Czego nie powiedzą ci na studiach?

Kiedyś posiadanie wyższego wykształcenia niemal gwarantowało zdobycie pracy w wyuczonym zawodzie, a ukończenie studiów było preludium do tego, co jedni nazywają karierą, a inni satysfakcjonującą działalnością zawodową. Co więc zmieniło się na przestrzeni lat i czy powinniśmy się tymi zmianami przejmować?

 

Tekst i grafiki: Marta Sobiechowska 

Czy lubimy swoją pracę?

W 2019 r. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości przeprowadziła badania ludności w wieku od 18 do 69 lat pod kątem sytuacji na rynku pracy. Dane wskazują, że co trzecia osoba (34 proc.) chciała wówczas wykonywać inny zawód. Rok 2019 potwierdził również tendencję opisywaną w roku 2017, że największe problemy ze znalezieniem pracy zgodnej z posiadanym wykształceniem mają osoby młode, znajdujące się w przedziale wiekowym od 18 do 35 lat. Z kolei według raportu sporządzonego przez firmę Randstad, tylko 22 proc. Polaków może pochwalić się bardzo wysokim zadowoleniem z pracy. Za tymi wszystkimi badaniami powinna iść chęć zrozumienia tego, co sprawia, że ludzie czuję się nieszczęśliwi z powodu zawodu, jaki wykonują.

„Znajdź pracę, którą kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w twoim życiu.”

Często w przestrzeni publicznej poruszany jest temat przymusu na ukierunkowywanie się w szkole ponadpodstawowej. Wiele osób słusznie zauważa, że wybór specjalizacji dokonywany jest zbyt szybko. Ten problem systemu edukacji zaczyna się jednak znacznie wcześniej. Uczniowie bardzo szybko zniechęcani są do kursów i zajęć dodatkowych, które według ich rodziców, nauczycieli, czy rówieśników nie przyniosą im wymiernych korzyści w przyszłości. Prawdziwe życie opowiada jednak inną historię i często istnieje niewielki związek pomiędzy tym, czego ludzie uczą się w szkole, a tym, co robią do końca życia. Niezbędnym krokiem w odnalezieniu swojego powołania jest zrozumienie tego, do czego mamy talent i co daje nam w życiu radość. I najczęściej właśnie w tym miejscu system szkolnictwa zawodzi, koncentrując się na wąskim zagadnieniu zdolności akademickich. Powszechne jest kładzenie nacisku na przedmioty ścisłe i języki obce oraz jednoczesne ograniczanie liczby godzin zajęć artystycznych, sportowych, czy humanistycznych. W konsekwencji osoby o zdolnościach innych niż analityczne myślenie i szybkie przyswajanie języków, mogą poczuć, że ich talenty są marginalizowane lub niepotrzebne społeczeństwu. To może być przyczyną, dlaczego tak wiele osób wybiera kierunki nieznajdujące się w sferze ich zainteresowań, a w konsekwencji zawód niezwiązany ściśle z uzyskanym przez nich dyplomem magistra. 

„Co za ponury absurd… Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?”

Każdy człowiek przychodzi na świat z jakąś pulą naturalnych zdolności, talentów i predyspozycji, a edukacja powinna wspierać ludzi na wszelkich możliwych płaszczyznach. I nie chodzi wcale o argumentowanie przeciwko ilości godzin poświęcanym przedmiotom ścisłym, ale o to, by dążyć w systemie szkolnictwa do pewnego rodzaju równowagi. Zdaje się, że powoli ta potrzeba zmian staje się widoczna, ale nadal dużym problemem jest brak pieniędzy oraz błędne podejście do edukacji, jako do procesu produkcji. Wydawać by się mogło, że wystarczą lepsze, bardziej szczegółowe dane, na podstawie których politycy zreformują szkolnictwo w nadziei, że jeśli wszystko dobrze się poukłada, to system będzie dobrze działał i nie zatnie się w przyszłości. Szkoła nie jest jednak maszyną. Szkoła to ludzie, którzy uczą i chcą, bądź nie chcą być nauczani. Wiele zależy od indywidualnego podejścia. W końcu za pomocą standaryzowanego szablonu nie osiągnie się poprawy edukacji dla każdego. Polityka powinna jednak dążyć do tego, by system edukacji dostosował się do potrzeb uczniów i nauczycieli, a nie na odwrót.

U sąsiada trawa zawsze jest bardziej zielona.

Częścią problemu jest to, że obecny system edukacji skupia się nie na nauczaniu, ale na egzaminowaniu. Testy są ważne, a przeprowadzanie ich ma sens, ale nie powinny być głównym celem edukacji. System szkolnictwa powinien dążyć do tego, by egzaminy wspomagały nauczanie, a nie ograniczały kreatywność i wprowadzały kulturę posłuszeństwa. I choć próba podjęcia zmian w tym sektorze wydaje się być trudna, to jednak jest możliwa do wykonania. Nie trzeba daleko szukać przykładów państw, które zreformowały standardowy program nauczania i odniosły sukces.  Finlandia może pochwalić się dokumentem przewidującym możliwość modyfikowania programu nauczania na poziomie lokalnym, dzięki czemu nauczyciele i uczniowie mają dużo więcej swobody we wprowadzaniu własnych metod nauczania. Zewnętrzny nadzór szkolnictwa jest niewielki, obejmuje tak naprawdę tylko inspekcje budynków szkół oraz materiałów zawartych w podręcznikach. W myśl zasady: nauczaj mniej, ucz się więcej, liczba zadań domowych jest ograniczana do minimum, przy jednoczesnym kładzeniu nacisku na bogatą ofertę zajęć pozalekcyjnych i kół zainteresowań. Ponadto Finowie wierzą w rolę, jaką odgrywa sport, dlatego aż dwie trzecie uczniów uprawia go, przynależąc do klubów sportowych. Ciężko wyobrazić sobie, żeby przeciętny polski uczeń mógł sobie pozwolić na tyle czasu poświęcanego rozwijaniu swoich zainteresowań. Jeśli nawet tak jest, to odbywa się często kosztem pozostałych przedmiotów. Podczas gdy w Polsce na każdym etapie edukacji przygotowywani jesteśmy do testów standaryzowanych, Finowie stawiają na ocenianie uczniów w sposób opisowy. I mimo, że obraz szkół bez egzaminów i sprawdzianów wydaje się być surrealistyczny, to jednak fiński system szkolnictwa udowadnia, że jest to możliwe. Bardzo dobre wyniki, jakie Finowie zdobywają w międzynarodowym egzaminie umiejętności uczniów PISA, to zaledwie jeden z dowodów na skuteczność fińskiego systemu szkolnictwa. 

Steve Jobs nie skończył studiów, czyli o tym dlaczego ty jednak powinieneś to zrobić.

Dzieci idące niedługo do klasy pierwszej, przejdą na emeryturę w 2086 r. W dobie rewolucji technologicznej oraz problemów, z jakimi będzie trzeba się za jakiś czas zmierzyć, ciężko nie dziwić się, że zarówno rodzice, jak i młodzi ludzie, są pełni obaw dotyczących przyszłego rynku pracy. Mówi się, żeby podczas planowania ścieżki edukacyjnej brać pod uwagę nie tylko swoje zainteresowania, ale również przyszły popyt na danych specjalistów. Czy jest jednak realne, by przewidzieć, jak będzie wyglądał świat za dwadzieścia lat? Warto byłoby zapewnić młodych ludzi, że wybór kierunku nie jest ani wiążący, ani tak ważny, jak próbuje nam to wmówić społeczeństwo. Chyba, że ktoś chce wykonywać zawód, do którego niezbędne jest posiadanie konkretnego dyplomu i kwalifikacji. Duża część osób nie będzie miała pewności, co chce w życiu robić i bardzo prawdopodobne, że nawet po obronie pracy licencjackiej czy magisterskiej nadal nie będą wiedzieć.  Nie ma w tym nic zaskakującego. W tym przypadku często powtarzane słowa= człowiek uczy się przez całe życie, powinny raczej dodawać otuchy, niż dołować. Zawsze bowiem będzie szansa na przekwalifikowanie się, zainwestowanie w dodatkowe kursy i szkolenia, czy wybór następnego kierunku kształcenia. Nie chodzi też o to, by przy najmniejszej porażce i uczuciu zniechęcenia, rezygnować z nauki. W momentach braku motywacji należy pamiętać, że studia to tylko jakaś część naszego życia, z której możemy wynieść znacznie więcej niż sam papierek. Niemal z każdego kierunku studiów wyniesiemy umiejętności typu: korzystanie ze źródeł, ich selekcja, organizacja pracy i czasu, a także współpraca z ludźmi. Natomiast angażowanie się we współpracę z różnymi organizacjami studenckimi, na pewno wzbogaci twoje doświadczenie. 

A więc, czego nie powiedzą ci na studiach?

Jest duże prawdopodobieństwo, że nie będziesz pracować w zawodzie związanym z ukończonym kierunkiem studiów. Ale nadal najprawdopodobniej nigdy nie usłyszysz na sali wykładowej, że to czego się teraz uczysz, raczej nie przyda ci się w życiu.  Nie jest winą uczniów i studentów, że zostali wepchnięci w pewne schematy i przymuszeni do uczenia się rzeczy, które ich nie interesują. I choć da się zauważyć, że ludzie czują się czasami zawstydzeni, gdy są pytani o to, dlaczego nie pracują w wyuczonym zawodzie, to może powinien to być raczej powód do dumy niż do wstydu. Osoby te mają często dużo zapału i chęci, są ambitne i pracowite, nie poprzestały na ukończeniu jednego kierunku studiów. Inną przyczyną jest to, że nie czekają na przysłowiową gwiazdkę z nieba. Nie znajdując zatrudnienia, wiedzą, że trzeba się przekwalifikować, więc rozpoczynają kolejne studia. Spora grupa absolwentów ma więcej niż  jeden dyplom. Inna część młodych ludzi  wykazuje się odwagą, inwestując swój czas i pieniądze w działalność, która nie wymaga od nich posiadania wyższego wykształcenia. W końcu ciężko jest postawić na swoim, gdy od małego wpaja się ludziom, że nawet nie ukończenie studiów, ale wybór dobrego zawodu jest jedynym gwarantem sukcesu na rynku pracy. Sukcesem jest odpowiednie podejście do życia. Zaangażowany pracownik, dobrze wykonujący swoją pracę, jest na ogół doceniany przez pracodawcę. Z drugiej strony należy pamiętać o wciąż aktualnych słowach Konfucjusza: Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w twoim życiu”. 

Jak będę dorosły, to zostanę YouTuberem 

„Kim chcesz być, jak dorośniesz?” to z pozoru błahe pytanie, często zadawane małym dzieciom, które, podobnie jak ich rodzice, ekscytują się tym, co może przynieść im przyszłość. Amerykański psycholog, autor książek i profesor Wharton School na University of Pennsylvania, Adam Grant apeluje, że to pytanie może negatywnie wpływać na nastawienie młodych ludzi do pracy. Rodzice i nauczyciele powinni być świadomi, że ta materia może wzbudzać w uczniach poczucie zdezorientowania i zagubienia. Dziecko odnosi wrażenie, że dobra odpowiedź jest tylko jedna oraz że ma tylko jedną szansę, by mądrze wybrać pisze nauczyciel akademicki, sugerując, że należałoby pytać dzieci „jacy chcą być, gdy dorosną?”. Młodzież od najmłodszych lat powinna być kształtowana w poczuciu, że to jacy będą jest ważniejsze od ich przyszłej tożsamości zawodowej. Kiedy ludzie postrzegają pracę, jako coś co robią, a nie kim się stają, to bardziej otwierają się na odkrywanie różnych możliwości. Wybór kariery nie jest wyborem ostatecznym. Niewykluczone jest, że jeszcze nawet nie istnieje Twój wymarzony zawód. Stare gałęzie przemysłu znikają w zawrotnym tempie, a w ich miejscu pojawiają się całkowicie nowe perspektywy zawodowe. Jeszcze nie tak dawno nie istniały takie firmy jak Google, Uber, czy Instagram, które dziś dają pracę setkom tysięcy osób na świecie. Na studiach nie powiedzą ci, że prawdopodobnie uczysz się rzeczy, które Ci się nie przydadzą, bo jeszcze nie odkryłeś swojego powołania. Nie ma jednego przepisu sukcesu, bo gdyby taki istniał, każdy z nas miałby satysfakcjonującą i dobrze płatną pracę. Warto jednak dać sobie przestrzeń na poszukiwania i ciągłe próbowanie nowych rzeczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *