Stać, NYPD

W przypadku wielu seriali, szczególnie sitcomów, których liczba sezonów nierzadko przekracza dziesiątkę, zdarza się, że materiał, z początku ciekawy i świeży, z czasem wyczerpuje się, a twórcy nie są w stanie zachować pierwotnego poziomu podczas pisania scenariusza do kolejnych epizodów. Zupełnie odwrotnie jest w przypadku Brooklyn Nine-Nine autorstwa Dana Goora i Michaela Schura.

Serial, choć w tej chwili składający się z siedmiu sezonów (ostatni jeszcze nie jest dostępny w Polsce), niezmiennie humorem, pomysłowymi rozwiązaniami fabularnymi i kreatywnością audio-wizualną, dzięki której bohaterowie wciąż wydają się tak samo, a może i bardziej, interesujący jak w pierwszych odcinkach.
W najnowszej odsłonie widz na powrót ma okazję przestąpić próg Nine-Nine na Brooklynie, który przechodzi poważny kryzys związany z degradacją poprzedniego kapitana. Holt musi radzić sobie z nowymi zadaniami, związek Jake’a wchodzi na nowy poziom, gdy na horyzoncie pojawia się wizja rodzicielstwa, o której zresztą wiele wspomniane zostało w sezonie poprzednim. Reszta bohaterów również przeżywa swoje wzloty i upadki, Charles i Terry wciąż starają się sprostać obowiązkom ojcowskim, a Rosa jest… no cóż… po prostu sobą. Niby nic poważnego, na pierwszy rzut oka serial zdaje się niezadowalająco zachowawczy, jednak z sytuacji na sytuację całość fabularna nadal potrafi zaskoczyć i rozbawić.
Nowa sytuacja Holta stawia bohaterów, a szczególnie Peraltę, w zupełnie odmiennej rzeczywistości, do której zarówno bohaterowie, jak i widz nie byli przyzwyczajeni, co z kolei generuje ogromny potencjał humorystyczny, doskonale zresztą wykorzystany przez twórców. Sam serial sprawia wrażenie uroczo samoświadomego, powtarzającego to, co wcześniej zostało już zaserwowane publice, jednak w zupełnie odmienny i przeinaczony sposób. Dlatego też żarty są jeszcze bardziej zabawne, a sytuacje jeszcze bardziej absurdalne. Nie brak też starej dobrej demolki komisariatu na Brooklynie, który, zgodnie ze starą zasadą fanów Nine-Nine, przynajmniej raz w sezonie musi zostać konkretnie zdewastowany. Można by jeszcze wspomnieć o kolejnych nieodłącznych elementach serii z Peraltą w roli głównej, czyli Halloweenowym Skoku, szalonym akcjom z równie szalonym Pimento i kolacji w Dniu Dziękczynienia, jednak wydaje się dużo trafniejszym pomysłem, by widz na własnej skórze przekonał się, jak siódmy sezon traktuje kultowe elementy, tak ważne dla każdego entuzjasty serialu.
Ostatecznie siódmy sezon Brooklyn Nine-Nine to wspaniała rozrywka dla każdego, kto kocha absurd The Office i uroczą niezdarność jakby wyjętą z Przyjaciół. Twórcy po raz kolejny udowadniają, że, podobnie jak widzowie, kochają wykreowane przez siebie postacie, dzięki czemu następne perypetie pracowników komisariatu stanowią nie tylko dobrze rozpisanych bohaterów zachwycających swoim humorem, lecz rzeczywistych kumpli z pracy, z którymi chciałoby się wyjść na piwo do baru Shaw’s i krzyknąć donośnie Nine–Nine!

Ocena: 4/5

TEKST: Dominik Tracz

Brooklyn Nine-Nine – Reż: Dan Goor, Michael Schur