Epitafium dla wolności

2 lata łagru za wezwanie do udziału w proteście, 8 lat za udział w nim i 15 za organizację. 10 tys. osób przetrzymywanych na komisariatach, tysiące kolejnych wypuszczone po godzinach bicia i tortur. Tak wygląda Rosja w trakcie jednego z największych zrywów opozycyjnych ostatnich 20 lat. Kim są ludzie skandujący Uwolnić Nawalnego? Jakie są ich pobudki? Czy mają szansę na zwycięstwo, a jeśli tak, to w jakich warunkach? 

Tekst: Natalia Sawala

17 stycznia 2021 r. Aleksiej Nawalny powrócił do Rosji z Niemiec, gdzie leczył się i rehabilitował przez pięć miesięcy po nieudanej próbie otrucia przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa (FSB). Bezpośrednio po wyjściu z samolotu został zatrzymany przez kontrolę graniczną lotniska, która chwilę później przekazała go w ręce moskiewskiej policji. Powodem zatrzymania miał być brak stawiania się opozycjonisty na codwutygodniowe kontrole w trakcie kuracji w Berlinie oraz odwieszenie dawnego wyroku z 2014 r. za rzekomą defraudację funduszy firmy Yves Rocher, zdyskwalifikowanego przez Europejski Trybunał Praw Człowieka już w 2015 r. Kilka dni po aresztowaniu Nawalnego jego organizacja (Fundacja Walki z Korupcją) opublikowała reportaż nt. ociekającego przepychem pałacu w Gelendżyku, rzekomo należącego do prezydenta Władimira Putina. Była to opowieść o prywatnej rezydencji na kaukaskim wybrzeżu Morza Czarnego z własnym lądowiskiem dla helikopterów, pałacem zimowym, amfiteatrem, oranżerią, cerkwią i budowanym boiskiem do hokeja, sfinansowanej z publicznych pieniędzy. W przeciągu pierwszych 2 dni od publikacji film obejrzało 40 milionów użytkowników. 2 lutego Nawalny został skazany na 3,5 roku więzienia, z czego ostatni rok kary może odbyć w areszcie domowym.

Szkolna hołota szukająca mocnych wrażeń 

Otrucie i aresztowanie Nawalnego wraz z opublikowanym reportażem nt. pałacu Putina zmobilizowały Rosjan do działania. Antyrządowe protesty opanowały cały kraj – od części zachodniej z flagowymi Sankt Petersburgiem i Moskwą, przez centralną i południową, po Syberię (m.in. Irkuck, Tomsk czy Nowosybirsk), gdzie mimo rekordowych -50°C, na ulice wyszło po 500–1000 osób. Razem do akcji włączyły się 123 miasta, co sprawiło, że ostatnie wydarzenia w Rosji stanowiły jedne z najszerszych we współczesnej historii kraju. Główną siłą demonstracji byli młodzi ludzie. Dla 44 proc. z nich to pierwszy protest w życiu.

Na zalążki protestów władza odpowiedziała zdecydowanie i brutalnie. Do pacyfikacji wysłała Rosgwardię – armię liczącą razem 340 tys. żołnierzy wyszkolonych specjalnie w celu tłumienia demonstracji. Podkładką dla szeroko zakrojonej akcji miała być wprowadzona w grudniu 2020 r. ustawa zakazująca zgromadzeń publicznych w obliczu walki z pandemią koronawirusa. Została ona dodatkowo dozbrojona przez ramię medialne, w zdecydowanej większości powiązane z obozem władzy, które rozpoczęło akcję publicznej dyskredytacji demonstrantów, nazywając ich szkolną hołotą ogłupioną propagandą wroga i szukającą mocnych wrażeń lub chuliganami i prowokatorami, z którymi nie sposób prowadzić dialogu. Sam Putin w rozmowach wielokrotnie pochwalał zdecydowane działania podległych mu funkcjonariuszy, mówiąc, że należy za wszelką cenę zdusić protesty narażające życie tysięcy ludzi. 

Tym samym służby siłowe dostały od prezydenta Rosji zielone światło. Uzbrojeni w pałki, gaz i tarcze z zainstalowanymi na nich paralizatorami, funkcjonariusze stosowali przemoc na ogromną skalę. Wiera Rjabickaja z redakcji The Insider opowiadała o swoim zatrzymaniu tak: Byłam na placu Powstania, filmując protestujących, którzy zablokowali drogę. Policja, OMON, złapali mnie, pobili, wciągnęli za włosy do policyjnego autobusu, kilka razy rzucając o bruk. Zdarzały się też przypadki ciągnięcia demonstrantów twarzą po ziemi, podduszania, zmuszania do klęczenia na śniegu przez długie godziny na mrozie czy wrzucania pobitych wcześniej przechodniów jeden na drugiego do policyjnych furgonetek. 

 

Siły Putina

W przeciągu 2 tygodni uwięzionych zostało tysiące ludzi. Absolutny rekord padł 31 stycznia, kiedy funkcjonariusze zatrzymali 5,7 tys. osób, często postronnych, które wyglądały jak protestujący. Dochodziło nawet do sytuacji, w których mundurowi wyciągali klientów z restauracji lub zaczepiali zwykłych przechodniów, wrzucali do furgonetek i wywozili. Areszty w Moskwie i Sankt Petersburgu szybko się przepełniły. Według informacji OWD-info (organizacji monitorującej przestrzeganie praw człowieka) doprowadziło to do incydentów, w których pobici lub nieprzytomni zatrzymani byli przetrzymywani w stłoczonych autobusach bez ogrzewania, jedzenia, wody czy możliwości skorzystania z toalety od kilkunastu do nawet 48 godzin. Gdy już udało znaleźć się dla nich celę, specjalnie blokowano im dostęp do adwokata i utrudniano przekazywanie danych na ich temat rodzinom. Zatrzymani wspominają ogromne stłoczenie w murach więzień oraz znęcanie się nad nimi przez funkcjonariuszy psychicznie i fizycznie w postaci rażenia paralizatorami, bicia czy nawet tortur. Cel opisanych wyżej działań był jeden – zastraszyć tłumy, aby nie dopuścić do zwiększenia fali publicznych wystąpień przeciwko rządowi. 

Pokaz sił ze strony funkcjonariuszy, wbrew oczekiwaniom władzy, nie wygasił jednak całkowicie protestów. Wobec tego Kreml sięgnął po dalej idące rozwiązania. Prokuratura Generalna zaczęła nazywać manifestacje zamieszkami i groziła ukaraniem odpowiedzialnych za propagowanie protestów, udział w nich bądź ich organizację odpowiednio 2, 8 lub 15 latami łagru. Wedle informacji grupy praw człowieka Agora do 1 lutego wszczęto ponad 40 spraw karnych przeciwko protestującym – większość z nich dotyczyła blokady dróg, napaści na policjantów, naruszeń zasad epidemiologicznych i organizacji nielegalnych zgromadzeń. Uczelnie usuwały ze swoich list studentów, którzy brali udział w demonstracjach. W Moskwie władze zamknęły 10 stacji metra w obrębie centrum, zabroniły wstępu na place Czerwony i Maneżowy, znajdujące się pod murami siedziby Putina, oraz zablokowały ulice prowadzące do Kremla. Wystosowano dodatkowo rekomendację do restauracji i mniejszych centrów handlowych, aby się nie otwierać, a jeśli już, to z wyłączonym wifi. W Sankt Petersburgu – drugim największym ośrodku protestujących – przestała kursować komunikacja miejska.

Nie zapomniano również o przekazie medialnym. W rosyjskiej telewizji policjanci byli pokazani jako troskliwi – można było zobaczyć obrazy funkcjonariuszy częstujących protestujących gorącą herbatą i nakładających im maseczki. Na oficjalnym kanale YouTube Komitetu Śledczego i lokalnych władz pojawiły się zaś krótkie filmiki uczestników protestów, którzy przepraszali za swoje zachowanie i odradzali udziału w „niebezpiecznych” demonstracjach. Sam Putin 25 stycznia zaplanował konferencję online ze studentami. W trakcie niej straszył ich powrotem złych lat 90. oraz przyrównywał Rosję do USA, pokazując wyższość rozwiązań rosyjskich nad zachodnimi w kontekście przywracania spokoju i poszerzania dobrobytu kraju. 

 

Rzeczywistość nie taka kolorowa

Działania podjęte przez władze ograniczyły liczebność protestów, jednak nie zdusiły ich całkowicie. Według agencji Reuters, w szczytowym momencie w kraju demonstrowało ponad 50 tys. obywateli. Tłum skandował hasła Wolność dla Nawalnego, Rosja będzie wolna, My jesteśmy władzą czy Putin won. Powodem gwałtownych wystąpień nie było bowiem samo aresztowanie Nawalnego, ale przede wszystkim rozdrażnienie zachłannością i samowolą burżujskiej elity władzy rozkradającej budżet, nieoferującej w zamian żadnych programów rozwojowych dla obywateli. Reportaż fundacji Nawalnego obudził w ludziach gniew – gniew tym większy, im mniejszą dostali oni pomoc od rządu w okresie pandemii. Prywatna willa z oranżerią i cerkwią, wyposażona w złote szczotki sedesowe zakupione za równowartość 6,2 tys. złotych przelała czarę goryczy u ludzi, których na co dzień nie stać nawet na podstawowe produkty.

Poziom nierówności w Rosji jest bowiem jednym z najwyższych na świecie. W 2019 r. 10 proc. najbogatszych posiadało tam oficjalnie aż 82 proc. prywatnego kapitału (dla porównania w Polsce ten współczynnik wynosił 52 proc., zaś w Stanach – 76 proc.). W tym samym czasie Rossat (Federalna Służba Statystyki Państwowej) wbrew zaleceniom władzy opublikowała raport nt. sytuacji rosyjskich gospodarstw domowych, w którym poinformowała, że aż 35,4 proc. z nich nie było w stanie zakupić każdemu członkowi rodziny po 2 pary butów, na zimę i lato. W dokumencie pojawiają się również informacje o tym, że 1/3 Rosjan stać wyłącznie na jedzenie (6 proc. brakowało środków nawet na to), a 53 proc. z nich nie miałoby z czego opłacić nieoczekiwanych wydatków – jak na przykład nagły zakup leków czy naprawa usterki. W 2019 r. ponad 21 mln obywateli żyło poniżej granicy ubóstwa, a z końcem 2020 r. sytuacja tylko się pogorszyła. Rosja zajęła wtedy 68. miejsce względem wielkości PKB na mieszkańca, zaś realne dochody ponownie spadły do poziomu o 12 proc. niższego od tego w 2013 r.

Putin wiecznie żywy

Pomimo pogarszającej się sytuacji ludności, prezydent Rosji dalej posiada mocny mandat zaufania u obywateli. Według Centrum Lewady w 2019 r. aż 54 proc. Rosjan widziało w Putinie idealnego kandydata na urząd w kolejnej kadencji. Poparcie dla jego osoby w listopadzie 2020 r. przyznawało 55 proc. obywateli, co stanowiło spadek z poziomu 70–80 proc., utrzymującego się w latach 2014-2018. W dalszym ciągu był to jednak wysoki wynik, zważając na negatywne zmiany ekonomiczne wywołane koronawirusem.

Dlaczego tak się dzieje? Powodów jest wiele. Pierwszym z nich jest to, że postać Putina w Rosji jest owiana pewnego rodzaju kultem. Najważniejszym jego sukcesem do dziś jest zakończenie ery lat 90. – czasów, w których uwolnienie cen doprowadziło do hiperinflacji na poziomie 3000 proc., a realne PKB spadło o ponad 40 proc. Po objęciu przez niego  stanowiska premiera i wprowadzeniu reform gospodarczych rozpoczęła się ekonomiczna stabilizacja kraju – PKB wzrastało nieprzerwanie do kryzysu w roku 2008, potem zaś ponownie nastąpiło szybkie odbicie, przerwane po raz kolejny dopiero po sankcjach Zachodu w odpowiedzi na aneksję Krymu. Aktualny prezydent Rosji stanowi więc dla ludzi pewnego rodzaju symbol tego, że przy nim u władzy w garnku znowu pojawiło się jedzenie

Ważnym elementem jest tutaj również poparcie medialne i jego pomoc w kreowaniu sylwetki lidera. Telewizja jest w Rosji bardzo popularna – aż 69 proc. Rosjan traktuje ją jako główne źródło informacji, a ufa jej 48 proc. obywateli. Niestety, 15 najpopularniejszych stacji, które ogląda około 75 proc. widzów, pozostaje pośrednio lub bezpośrednio pod kontrolą władzy. Różnorodność kanałów wspierających rząd pozwala na lepsze dopasowanie do konkretnego typu widza. Niektóre z nich są przeznaczone dla obywateli mniej wykształconych, potrzebujących jasnego i mocnego przekazu, inne zaś delikatnie budują propagandę, aby zmanipulować nieświadomego odbiorcę. Rosyjskie media mają za zadanie pokazać, że w kraju żyje się nieźle – rodzima władza co prawda popełnia małe błędy, jednak jest dobra dla ludzi i stara się im pomagać. Ten obraz jest zestawiony z wizją Zachodu nieradzącego sobie z zalewem imigrantów, rozpadającego się obyczajowo i unieruchomionego prawnie przez tzw. poprawność polityczną. W tym wszystkim Putin jest kreowany na silnego lidera niebojącego się ostrych konfrontacji, mającego na horyzoncie swoich działań przede wszystkim umocnienie międzynarodowej pozycji Rosji i poprawę dobrobytu swoich obywateli. Popierają go również aktorzy, celebryci i dziennikarze, którzy przy braku realnej konkurencji w sektorze prywatnym (największe studia telewizyjne, filmowe, radiostacje czy nawet firmy organizujące koncerty są związane z władzą) chcą w taki sposób zapewnić sobie pracę. 

Własna rzeczywistość

Przejęcie mediów daje władzy przewagę, pozwalając na wytworzenie pewnego rodzaju ułudy, w której Putin i jego środowisko stanowią wzór do naśladowania. Jedyną ostoją opozycji jest Internet. To tam blogerzy i youtuberzy demaskują prawdziwe działania elit rządzących, pokazując realną skalę oszustw i defraudacji. Nie na długo. 30 grudnia 2020 r. prezydent podpisał bowiem ustawę pozwalającą Roskomnadzorowi (państwowemu regulatorowi mediów i Internetu) na blokowanie lub spowalnianie zagranicznych zasobów, m.in. YouTube’a, Facebooka czy Twittera. Według władzy treści prezentowane przez te kanały są dyskryminujące dla rosyjskich koncernów i szerzą nieprawdę. Do 1 sierpnia 2021 r. Putin nakazał swojej administracji przygotować również listę wymagań dla zagranicznych koncernów, których niespełnienie będzie wiązać się z zablokowaniem dostępu do rosyjskiego rynku. Jednym z nich ma być zobowiązanie do otwarcia swojego przedstawicielstwa w Rosji. Pozwoli to na całkowite kontrolowanie treści w Internecie przez Kreml.

Tego typu zmiana jest jedynie uzupełnieniem poprzednich działań rządu. W mocy jest już przepis o tzw. fake newsach, na podstawie którego można ukarać każdego, kto opublikuje treść „nieprawdziwą” lub „szkodliwą” dla społeczeństwa, oraz przepis o braku szacunku wobec władzy, cenzurujący wszystkie krytyczne wobec niej informacje. Od dawna cenzurze poddawane są też dane nt. narkotyków, samobójstw czy terroryzmu. Ministerstwo Komunikacji Rosji w zeszłym roku ogłosiło również plany dot. zbudowania własnego odpowiednika Wikipedii. 

Opozycja w Rosji

Innym czynnikiem pozwalającym Putinowi pozostawać tak długo przy władzy jest jego polityka odnośnie opozycji. W zasadzie od momentu objęcia przez niego stanowiska premiera, w państwie zaostrzały się ograniczenia dla różnorodności partyjnej. Pierwszą ustawę na ten temat podpisano już w 2001 r. Od tego momentu partia, aby zostać zarejestrowana, musiała wykazać przedstawicielstwo w minimum 2-3 regionach i przeprowadzić zjazd partyjny. Ze względu na pracochłonność i kosztowność tej procedury, znacząco spadła liczba nowych partii regionalnych, reprezentujących interesy lokalnych społeczności. Kolejna zmiana przyszła rok później, kiedy ustalono, że to Ministerstwo Sprawiedliwości będzie rejestrować partie polityczne. W praktyce oznaczało to, że jeśli władza uznała, że interesy przedstawiane przez daną organizację są dla niej niewygodne, wniosek był odrzucany. Przez tę decyzję prawdziwe partie opozycyjne nie mogły funkcjonować. Największa modyfikacja nastąpiła jednak w ciągu ostatniego roku. Wtedy to w obliczu zbliżających się na jesień 2021 r. wyborów parlamentarnych rząd uchwalił, że wbrew limitom kadencyjności stanowiska prezydenta Putin ma możliwość pozostania na nim do 2036 r. W tym samym czasie znowelizowano również przepisy wyborcze, wprowadzając m.in. zaostrzenie procedur rejestracji kandydatów, rozszerzając listę przestępstw niedopuszczających do udziału w wyborach czy zawężając możliwości niezależnej obserwacji, zbierania dowodów popularnych w Rosji fałszerstw i ich nagłaśniania. W grudniu 2020 r. przyjęto dodatkowe przepisy o agentach zagranicznych, wzmacniające cenzurę w Internecie oraz inne, celujące w ograniczenie rozprzestrzeniania się pandemii, praktycznie likwidujące wolność zgromadzeń.

Wszystkie powyższe posunięcia legislacyjne zlikwidowały pluralizm myśli politycznej w Rosji. Co prawda partii opozycyjnych w Dumie (rosyjskim odpowiedniku polskiego Parlamentu) jest dosyć dużo, jednak są to organizacje, które idą ręka w rękę z władzą. Na scenie politycznej zakłada się takie mniejsze lub większe twory w celu wytworzenia ułudy demokracji i aby zmylić obywateli chcących głosować na partie opozycyjne. Według Marcina Strzyżewskiego – dziennikarza relacjonującego wydarzenia w Rosji – organizacje tego typu są tworzone na zlecenie Kremla, obsadzane przez zaufanych ludzi i kierowane tak, aby trafić do konkretnych grup obywateli. Tym partiom nigdy nie pozwala się za bardzo urosnąć, aby nie zaczęły wywierać zbyt dużego wpływu na krajan, przez co realnie nie oddziałują na politykę wewnętrzną.

Walka z opozycją bywa również bardziej bezpośrednia. Władza pozwala oczywiście na pewnego rodzaju działania opozycyjne – przede wszystkim w kontekście spraw dot. środowiska czy urbanistyki – jednak w obliczu jawnej i mocnej krytyki popartej dowodami reaguje w brutalny sposób. Lista osób zlikwidowanych przez służby jest długa. Jednymi z najbardziej znanych są: Aleksander Litwienko (2006 – otruty po wysunięciu oskarżeń pod adresem FSB o to, że stoi za serią ataków bombowych na domy w Rosji i kilkoma atakami terrorystycznymi), Anna Politkowska (2006 – otruta po doniesieniu o zbrodniach popełnionych przez wojsko w Czeczenii), Anastazja Beburowa (2008 – zastrzelona ze względu na badanie działalności grup neonazistowskich), Natalia Esmirowa (2009 – porwana i zastrzelona po zainteresowaniu się sprawą łamania praw człowieka przez rosyjskie wojska w Czeczenii), Borys Niemcow (2015 – zastrzelony jako opozycjonista mający realne szanse, aby konkurować z Putinem) czy Piotr Weziłow (2018 – otruty w odpowiedzi na śledztwo dot. morderstw dziennikarzy badających działalność rosyjskich prywatnych armii w Afryce Środkowej). Poza rozwiązaniami siłowymi, władza decyduje się na działania represyjne w postaci uporczywego śledzenia, notorycznych przeszukań, blokowania środków finansowych czy wreszcie kary aresztu lub więzienia.

Ostatnimi ofiarami działań represyjnych rządu są Aleksiej Nawalny i Siergiej Furgal.

Co dalej?

Aktualna sytuacja w Rosji jest ostrzeżeniem dla krajów ograniczających standardy demokratyczne. Rosjanom wolność słowa nie została odebrana w jednym momencie – była zabierana przez lata, kawałek po kawałku, aby finalnie stworzyć środowisko autokratyczne bez realnej opozycji, bez szeroko zakrojonego dialogu nt. przyszłości regionów i bez możliwości zaprotestowania w momencie niezgody na konkretne działania obozu władzy. Jasno pokazują to ostatnie demonstracje. W trakcie nich zamiast próby rozmowy i mediacji wybrano rozwiązania siłowe – zatrzymania, pobicia, relegacje z uczelni i inne formy represji. Kreml od lat preferuje tego typu zamordyzm i przyzwyczaja do niego ludzi poprzez specjalne przekazy medialne mówiące o nielegalnych zgromadzeniach zagrażających życiu i zdrowiu tysięcy ludzi, o bojówkach Hitlera czy o ogłupionych zachodnią propagandą agentach.

Według New York Timesa w toku ostatnich wydarzeń Aleksiej Nawalny jest wygranym. Stał się symbolem oporu, który nie boi się wszechmocnej elity władzy i który walczy z nią z podniesioną przyłbicą, pomimo świadomości negatywnych konsekwencji. Swoją nieugiętą postawą Nawalny obudził i wyprowadził na ulice tysiące ludzi, którzy pierwszy raz jawnie opowiedzieli się przeciwko represyjnemu systemowi. Niestety, w walce o lepsze jutro siły są nierówne. Aparat władzy w dzisiejszej Rosji jest bardzo szeroko rozwinięty, osiągając rozmiary 1 umundurowanego na 193 obywateli (w Stanach Zjednoczonych wskaźnik ten wynosi 1 na 252). Zaplecze prawne również nie stoi po stronie protestujących – w obliczu koronawirusa, jakby szykując się na powrót Nawalnego, rząd wprowadził szereg ustaw pozwalających na blokowanie wszelkich działań opozycyjnych.

Zmiany w Rosji, jeśli nadejdą, będą okupione ogromnym trudem i determinacją. W przypadku protestów liczących ok. 50 tysięcy obywateli, Kreml nie zmieni swojego działania, szczególnie w obliczu braku mocnego nacisku ze strony państw zachodnich. Europa i Stany Zjednoczone wydają się bowiem w ostatnich miesiącach bardziej zainteresowane sytuacją na własnym podwórku i nie podejmują żadnych kroków ingerujących w politykę wewnętrzną Rosji czy wspierających protestujących. Oczywiście, światowi przywódcy apelują o natychmiastowe uwolnienie Nawalnego, a także potępiają działania Putina, natomiast realnych decyzji dotyczących ewentualnego ukarania władz rosyjskich nie podjęto do dzisiaj. Z nadzieją patrzy się na Parlament Europejski, który od połowy stycznia apeluje o nałożenie sankcji na oligarchów i otoczenie Putina oraz domaga się wstrzymania budowy gazociągu Nord Stream 2 zwiększającego zależność Europy od dostaw energii z Rosji. Jak jednak pokazuje rozwój wydarzeń i niechęć polityków do podjęcia tego typu kroków, nadzieja jest matką głupich. Pieniądze po raz kolejny wygrywają z prawami człowieka, a Putin ponownie wychodzi z problemów obronną ręką. Spokojny, może dalej budować państwo według własnej wizji – bez swobodnej wymiany myśli, za to z jednym wodzem i jedną narracją. Państwa zachodnie, głuche na ostatnie wydarzenia, dokładają do tego swoją cegiełkę.

 

 

Aktualizacja na dzień 18.04.21.:

Lekarze poinformowali o krytycznym stanie Aleksieja. W swoich oświadczeniach wzywają Putina do wypuszczenia opozycjonisty z koloni karnej w Pokrowie w celu dalszej rehabilitacji po otruciu nowiczokiem oraz wyleczenia wykrytej ostatnio silnej niewydolności nerek. Jest ona skutkiem ponad dwutygodniowej głodówki, jaką Nawalny rozpoczął, aby wymusić na administracji ośrodka zgodę na wpuszczenie leczącego go wcześniej kardiologa. Pomimo bólów pleców, utraty czucia w nogach i ręce, wysokiej gorączki oraz trudności z oddychaniem władze uznały jego stan za zadowalający i odmówiły prośbie polityka.

Julia Nawalna po widzeniu z mężem 13.04.21 opisała to spotkanie tak:

Dzisiaj będzie o miłości. Byłam na randce. Na najlepszej randce mojego życia. Z najfajniejszym chłopakiem na świecie. Zaprosił mnie co prawda do pokoju o wymiarach 3 na 2 metry i rozmawialiśmy przez szybę, korzystając ze słuchawek telefonicznych. Ale to nie jest bardzo ważne. Bo on nadal jest tak wesoły i pełen życia.Co prawda, mówi z trudem, a od czasu do czasu musi odłożyć telefon i położyć się na stole, aby odpocząć. Mocno schudł, mocniej niż we wrześniu. Waży 76 kg przy 190 cm wzrostu. Nie dopuszczają do niego lekarza. A jest to przecież prawo każdego człowieka, prawo do wizyty lekarza. Nigdy nie widziałam, żeby skóra tak obciągała mu czaszkę, ale wiem, że się nie podda. Pisze zabawne posty na Instagramie. Ale po spotkaniu z Aleksiejem martwię się o niego jeszcze bardziej. 

Stan Nawalnego szybko się pogarsza. Lekarze apelują, że bez realnej pomocy medycznej umrze on w przeciągu kilku dni, dołączając do grona uciszonych na wieki przez putinowski reżim. Protestujmy przeciwko temu, podpisując petycję Amnesty International: https://www.amnesty.org/en/get-involved/take-action/russia-aleksei-navalny-putin-moscow/ .