Spisani na straty

Jest najcięższą formą wykluczenia społecznego, obiektem stereotypizacji. Stygmatyzowany przez społeczeństwo i media, ignorowany przez władze publiczne kryzys bezdomności nadal uniemożliwia normalne funkcjonowanie ponad 30 tys. osobom w polskim społeczeństwie.

Tekst: Aleksandra Sojka            Zdjęcia: Karolina Gos

Bezdomność ma wiele twarzy, ale każda z nich to twarz człowieka. Tymi słowami stowarzyszenie Monar podsumowuje Dzień Ludzi Bezdomnych, obchodzony 14 kwietnia, mający zwrócić uwagę na problemy takich osób, a tych jest niemało. Człowiek, którego (względnie) dotyczy trwała sytuacja pozbawienia dachu nad głową, funkcjonuje w końcu bez miejsca, w którym może schronić się przed trudnościami. Przeciwdziałanie bezdomności jest w teorii umieszczone wysoko w hierarchii obowiązków władz publicznych. Świadczą o tym m.in. art. 75 Konstytucji, art. 25 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, art. 11 Międzynarodowego Paktu Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych oraz art. 30 i 31 Europejskiej Karty Społecznej. Dlaczego więc tak wiele osób wciąż pozostaje bez dachu nad głową?

Niemały problem 

Na portalu gov.pl można przeczytać o wynikach Ogólnopolskiego badania liczby osób bezdomnych. Było ono koordynowane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej i miało na celu pokazanie nie tylko skali problemu, lecz także miejsc, w których najczęściej przebywają osoby bezdomne; okoliczności, w jakich dana osoba znalazła się w tym kryzysie oraz takich informacji jak wiek, wykształcenie, źródła dochodu i czas pozostawania w takiej sytuacji. W edycji z 2019 r. zdiagnozowano ponad 30 tys. osób bez stałego miejsca zamieszkania. Z jednej strony ogromna liczba wprawia w poczucie beznadziei, z drugiej można cieszyć się z tego, że spadła w porównaniu do 2018 r. o 9 proc. Większość (ponad 80 proc.) to mężczyźni.

Mimo powagi problemu powszechnie uznaje się go za taki, którego nie sposób rozwiązać. Społeczeństwo pogodziło się z tym, że tak po prostu jest, a hasło jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz jest powszechnie akceptowanym wytłumaczeniem zjawiska.

Jesteś kowalem swojego losu i inne kłamstwa 

Społeczność Pragi-Północ pokazała swoją wrażliwość, gdy pojawiły się informacje o inwestycji Praskie Centrum RE-START. Placówka ma znajdować się przy Szpitalu Praskim i działać na trzech polach. Po pierwsze, ma wspierać seniorów, oferując im rehabilitację, terapię, zajęcia śpiewu czy gimnastyki. Z drugiej strony ma być to również schronisko dla osób bezdomnych, do którego będą mogły się udać po pobycie w szpitalu, mając jednocześnie zapewnione usługi opiekuńcze. Trzeci obszar to poradnia dla osób uzależnionych. Gdy informacja o inwestycji została opublikowana, na praskich grupach facebookowych zawrzało. Pojawiły się głosy zmartwionych mieszkańców, którzy w trosce o bezpieczeństwo dzielnicy nie chcieli dopuścić do tego, by przyciągała osoby wykluczone społecznie. Jednak Urząd m.st. Warszawy na swojej stronie informuje: dotychczasowe doświadczenia wskazują, że w przypadku placówek dla osób w kryzysie bezdomności nie stwierdza się nasilenia interwencji policji. Niektórzy jednak martwią się o estetykę dzielnicy. Nie ma się co dziwić, w końcu bezdomni i bezdomność budzą obawy. Wynika to z głęboko zakorzenionych stereotypów ich dotyczących. Przecież takie osoby są leniwe, same zapracowały sobie na ten los, są pijakami i często śmierdzą. Bardzo łatwo jest oceniać czyjś zapał do pracy “na chłopski, zdrowy rozum”. Trudno natomiast uwierzyć w sploty niesprzyjających okoliczności, a przysłowiowe mierzenie wszystkich własną miarą jest dla nas tak naturalne i intuicyjne, że przestajemy się zastanawiać nad innymi opcjami. Sławomir Mentzen na swoim Twitterze, obserwowanym przez ponad 84 tys. użytkowników, podsumowuje osoby, które nie mogą sobie pozwolić na mieszkanie: Brutalna prawda jest taka, że trzeba było się uczyć, pracować i oszczędzać. Wpis zalała fala krytyki, jednak ten toksyczny mit przenika obecną rzeczywistość. Ta mantra gości na ustach większości osób, które odniosły sukces. Ich historie pomijają kluczowy składnik powodzenia – szczęście. I nie ma w tym nic zaskakującego: kiedy ludzie patrzą wstecz na swoje życie, lepiej pamiętają ciężką pracę niż przypadkowe wydarzenia. Ma to związek z efektem pewności wstecznej, który jest jednym z podstawowych błędów poznawczych. Innymi wartymi uwagi aspektami w kontekście bezdomności są fenomen sprawiedliwego świata czy podstawowy błąd atrybucji. Ten pierwszy sprawia, że wierzymy, że ludzie zasługują na nieszczęścia, które ich spotykają. Drugi natomiast polega na ocenie efektów pracy danej osoby na podstawie zdolności i cech charakteru, ignorując przy tym czynniki zewnętrzne. Prawdopodobnie jest to efekt automatycznego przetwarzania informacji (np. przypisania cechy do zaobserwowanego zachowania) bez konieczności analizy. Dla przykładu, widząc osobę w kryzysie bezdomności, podświadomie przychodzi do głowy wyraz „leń”. Zastanowienie się nad przyczynami tej sytuacji jest już procesem kontrolowanym i wymaga uwagi, czyli kosztuje więcej wysiłku. Takie błędy poznawcze mają ogromny wpływ na stereotypizację, która ostatecznie jest krzywdząca, bo skutkuje mniejszą chęcią pomocy. 

Niewidzialni 

A pomóc można na różne sposoby. Wiele fundacji zajmuje się tą kwestią, takich jak Fundacja Kapucyńska im. bł. Aniceta Koplińskiego. Jej celem jest wspieranie człowieka wykluczonego społecznie, a na swojej stronie działający podkreślają, że osoby bezdomne, mimo swoich trudnych doświadczeń życiowych, nadal noszą w sobie piękno i dobro. Fundacja to taka bardzo dobrze zorganizowana siatka pomocy z dużą liczbą wolontariuszy i ogromną rzeszą ludzi, którzy korzystają z tej pomocy. Przed wojną, kiedy tę działalność charytatywną rozwijał patron Domu bł. Anicet Kopliński, było to nawet kilka tysięcy osób dziennie. Dzisiaj nasz zasięg to około 500 osób. To jest wpisane w misję naszego zakonu: pomoc potrzebującym kimkolwiek by oni nie byli. – mówi br. Szymon Janowski. Oprócz różnych projektów jak jadłodajnia, fundacja skupia się na duchowości swoich podopiecznych. Chcemy zatroszczyć się o człowieka, czyli nie tylko go ubrać czy nakarmić, ale dać mu też poczucie godności. Chodzi o to, żeby te osoby pamiętały, że są człowiekiem i jaka z tego płynie wartość, której ulica czy choroba nie mogą odebrać. Pamiętam takiego Sławka, który kiedyś brał udział w wywiadzie i pani dziennikarka próbowała wyciągnąć z niego za co siedział w więzieniu, jak mu się żyło na ulicy. Sławek natomiast opowiadał tylko, jak wspaniale się czuje w naszej fundacji. W pewnym momencie powiedział, że on wie, że pani chciałaby się dowiedzieć ciekawostek o jego życiu. I powiedział tyle: jestem Sławek, dziecko Boga i to jest moja tożsamość. Zapadło mi to w pamięć, ponieważ to są właśnie te momenty, kiedy zdajemy sobie sprawę, po co działamy. Zgodnie ze słowami Papieża Franciszka to nie jest istotne, jaką ktoś ma przeszłość czy historię, ważne jest, aby niezależnie od okoliczności przyjąć takiego człowieka i pomóc mu odzyskać poczucie własnej godności. To, co jest najgorsze to według br. Szymona fakt, że społeczeństwo uznaje ich za osoby niewidzialne, za kogoś kogo należałoby usunąć z widoku, bo przeszkadza.

Młodość nie radość

Często takie poczucie godności traci się bardzo wcześnie. Według wspomnianego wcześniej badania liczby osób bezdomnych, ich wiek to najczęściej powyżej 40. roku życia. Jednak nadal około 2 tys. z nich nie obchodziło jeszcze 26. urodzin. Można powiedzieć, że nie miały nawet szansy na udowodnienie sobie czy innym, że są w stanie utrzymać pracę na wystarczająco długo, by opłacić comiesięczny czynsz. Takie osoby mogą liczyć na pomoc Fundacji Po Drugie. Młodzież, która do nas trafia, ma pewne wspólne cechy. Po pierwsze, są to osoby, które doświadczają kryzysu bezdomności. Po drugie, mało który z naszych podopiecznych ma troszczącą się o jego sytuację rodzinę. To osoby od 18. do 25. roku życia, które faktycznie doświadczają bezdomności, ale często za tym kryją się także różne inne problemy: te dotyczące zdrowia psychicznego, uzależnień, demoralizacji czy braku odpowiedniego wykształcenia. To często osoby bez doświadczenia w pracy zawodowej, które nie do końca wiedzą, jak się za taką pracę zabrać. – mówi Agnieszka Sikora, założycielka i prezeska organizacji. Bardzo często jest tak, że droga do poprawy tej sytuacji jest bardzo kręta i skomplikowana. Wśród naszych podopiecznych oczywiście zdarzają się młodzi ludzie, którzy mają wysoką motywację do tego, by przezwyciężyć kryzys. Ale niestety większość napotyka wiele barier i trudności, takich jak uzależnienia, problemy psychiczne, problemy prawne. Niektórzy z nich mają też na przykład ogromne długi, których spłacenie przekracza ich możliwości. Z jednej strony należy się cieszyć, że istnieją takie organizacje, z drugiej to pokazuje, że pomoc świadczona przez instytucje państwowe jest nieefektywna, a fundacje nie zawsze mogą wesprzeć każdego. Ta praca jest szalenie wyczerpująca i raczej bardziej dołująca niż budująca, ponieważ  osób, które rzeczywiście potrafią pokonać kryzys jest stosunkowo niewiele. Bardzo zależy nam na tym, żeby wsparcie, które młodzież może uzyskać, było adekwatne i dopasowane do potrzeb. A żeby tak było, potrzebne są środki finansowe, których nie zawsze mamy wystarczająco dużo. – podkreśla prezeska Fundacji Po Drugie. 

Nieszczęścia chodzą grupami

Badanie liczby osób bezdomnych wykazało, że najliczniejszą grupę stanowią nadal te, które pozostają w kryzysie powyżej 5 do 10 lat. Dlaczego nie potrafią sobie z nim poradzić? Czy państwowe lub lokalne inicjatywy nie są wystarczające? Chciałoby się wierzyć, że Polska osiągnęła już taki poziom rozwoju, który pozwala na wspieranie tych, którzy z różnych powodów nie mogą poradzić sobie sami. 

Przyczyny bezdomności według specjalistów w tym temacie uwarunkowane są wieloczynnikowo. Są zarówno wewnętrzne, zewnętrznie skierowane na daną osobę (np. koniunktura), jak i wynikające z polityki państwa czy lokalnego samorządu. Przykładem niezależnej od danej osoby i pochodzącej z zewnątrz może być gentryfikacja miast, czyli proces mający na celu zmianę społecznego charakteru przestrzeni. W praktyce skutkuje to wprowadzaniem się do danego obszaru osób o większym potencjale finansowym. Ma ona wprawdzie wiele zalet, ale na pewno w pewnym stopniu przyczynia się do kryzysu bezdomności.

Te różne przyczyny najczęściej warunkują się wzajemnie i tworzą pewnego rodzaju grupy problemów powiązanych: klasyczny przykład to brak środków finansowych. Może to prowadzić do konfliktów w rodzinie, które natomiast często łączą się z alkoholizmem. Wszystkie wymienione czynniki, zarówno pojedynczo, jak i w grupie uznawane są jako jedne z najczęstszych powodów kryzysu. Innymi są własny wybór, choroba psychiczna, bezrobocie. Duże znaczenie mają też cechy indywidualne jednostki, ponieważ każdy inaczej reaguje na sytuacje stresowe czy kryzysy w życiu prywatnym (np. rozwód). Przyjmuje się, że bezdomność jest wynikiem różnych, złożonych ze sobą okoliczności. Niektórzy dzielą determinanty również na cztery grupy: materialne (niedostatek finansowy, utrata pracy), rodzinne (konflikty małżeńskie, samotność, odrzucenie), osobiste (choroba psychiczna) oraz instytucjonalne (pobyt w więzieniach czy uchodźstwo). Według br. Szymona z Fundacji Kapucyńskiej dla wielu to jest taki sposób na życie, jakaś forma subkultury. Czasami to kwestia dysfunkcji człowieka lub problemu, z którym on nie jest w stanie sobie poradzić. Przyczyny często są o wiele bardziej skomplikowane, niż by się mogło wydawać. To są nagłe zdarzenia, jak utrata pracy, nieumiejętność poradzenia sobie z tym problemem, w konsekwencji bardzo często dochodzi alkohol albo choroba psychiczna. Wbrew pozorom to często ludzie z wykształceniem wyższym, artyści, osoby, które mają rodziny. 

Często problemy zaczynają się w bardzo młodym wieku. Agnieszka Sikora z Fundacji Po Drugie opowiada, że duża część podopiecznych to młodzież, która wychowywała się w placówkach: w domu dziecka, młodzieżowym ośrodku socjoterapii, młodzieżowym ośrodku wychowawczym czy w zakładzie poprawczym. Część z nich po opuszczeniu instytucji została skierowana z powrotem do swojego środowiska rodzinnego, do tego samego, które stało u podstaw problemów tych młodych ludzi. System tą młodzieżą nie zaopiekował się do końca. Są też osoby, które wychowały się w rodzinach, ale zwykle były one nimi tylko z nazwy. Kiedy nagle okazuje się, że nie mogą dalej być w swoim domu, bo nie ma tam dla nich miejsca, stają przed ogromnym wyzwaniem, z którym zwykle nie są w stanie sobie poradzić sami, potrzebują pomocy, dachu nad głową i miejsca, które będzie bezpieczne i które pozwoli im wystartować do normalnego życia. Kryzys bezdomności w przypadku młodych ludzi dotyczy więc przede wszystkich tych opuszczających placówki, ale też osób z rodzin defaworyzowanych. Według raportów NIK system usamodzielniania opuszczających placówki pieczy zastępczej jest niewydolny, skrajnie rozproszony i brakuje w nim koordynacji. Dla przykładu, Zakłady Poprawcze podlegają Ministerstwu Sprawiedliwości, Ośrodki Wychowawcze Ministerstwu Edukacji Narodowej, zasiłki Ministerstwu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, a leczenie uzależnień Ministerstwu Zdrowia. Trudno tutaj doszukiwać się zgrywających się połączeń, które miałyby zmniejszyć skalę problemu. Co więcej, według raportów NIK pomoc państwa z zakresie finansów dla np. wychowanków, opuszczających dom dziecka jest niewielka. Sprowadza się do jednorazowego świadczenia w wysokości od ok. 3 tys. do ok. 8 tys. zł oraz 500 zł miesięcznie na kontynuowanie nauki. Oznacza to, że młody człowiek, chcący kontynuować naukę w pełnym wymiarze, ma jedynie pół tysiąca złotych do wygospodarowania na opłacenie mieszkania, jedzenia, odzieży oraz wszystkiego, co potrzebne do nauki. W praktyce dodatkowo często są to osoby po wielu przejściach, tym bardziej więc nie powinny być pozostawione same sobie. 

Miało być dobrze, a wyszło…

Problem nieadekwatnego wsparcia nie tyczy się tylko młodych. Według RPO dr hab. Adama Bodnara wnioski z analizy ustaleń NIK prowadzą do stwierdzenia, że działania podejmowane przez organy administracji rządowej nie doprowadziły do stworzenia spójnego i skutecznego systemu, zapewniającego wsparcie osobom w kryzysie bezdomności. Kontrola NIK wykazała zarówno przeszkody utrudniające zgodną z prawem realizację zadań, jak i łamanie przepisów przez podmioty, które miały zapewniać bezdomnym tymczasowe schronienie. 

Sam Rzecznik wielokrotnie postulował o ustanowienie pełnomocnika rządu ds. przeciwdziałania bezdomności. Zagadnienia związane z zapewnieniem takim osobom odpowiedniej pomocy są pod nadzorem wielu różnych działów administracji rządowej, takich jak administracja publiczna, budownictwo, lokalne planowanie i zagospodarowanie przestrzenne, budżet i finanse publiczne, oświata i wychowanie, praca, sprawiedliwość, zabezpieczenia społeczne czy zdrowie. Zdaniem RPO, potrzebna jest osoba, która nadzorowałaby i koordynowała pracę tych wszystkich instytucji w kwestii bezdomności. Pozostaje mieć nadzieję, że następca Adama Bodnara będzie kontynuował dążenia w tej kwestii.

To nie jest tak, że nie ma programów pomocowych dla osób dotkniętych kryzysem. W ramach takich, jak Program wspierający rozwiązywanie problemu bezdomności oraz Pokonać bezdomność. Program pomocy osobom bezdomnym MRPiPS wydało ponad 23 mln zł do 2018 r. Niełatwo jednak ocenić ich efektywność, ponieważ resort nie monitorował ich realizacji. Kontrolą w latach 2016–2017 objęto zaledwie 1,7 proc. umów. Dodatkowo 14 z 27 mających zapewniać schronienie placówek, które zostały objęte badaniem NIK, nie spełniało standardów tego typu obiektów. A na tym nie kończą się absurdy. OPS niejednokrotnie wprawdzie zabezpieczały tymczasowe schronienie osobie potrzebującej, jednak często było one oddalone nawet o kilkaset kilometrów, ponieważ przepisy tego nie regulują. Rekord został ustanowiony przez OPS w Zarszynie, który oddelegował osobę bezdomną do placówki w odległości 643 km, na Pomorzu. Aż 95 z 585 gmin nie zabezpieczyło osobom bezdomnym żadnego rodzaju schronienia. Dodatkowo, 75 proc. z kierowników objętych badaniem nie spełniało wymagań dotyczących specjalizacji z zakresu organizacji pomocy społecznej lub stażu pracy w pomocy społecznej. Samowolka panowała również w kwestii finansów. Dla przykładu, 82 proc. organizacji pozarządowych, prowadzących schroniska pobierało opłaty bezpośrednio od skierowanych osób bezdomnych, co jest niezgodne z przepisami.

Zostań w domu

Obecna sytuacja pandemiczna nie sprzyja takim problemom. Osoby pozostające bez schronienia są szczególnie narażone na zarażenie koronawirusem przez szereg czynników, takich jak wiek, obniżona przez choroby odporność i brak możliwości izolacji. Na swojej stronie RPO Adam Bodnar podkreśla, że w sytuacji pandemii i kryzysu gospodarczego przeciwdziałanie bezdomności jest bardzo istotne, a dotychczasowe rozwiązania mogą okazać się niewystarczające. Równie ważne są kwestie monitorowania sytuacji grup zagrożonych bezdomnością, czyli na przykład osób bezrobotnych. Podobnie w instytucjach pomocy takim osobom sytuacja wygląda inaczej. Przed pandemią średnio w każdym tygodniu przychodziła do nas jedna osoba, teraz są to trzy do czterech. Młodzież straciła pracę, straciła mieszkanie, które sobie wynajmowała czy pokój, bo skończyły się środki. 

Z drugiej strony mamy paradoksalnie dobry rezultat pandemii, ponieważ dworce (gdzie można było zdobyć pieniądze na tzw. bilet i życie) są praktycznie puste i wielu młodych ludzi, którzy wcześniej radzili sobie z kryzysem bez korzystania z pomocy instytucjonalnej niejako zostało zmuszonych, żeby zgłosić się do nas czy do innych instytucji po pomoc. To jest dla nich lepsze, ponieważ mają w takiej sytuacji lepsze warunki na przykład do radzenia sobie z uzależnieniem. – komentuje Agnieszka Sikora z Fundacji po Drugie. Brat Szymon mówi o podwojeniu liczby wydawanych obiadów. Przed pandemią było to około 200 do 250. Ta liczba podwoiła się, rekordowo dochodząc do ponad 600 wydanych posiłków.  

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej 

Problem, mimo swojej skali, da się rozwiązać i są na to różne sposoby. Przede wszystkim najpierw mieszkanie. W USA, Kanadzie czy Australii ta metoda okazała się skuteczna. Jednocześnie jest ona efektywna kosztowo, ponieważ dotychczasowe sposoby (zasiłki, schroniska) pochłaniały ogromną sumę nakładów, nie przynosząc przy tym oczekiwanych rezultatów. Sposób ten sprawdził się również w Finlandii, gdzie od wdrożenia programu w 2008 r. skala bezdomności spadła prawie do zera. W ubiegłym roku program zawitał także w Polsce: w Warszawie, Wrocławiu oraz Gdańsku. Podobne zdanie ma prezeska Fundacji po Drugie: Trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś żyjąc na klatce schodowej czy w jakiejś altance był w stanie wstać codziennie rano do pracy i normalnie funkcjonować. W Fundacji wiemy, że najpierw musimy dać naszym podopiecznym dach nad głową. W Warszawie prowadzimy mieszkania treningowe. Projekt jest dofinansowany ze środków Warszawy oraz ze środków Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej. Dopiero po tym, krok po kroku, zaczynamy zagłębiać się w sytuację każdej takiej osoby i rozwikływać problemy, które są tą barierą w jej funkcjonowaniu. W zależności od przypadku ma to formę terapii uzależnień, pomocy psychologicznej, możliwości odbycia różnego rodzaju kursów zawodowych czy zdobycia kwalifikacji zawodowych itd. 

Podczas III Kongresu Praw Obywatelskich jako inne działania prewencyjne zaproponowano między innymi nagłośnienie problemu (poprzez np. zwrócenie uwagi instytucji, decydentów odpowiedzialnych za politykę społeczną, szkolnictwo, wymiar sprawiedliwości, opiekę społeczną). Kolejnym ważnym krokiem jest uwrażliwienie społeczeństwa przez kampanie społeczne. W kontekście młodzieży ważny czynnik stanowi lepsze przygotowanie i zaplanowanie procesu usamodzielnienia osób opuszczających placówki i rodziny zastępcze.

Moja i twoja nadzieja 

Innym sposobem pomocy może być wolontariat. W Warszawie są duże możliwości w tym zakresie, a fundacje często ogłaszają się na swoich stronach internetowych czy Facebooku. Warto również w miarę możliwości wspomóc takie instytucje finansowo. Zawsze to finanse będą najbardziej potrzebne. My organizujemy również różne akcje, np. kiedy zbliża się zima potrzebujemy dużo ciepłej bielizny, spodni, długich kurtek. W tej chwili nasze magazyny odzieżowe są pełne, ale to się bardzo szybko zmienia. Można wesprzeć nas również choćby nawet przez 1 proc. – mówi br. Szymon Janowski z Fundacji Kapucyńskiej. A gdy do głowy przyjdzie myśl, że takie osoby powinny umieć poradzić sobie same, warto mieć w głowie słowa Jiddu Krishnamurti: nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa.