PRO8L3M – Fight Club

Recenzja albumu Fight Club PRO8L3M wydanego przez 2020.

Tekst: Aleksandra Hyrycz 

Po bardzo dobrym Art Brut 2 fani Pro8l3mu z niecierpliwością wyczekiwali nowych projektów zespołu. Poprzeczka zawieszona była niesamowicie wysoko, a każda wiadomość o kolejnej płycie budziła wiele emocji. Pytanie brzmi: czy cierpliwość się opłaciła?

30 marca 2021 r. ukazał się najdziwniejszy dotychczas album Pro8l3mu. Jedyny, który do wyrobienia sobie o nim zdania wymagał ode mnie kilkunastu przesłuchań. Oskar i Steez zdecydowali się wprowadzić do swoich utworów potężny powiew świeżości, angażując do nagrań wielu gości. Fight Club brzmi trochę jak próba odejścia od nieeleganckiego, ulicznego stylu, który słyszymy na poprzednich krążkach i który bardzo się sprawdzał. To, co finalnie ukazało się na płycie, stanowi albo podkręcenie klimatu poprzednich utworów, albo odejście od takiej koncepcji w ogóle. Na przykład Animal Planet, które moim zdaniem jest najgorszym utworem na całej płycie – tu undergroundowy styl jest przerysowany, brzmi wprost groteskowo i karykaturalnie. Z drugiej strony na krążku znalazł się chociażby Żar, gdzie zamiast wulgarnego klimatu pobrzmiewa melancholijny głos Moniki Brodki.

Zaryzykuję stwierdzenie, że głównym problemem Fight Clubu jest liczba gości na krążku. Słyszymy kilka naprawdę dobrych kawałków z udziałem innych artystów, które można odtwarzać w kółko (na przykład GeForce, gdzie sam beat jest niezwykle hipnotyzujący), ale ogólnie bardzo trudno słuchało mi się całej płyty. Najmocniejsze momenty albumu to te, na których możemy usłyszeć Pro8l3m bez żadnych gości. Warto tutaj wspomnieć chociażby o ujmującym V, które w ciekawy sposób porusza temat obojętności na potrzeby drugiego człowieka. Jednym z przyjemniejszych kawałków jest także Freon, ale w ogóle nie słyszę tu charakterystycznego stylu Oskara i Steeza. Właśnie ten brak klimatu stanowi to, na co zwróciłam największą uwagę podczas analizy albumu – wyprodukowano kilka niezłych utworów które nie zawierają w sobie nic z tego, co jest najbardziej wyjątkowe w twórczości Pro8l3mu.

Jako ortodoksyjna fanka zespołu nie mogę powiedzieć, że album przypadł mi do gustu, jestem wręcz mocno zawiedziona. Liczyłam na kolejne zanurzenie w intensywnym klimacie Pro8l3mu, podczas gdy zderzenie z finalnym produktem było niezbyt przyjemnym zaskoczeniem. Między utworami na Fight Clubie gdzieś zaginęło to, za co kocham zespół: unikalny, jednocześnie teatralny i autentyczny charakter samej kreacji. Nie chodzi o to, że nie chciałam przyjąć innej koncepcji, po prostu uważam że Oskar i Steez potrafią zrobić dużo lepszą muzykę niż to, co usłyszałam na najnowszym albumie.

Ocena: 4/10