Polska gra w klasy

Dlaczego osoby z klasy średniej zakładają konto na LinkedInie? Jakie przedmioty w szkole lubili członkowie klasy ludowej? Jak pańszczyznę wyjaśnia klasa wyższa? I w jaki sposób przynależność do danej klasy wpływa na nasz styl życia?

Tekst: Tomasz Dwojak
Grafiki: Martyna Borodziuk

Zwycięstwa partii politycznych odwołujących do potrzeb ludu i uznawanych za populistyczne wielu przysporzyły poważny socjologiczny ból głowy. Nie da się ukryć, że również w Polsce znaczna część społeczeństwa żyje w ogromnym politycznym dysonansie, który każdorazowo nasila się przy okazji wyborów. Motywy i działania polityków czy wyborców często interpretowane są z perspektywy, jakiej oni sami nigdy by nie przyjęli. Problem ten dotyczy także sfery społecznej: różnic w gustach, priorytetach czy stylach życia. Żyjemy w informacyjnych i klasowych bańkach.  

Dlatego warto je czasami opuścić i spojrzeć szerzej na dany problem. Zapewne nie przeorientuje to naszych poglądów, jednak pozwoli lepiej zrozumieć otaczające nas zjawiska. A to pierwszy krok do zmiany podejmowanych działań. Swoją socjologiczną wędrówkę można zacząć od poznania podziału własnego społeczeństwa według jednej z najbardziej podstawowych kategorii – klas społecznych.

Jak grać w klasy?

Na początek trochę teorii. Pierwszym badaczem, który opracował szerszą koncepcję struktury klasowej był Karol Marks. Swoją hipotezę oparł na pojęciach stosunków własności oraz wyzysku. Stosując teorię Marksa na najbardziej ogólnym poziomie, społeczeństwo można podzielić na klasę posiadaczy – kapitalistów i klasę robotniczą – proletariat. Alternatywne i krytyczne wobec dzieł Marksa podejście zaproponował Max Weber. Niemiecki socjolog rozszerzył kwestię własności o m.in. specjalistyczne kwalifikacje zawodowe. Weber porzucił jednowymiarowe spojrzenie Marksa i oprócz klas determinowanych przez status ekonomiczny wyróżnił także stany i partie opierające się kolejno na kwestiach prestiżu oraz polityki. Rozwinął także pojęcie klasy średniej, dość mgliście zarysowane u Marksa.

W badaniu klas najbardziej popularne podejścia wywodzą się od tych dwóch autorów – weberowskie, czyli polegające na postrzeganiu istnienia klas jako naturalnego zjawiska będącego konsekwencją różnic w umiejętnościach i ogólnym przystosowaniu do życia w społeczeństwie. A także marksistowskie interpretujące podziały klasowe jako element wyzysku i przemocy (ekonomicznej, symbolicznej czy w skrajnych przypadkach dosłownej, fizycznej).

Późniejsi socjologowie stopniowo rozszerzali zakres badań o kolejne elementy różnic klasowych – kwestie władzy (np. Ralf Dahrendorf) czy kapitału kulturowego znacznie rozwiniętą przez Pierre’a Bourdieu. I to właśnie przede wszystkim do koncepcji francuskiego socjologa oraz do twórczości polskich badaczy inspirujących się jego pracami (głównie Macieja Gduli i Przemysława Sadury) będę odwoływał się w tym tekście. Zastosowany zostanie podział na trzy klasy: wyższą, średnią i ludową (niższą) w oparciu o kryteria trzech typów kapitałów: ekonomicznego (majątek, dochody z pracy i jej rodzaj), społecznego (powiązania i znajomości) oraz kulturowego (wykształcenie, znajomość form sztuki oraz konwencji towarzyskich). Nazw klas postaram się używać w kontekście, który nie wartościuje moralnie. Stąd na przykład zmiana mającego raczej negatywne konotacje określenia klasa niższa na klasa ludowa.

Wszystkich czytelników, którzy poczują się urażeni opisem ich grupy i zwyczajów niestety nie będę przepraszać, ale w zamian mogę zanalizować samego siebie jako wywodzącego się z małomiasteczkowej klasy średniej i w części ludowej, a obecnie zamieszkałego w wielkim mieście przedstawiciela względnie zamożnej klasy średniej z aspiracjami do kulturowej klasy wyższej (czego dowodem ma być zapewne także ten artykuł).

Pieniądze to nie wszystko

Najbardziej podstawowym i intuicyjnym kryterium klasowych różnic jest kryterium ekonomiczne. W zależności od opracowania możemy się spotkać z różnymi klasyfikacjami odnoszącymi się do zarobków bądź posiadanego majątku. Jednym z bardziej popularnych jest podział na 50 proc. najbiedniejszych, 40 proc. średnich i 10 proc. najbogatszych. Przy czym z ostatniego fragmentu często wydziela się najwyższy 1 proc., a pozostałe 9 proc. traktuje się jako wyższą klasę średnią. Z kolei w raporcie OECD Under Pressure: The Squeezed Middle Class za średnie dochody przyjęto takie, które mieszczą się w przedziale między 75 proc. a 200 proc. mediany zarobków w danym państwie. Klasa ludowa i wyższa osiąga dochody odpowiednio poniżej i powyżej tego przedziału. 

Kluczowym aspektem jest również źródło dochodów. Podstawowe źródło utrzymania klasy ludowej i średniej stanowi praca. Klasa wyższa charakteryzuje się z kolei większymi przychodami z kapitału, czyli posiadanych bądź zainwestowanych środków (przy rozpatrywaniu tego aspektu warto wziąć pod uwagę także kwestię własności mieszkania; przychód z posiadania własnego, czyli przychód z kapitału będzie równy kosztowi alternatywnemu najmu). Jak jednak zauważa francuski ekonomista Thomas Piketty, klasa wyższa w ostatnich dziesięcioleciach przekształca się z klasy rentierów w klasę superkadr menedżerskich.

Jeśli już mowa o wykonywanych zawodach, to ich rodzaj także jest jednym z ważniejszych elementów determinujących przynależność klasową. Dla klasy ludowej typowymi zawodami będą te, które wymagają pracy fizycznej. Do tej klasy będą zaliczali się przede wszystkim robotnicy, rolnicy oraz niewykwalifikowani pracownicy sektora usług. Wśród klasy średniej i wyższej przeważać będą osoby wykonujące prace umysłowe. W przypadku klasy średniej będą to specjaliści bądź kadra menedżerska niższego szczebla (zarówno jeśli chodzi o sektor państwowy, jak i prywatny), a także m.in. drobni przedsiębiorcy czy nauczyciele. Do klasy wyższej zaliczymy za to np. kadrę menedżerską, przedstawicieli wolnych zawodów oraz artystów czy profesorów. Jak widać doskonale na przykładzie klasy wyższej, aspekt ekonomiczny nie jest jedynym, który wpływa na przynależność do danej klasy. Kluczową rolę odgrywa również poziom kapitału kulturowego czy społecznego. Bourdieu wyróżnia także dodatkowy rodzaj kapitału – kapitał symboliczny, niejako wynikający z pozostałych trzech. Wiąże się on z pojęciami takimi jak prestiż czy poważanie. Kapitał symboliczny umożliwia wpływ na systemy wartości, imaginaria, narracje danego społeczeństwa – na przykład na temat jego historii.

Wsi (nie)spokojna, wsi (nie)wesoła

Przyjęty współcześnie w analizach podział klasowy z tak wyraźną rolą klasy średniej jest czymś względnie nowym. Przez zdecydowaną większość historii polskiego państwa podział ten był właściwie dwubiegunowy, co objawiało się szczególnie w przyjętym systemie feudalnym. W zależności od sympatii klasowych istnieją dwie główne hipotezy na temat jego genezy. Zapewne część czytelników zdążyła je poznać. Gdy piszę ten artykuł, w najlepsze trwa spór między Szczepanem Twardochem a Maciejem Radziwiłłem dotyczący oceny pańszczyzny.

Pierwsza koncepcja – bardziej forsowana przez osoby związane z klasą wyższą, wyjaśnia system pańszczyźniany jako pochodną podziału społeczeństwa na tych, którzy pracują i tych, którzy zapewniają osobom pracującym bezpieczeństwo. Taki podział miał być pewnego rodzaju umową społeczną stworzoną na niepewne czasy.

Krytycy tej koncepcji podają w wątpliwość dobrowolność udziału w owym systemie wszystkich jego uczestników. Ponadto nawet jeśli uznamy to twierdzenie za przekonujące, to trudno nie zauważyć także nieproporcjonalnych zysków obu stron. I tu dochodzimy do drugiej interpretacji systemu feudalnego jako usankcjonowanego systemu wyzysku. Pańszczyzna miała prawnie regulować nierówności powstałe z użyciem przemocy – podbicia sąsiednich plemion bądź brutalnego podporządkowania sobie okolicznej ludności. Rozwój państwowości czy przyjęcie chrześcijaństwa wymogły jednak potrzebę stworzenia bardziej zawoalowanego wytłumaczenia.

Jak wskazuje Adam Leszczyński w publikacji Ludowa historia Polski, aż do XIX w. dominującym poglądem, mającym nawet status nauki, była tzw. teoria najazdu opierająca się na przekonaniu, że tereny Polski zostały podbite przez jeden z dalekich ludów, który podporządkował sobie następnie autochtoniczną ludność słowiańską. Najpopularniejszą odmianą tej hipotezy jest rzecz jasna sarmatyzm. Wedle tego przekonania polska szlachta miała wywodzić się od starożytnego wojowniczego ludu Sarmatów.

Z sarmatyzmem łączy się także inne szeroko rozpowszechnione przekonanie, tzw. przekleństwo Chama. Istnienie pańszczyzny (oraz innych systemów opartych na podporządkowaniu jednej z grup społecznych) uzasadniano opowieścią o biblijnym Chamie, synie Noego. Miał on zostać przeklęty przez ojca i skazany na bycie najniższym sługą swych braci (odsyłam do całego fragmentu z Księgi Rodzaju, ponieważ nasuwa on zaskakujące analogie z pewnym powiedzeniem, które do niedawna hulało po internecie). Według niektórych interpretacji przekleństwo Chama miało odnosić się także do jego potomków. Patrząc na historię ludzkości, nietrudno się domyśleć, jakie tereny według zwolenników tej teorii miałyby przede wszystkim zamieszkiwać osoby wywodzące się od tej postaci.

System pańszczyźniany był skrajnie represyjny dla chłopów, co dodatkowo uprawomocniały kolejne przywileje przyznawane szlachcie. Największe dokręcenie śruby przyszło wraz z przywilejem toruńskim z 1520 r., który określał pańszczyznę w wysokości nie mniej niż jeden dzień w tygodniu. Chłopi byli ponadto obarczeni dziesięciną wobec Kościoła czy czynszami za użytkowanie gruntów. Leszczyński zauważa, że system ten był tak skonstruowany, aby pozostawić chłopom jedynie niezbędne środki do przeżycia, a całą nadwyżkę przekazać w ręce uprzywilejowanej części społeczeństwa. Rzeczywisty obraz życia na wsi znacznie różnił się od idealistycznej wizji znanej chociażby z utworów Jana Kochanowskiego czy Mikołaja Reja.

Badacz dodaje również, że w celu utrzymania porządku dochodziło często do aktów przemocy. Możliwości chłopów, jeśli chodzi o dochodzenie sprawiedliwości, były rzecz jasna ograniczone z uwagi na kosztowność procesów i obsadzenie sądów przez przedstawicieli szlachty. Z takiego systemu nie dało się także swobodnie wypisać. Od mniej więcej XV–XVI w. porzucenie gospodarstwa bez wskazania następcy było uznawane za zbiegostwo, a następnie karane. W przypadku, gdy chłopu udało się uciec, zbiorowo karano całą wieś, nakazując spłatę „długu” uciekiniera.

Powszechnym zjawiskiem były akty buntu: od biernego oporu i lenistwa podczas odrabiania pańszczyzny po – w skrajnych przypadkach – powstania chłopskie z rabacją galicyjską na czele.

Pańszczyzna utrzymywała się na terenach polskich aż do XIX w. Wówczas znacznie zmieniło się także uniwersum symboliczne. Klasa wyższa porzuciła sarmacki separatyzm, co było spowodowane rozwojem myśli narodowej (warto przypomnieć, że pojęcie narodu jest w naukach społecznych terminem względnie nowym, a o samych narodach można mówić właściwie dopiero od XIX w.) i bardziej równościową wizją społeczeństwa, szczególnie po odzyskaniu niepodległości. Ponadto pojawienie się kapitalizmu wymusiło zmiany w strukturze społecznej, część szlachty zasiliła szeregi inteligencji, a chłopstwa – klasę robotniczą. Rosło również znaczenie mieszczaństwa. Choć wówczas i tak była to grupa dużo mniej liczna i znacznie mniej wpływowa niż obecna klasa średnia. A także dość zróżnicowana etnicznie.

Pomimo proegalitarnych zmian nierówności klasowe pozostawały jednak w czasach II Rzeczpospolitej ogromne. Wydarzenia, które przeorały strukturę klasową i społeczną, miały dopiero nadejść.

Rewolucja, której nie było

W publikacji Prześniona rewolucja Andrzej Leder, odwołując się do słów amerykańskiego historyka Martina Malii, wskazuje, że w dziejach narodu wielka rewolucja może zdarzyć się tylko raz. Z bardzo prozaicznego powodu – w historii danego państwa istnieje tylko jeden „stary” porządek. Po tym, jak naród podejmie próbę jego obalenia, następuje nieodwracalny przełom. Każde społeczeństwo ma zatem jedną szansę na porzucenie feudalizmu na rzecz szeroko pojętej nowoczesności. Jako przykład Leder podaje m.in. rewolucję francuską czy niemiecką jednak rozpatrywane raczej jako proces niż punkt w historii. W kontekście Francji jest to okres rozpoczynający się wydarzeniami z 1789 r. aż do przewrotu Napoleona w 1799 r. Natomiast w przypadku Niemiec – przedział od Wiosny Ludów w 1848 r. aż do upadku reżimu nazistowskiego w 1945 r. Takowe rewolucje zajmują zwykle ważne miejsce w uniwersum symbolicznym danego narodu. Polska rewolucja, którą Leder umiejscawia w latach 1939–1989 (z najważniejszym etapem trwającym między rokiem 1939 a 1956), jest natomiast według badacza nieobecna w polskim imaginarium, niejako została ona „prześpiona”. W przeciwieństwie do rewolucji we Francji czy Niemczech przyszła ona z zewnątrz. Nie jest to jednak czymś szczególnym. Przywilej przeprowadzenia rewolucji na własnych zasadach miały wyłącznie państwa będące wówczas motorem napędowym lokomotywy dziejów.

Leder zwraca uwagę na dwa kluczowe aspekty wydarzeń lat 1939–1956, które w największym stopniu przeorały stosunki społeczne i własnościowe w Polsce. Pierwszym było zniknięcie znacznej części mieszczaństwa – przede wszystkim w wyniku zagłady Żydów. Drugim – rozbicie ziemiaństwa przez komunistów na skutek reformy rolnej. W ramach dekretu PKWN wydanego w 1944 r. nastąpiło przejęcie majątków ziemskich większych niż 50 ha bądź 100 ha (w zależności od województwa), a następnie ich nacjonalizacja lub przekazanie chłopom.  

Oba procesy zostały zainicjowane przez totalitarnych sąsiadów Polski. Leder zadaje jednak ważne, choć dość trudne pytanie – na ile odbywały się one przy aprobacie polskiego społeczeństwa. Badacz przytacza tutaj koncepcję transpasywności autorstwa Slavoja Žižka polegającą na odczuwaniu poprzez inny podmiot. Gdy Inny cieszy się za mnie, to ja raduję się za pośrednictwem Innego. Gdy Inny nienawidzi za mnie, to ja nienawidzę za pośrednictwem Innego. Zatem, przekładając teorię słoweńskiego myśliciela na opisywane wydarzenia: poprzez działania Innych miały realizować się wynikające z klasowych resentymentów fantazmaty, ukryte pragnienia znacznej części polskiego społeczeństwa, która następnie w sposób bierny znacznie zyskała na przeorientowaniu relacji ekonomicznych.

Oba procesy, jakkolwiek bezdusznie by to brzmiało, umożliwiły awans społeczny wielu Polakom poprzez zajęcie nieruchomości i majątków dotychczasowego ziemiaństwa oraz żydowskich mieszczan. Fakt, że geneza współczesnej polskiej klasy średniej jest tak tragiczna, naznaczona poczuciem winy, pełna krwi i brutalności, poskutkował zdaniem Ledera wyparciem przebiegu i skutków tego procesu ze zbiorowej świadomości. 

Niech żyje kapitalizm

W czasach PRL-u klasa średnia niejako formowała się wbrew intencjom władz, których deklarowanym celem było stworzenie społeczeństwa bezklasowego poprzez emancypację klasy robotniczej. Natomiast jak celnie zauważa wielu badaczy, system komunistyczny de facto powielał nierównościowe schematy. Zamiast klasy kapitalistów-wyzyskiwaczy i robotników istniał podział na nomenklaturę partyjną i resztę społeczeństwa. Zamiast władzy wynikającej z posiadania kapitału władza wynikająca z możliwości rozdysponowywania nim w ramach organów państwowych.

Jak zauważa socjolog Maciej Gdula, zmiana orientacji klasowej władz PRL nastąpiła wraz z dojściem do władzy Edwarda Gierka. Coraz częściej zaczęto zwracać uwagę na kwestie takie jak konsumpcjonizm czy kariera zawodowa i aspiracje. Socjolog podaje tu przykład serialu Czterdziestolatek przedstawiającego perypetie inżyniera Stefana Karwowskiego, członka peerelowskiej klasy średniej, który zmaga się z takimi problemami jak organizacja czasu wolnego, kryzys małżeński czy rzucanie palenia. I jak podkreśla Gdula, w serialu problemy jednostki są pokazane jako problemy, z którymi jednostka musi się uporać sama. Kluczowa była także zmiana postrzegania robotników – z dumnych wytwórców na niezbyt rozgarniętą masę, którą należy kierować. Socjolog wskazuje, że bardzo symboliczna jest tu otwierająca scena serialu, w której główny bohater przyjeżdża na plac budowy. Robotnicy nie mogą pracować – spychacz wjechał w barak i się zakleszczył. Karwowski nie zastanawia się długo. Bierze deskę, żeby jej użyć jako dźwigni, po czym razem z robotnikami wyciąga zakleszczony spychacz.

A co w czasach PRL robiła inteligencja? Przedstawiciele klasy wyższej przejawiali różne postawy – od współpracy z nowym reżimem po działalność w opozycji. Choć należy pamiętać, że największe protesty inicjowane były przez klasę ludową, robotniczą. I co ważne ich celem nie było początkowo obalenie systemu komunistycznego, a jedynie jego korekta. Postulaty demokratyczne i wolnorynkowe pojawiły się w pełni dopiero po protestach w sierpniu 1980 r. i zaangażowaniu grupy doradców wywodzących się z inteligencji, m.in. Tadeusza Mazowieckiego czy Bronisława Geremka. Po upadku komunizmu w 1989 r. podjęto w Polsce reformy właśnie w duchu liberalnym. Doprowadziło to do znacznego rozwoju klasy średniej, której wartości uznawane są za podstawę systemu opartego na kapitalizmie i liberalnej demokracji. Co najmniej ambiwalentne podejście do podjętych reform mogą mieć za to członkowie klasy ludowej, ponieważ znaczna część z nich doświadczyła bezrobocia w wyniku powszechnego zamykania dawnych państwowych zakładów pracy.

Gdzie bywać, kogo znać

Na początku tekstu wspomniałem, że najbardziej podstawowym kryterium podziałów klasowych jest kryterium ekonomiczne. Jednak jak widać na przykładzie wydarzeń z czasów PRL-u silna pozycja klasy wyższej, inteligencji wynikała przede wszystkim z kontrolowania sfery symbolicznej oraz posiadanego kapitału kulturowego.

I to właśnie kwestia różnic w stylach życia czy, używając bardziej akademickiej terminologii, różnic w habitusach klasowych (czyli po prostu mentalności) wydaje się aspektem dużo ciekawszym i bardziej elastycznym, choć rzecz jasna zdecydowanie trudniejszym w zmierzeniu i bardziej podatnym na subiektywizm i stereotypizację. 

Ciekawą analizę klasowych stylów życia przeprowadzili wspomniani już wcześniej Gdula i Sadura w publikacji Style życia i porządek klasowy w Polsce. W jednym z rozdziałów badacze przedstawili podstawowe składniki klasowych habitusów klasy wyższej, średniej i ludowej oraz to, w jaki sposób objawiają się one w codziennym życiu.

Tym, co wyróżnia klasę wyższą, są cechy takie jak: nastawienie na czystą przyjemność, dystans i swoboda, awersja do hierarchii oraz indywidualizm. Na drugim biegunie jest klasa ludowa charakteryzowana przez praktycyzm, oszczędność, nastawienie na przyjemność zmysłową, a także szeroko rozumianą familiarność. Ostatnia z wymienionych cech kryje w sobie przymioty takie jak towarzyskość, wesołość, poufałość czy gotowość do opieki i troski.

Pomiędzy klasą wyższą a ludową lokuje się klasa średnia. Jak wskazują autorzy opracowania, jest ona rozdarta między swoimi (arystokratycznymi) aspiracjami i (ludowym) pochodzeniem. Klasa średnia w przeciwieństwie do klasy wyższej nie ma wystarczającej władzy kulturowej aby zmieniać mody i kanony, stąd skazana jest na wieczne naśladownictwo, udawanie i pretensjonalność (np. poprzez kupowanie szalików Versace na promocji w Vitkacu). Klasa średnia charakteryzuje się również zamiłowaniem do porządku, nastawieniem na awans i akumulację, co można poniekąd uznać za przejawy mechanizmów obronnych przed zdeklasowaniem i jednocześnie środki umożliwiające awans klasowy. To tyle teorii, a jak habitusy klasowe objawiają się w praktyce?

Zacznijmy od różnych podejść do pracy (tu odwołam się do analiz przeprowadzonych przez Jana Strzeleckiego). Pasja czy obowiązek? – można by zapytać niczym Centralna Komisja Edukacyjna polskich maturzystów w 2017 r.  Narracja odwołująca się do pasji czy samorozwoju pojawia się przede wszystkim w wypowiedziach przedstawicieli klasy wyższej i średniej. Przy czym przez osoby z klasy wyższej rozwój traktowany jest dużo swobodniej i pozbawiony jest aspektu presji finansowej, stąd też częste dystansowanie się od wyścigu szczurów. Odrzucenie nastawienia na robienie kariery jest typowe również dla przedstawicieli klasy ludowej. W pracy będą cenić przede wszystkim dobre relacje ze współpracownikami. Ze względu na praktycyzm członkowie klasy ludowej zazwyczaj podejmują pracę zarobkową na względnie wczesnym etapie życia (często rezygnując również z dalszej edukacji). Rzecz jasna wpływ ma tu również czynnik ekonomiczny. Z tego względu osoby należące do klasy ludowej poszukują także stabilności zatrudnienia.

Strach przed utratą pracy jest też charakterystyczny dla klasy średniej. Ma on jednak charakter bardziej aspiracyjny czy statusowy. Członkowie klasy średniej nie mają raczej oporu przed zmianą pracodawcy w przypadku, gdy taka zmiana wiąże się z awansem bądź po prostu korzystniejszymi warunkami zatrudnienia. Stąd opanowana do perfekcji sztuka konstruowania CV czy profilu na LinkedInie oraz uczestniczenie w wielu kursach doszkalających. Za to klasę wyższą problemy z zatrudnieniem dotyczą w znacznie mniejszym stopniu. Często praca znajduje ich sama m.in. z uwagi na liczne kontakty towarzyskie.

Różnice klasowe objawiają się także w tym, co przedstawiciele danej klasy robią po pracy, jakie formy przyjmuje ich kontakt z kulturą. Po raz kolejny odwołam się do prac duetu Gdula–Sadura. Tym razem do publikacji Klasowe zróżnicowanie stylów życia a stosunek do teatru. Najtrudniejszy do zbadania jest gust klasy ludowej z uwagi na jej niski udział w kulturze. Preferencje tej klasy są dość fragmentaryczne. W praktykach kulturowych może za to objawiać się familiarność polegająca na nastawieniu na wspólne wyjścia. Klasa średnia zarówno w teatrze jak i innych gałęziach sztuki szuka przede wszystkim rozrywki. Osoby z tej grupy będą zatem wybierać głównie komedie czy musicale. W przypadku klasy wyższej należy rozdzielić ją na osoby należące do niej ze względu na kapitał ekonomiczny oraz na kulturowy. Pierwsza grupa w swoich gustach w znacznym stopniu przypomina klasę średnią. A wyróżnia ją co najwyżej większa częstotliwość wizyt w teatrze, a także w operze czy filharmonii – rzadko odwiedzanych przez klasę średnią. Z kolei drugą grupę cechuje większe zamiłowanie do bardziej wymagających form sztuki oferujących wyzwania intelektualne. Przedstawiciele tej klasy będą wybierać np. awangardowe spektakle, filmy pojawiające się na festiwalach, w Cannes czy Sundance, a wśród książek oczywiście prace słynnego francuskiego introwertycznego melancholika. 

Na koniec tej części tekstu wspomnę jeszcze o różnych podejściach odnośnie do odpowiedniego stroju w teatrze. Dla członków klasy wyższej charakterystyczny będzie kompromis między swobodą, pokazaniem, że taka wizyta jest dla nich czymś powszechnym a stosownością będącą wyrazem uznania dla instytucji teatru i artystów. Osoby z klasy średniej będą za to ubierać się dużo bardziej elegancko, głównie ze względu na to, że pójście do teatru jest dla nich czymś rzadkim i wyjątkowym. Jeszcze większe przekonanie o stosowności stroju przejawiają członkowie klasy ludowej. Z tym, że jak wskazują badacze, wynika to bardziej z ich wyobrażeń na temat teatru niż doświadczeń.

Klasy i klasy

Jednym z ważniejszych czynników wpływających na strukturę klasową danego państwa jest jego system edukacji. Szkolnictwo może zarówno ułatwiać awans społeczny, jak i poprzez wysokie bariery (nie tylko finansowe) utrudniać go i reprodukować podziały. Deklarowanym kierunkiem dla współczesnych rządów funkcjonujących w demokratycznym i równościowym imaginarium jest rzecz jasna ten pierwszy. W Polsce takie podejście objawia się m.in. nieodpłatnością edukacji czy rejonizacją szkół podstawowych, która w założeniu ma zapobiec koncentracji uczniów wywodzących się z uprzywilejowanych środowisk oraz kadry nauczycielskiej o największych kompetencjach w elitarnych placówkach. Jednym z najbardziej znanych, a jednocześnie kontrowersyjnych instrumentów we współczesnej historii Polski mających na celu zmniejszenie nierówności w dostępie do edukacji były wprowadzone przez władze PRL w 1968 r. tzw. punkty za pochodzenie, czyli przyznawane przy rekrutacji na studia dodatkowe punkty dla uczniów wywodzących się z rodzin chłopskich czy robotniczych.

W praktyce jednak mimo deklarowanych działań prorównościowych różnice wynikające z przynależności do warstw społecznych są wciąż widoczne. Związane jest to także ze wspomnianym wcześniej habitusem klasowym.

Interesujące spojrzenie na klasowe style edukacyjne we współczesnej Polsce przedstawia Przemysław Sadura w publikacji Państwo, szkoła, klasy. W oparciu o koncepcje Bourdieu i przeprowadzone badania socjolog opisuje obserwacje na temat edukacyjnych habitusów klasowych w Polsce. Przy czym Sadura lekko modyfikuje podział klasowy zaproponowany przez Bourdieu, zamieniając klasę średnią i wyższą na klasę średnią niższą i średnią wyższą (klasę wyższą uważa za rodzaj nadklasy – warstwy poza strukturą klasową).

I tak członków wyższej klasy średniej ma cechować przywiązanie do nieskrępowanego rozwoju intelektualnego. Stąd częsta niechęć do systemu edukacji postrzeganego jako tłamszenie osobowości i przywiązanie do kultury akademickiej opartej na dyskusji i indywidualizmie. Osoby z niższej klasy średniej z kolei zazwyczaj dobrze wspominają wczesną edukację. Szkoła miała nagradzać cechy przypisywane klasie średniej, czyli etos pracy, skłonność do rywalizacji i dążenia do sukcesu. Sam proces edukacji ma natomiast służyć przede wszystkim uzyskaniu lepszej pozycji na rynku pracy. Członkowie klasy ludowej wspominają szkołę raczej negatywnie, dla wielu z nich kontakt ze szkolnictwem był pierwszym zetknięciem z instytucjami państwowymi i aparatem przymusu. Stąd też postrzeganie szkoły jako czegoś, co „trzeba przetrwać”. Osoby należące do tej klasy w edukacji cenią przede wszystkim aspekty związane ze wspomnianymi już familiarnością, towarzyskością i praktycyzmem, czyli np. wspólne aktywności, zajęcia wychowania fizycznego, a także przedmioty techniczne. 

Trzeba jednak dodać, że przy analizowaniu klasowych stylów edukacyjnych należy wziąć pod uwagę w jakim stopniu przyporządkowanie osoby do danej klasy wynika z posiadanego kapitału ekonomicznego, a w jakim – kulturowego. Sadura wskazuje, że np. wśród członków niższej klasy średniej o większym kapitale kulturowym częstszą inwestycją w przyszłość dzieci będzie rozwój domowej biblioteki czy sfinansowanie kursu językowego, a wśród rodziców o wyższym kapitale ekonomicznym będzie to zakup mieszkania. 

Od podanych schematów zdarzają się rzecz jasna wyjątki będące jednak zazwyczaj kolejnym rodzajem schematu. Socjolog podaje przykład osób z klasy ludowej wybierających kierunki uznawane za inteligenckie, np. dotyczące nauk społecznych. Takich studentów nazywa za Bourdieu les miraculés. To osoby podwójnie wyjątkowe – nie pasują zarówno do rówieśników na wczesnym etapie edukacji, jak i na późniejszym, w środowiskach zdominowanych przez przedstawicieli klasy średniej i wyższej (tu można odwołać się do najnowszej powieści wspomnianego już Szczepana Twardocha; jej głównym bohaterem jest Alojzy Pokora, uzdolniony syn górnika, który dzięki pomocy lokalnego proboszcza zostaje wysłany do gimnazjum; Pokora jednak nie może odnaleźć się w świecie elit, a przez oderwanie od ludowego stylu życia także wśród swojej rodziny; pisarz pokazuje w powieści również typowy dla klasy ludowej zwyczaj, który polegał na wysyłaniu jednego z dzieci na studia, taka osoba pełniła później zazwyczaj rolę pośrednika ze światem zewnętrznym, wykonując zawód duchownego bądź nauczyciela). Sadura zauważa jednak, że wspomniani les miraculés cenią rozwój intelektualny czy kulturę akademicką nawet bardziej niż osoby należące do klas wyższych. Związane jest to z wtórną socjalizacją, nabyciem nowego habitusu klasowego, a zatem także większym przywiązaniem do wartości, z którymi przedstawiciele klasy wyższej zdążyli się już oswoić.

W przeważającej części dzieci powielają jednak schematy edukacyjne rodziców. Również, a właściwie przede wszystkim, w wyższej klasie średniej, mimo deklarowanego przez studentów wolnego wyboru realizowanego kierunku. Tu Sadura przywołuje koncepcję Basila Bernsteina, który wyodrębnił dwa typy rodzicielskiego systemu kontroli – pozycyjny i osobowy – charakterystyczne odpowiednio dla klasy ludowej i średniej. Typ pozycyjny polega na bezpośrednich nakazach, a osobowy na odwoływaniu się do uczuć rodziców i dziecka. Polski socjolog proponuje jednak aktualizację tej koncepcji. Jak zauważa, współcześnie dzieci z klasy ludowej są pozostawione w kwestii wyższej edukacji z wolnym wyborem z uwagi na nikłą wiedzę ich rodziców na temat studiów, a zatem niemożność udzielania nakazów. Natomiast osoby z klasy średniej czy wyższej działają według narzuconych praktyk i wartości, wśród których paradoksalnie jest także wolny wybór. 

Habitusy klasowe w edukacji wciąż zależne są od kwestii ekonomicznych, mimo że w porównaniu z innymi obszarami wynikają w większym stopniu z kapitału kulturowego. Praktycyzm klasy ludowej jest przede wszystkim skutkiem gorszej sytuacji ekonomicznej. Osoby takie nie będą zazwyczaj wybierać studiów, które nie gwarantują łatwości znalezienia zatrudnienia. Przy czym trudniej będzie się takim osobom na studia dostać – z uwagi na ograniczone środki na korepetycje czy pomoce naukowe. Ważnym aspektem jest także kwestia utrzymania się w innym mieście, jeżeli studia wymagają przeprowadzki. Osoby z klasy ludowej zdecydowanie częściej będą zatem rezygnowały z dalszej edukacji na rzecz podjęcia pracy zarobkowej. Dla klasy średniej, która dysponuje większymi środkami ekonomicznymi, uzyskanie wyższego wykształcenia będzie łatwiejsze. Przy czym środki te nie będą wystarczające, żeby porzucić pragmatyczny aspekt nauki umożliwiającej zwiększenie własnej wartości na rynku pracy. Swoboda klasy wyższej nie mogła by jednak zaistnieć, gdyby nie znaczna poduszka finansowa. Nietraktowanie edukacji instrumentalnie to przywilej będący udziałem relatywnie niewielkiej części społeczeństwa.

Kochajmy się

I na koniec, po poznaniu klasowych kontekstów możemy powrócić do tematu z początku tekstu, czyli polityki. 

Być może część czytelników zna epilog historii obalenia komunizmu. Bezrobocie w pierwszych latach transformacji osiągnęło poziom ponad 15 proc., znacznie zwiększyły się nierówności ekonomiczne. Do władzy doszła partia socjaldemokratyczna, wywodząca się ze środowiska sprawującego władzę w poprzednim systemie. Transformacja stworzyła jednak grunt pod rozwój klasy średniej. Następne lata to ogromny wzrost gospodarczy i akcesja do Unii Europejskiej. Władzę przejęła partia reprezentująca interesy klasy średniej i stawiająca jej wartości w centrum uwagi. Tę narrację umocniło dodatkowo względnie dobre poradzenie sobie z kryzysem finansowym lat 2007–08. Jednak coraz częściej zaczęto kwestionować dziedzictwo transformacji. Zwracano uwagę na jej ogromne koszty społeczne. Nad Europę zawitała także fala populizmu i nacjonalizmu podsycana przez kryzys migracyjny. Kotłowało się. Rosła frustracja. Na przykład na Marszach Niepodległości, którym, zdaniem semiotyka kultury Marcina Napiórkowskiego, można przypisać przede wszystkim znaczenie klasowe. Klasowe resentymenty eksplodowały w 2015 r., kiedy to wybory wygrała partia głośno stawiająca się po stronie „ludu” w starciu z „elitami”. Rządzącej partii udało się trafić na okres wzrostu gospodarczego, a dzięki rozwinięciu programów socjalnych mogła ona zwiększyć poziom życia wielu osób wywodzących się z klasy ludowej, co zapewniło jej reelekcję. 

I tak dochodzimy do Polski AD 2021. Trawionej przez pandemię, która zdecydowanie bardziej uderzyła w najbiedniejszych, coraz liczniejszy prekariat niepewny zatrudnienia i przyszłości – niemogących sobie pozwolić finansowo na izolację w przeciwieństwie do klasy średniej, która względnie łatwo przestawiła się na home office. Polski, w której niedawno miały miejsce największe protesty w jej historii od czasów „Solidarności”. Dotyczące skrajnie restrykcyjnego prawa aborcyjnego uderzającego przede wszystkim w najbiedniejsze kobiety, które nie mogą pozwolić sobie na zagraniczny wyjazd. Polski, nad którą wisi widmo katastrofy klimatycznej. Z tymi problemami będziemy musieli sobie poradzić w najbliższych latach. Zanim rozwiąże je za nas ktoś inny.