W pułapce czasu

Wybranie się do kina pierwszy raz od listopada może być ekscytujące. O wiele bardziej niż na letnie pokazy Teneta, można by rzec z przekąsem. Na co więc warto udać się po tak długiej przerwie, oczywiście oprócz rodzimego Zabij to i wyjedź z tego miasta? Ja mogę polecić Palm Springs.

W tym numerze Magla znajduje się też recenzja nowego sezonu Brooklyn Nine-Nine, więc fani Andy’ego Samberga powinni być zadowoleni. Na początku seansu widza wita logo Lonely Island Classics, przywodząc na myśl takie internetowe klasyki, jak Lazy Sunday czy Dear Sister. Podobnie jak kręcone z myślą o YouTubie skecze digital shorts programu Saturday Night Live, efekty specjalne w Palm Springs nie są ani zbyt drogie, ani spektakularne, jednak ogranicza je już tylko wyobraźnia scenarzystów. Dlaczego mowa o efektach specjalnych w przypadku komedii romantycznej? Ponieważ, nie zdradzając zbyt wiele fabuły, to film o ludziach, którzy utknęli w pętli czasowej i ich każdy dzień zaczyna się przygotowaniami do ślubu siostry głównej bohaterki. Pomimo że widzimy tę ceremonię wielokrotnie, Samberg dba, abyśmy się nie nudzili. Przebieg każdego wesela jest nieco inny i odkrywa kolejne istotne wątki. Znana z Jak poznałem waszą matkę Cristin Milioti nareszcie ma szansę wziąć czynny udział w ciekawym ślubie (kto swego czasu wymęczył finałowy sezon, ten wie).
Z jednej strony jest to typowa amerykańska komedia, gdzie co drugiemu bohaterowi bliżej do zachowania kolejnego studenta z bractwa oznaczonego greckimi literami niż dorosłej osoby. Tymczasem, co czwarta postać jest po prostu typowym redneckiem. Pojawia się też wręcz kreskówkowy złoczyńca – J.K. Simmons, który nie pierwszy raz przeraża we współczesnym kinie. Główni bohaterowie to do pewnego stopnia typowi outsiderzy, nie poddający się społecznym konwenansom, których, oprócz ich samych, zrozumieć może jedynie widz. Jednak w sytuacji pętli czasowej ich absolutne wyobcowanie i nieprzystawanie do otaczającej ich rzeczywistości zwyczajnie ma wiele sensu.
Czy jest to kino nowatorskie? Na pewno można znaleźć podobieństwa do np. Dnia Świstaka lub Na skraju jutra, ale debiutujący Max Barbakow przedstawia dużo świeższą i przyjemniejszą wersję pętli czasowej. O czym tak naprawdę jest ten film? O rutynie, o wygodnictwie, o wybieraniu linii najmniejszego oporu… Film powstał przed pandemią, ale paralele z obecną sytuacją nasuwają się same. Obostrzenia bywają zdejmowane, a później nakładane z powrotem, więc pewnie nie staniemy pewnego dnia przed wyborem nagłego wyrwania się z rutyny i powrotu do stanu sprzed epidemii jak główni bohaterowie. Jednak pomimo tęsknoty za bezpośrednim kontaktem lub najzwyklejszymi wyjściami do restauracji, czy będziemy gotowi zrezygnować z komfortu własnego domu, gdy trzeba będzie wrócić na stałe na uczelnię albo do biura?
Jeśli kogoś jeszcze nie przekonała do obejrzenia Palm Springs intensywna kampania Gutek Film i liczne pozytywne recenzje po polskiej premierze, to ja również dorzucę swoją cegiełkę, gorąco polecając film. Na pewno warto odwiedzić ulubione kino studyjne, sprawdzić, czy jeszcze istnieje i poczuć błogi brak konsekwencji przez półtorej godziny.

Ocena: 5/5

TEKST: Agnieszka Traczyk

Palm Springs – Reż: Max Barbakow
Premiera: 26.02.2021r