Królewskie danse macabre

Śmierć ukochanej osoby niemal zawsze wiąże się z bólem, żalem i rozpaczą. Nie inaczej dzieje się, gdy żegnamy osobistość świata show-biznesu, w tym muzyki. Część fanów przez długi czas nie może pogodzić się z myślą, że ulubieniec nie zaśpiewa już na żywo ich ukochanej piosenki, w rytm której jeszcze niedawno bawili się na koncercie.

Tekst: Natalia Jarmul

Od śmierci na skutek pogarszającego się stanu zdrowia po samobójstwo czy nieszczęśliwy wypadek. Niezależnie od przyczyny wśród wielbicieli artysty pojawiają się osoby doszukujące się drugiego dna, zwłaszcza jeśli nagłemu i niespodziewanemu odejściu gwiazdy towarzyszyły tajemnicze okoliczności. Fani postanawiają na własną rękę rozwiązać zagadkę towarzyszącą śmierci idola. Szukają winnych, starają się połączyć najdrobniejsze fakty, tworzą teorie spiskowe, niekiedy nawet… przywracając zmarłych artystów do świata żywych. Właśnie tak – do żywych! Czy istnieje szansa, że to wszystko było wynikiem intrygi gwiazdy oraz jej najbliższego otoczenia, a śmierć została jedynie upozorowana?

Koncert odwołany?

25 czerwca 2009 r. światem wstrząsnęła wiadomość o nagłej śmierci Michaela Jacksona. Według oficjalnych doniesień zaledwie pięćdziesięcioletni muzyk zmarł na skutek nagłego zatrzymania akcji serca spowodowanego przedawkowaniem środków nasennych. W tym czasie artysta miał przygotowywać się do trasy koncertowej, która stanowiła zapowiedź jego wielkiego powrotu na scenę. Jednak zaledwie kilka godzin po śmierci piosenkarza w internecie pojawiły się pierwsze plotki mówiące o tym, że król popu wciąż żyje, a jego odejście zostało jedynie sfingowane. Dlaczego taka sytuacja miałaby w ogóle się wydarzyć? Według wyznawców owej teorii tylko w ten sposób Michael Jackson mógł bez zbędnego rozgłosu uniknąć zaplanowanych koncertów i obowiązków zawodowych, których najprawdopodobniej nie wytrzymałby zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Rzekoma ucieczka pozwoliła mu także na zakończenie nagonki dziennikarzy podsycających plotki o jego pedofilskich skłonnościach oraz uniknięcie starcia z zobowiązaniami finansowymi i pokaźnymi długami. Możemy pokusić się o stwierdzenie, że teorie spiskowe głoszące, że Jackson jedynie upozorował swoją śmierć, powracają niczym bumerang. Czy jednak są ku nim przesłanki zawierające jakieś ziarno prawdy?

Prawdziwy Thriller

Zaraz po śmierci króla popu opublikowane zostały szokujące fragmenty jego pamiętnika, w których pisał m.in.: Muszę odpocząć od tego gwaru, będę miał „zawał serca” i potem wrócę w święta albo może lepiej w Nowy Rok i będzie prawdziwy Thriller. Nic dziwnego więc, że takie słowa jedynie podsyciły niepewność fanów artysty. Za teorią spiskową ma przemawiać także wideo opublikowane w 2009 r. na platformie YouTube, na którym udokumentowano proces transportowania ciała zmarłego piosenkarza do kostnicy. Co niepokojącego możemy zobaczyć na wspomnianym nagraniu? Po przeniesieniu „zwłok” do karetki fani dostrzegli, że zaczynają się one poruszać. Wszelkie sugestie wskazujące na udział osób trzecich zostały natychmiastowo zanegowane stwierdzeniem, że było to niemożliwe, ponieważ nikt nie znajdował się w wystarczającej odległości od ciała, aby mógł to uczynić. W internecie możemy doszukać się także filmiku przedstawiającego furgonetkę koronera, z której po zaparkowaniu wyskakuje postać o sylwetce niemalże identycznej do Michaela Jacksona. Ponadto w 2016 r. owe spekulacje zyskały kolejny punkt zaczepienia – fotografię opublikowaną przez córkę artysty na jednym z portali społecznościowych, na której zdaniem niektórych widać było jej zmarłego siedem lat wcześniej ojca. Wczytując się w najrozmaitsze spekulacje, możemy natrafić na taką mówiącą, że muzyk ukrywa się pod przykrywką postaci Dave’a Dave’a. Wspomniany mężczyzna nie stanowi jedynie wymysłów teoretyków spiskowych, był on bowiem przyjacielem Michaela Jacksona, który za młodu doznał znaczących poparzeń w wyniku wrzucenia przez własnego ojca do ognia. O ich znajomości w mediach zrobiło się głośno w momencie, gdy gwiazdor postanowił zafundować Dave’owi operację niwelującą skutki nieszczęśliwego zdarzenia. Teorie spiskowe krążące wokół śmierci Michaela Jacksona wciąż znajdują zwolenników wytrwale ich broniących oraz doszukujących się na różnych obszarach śladów swojego idola. Nie poprzestają oni jednak jedynie na przedstawionych powyżej wskazówkach, tworząc przy tym wokół odejścia muzyka coraz to bardziej kontrowersyjne spekulacje.

Elvis żyje i ma się dobrze!

Po raz kolejny internauci próbują udowodnić, że to właśnie oni wiedzą najlepiej. Czego nowego możemy dowiedzieć się na stronach poświęconych teoriom spiskowym dotyczących śmierci ikon świata muzyki? Między innymi, że… król popu ukrywa się razem z Elvisem Presleyem! Chociaż Michael Jackson góruje w liczbie paranoicznych spekulacji dotyczących jego odejścia, to król rock’n’rolla wcale nie pozostaje daleko w tyle. Przez wiele lat część fanów Presleya żyła w przekonaniu, że wcale nie zmarł on w 1977 r., lecz jedynie przeprowadził się na swoją prywatną wyspę. Fanatycy wspomnianej teorii jako dowód przedstawiają m.in. błąd ortograficzny na nagrobku piosenkarza w jego drugim imieniu, pytając przy tym: Czy ojciec gwiazdora mógłby dopuścić, żeby na grobie ukochanego syna widniał tak poważny błąd?. Wielbicielom artysty udało się także dotrzeć do informacji mówiących, że Elvis na dwie godziny przed swoją śmiercią widziany był przez wiele osób, gdy kupował bilety lotnicze na nazwisko John Burrows, którym posługiwał się, gdy chciał pozostać anonimowy. Mówi się także o zniknięciu z domu piosenkarza jego dwóch ulubionych książek, które według licznych koncepcji zabrał ze sobą do swojej nowej kryjówki. Wiernych fanatyków teorii spiskowych dotyczących śmierci króla rock’n’rolla nie były w stanie przekonać nawet oficjalnie oświadczenia medyków potwierdzające zgon Presleya. Według wielu fanów piosenkarz z powodzeniem zaplanował ucieczkę od ciążącej nad nim presji sławy. Czy więc dwaj królowie – Elvis Presley i Michael Jackson postanowili uciec na wspólne wakacje? Tego możemy się już jedynie domyślać.