Romansidła – czyli jak zmienić świat

Bestsellerowe czytadła dla pań. Bajki o księciu na białym koniu i miłości aż po grób. Śmiejemy się z nich i wytykamy nierealistyczność, ale kiedyś niepokój wywoływała sama myśl o kobiecie czytającej romanse.

Tekst: Anna Cybulska

Chyba nie trzeba nikomu udowadniać, że czytanie to dużo więcej niż przesuwanie wzrokiem po kartce. Jeśli dodać do tego dużo wolnego czasu i brak dostępu do Netflixa, chwila z książką mogła diametralnie – bez żartów! – zmienić życie, zwłaszcza, gdy jedyną rozrywką były przyjęcia, niedzielna msza, haftowanie i, owszem, czytanie, ale modlitewnika. Sama myśl o kobiecie spędzającej samotnie czas na lekturze, gdy mogłaby w tym czasie gawędzić o pogodzie z rodziną lub kandydatem na męża, musiała wydawać się niepokojąca. Bardzo dobrze oddaje to scena z Hamleta, gdy ojciec wciska Ofelii do rąk książeczkę do nabożeństwa, która miała usprawiedliwiać fakt, że niezamężna młoda kobieta przechadza się bez towarzystwa po korytarzu… Zatem nie dziwi już tak bardzo XVIII-wieczna krytyka czytania romansów przez kobiety.

Czytam, więc myślę

W Żonie modnej Krasicki stworzył obraz kobiety, która być może pierwszy raz w literaturze polskiej mówi: A ja sobie rozmyślam pomiędzy cyprysy nad nieszczęściem Pameli albo Heloisy. To, że białogłowa zajmuje się myśleniem i do tego nad losem nie postaci biblijnych, a fikcyjnych i jeszcze kobiecych miało bardzo duże znaczenie. Przenieśmy się do XVIII-wiecznych salonów. Tysiące Polek pochyla się nad kartami romantycznych powieści i współczuje ich bohaterkom. Czytają o szaleńczej miłości, jakby była sensem życia. Niewątpliwie wszystko to jest bardzo sentymentalne, okraszone łkaniem i serią „achów i ochów”. Jednocześnie po raz pierwszy mowa nie o wojnach, honorze, obowiązkach państwowych, ale o uczuciach przeżywanych przez kobietę. W ten sposób Heloiza i Pamela stają się reprezentantkami – a może idolkami – prawdopodobnie ogromnej liczby czytelniczek, które zyskały w końcu czułe, chociaż fikcyjne, przyjaciółki.

Romanse przyjemne i pożyteczne

Pod wpływem XVIII-wiecznych romansów kobieta zaczyna spędzać dużo czasu na czytaniu i rozmyślaniu. Zastanawia się nad losem ulubionych bohaterek, ale i nad swoim życiem. Zaczyna nazywać swoje emocje i potrzeby. Tak budzi się kobieca psychika. A wypełniona romantycznymi lekturami głowa marzy przede wszystkim o prawdziwej miłości. Jednak wybrany przez rodziców kilkukrotnie starszy kandydat na męża w żaden sposób nie wywołuje w czytelniczce Nowej Heloizy porywów serca. Dlatego zaczyna sprzeciwiać się swoim opiekunom, żądając swobody wyboru narzeczonego. Na drodze emancypacji to już poważny krok.

Od czytelniczki do pisarki

W życiu XVIII czy XIX-wiecznej szlachcianki nie działo się zbyt dużo. Dlatego też każda przeczytana książka zasługiwała na jej zrecenzowanie w liście do siostry, matki czy dzieci. Zaaferowana czytelniczka stawała się zatem krytyczką literacką. Chociażby Salomea Słowacka w swojej epistolografii poświęca dużo miejsca na pisanie o tym, co przeczytała. Opisuje fabułę, bohaterów oraz emocje, jakie wywoływało w niej dane dzieło. Chociaż akurat matka wieszcza nie narzeka na brak rozbudowanej kobiecej perspektywy w romansach, starsza od niej Maria Wirtemberska czuje silną potrzebę napisania własnej wersji historii miłosnej. Efekt jest więcej niż zadowalający – Malwina, czyli domyślność serca podbija polskie salony. Powieść wyróżnia obecność wątku biograficznego – zarówno autorka, jak i bohaterka zostały zmuszone przez rodziców do małżeństwa. Malwina pokornie wypełnia obowiązki żony, a jej jedyną pociechą w samotności są książki – zwłaszcza romanse. To one kształtują światopogląd i wrażliwość młodej dziewczyny, jednocześnie podnosząc ją na duchu. Zapewne w rzeczywistości funkcja wielu opowieści o miłości była bardzo podobna.

Uwaga na wilki!

Pomimo wielu walorów romansów ich nadmierne czytanie miało też negatywne skutki. Przede wszystkim czytelniczki nie zawsze potrafiły odróżnić prawdę od fikcji. Na kartach powieści pełno było szlachetnych i gotowych zginąć za wybrankę serca młodzieńców. Rozbudzona wyobraźnia dziewcząt – z jednej strony naciskanych przez rodziców na jak najszybsze małżeństwo, z drugiej ogarniętych marzeniem o namiętnym uczuciu – nie zawsze szła w parze ze zdrowym rozsądkiem. Stąd bajka o Czerwonym Kapturku w oryginalnej wersji Charlesa Perraulta przestrzega przed wilkami czyhającymi na niewinne panienki. Kierowane podobnymi motywacjami XIX-wieczne pisarki zamiast o romantycznej miłości, znacznie częściej pisały o rozwianych nadziejach i złudzeniach. Chociażby Jane Austen gra z utartymi schematami fabularnymi romansów, a bohaterów rodem z kart książek siejących złudne wyobrażenia ośmiesza i rujnuje w oczach swoich inteligentnych i oczytanych kobiecych postaci. Dlatego w słynnym dziele Duma i uprzedzenie Elizabeth Bennet wybiera dumnego, acz stonowanego pana Darcy’ego, a nie czarującego, ale beztroskiego Wickhama. Nie da się też nie zauważyć, jak krytycznie pisarka konstruuje matrony. Zazwyczaj są to wścibskie i zainteresowane jedynie jak najszybszym wydaniem córki za mąż panie. Popularność książek Austen pozwala domniemywać, że proponowane przez nie wzorce znajdowały posłuch u młodych czytelniczek.

Stereotypy i… ciało na wolności

Chociaż romans odegrał znaczącą rolę w budowaniu świadomości emancypacyjnej, nie sposób nie zauważyć, ile krzywdzących stereotypów kryje się w niewinnych historiach o miłości. Bierność bohaterek i skupienie na ich wyglądzie to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Jednak nawet współczesne bestsellery o niskich walorach literackich mogą kryć w sobie coś pozytywnego. Jeśli się zastanowić, to czy tak wyśmiewana, ale jednocześnie niesamowicie popularna w Polsce książka Pięćdziesiąt twarzy Greya, nie otworzyła czasem do tej pory zamkniętych drzwi polskich sypialni? Przecież to pod wpływem fenomenu tej powieści rozgorzała dyskusja nad odtabuizowaniem cielesności, o którą romans upomina się od dawna.