 500 złotych, również na malowanie ścian. Ścian nigdy nie pomalowała, a w moim protokole odbioru napisała, że ściany są czyste. W tym samym czasie wzięła pieniądze od poprzednich lokatorów (na malowanie), mówiąc, że ściany są brudne. Malowanie nigdy się nie wydarzyło. Dodatkowo okazało się, że właścielka im też policzyła za media ponad 2000 złotych więcej, niż wynikało to z dokumentów które przedstawiła. Wówczas dowiedziałam się, że wzieła od nich pieniądze za media w miesiącach, za które próbowała policzyć również mi.

To wszystko było trudne do zrozumienia. Dostawałam niewyraźne zdjęcia monitora jako potwierdzenie jakiegoś rachunku. Przedstawiała mi dokumenty z poprzednich lat, twierdząc, że dotyczą okresu, w którym ja wynajmowałam. Gdy prosiłam ją o dokładne rozliczenie – mówiła że nie ma takiego obowiązku i jak mi się nie podoba, to mogę pójść na drogę sądową. Gdy ponownie zapytałam o rozliczenie, właścicielka wysłała do mnie pismo, w którym stwierdziła, że jednak nie rozwiązaliśmy prawidłowo umowy (bowiem rozwiązanie nie było na piśmie), więc dolicza mi czynsz za kilka tygodni, gdzie mieszkała tam następna osoba. Ja czułam się już bezsilna. W rozmowach straszyła mnie mężem prawnikiem. Skontaktowałam się z Akademicką Pomocą Prawną, ale dowiedziałam się że niewiele można tu zrobić. Wejście na drogę sądową to masa nerwów. Zostałam potraktowana tak samo, jak lokatorka przede mną. Dziś zastanawiam się, co będzie z kolejnym wynajmującym. Kiedyś nie sądziłam, że tacy ludzie istnieją. Mam nauczkę na przyszłość.

Zmowa i umowa

Wiele z tych historii łączy wspólny motyw – ustne porozumienia inne niż zapisy w umowie. Czasami celem takiej praktyki jest uniknięcie podatków, innym razem lenistwo właściciela lokalu. We wszystkich takich sytuacjach najemca jest na przegranej pozycji. Właściciel ma przewagę nie tylko prawną, ale przede wszystkim doświadczenia. Wie, co powiedzieć, abyśmy czuli się bezpiecznie. Wie, co krzyknąć, aby zastraszyć.

Dodatkowym problemem jest to, że oszustwa na niską sumę stają się grą nie wartą świeczki. Policja nic z nimi nie zrobi, a procesy sądowe będą trwać miesiącami. Jeśli będziesz jedyną uczciwą osobą w szemranym układzie, może ci się oberwać zarówno od właściciela obiektu, jak i od współlokatorów, którzy nie będą się przejmować tym, ile problemów stworzą. Dlatego dobra umowa ma chronić wszystkie strony.

Po drugiej stronie cyrografu

Lokatorzy, którzy przestają płacić. Tacy, którzy zostawili mieszkanie do generalnego remontu. Specjaliści dorabiający sobie klucze, a potem okradający kolejnych lokatorów. Spryciarze, którzy podali fałszywe dane do umowy, wynieśli meble i zniknęli bez śladu. To właśnie takie doświadczenia sprawiają, że właściciele są nieufni. Takie podejście jest jedyną ochroną przed najbardziej perfidnymi oszustami. Ludźmi podpisującymi z premedytacją umowy, z których nie mają zamiaru się wywiązać. 

Jeden z właścicieli, z którym rozmawiałem, powiedział, że bardzo brakuje mu możliwości zweryfikowania najemcy. Technologii, w której uczciwy wynajmujący mógłby udowodnić swoją pozytywną historię, a perfidny naciągacz nie byłby w stanie jej ukryć – nieważne w jakim kraju założy kolejną firmę. 

Don’t hate the player hate the game

Wszystkie te historie dzieją się na konkretnych portalach. I to od ich podejścia zależy, czy z roku na rok będzie coraz bezpieczniej. Zamiast mieć pretensje do ludzi, którzy w tym systemie działają, warto pomyśleć, jak zmienić system.

Strony pośredniczące w wynajmie mogłyby edukować klientów. Informować o Rzeczniku Praw Konsumenta i źródłach nieodpłatnej pomocy prawnej. Portale mogłyby w procedurze zgłaszania kogoś jako oszusta podpowiadać, gdzie szukać wsparcia – co zdaniem jednej z moich rozmówczyń mogłoby się bardzo przydać.

[MW]:

Gdy wyprowadzałam się z niezbyt fajnego mieszkania, zobaczyłam, jak jego właścicielka wmawia kolejnym lokatorom, że wrzesień ma 33 dni. Były to osoby spoza polski – średnio rozumiejące, co się dzieje. Gdybym mogła – znalazłabym nawet link z tą ofertą i zgłosiła sytuację. 

Rozwiązaniem tego problemu mogłaby być możliwość zgłoszenia problemów z ofertą po dłuższym czasie. Nawet jeśli problemy nastąpiłyby dopiero podczas rozwiązywania umowy, można wówczas ostrzec innych użytkowników przed próbą oszustwa

Z roku na rok jest w tym zakresie coraz lepiej. Pojawiają się powiadomienia, gdy wychodzimy w podejrzane linki. Czaty w aplikacjach automatycznie ostrzegają nas, gdy otrzymujemy instrukcję, która może być próbą wyłudzenia. Warto pomyśleć o tym bardziej filozoficznie. Da się autorytarnie blokować pojedyncze oszustwa, ale to edukacja może sprawić, że ludzie nie będą dawali się w nie wciągać. Technologia autorytarna chroni lokalnie – edukacja wspiera globalnie. Oba podejścia są potrzebne.

Gdy oszuści kopiują zdjęcia z prawdziwych ogłoszeń na swoje strony – można o tym poinformować portal i właściciela obiektu. Dodatkowo najwięksi pośrednicy mogą wykorzystać zaawansowane algorytmy do polowania na oszustów i naciągaczy. 

To, jak zbudowany jest interfejs, też ma duże znaczenie. Przykładowo – portale mogą wymagać od wystawiających określenia stylu wyboru najemcy (casting, kto pierwszy ten lepszy, licytacja ceną itp.). Wiele osób nie marnowałoby czasu na przyjazd z innego miasta, aby wziąć udział w niepewnym castingu. Wiele platform (YouTube, Facebok) wprowadza system weryfikacji dużych użytkowników. Portale, które borykają się z nawracającymi oszustami mogłyby wymagać weryfikacji osób wystawiających wiele ogłoszeń. Niezależnie, czy robi to agencja, czy osoba prywatna, możliwość poznania opinii wcześniejszych korzystających wydaje się niezwykle wartościowa. Pomogłaby w takim przypadku odznaka „ sprawdzony pośrednik”, której zdobycie wymagałoby kilkunastu recenzji z autentycznych (działających) kont.

To my piszemy przyszłość

Zamiast rozmawiać o tym, ile jest zła na świecie, lepiej zapytać o to, co możemy z nim robić. Jak w wielu tematach, początkiem jest przerwanie milczenia. Jeśli pośród znajomych łatwiej znaleźć kogoś, kto miał problemy przy wynajmie, niż nie miał – to jest źle. W bardzo wielu z tych spraw niewiedza staje się źródłem problemów. Czasem ktoś próbował być sprytny, ale obróciło się to przeciwko niemu. Oto pytanie – czy lepiej abyśmy milczeli – czy lepiej pozwolić sobie na „ przyznanie się” do wszystkich błędów. Milczenie i bierność są pokarmem dla status quo.

Politycy mogą pilnować, by prawo nie pozwalało na ciągnięcie tego samego szwindlu przez osiem lat. Projektanci największych portali pośredniczących mogą zmieniać zasady cyfrowej gry. Oszuści czują się w internecie jak ryba w wodzie, bo są anonimowi. Większości oszustw nie da się popełnić jawnie, podając imię i nazwisko. Trudno ukarać oszusta, który balansuje na granicy prawa. Jednak, jeśli będziemy zgłaszać oszustwa, ostrzegać przed nieuczciwymi praktykami oraz poprawiać zabezpieczenia – możemy sprawić że zastawienia takiej pułapki będzie znacznie trudniejsze. Ukrócimy druk cyrografów. Bo to my piszemy przyszłość.