Sarin w podziemiach

W książce Podziemie. Największy zamach w Tokio Haruki Murakami postanawia zmierzyć się z tematem ataku terrorystycznego o dotychczas niespotykanej skali. Przelane na kartki papieru wnioski z dziesiątek przeprowadzonych przez autora rozmów przerażają, dziwią i kreślą nowy obraz Japonii.

Tekst: Kajetan Korszeń

Zamachy terrorystyczne są zjawiskiem znanym Europejczykom od dekad – wywołują przerażenie, wyzwalają pokłady empatii w stosunku do ofiar. Te emocje trwają jednak tylko chwilę, nikną w obliczu codziennych zajęć. Kiedy 20 marca 1995 r. opary śmiercionośnego sarinu wypełniły pięć wagonów tokijskiego metra, nikt nie mógł przewidzieć, jakie konsekwencje dla japońskiego społeczeństwa przyniesie ten atak. Niemal w tym samym czasie Haruki Murakami powraca do ojczyzny i gdy zderza się w prasie z historią kobiety, której mąż stracił pracę wskutek zamachu gazowego, postanawia odkryć, dlaczego wydarzenia tego dnia potoczyły się właśnie w ten sposób.

Oddanie głosu

Haruki Murakami, w Polsce znany tylko dzięki swoim powieściom, na stronach Podziemia. Największego zamachu w Tokio jawi się jako wnikliwy reportażysta. Będąc Japończykiem, który spędził poza krajem ojczystym prawie dekadę, potrafi ze znacznie większym dystansem spojrzeć na swoich rodaków i zdefiniować trawiącą ich zbiorową traumę. Gdy po feralnym ataku gazowym media skupiły się na opisywaniu sylwetek członków sekty Ōmu Shinrikyo, Murakami w swojej książce na pierwszy plan wysunął osoby dotknięte zamachem – mające indywidualne historie, a będące w zbiorowej świadomości jedynie liczbą ofiar lub rannych. Pisze: Co wtedy robili ludzie jadący metrem? Co czuli? Co myśleli? Gdybym tylko mógł, szczegółowo opisałbym każdego pasażera z osobna […]. W znakomitej większości oddaje im głos, tylko co jakiś czas wtrącając się, by zadać dodatkowe pytanie. Postaci zamachowców używa w celach czysto technicznych – kreśląc wprowadzenie do historii kolejnej stacji metra, którą zaatakowała sekta. Mogłoby się wydawać, że kilkadziesiąt prywatnych opowieści postawionych obok siebie zdezorientuje czytelnika. Tymczasem Murakami wykonał rewelacyjną pracę, by wszystkie te opowiadania ofiar, ich rodzin czy też świadków zestawić w sposób pozwalający odkryć jedno, zbiorowe, traumatyczne przeżycie. Losy rozmówców autora przeplatają się ze sobą i nawet pomimo niespójności w detalach, niosą ze sobą ciężki bagaż emocjonalny.

Japonia obnażona

Jednym z głównych motywów, które przewijają się przez historie osób dotkniętych atakiem, jest ich stosunek do wydarzeń z 1995 r. Niektórzy wyrażają swój gniew i czekają na wyroki śmierci dla członków sekty, inni wzruszają ramionami, chcąc w końcu odciąć się od zamachu. Zdystansowanie się jednak nie jest takie łatwe – konsekwencje przyjęcia dawki silnie toksycznego gazu, jakim jest sarin, będą się ciągnąć za nimi jeszcze przez wiele lat, zarówno te fizyczne, jak i psychiczne.
Poprzez zaprezentowanie sześćdziesięciu opowieści Murakami buduje obraz zbiorowej świadomości japońskiego społeczeństwa, a także mentalności typowego tokijskiego salarymana (pracownika biurowego, który w pełni oddaje się swojej pracy zarobkowej). Udowadnia, że znalezienie się przez każdą ofiarę dokładnie w miejscu i czasie zamachu było splotem losowych przyczyn. Pozwoliło im to jednak dostrzec prawdziwe oblicze kraju. Haruki Murakami nazywa trzęsienie ziemi w Kobe, które miało miejsce dwa miesiące przed opisywanymi wydarzeniami, a także sam zamach miażdżącą przemocą. W eseju Ślepy koszmar: Dokąd zmierzamy, Japończycy? zauważa jak dwie katastrofy – jedna naturalna i druga spowodowana przez człowieka – obnażyły najgłębiej skrywane przywary japońskiego społeczeństwa. Jedną z nich jest wspominana wielokrotnie przez rozmówców autora ignorancja, z jaką spotkali się tego dnia ze strony swoich rodaków. Jej obrazem były m.in. doświadczenia ofiar ze szpitali, gdzie wykorzystywano zamach do pierwszego szerokiego badania wpływu trującego gazu na zdrowie ludzi.

W krzywym zwierciadle

W drugiej części, napisanej notabene dopiero na potrzeby wydania angielskiego, autor podejmuje rozmowę z członkami sekty Ōmu, starając się zrozumieć motywacje zarówno personalne, jak i całego ruchu religijnego. Odrzuca przyjętą przez krajowy mainstream narrację my kontra oni, dobro kontra zło. Stara się zrozumieć, jakim cudem w kraju tak rozwiniętym mógł wyrosnąć apokaliptyczny twór pod wodzą szalonego guru – Shoko Asahary. Oddając głos zamachowcom, nie zgadza się na szybkie osądzenie i zapakowanie całego incydentu do skrzyni z naklejką SPRAWY SKOŃCZONE I ZAŁATWIONE. Murakami chce udowodnić, że sekciarze są tak naprawdę lustrzanym, choć zarazem trochę krzywym odbiciem każdego obywatela.

Kraj niekwitnącej wiśni

Japonia jest prawdopodobnie jednym z najbardziej stereotypowo postrzeganych państw na świecie. Kolorowa jak kolejne animacje Studia Ghibli, różowa jak wiśnie kwitnące w centrum Tokio. Haruki Murakami w swoim reportażu rozlicza się z ojczyzną jako powracający emigrant – próbuje na nowo odkryć swój dom, zrozumieć rodaków. Bez wątpienia wychodzi mu to bardzo dobrze. Jednocześnie odkrywa karty, pokazuje prawdziwą Japonię – mroczną, obojętną na cierpienie współobywateli. Zabiera czytelnika w tytułowe podziemie japońskiej świadomości i przez całą lekturę go stamtąd nie wypuszcza.

Podziemie. Największy zamach w Tokio
Haruki Murakami
Wydawnictwo Czarne
Wołowiec, 2021
Ocena: 4,5/5