Ecco2K – PXE

Recenzja EP-ki PXE Ecco2K wydanej przez YEAR0001.

Tekst: Jakub Kołodziej

Minęły prawie dwa lata, odkąd Ecco2k wydał swój debiutancki album – eksperymentalny, a zarazem stylistycznie spójny zbiór dwunastu utworów eksplorujących najgłębsze zakamarki duszy artysty, nazwany po prostu E. Zimne, futurystyczne melodie oraz płynący na nich androginiczny wokal sprawiły, że szwedzki muzyk niespodziewanie skradł serca nie tylko fanów ambient popu, ale również cloud rapu. Nie można w końcu zapomnieć, że Ecco2k jest członkiem ikonicznej grupy zwanej Drain Gangiem, zakorzenionej w drugim spośród wymienionych powyżej gatunków. Fanom nie pozostało zatem nic innego, jak czekać na kontynuację tego nadzwyczaj oryginalnego projektu.

Ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy omawiana w tym tekście EP-ka jest jedynie efektem ubocznym pandemicznej izolacji, czy może jednak czymś planowanym od dłuższego czasu. Na całokształt PXE składa się kilka niezwykle zróżnicowanych piosenek, niemających aż tak wiele wspólnego z poprzednim albumem artysty, jak można było na początku przypuszczać. Warstwa dźwiękowa przywodzi na myśl raczej starsze nagrania Yvesa Tumora ze sporą domieszką pozornie losowych glitchów i synthów, aniżeli stonowane brzmienie utworów z E. Po minutowym intro, w którym Ecco zaskakuje słuchacza kolażem elektronicznych dźwięków i odległym, przerywanym co chwilę głosem, nadchodzi pora na In The Flesh, czyli najbardziej tradycyjny w swojej konstrukcji utwór. Zawiera on refren i trzy różne zwrotki, czego na próżno szukać w prawie wszystkich innych piosenkach tego wykonawcy. Jalouse natomiast rozpoczyna akustyczna gitara, której akompaniuje pojawiający się stopniowo biały szum i coraz wyraźniejsze zniekształcenia. Brzmi wystarczająco zwariowanie? Jeśli nie, to wspomnę tylko, że No***’s Song brzmi jakby 100 gecs dostali za zadanie stworzenie nieco wolniejszej piosenki do gry Terraria. Pod wieloma warstwami komputerowo wygenerowanych melodii kryje się wokal, któremu należy poświęcić trochę uwagi. Ecco porusza ważne dla niego tematy, takie jak depersonalizacja, szukanie prawdziwego „ja” i zazdrość spowodowana sukcesem innych ludzi. Szkoda tylko, że niejednokrotnie musiałem sprawdzać tekst w internecie, gdyż jest on zwyczajnie zagłuszany dźwiękiem.

Tak czy inaczej, jestem pod wrażeniem mnogości pomysłów, które udało się skondensować artyście w zaledwie dziesięciu minutach. Warto podkreślić słowo-klucz, czyli „pomysły”. W większości przypadków utwory kończą się zdecydowanie za szybko bądź sprawiają wrażenie, że czegoś w nich brakuje. Mimo to, z niecierpliwością czekam na drugi, pełnoprawny album Ecco2k, który (mam nadzieję) będzie równie dobry jak jego poprzednik

Ocena: 7/10