Krótki tekst o samotności

Minął ponad rok od początku pandemii, która odcięła nas od innych. Można się spodziewać, że w najbliższych latach wiele dzieł sztuki, a w tym filmy, zajmie się przedstawianiem tego fenomenu. A jak im to szło do tej pory?

Tekst: Krzysztof Zegar

Kino jest medium audiowizualnym, więc trzeba na początek zadać ważne pytanie: „jak wygląda samotność?”. Niektórzy z pewnością scharakteryzowaliby ją jako przestrzeń. Nieskończona pustynia, pełna piasku bądź śniegu. Krajobraz postapokaliptyczny (słynny Mad Max) całej ludzkości lub ten towarzyszący zagładzie rdzennych Amerykanów (którzy bohaterami filmów swojego rodzimego kontynentu bywają stosunkowo bardzo rzadko). Inni mogliby opisać jednostkę uciekającą przed seryjnym mordercą (Ósmy pasażer Nostromo raczej nie jest potencjalnym ratunkiem od samotności) bądź zmagającą się z dużo cichszym zabójcą jakim potrafi być przygniatająca fala wyrzutów sumienia (Siódmy Kontynent Michaela Haneke). A co powiedzieliby na to ludzie zajmujący się samotnością mniej lub bardziej profesjonalnie?

Kilka słów o psychologii

Psychologia najczęściej kojarzy się z psychoterapią. Jest to połączenie, którego nie da się ominąć. Opowiadanie o wszystkim i o niczym na kanapie w gabinecie wiedeńskiego doktora. Siedzimy na krześle w kółku z resztą grupy i każdy po kolei wita się z pozostałymi. Tak zdecydowana większość ludzi wyobraża sobie psychoterapię. Są jednak inne metody diagnozy oraz interwencji i to jeden z nich nam pomoże ze zrozumieniem tego, jak przedstawić samotność.
Egzystencjalna psychoterapia swoje korzenie ma w tragedii obozów koncentracyjnych II wojny światowej. Jedną z osób, która ten terror przeżyła był Viktor Frankl, zresztą dużo wcześniej korespondujący z uczniem Freuda – Alfredem Adlerem. O nieludzkich warunkach Auschwitz pisał w książce Człowiek w Poszukiwaniu Sensu. Postawił w niej tezę, że najważniejsze dla przetrwania jednostki było posiadanie meaning (sensu/znaczenia każdego dnia).
Myśl tego psychoterapeutycznego nurtu dalej rozwinął Irvin D. Yalom. Wymienił cztery podstawowe ludzkie problemy: Śmierć – lęk przed jej nieuniknionym charakterem; Wolność – odpowiedzialność za nasze życie; Brak znaczenia – z góry narzuconego, strach przed prowadzeniem życia bez celu; oraz, rozważaniom o kinowej samotności najbliższa, Izolacja egzystencjalna – fakt, że ze wszystkimi naszymi problemami egzystencjalnymi koniec końców musimy się zmierzyć sami. Izolacja jest podstawą samotności, która w czasach pandemii często zdaje się być nam o wiele bliższa niż wcześniej.

O dwóch typach

Obiektyw jest w równej mierze narzędziem prawdy, jak i mitu. Jego różna ogniskowa celująca w ten sam obiekt jest w stanie w odpowiedni sposób zniekształcić „faktyczny” kształt świata przed naszymi oczami. Mówiąc prościej – tak, aparat może dodać kilogramów, gdyż różnice najlepiej widoczne są na portretach pojedynczych osób.
Tak samo jak z ogniskową (zjawiskiem w skali mikro), tak samo i ze wszystkim, co kamera nagrała (zjawiskiem zdecydowanie w skali mikro). Nie oznacza to jednak, że samotność znajdziemy tylko w nagraniach codziennej rutyny japońskich hikikomori. Bez wątpienia byliby przykładem par excellence, jednak to jeszcze nie o nich będzie mowa. Kinematografii udało się przedstawić dwa typy samotności do tej pory: samotność mityczną i samotność egzystencjalną. Ważne by nadmienić, że te dwa pojęcia są ze sobą w dużym stopniu współzmienne i żadne z nich nie jest obiektywnie (w obydwu znaczeniach tego słowa) „prawdziwsze”. Koniec końców będzie to różnica czysto estetyczna. Ale na czym ona polega?

Samotność mityczna

Mało jest współcześnie bardziej kontrfaktualnych scenerii niż ta amerykańskiego dzikiego zachodu. The Wild West, gdzie każdy (oprócz kobiet) posiada wetknięty za pas rewolwer Colt Single Action Army, z którego strzela w zaskakująco szybkim tempie, pociągając natychmiastowo po każdym wystrzale za kurek (słynny fanning, którego nikt z praktyczną regularnością nie stosował aż do złotej epoki westernów w 1950 r.). Każdy na każdego łypie oczami, gdy wejdzie się do saloonu (które tak naprawdę przez większość końcówki XIX w. były małymi chatkami, gdzie oprócz napitki zakupić można było przystrzyżenie włosów). I wreszcie gdzie nasz, w mniejszym lub większym stopniu, samotny bohater (czy to Lone Ranger, czy The Man with No Name) walczy z bandytami reprezentującymi niekonkretne koncepty zła i „nieporządku” a od czasu do czasu może mu się zdarzyć zastrzelić kilku Indian. Właśnie. Mit samotnego podróżnika nie jest niczym nowym, jednak nie może ani zniknąć, ani ograniczyć się tylko do szerokiego grona westernów. Samotny podróżnik przemierza postapokaliptyczny świat; samotny podróżnik w kącie tawerny obserwuje nowoprzybyłych; samotny podróżnik opuszcza kolejną wioskę piętnastowiecznej Japonii. Można się nim stać w toku akcji filmu (bądź serialu). Najczęściej jest mężczyzną w średnim wieku z mniej lub bardziej tragiczną przeszłością. Trudno analizować go w kategoriach cech ludzkich, jest bardziej sylwetką niż osobą. Jeśli według filozofa Jean Paula Sartre’a u istot ludzkich egzystencja poprzedza esencję (najpierw ktoś jest a dopiero potem może się kimś stać) to uznanie postaci pokroju Harmonijki czy Człowieka bez imienia za ludzką byłoby iście olimpijskim sposobem znieważenia grożącego karą grzywny lub pozbawienia wolności. Są mitami i tak samo ich samotność jest mityczna. Nie odnosi się ona do prawdziwych realiów tylko przedstawia nam obraz, którym mamy konsumować bez większego zastanowienia. W pewnej mierze jest to oczywiście bardziej ułatwienie dla scenarzysty (postać bez rozbudowanego tła jest prostsza do napisania) niźli zamiar sprzedania fałszywej wizji. Efekt jest jednak w dużym stopniu taki sam – nieważne czy zbrodnia została popełniona z premedytacją, czy bez niej. Skrajny indywidualizm, jaki reprezentuje sobą samotność mityczna na srebrnym ekranie, może być skrajnie toksyczny. Rugged individualism. Sam sobie sędzią, ławą przysięgłych i katem. W realiach prawdziwego świata samotny podróżnik, który nie musi polegać na innych i podróżuje z jednego miejsca do drugiego, może wydawać się kuszący. Wręcz nadczłowiekiem. Lecz bardzo trudno jest stawać się nadczłowiekiem jeśli nigdy nie było się ludzkim.

Samotność egzystencjalna

Niemożliwe jest przedstawienie czystej samotności mitycznej. Najczęściej przeplata się ona z samotnością stojącą zdecydowanie po stronie egzystencji przed esencją, czyli samotnością egzystencjalną. Każdy z nas boryka się z nieunikalnym faktem, że koniec końców ja jestem odpowiedzialny za siebie, ale także, że tylko ja doświadczam swoje bycie. Może to brzmi jak skrajny truizm albo wręcz naukowa niepotrzebna komplikacja czegoś oczywistego. Jednak w czasach trwającej od ponad roku pandemii coraz trudniej jest ignorować podstawowe pytania egzystencjalne, z którymi tylko my jako jednostki się spotkamy.
W mojej skromnej opinii, w żaden sposób niemotywowanej jakimikolwiek nastrojami patriotycznymi, najlepszym przedstawieniem samotności egzystencjalnej na srebrnym ekranie jest dzieło Krzysztofa Kieślowskiego z 1993 r. czyli Trzy Kolory: Niebieski. I naprawdę trudno mi odpowiednio się wytłumaczyć z mojej autorytarnej opinii. Jeśli cokolwiek powinien potencjalny czytelnik wynieść z tego tekstu to bez wątpienia moją usilną prośbę, by poświęcić swój czas na obejrzenie Trois Couleurs: Bleu przynajmniej raz w życiu. Bardzo nie chcę zdradzać jego fabuły, idealnie oddającej samotność egzystencjalną. Film opowiada historię kobiety, która w wypadku straciła swoją rodzinę i robi wszystko, by osunąć się w samotność, jednak nie jest w stanie. Została jej uświadomiona realność jest egzystencjalnej indywidualności. Nie jest podróżnikiem, bardziej pasażerem. Wrodzona empatia sprawia, że nie jest w stanie nie pomóc osobie w potrzebie. Nawet gdy wszyscy dookoła są gotowi ją potępić. Nigdy nie wygrywa z samotnością. Uczy się z nią żyć. Bliżej jej do postaci Ethana zagranego przez Johna Wayne’a z westernu The Searchers, u którego stanie się samotnym podróżnikiem było usprawiedliwieniem życia po tragedii. I który zmierza ku horyzontowi nie do końca triumfalnie i samotnie.

Żeby nie było za prosto i za smutno

Z powyższych zdań wyłania się przygnębiający obraz. Wszyscy jesteśmy skazani na samotność z racji naszej egzystencji, a bezproblemowe życie z nią jest co najwyżej mitem. Jednak ten obraz nie może być postrzegany jako obiektywny. Kwestia osobistej ogniskowej. To spojrzenie skupiło się na jednostkach, a ludzi na świecie jest miliardy. W dzisiejszych czasach, gdy przeżywamy wiele rzeczy zdalnie, samotność daje o sobie znać. Prędzej można powiedzieć, że siedzimy sami na zajęciach otoczeni kwadracikami z obrazem innych osób, jeśli nie z samymi czarnymi prostokącikami. Jedną z najgorszych rzeczy jaka mogłaby się teraz wydarzyć to ulegnięcie samotności mitycznej, stworzonej dla prostej ucieczki przed trudną rzeczywistością. Jesteśmy ludźmi. Ważne, zwłaszcza teraz, aby pamiętać o innych. Egzystencji nie doświadczymy z kimś, ale zawsze możemy obok kogoś. Na odpowiedni półtorametrowy dystans, jeśli nie jesteśmy pewni jego stanu zdrowotnego.