Od zarania dziejów…

…studentom ciężko zabrać się do pracy. Praca licencjacka nie jest wyjątkiem. Może być niebezpieczne dowiedzieć się, jak idzie innym (zazwyczaj lepiej), jednak zawsze pozostaje nadzieja, że usłyszymy, że ktoś jeszcze nie zaczął.

Tekst: Julia Kieczka

Wstęp

Wstęp zawsze powinien być pisany na końcu. Ten również piszę jako ostatni i w dodatku z takim opóźnieniem, że reszta straciła już cały sens.  Niestety, biblioteki teraz nie działają. Były one dla mnie dużą motywacją do pisania pracy licencjackiej, bo mogłam wstać rano z jakimś celem, a w budynku B atmosfera sprzyja skupieniu i transowi naukowemu. W moich notatkach, które robiłam parę dni wcześniej wracając z biblio, żeby pamiętać, co potem napisać w 3po3, jest zapisane: Mam nadzieje, że na lockdown nie zamkną bibliotek, bo większość książek dostępna tylko na miejscu, a w ksero liczba stron limitowana. Teraz przyjaciół poznaje się po tym czy poratują paroma stronami tygodniowymi. Także śpieszmy się pisać teksty, bo tak szybko przestają być aktualne.

Rozdział 1

Skrzyp. Skrzyp. Moje buty zaburzają spokój i ciszę w oazie nauki. Zawsze gdy podchodzę poprosić o książkę z zapisaną karteczką (dlaczego po dwóch stronach w dwóch różnych konfiguracjach muszę zapisać numer sygnatury i moje nazwisko? Oczywiście, że się pomylę), zastanawiam się czy pani pracująca w bibliotece ma mnie już dosyć, za to że ciągle zmuszam ją do szukania kolejnych słowników ekonomii. A może generalnie jej się tam trochę nudzi i przynajmniej zapewniam jej jakiś sposób na zabicie czasu. Podaję jej karteczkę i trochę jak w niektórych kawiarniach zastanawiam się czy powinnam czekać przy ,,barze” czy odejść i czekać aż pani mi tę książkę przyniesie. Ale że nie jestem już amatorką w chodzeniu do biblioteki, wiem, że teraz pora wrócić na swoje miejsce (Skrzyp, skrzyp. Wszyscy muszą mi być wdzięczni za rozpraszanie) i czekać aż zapali się czerwona lampka wzywająca mnie do odbioru mojego zamówienia, czyli kolejnego spaceru (skrzyp). W drodze powrotnej udaje mi się nawet ustalić optymalne ustawienie stóp tak, żeby jakoś zlikwidować skrzypienie, ale przy okazji wyglądać jakbym uszkodziła sobie stopę od nagłej ilości ruchu po siedzeniu w domu. 

Rozdział 2

Czy na pewno włożyłam dobrze słuchawki? Kiedyś byłam w biblio na Koszykowej i komuś włączyła się muzyka z Harry’ego Pottera na głos. Teraz soundtrack ten kojarzy mi się ze skupieniem i pracą, więc sama mogę go włączyć, byle nie przekazywać dalej łańcuszka tego skojarzenia.

Wysyłam maila do promotora, żeby nie myślał, że gdy nie odzywam się od miesiąca, to znaczy, że nic nie robię. Bo robię, robię, tylko idzie powoli. A kiedy jeszcze dochodzi do momentu, gdy powinnam już napisać tekst do Magla, to bardzo unikam laptopa. W tych momentach w ogóle sztuka, w której nie ma słów, tylko ogląda się obrazy lub ewentualnie słucha słów innych ludzi, nagle zostaje przeze mnie doceniona. I znowu moje myśli odpłynęły od głównego zadania, a miałam udowodnić, że jedynym problemem są dla mnie przypisy.

Rozdział 3

Tutaj na pewno nigdy nie dotrę. Oczywiście, podczas pisania pierwszego rozdziału z definicjami natykałam się na miliony świetnych źródeł, które mi się przy trzeciej części przydadzą, ale moje notatki albo pogubiłam albo wylądowały one w miejscach, o których dawno już zapomniałam. Ach ci poukładani ludzie. Fajnie byłoby mieć wszystko po prostu w jednym pliku w wordzie. Ale z drugiej strony teraz też, gdy przyjdzie mi do głowy pomysł na tekst do 3po3, to zapisuję go głównie w mojej głowie albo enigmatycznymi hasłami w notatkach na telefonie. Przy pisaniu te myśli często się odnajdują, więc może będzie dobrze, może kiedyś nadejdzie lipiec.

Zakończenie

Ciekawe na jakim etapie są inni? Zastanawiałam się wcześniej jak niektórzy piszą licencjat bez chodzenia do biblioteki, ale teraz gdy sama nie będę miała takiej możliwości już nie muszę sobie tego wyobrażać.